niedziela, 23 grudnia 2018

"17-11-70" - Elton John [Recenzja]


Nietrudno domyślić się daty nagrania tego albumu. 17 listopada 1970 roku Elton John zagrał koncert transmitowany na żywo przez radio i na tym historia tego nagrania miała się skończyć. Ten koncert nigdy nie miał ukazać się jako album. Wśród fanów obrósł on jednak bardzo szybko legendą i zaczęli go przegrywać sobie na tzw. bootlegach. Producent Eltona, Gus Dudgeon, wpadł więc na pomysł, by wydać go oficjalnie. Przedstawił tę ideę wytwórni, która z chęcią na to przystała i tak oto został wydany pierwszy album koncertowy w karierze Johna. Album ten wskoczył niemal natychmiast na listę Top 100, czego Elton dokonał jako pierwszy artysta od czasów Beatlesów.
Elton John, w chwili nagrania koncertu mógł pochwalić się już trzema longplayami (w tym dwoma wydanymi w Stanach Zjednoczonych) i jedną ścieżką dźwiękową do filmu Friends. Miał już więc czym się pochwalić, a mimo to, dobór utworów na koncert zaskakuje, gdyż Elton pokusił się nawet o scoverowanie paru piosenek. Sam Elton tę właśnie płytę zalicza w poczet swoich ulubionych własnych dokonań i uznaje ją za swój najlepszy album koncertowy. Oficjalnie koncert trwał ponad 80 minut, na pierwszym wydaniu ukazało się jednak jedynie 6 utworów, do których dopiero na wznowieniu CD w 1995 roku dodano jeszcze Amoreena z płyty Tumbleweed Connection. 22 kwietnia 2017 roku ukazało się także wydawnictwo zatytułowane 17-11-70+ zawierające wszystkie piosenki zarejestrowane podczas tamtego koncertu. Ja jednak skupię się na wydaniu oficjalnym, czyli tym składającym się z siedmiu utworów z 1995 roku.
Skład muzyków biorących udział w tym koncercie był skromny. Dee Murray na basie, Nigel Olsson na perkusji i oczywiście Elton John przy fortepianie. Całość wypada więc dość kameralnie, ale takie właśnie było założenie: minimum środków, maksimum efektów. Według Dave'a Hermana, który prowadził tamten koncert, Elton grał tak agresywnie, zapamiętale i intensywnie, że po koncercie trzeba było ścierać krew z klawiszy fortepianu, gdyż podczas jednej z solówek rozciął sobie kilka palców.

Wita nas głos wspomnianego Hermana, który informuje nas, że w studio, w roli publiczności, jest około 100-120 osób. Szybka zapowiedź Eltona i rozbrzmiewa już pierwszy utwór, czyli Bad Side of the Moon. Utwór ten nie ukazał się na żadnym regularnym albumie Eltona. Pełnił funkcję strony B singla Border Song z albumu Elton John. Jego studyjna wersja ukazała się dopiero jako bonus przy wznowieniu wspomnianej płyty. Na pierwszy rzut ucha słychać już, jak bardzo żywiołowo brzmi tu Elton z zespołem i ile serca wkłada w występ; śpiewa z wielką pasją. Po chwili następuje chwilowe zwolnienie, gdzie John śpiewa delikatniej, by po chwili wrócić do poprzedniej ekspresji. Świetnie słychać znakomite zgranie muzyków. Elton serwuje nam na otwarcie prawdziwy killer.
Po chwili przechodzimy do najbardziej docenianego i ambitnego utworu z Tumbleweed Connection, czyli słynnego już Amoreena. Utwór brzmi bardzo podobnie, jak w wersji studyjnej, więc nie ma sensu, bym poświęcał mu tu więcej miejsca. Zagrane po prostu bardzo profesjonalnie i z odpowiednią dozą emocji, jak to zwykle u Eltona. O wiele żywiołowiej i lepiej niż w studyjnej wersji wypada Take Me To The Pilot. Fortepian Johna dodaje jego wokalom więcej dynamiki, a i refren brzmi o wiele wyraziściej niż na Elton John. Różnicę najlepiej słychać w przejściach między refrenem a zwrotką, kiedy to Elton uderza w klawisze z prędkością karabinu maszynowego. Utwór jest też ciekawiej rozwinięty i pod koniec pojawią się ciekawe improwizacje fortepianowe. Elton udowodnił, że nawet z największej petardy potrafi wycisnąć jeszcze więcej energii. Świetny wykon!
Przychodzi jednak chwila na wyciszenie, gdyż John i jego ekipa proponują nam Sixty Years On. Mamy jednak wątpliwości. Jak można zagrać ten kawałek i w pełni oddać jego piękno bez tej cudownej, barokowej oprawy? Otóż można, i to jak! Elton stopniuje tu napięcie jeszcze lepiej niż w wersji studyjnej, mimo mniejszej ilości środków, którymi może operować. Delikatnie pulsujący bas i precyzyjna perkusja robią świetne tło dla tego utworu. Właśnie, "tło", bo prym wiedzie tu fortepian. Nie wokal Eltona, nie jego żywiołowe wykonanie i zdzieranie głosu, ale właśnie fortepian, na którym John gra z istną maesterią. 
Pierwsze większe zaskoczenie na polu setlisty to cover jednego z największych przebojów zespołu The Rolling Stones, Honky Tonk Women. Najpierw Elton wraz z Dee i Nigelem śpiewają "She's a honky tonk woman, gimme, gimme, gimme the honky tonk blues". Następnie proponują nam wersję jeszcze lepszą niż oryginał, gdyż Elton dodaje tu o wiele więcej kroczącego bluesa i świetną, melodyjną solówkę fortepianową. Śpiewa tu z prawdziwą pasją i dodał więcej życia w ten numer. Stonesi wykonują to niechlujnie, bo taki też mają styl i w ich konwencji brzmi to bardzo dobrze. Jednak u Eltona ten utwór zabrzmiał po prostu wybitnie. Szczególnie niespodziewane przyspieszenie pod koniec kawałka i zabawne zakończenie wokalne dodają utworowi charakterystycznego sznytu, który jest tak typowy dla stylu Johna.
Elton jednak zdecydował się promować także swój najnowszy wówczas album, czyli sountrack Friends, grając najbardziej melodyjny i przebojowy z niego utwór, a więc Can I Put You On? Piosenka wypada jeszcze lepiej niż na swojej studyjnej wersji. Głos Eltona delikatnie załamuje się w pewnym momencie, lecz John nic nie daje po sobie poznać i dodaje w zamian za to jeszcze bardziej do pieca. Kolejny sztos albumu.
Jest tu jednak rzecz absolutnie genialna. To kończący album utwór Burn Down the Mission. Elton jednak zafundował nam tu porcję niespodzianek, o których za chwilę. Wspomniany kawałek to mój ulubiony fragment płyty Tumbleweed Connection. Po latach Elton przypomniał sobie o nim i zaczął coraz częściej do niego wracać, włączając go nawet w część setlisty trasy Farewell Yellow Brick Road, wieńczącej jego karierę. Wokale Eltona brzmią tutaj zdecydowanie lepiej niż w wersji studyjnej. Wstawka fortepianowa między refrenem a zwrotką brzmi tu jeszcze bardziej dynamicznie i melodyjnie. John uderza w fortepian tak mocno, że można mieć obawy czy nie rozstroi zaraz tego instrumentu. Utwór jednak, w miejscu gdzie powinien się skończyć, jeszcze bardziej przyspiesza. Po chwili muzyka przygasa i towarzyszy nam tylko Elton grający na klawiszach skoczną i wesołą melodyjkę. Zaraz jednak perkusja narasta, a John ponownie zaczyna uderzać w fortepian jak oszalały. Następnie można jednak usłyszeć, jak Elton zaczyna śpiewać utwór My Baby Left Me, pochodzący z 1950 roku, a wykonywany także m.in. przez Elvisa Presleya. Zaraz Elton zachęca do klaskania, co też publiczność robi z wielką chęcią. Teraz towarzyszy nam przez kilka chwil tylko perkusja, bas i ponad 100 klaszczących rąk. Bez obaw, fortepian jednak po chwili wraca wygrywając kolejne melodyjne solówki. Muzyka po chwili prawie zupełnie zanika, gdy nagle Elton wyśpiewuje "Jojo was a man who thought he was a loner, but he was another man" z ponadczasowego Get Back Beatlesów. Nie przebija może wersji oryginalnej, ale dodaje tej piosence odmiennego charakteru, sprawiając że utwór stał się zupełnie inną piosenką; dodaje mu odrobinę bluesowego zacięcia. Elton zaraz jednak dziękuję publiczności i życzy im wszystkiego dobrego. Na sekundę zapada cisza, po czym John odlicza do trzech i ponownie wraca z rozpędzonym motywem sprzed My Baby Left Me. Kończy krótką wokalną improwizacją, która powoduje napad histerii wśród publiczności i... koniec. Tym genialnym sztosem Elton zakończył ten wspaniały album.


Elton John był jeszcze przed swoją ogólnoświatową megakarierą, gdy nagrywał ten album. Łatwo jednak zrozumieć fenomen, którym się okazał, gdy udało mu się przebić do ogólnej muzycznej świadomości całego świata. Jak się okazuje, trzech muzyków w zupełności wystarczy, by zapewnić nam 50 minut niezwykle żywiołowej i pełnej niespodzianek muzyki. Ten koncert to absolutnie najwyższa światowa liga i, mimo że publiczność wtedy Elton miał raczej kameralną, nie przeszkodziło mu to dać z siebie absolutnie wszystkiego. Gra tu z prawdziwą pasją i zdziera gardło, jak tylko potrafi. 17-11-70 to po prostu jeden z najlepszych albumów Eltona i jeden z najwspanialszych albumów koncertowych, jakich kiedykolwiek miałem przyjemność wysłuchać.

Ocena: 10/10


17-11-70: 48:25

1. Bad Side of the Moon- 4:57
2. Amoreena - 4:54
3. Take Me to the Pilot - 5:55
4. Sixty Years On - 7:22
5. Honky Tonk Women - 4:07
6. Can I Put You On - 6:38
7. Burn Down the Mission/My Baby Left Me/Get Back  - 18:27

sobota, 22 grudnia 2018

"Rubber Soul" - The Beatles [Recenzja]


Rok 1965 był dla Beatlesów przełomowy. Nie tylko dlatego, że zagrali wówczas słynny koncert na Shea Stadium, ale przede wszystkim nadszedł wtedy czas dla ich muzycznego rozwoju. Zaczęło się od Help!, gdzie zespół sięgnął po bardziej folkowe zabarwienie kompozycji i większe dopracowanie tekstów, by nie opowiadały tylko prosto i przyjemnie o miłości bez skaz. Na Help! (a nawet momentami na Beatles For Sale) pojawiły się teksty nierzadko pesymistyczne, wyrażające rozczarowanie i gorycz z niespełnionego uczucia. Wszystko to miało miejsce w spotkaniu, jakie Beatlesi odbyli z Bobem Dylanem, którego twórczość bardzo sobie cenili. Po płycie i filmie Help! udali się oni - po trasie koncertowej, rzecz jasna - na zasłużony odpoczynek. Jednak nie trwał on długo, gdyż trzeba było już nagrywać kolejną płytę na okres świąteczny.
Jak wspomina Ringo Starr, duży wpływ na postać tych nagrań miała wpływ marihuana, którą Beatlesi palili wtedy namiętnie (Paul miał zresztą robić to jeszcze długo po rozpadzie zespołu), a także początki zainteresowań George'a muzyką indyjską. Zespół nagrał ten album na przestrzeni czterech miesięcy, jednak zaczynały się już ich eksperymenty z brzmieniami. Zaczęli wykorzystywać potencjał drzemiący w studiu nagraniowym. Rubber Soul uznawany jest za album przejściowy; coś, co Beatlesi nagrali między swoim wczesnym okresem szaleństwa, a późniejszym, w którym zajęli się dojrzałą pracą w studio. Osobiście nie zgadzam się z tym stwierdzeniem i jeśli miałbym wybrać pytę-pomost pomiędzy Beatlesami rockandrollowymi a dojrzałymi, to wybrałbym Help!, gdyż to właśnie tam The Beatles pokazało się z zupełnie innej strony. 
Beatlesi nagrywając Rubber Soul zrobili też coś zupełnie nowego: wynajęli studio na określony czas i poświęcili się tylko i wyłącznie nagraniom. Sesje nie odbywały się już w przerwach między koncertami, bądź kolejnymi wyjazdami. Na czas nagrań zespół zrezygnował z pozostałych działań i poświęcił się w pełni nagrywaniu. Rozwinęli też znacznie brzmienie, nadając im jeszcze wyraźniej folkowego charakteru. Album nie zawiera też ani jednego coveru; jedynie 11 piosenek duetu Lennon/McCartney, dwie George'a Harrisona, a także jedną napisaną przez trio Lennon/McCartney/Starr. Nawet już na poziomie okładki Beatlesi chcieli zrobić coś niekonwencjonalnego. I zrobili. Być może nie rzuca się to w oczy na pierwsze spojrzenie, ale The Beatles zrezygnowali z umieszczenia nazwy zespołu na zdjęciu promującym album, wykonanym zresztą przez Roberta Freemana. 

Rozpoczyna się charakterystyczną gitarą i jednym z największych przebojów płyty, czyli Drive My Car. Zwraca uwagę wykorzystanie pianina i "krowiego" dzwonka. Utwór zaczął pisać Paul, lecz nie miał na niego za bardzo pomysłu. Jego pierwszy tytuł brzmiał Golden Rings. Potem dołączył do niego John, lecz wciąż nic sensownego nie potrafili z tego sklecić. Zrobili więc sobie typową dla Anglika przerwę (na herbatę) i po kilku chwilach wpadła im do głowy fraza "Baby, you can drive my car". Z resztą sprawa była już prosta. Tekst może nie jest wybitny, ale zupełnie to nie przeszkadza w odbiorze tej znakomitej piosenki. Świetny opener dający rozpęd na resztę albumu.

Baby, you can drive my car
Yes, I'm gonna be a star
Baby, you can drive my car
And maybe I'll love 

Rozpęd ten studzi jednak jeden z genialnych sztosów tego albumu, czyli Norwegian Wood (This Bird Has Flown). W tym utworze, po raz pierwszy w muzyce pop, wykorzystany został sitar, na którym zagrał George Harrison. Nie wiedział jednak za bardzo, jak ma na nim grać, więc chwycił go jak gitarę. Na uwagę ponadto zasługuje genialny tekst Lennona. Utwór ten w porównaniu z piosenkami tworzonymi przez Beatlesów w pierwszym okresie ich działalności, to jak zestawić najnowszy model Ferrari z samochodem z Flinstonów. Wspaniały utwór. Jeden z najlepszych nie tylko jeśli chodzi o ten album, ale też o całą karierę Beatlesów. 

I once had a girl
Or shoul I say
She once had me

She showed me her room
Isn't it good
Norwegian wood

McCartney w czasie nagrywania albumu przeżywał trudne chwile ze swoją ówczesną miłością, Jane Asher, więc w swoich piosenkach przedstawia on najczęściej gorycz wynikającą z braku zrozumienia przez partnerkę. You Won't See Me, mimo że muzycznie jest kawałkiem raczej dynamicznym, tekstowo nie prezentuje się już tak radośnie. Bardzo dobry utwór, choć nie rewelacyjny. 

Time after time you refuse to even listen
I wouldn't  mind if I knew what i was missing

Rewelacyjnym utworem jest Nowhere Man Johna, w którym Lennon próbuje opisać po raz kolejny, jak czuje się, będąc przytłoczony przez całą popularność i zamieszanie dookoła niego. Znany utwór Beatlesów, jednak ja nigdy szczególnie za nim nie przepadałem. Mimo mojej antypatii do niego, nie mogę jednak nie przyznać, że jest naprawdę ciekawy zarówno w warstwie muzycznej, jak i tekstowej.

He's a real Nowhere Man
Sitting in his Nowhere Land
Making on his Nowhere Plans
For nobody

Po nim następuje pierwszy utwór Harrisona na płycie, czyli rozpędzający Think For Yourself. Widać tu, że George, nie dość że jest coraz zdolniejszym kompozytorem i tworzy coraz to bardziej zaskakujące utwory, to jeszcze odrobił lekcję z Help! i zaczął pracować nad tekstami.

I left you far behind
The ruins of the life that you had in mind
And though you still can't see
I know your mind's made up
You're gonna cause more misery
Do what you want to do
And go where you're going to
Think for yourself
Cause I won't be there with you

Następujące po nim, ciekawe, The Word, to kolejny atut tego longplaya. Bardzo inteligentnie zbudowany, z psychodeliczną solówką Harrisona pod koniec, zagraną na jednym dźwięku. Ma wpadający w ucho refren i atmosferę, która sprawia, że czujemy się lekko nieswojo. Beatlesi nauczyli się już, że piosenką można wzbudzać nie tylko pozytywne uczucia, ale i te mniej przyjemne, co chętnie zaczynają wykorzystywać, dając przykład swojej wszechstronności.

Say the word and you'll be free
Say the word and be like me
Say the word I'm thinking of
Have you heard? The word is "love"

W pozytywne klimaty powracamy jednak za sprawą najbardziej znanego przeboju z płyty, czyli słynnego Michelle McCartneya. Gdy Lennon usłyszał po raz pierwszy riff gitary z tej piosenki, powiedział że brzmi to mu "nieco francusko". Paul wplótł więc w tekst kilka słów w tymże języku. Jest to z pewnością najbardziej uroczy moment krążka, przy którym można naprawdę odpłynąć. McCartney w swojej szczytowej formie.

Michelle, my belle
These are words that go together well
My Michelle

What Goes On to dzieło, które wyszło spod rąk tria Lennon/McCartney/Starr, a śpiewane jest właśnie przez tego ostatniego. Jest to, a jakże by inaczej, typowe dla stylu Ringa country. Nie jest momentem wybitnym, ani szczególnie zapadającym w pamięć, jednak po prostu ma wesoły nastrój i przyjemnie się tego słucha. Ringo po raz kolejny spełnia więc swoją rolę na płycie Beatlesów.

What goes on in your heart
What goes on in your mind
You are tearing me apart
When you treat me so unkind
What goes on in your mind

Znacznie mniej przyjemny jest utwór Lennona, Girl. Piosenka ta często zestawiana jest z Michelle Paula, jako pojedynek tych dwóch twórców, jeśli chodzi o piosenki miłosne. Generalnie bardziej przemawia do mnie twórczość McCartneya, jak w tym przypadku, wolę wizję Johna, ze względu na, nie tylko ciekawszą fakturę muzyczną, ale i świetny tekst. Wielki utwór, absolutnie wspaniałe świadectwo niesamowitego zmysłu muzycznego, który posiadał John.

She's the kind of girl who puts you down
When friends are there, you feel a fool
When you say she's looking good
She acts as if it's understood, she's cool

Was told when she was young that pain would lead to pleasure
Did she understand it when they said
That a man must break his back to earn his day of leisure
Will she still believe it when he's dead?

Moim ulubionym fragmentem płyty jest jednak zapomniane I'm Looking Through You McCartneya. Nie rozumiem, czemu utwór ten jest tak często pomijany, gdyż dla mnie jest jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie wyszły z muzycznej głowy Paula. Tekstowo jest to kolejna gorycz wynikająca z psującego się bardzo szybko związku muzyka z Asher. Absolutnie wspaniały utwór i zapomniana perełka.

I'm looking through you
Where did you go?
I thought I knew you
What did I know?

You don't look different
But you have changed
I'm looking through you
You're not the same

Why, tell me why, did you not treat me right?
Love has a nasty habit of disappearing overnight

Najbardziej wychwalanym jednak utworem albumu jest In My Life. McCartney i Lennon spierali się przez wiele lat, kto jest głównym autorem tej piosenki i dopiero na podstawie naukowej analizy z 2018 roku stwierdzono, że zawiera on więcej rozwiązań muzycznych typowych dla Johna. Nie jest to jednak istotne, gdyż, muszę przyznać, że to właśnie ten kawałek rywalizował z I'm Looking Through You o miano najlepszego w moim osobistym zestawieniu. Wygrana była dosłownie minimalna, bowiem In My Life to jeden z najlepszych utworów Beatlesów. Zawiera także solo Martina zagrane na pianinie, jednak nie podobało się ono muzykom zbytnio i producent postanowił je nieco przyspieszyć, już na taśmie rzecz jasna. Najważniejszy jest tu jednak tekst będący refleksyjnym pogodzeniem się z własną przeszłością.

But of all these friends and lovers
There is no one compares with you
And these memories lose their meanings
When I think of love as something new

Though I know I'll never lose affection
For people and things that went before
I know I'll often stop and think about them
In my life I love you more

Gdybym miał wybrać jeden kawałek, który prezentuje się najbardziej zachowawczo wybrałbym Wait. Jest to utwór dobry, jednak za mało ciekawy, by stawiać go w rzędzie z takimi arcydziełami jak utwory go poprzedzające. Nieco ciekawszy, choć niewiele jest If I Needed Someone. Wciąż są to jednak znakomite utwory, które niewątpliwie podniosłyby wartość niejednego współczesnego albumu muzycznego.

If I needed someone to love you're the one that I'd be thinking of
If I needed someone

If I had some more time to spend
That I guess I'd be with you my friend if I needed someone

Beatlesi kończą album w świetnym stylu, serwując nam rozpędzony, najbardziej dynamiczny kawałek albumu (obok Drive My Car), Run For Your Life. Mamy tu tekstowo do czynienia z miłością zaborczą, ale i niezwykle oddaną, a muzycznie The Beatels serwuje nam porcję soczystego rockandrolla w folkowym stylu (jakkolwiek to brzmi). Lepiej tego longplaya Beatlesi zamknąć nie mogli. Prawdziwy killer na deser!

I'd rather see you dead, little girl
Than to be with another man
You'd better keep your head, little girl
Or I won't know where I am

You'd better run for your life if you can, little girl
Hide your head in the sand, little girl
Catch you with another man
That's the end


Rubber Soul to album niesamowity. Dorównujący absolutnie Help!, a jeśli chodzi o warstwę muzyczną, to nawet go przebijający. Nie jest może idealnie, pod koniec Beatlesi łapią na chwilę zadyszkę, jednak nie przeszkadza to absolutnie w odbiorze płyty. Mamy tutaj świetne i głębokie teksty, ciekawą produkcję i dojrzałość wykonawczą. Absolutnie wspaniały i porywający longplay.

Ocena: 9/10


Rubber Soul: 34:55

1. Drive My Car - 2:25
2. Norwegian Wood (This Bird Has Flown) - 2:01
3. You Won't See Me - 3:18
4. Nowhere Man - 2:40
5. Think for Yourself - 2:16
6. The Word - 2:41
7. Michelle - 2:40
8. What Goes On - 2:47
9. Girl - 2:30
10. I'm Looking Through You - 2:23
11. In My Life - 2:24
12. Wait - 2:12
13. If I Needed Someone - 2:20
14. Run for Your Life - 2:18

piątek, 21 grudnia 2018

"Lonely And Blue" - Roy Orbison [Recenzja]


Swoją pierwszą gitarę dostał już w wieku 6 lat i plotka głosi, że nauczył się na niej grać tylko dlatego, by móc siedzieć do późna z dorosłymi i nie chodzić wcześnie spać. Roy Orbison, bo o nim mowa, urodził się 23 kwietnia 1936 roku w stanie Teksas, gdzie, mimo licznych przeprowadzek, razem z rodziną osiedlili się ostatecznie na stałe. Tam skończył szkołę średnią i, co ważniejsze z punktu widzenia muzyki rockandrollowej, założył swój pierwszy zespół o nazwie The Wink Westerners. Udało im się nawet zdobyć lokalny rozgłos.
Po ukończeniu liceum Orbison wyjechał na studia do Denton, jednak przeniósł się niedługo potem do Odessy, by być bliżej zespołu. Ostatecznie w 1956 roku porzucił studia, gdy grupie, nazywającej się już teraz The Teen Kings, udało się podpisać kontrakt z wytwórnią muzyczną, który zawdzięczali poniekąd Johnny'emu Cashowi. Podczas sesji mieli także możliwość poznać Buddy'ego Holly'ego i samego Elvisa Presleya.
Pierwszym ich przebojem stał się duet z Jamesem Morrowem, Ooby Dooby, lecz kolejne utwory The Teen Kings nie cieszyły się taką popularnością, a w grudniu zespół się rozpadł. Orbison musiał więc rozpocząć samodzielną karierę, a jego pierwszym solowym albumem był Lonely And Blue.


Płyta rozpoczyna się jednym z największych przebojów Roya Orbisona, czyli Only the Lonely (Know the Way I Feel). Jest to typowa dla tego artysty ballada świetnie odzwierciedlająca rockandrolla swoich czasów. Utwór praktycznie w ogóle się nie zestarzał i do dzisiaj brzmi znakomicie. Już tutaj Orbison prezentuje nam typowy dla siebie styl, który konsekwentnie będzie prowadził przez całą swoją karierę. Nie miał on bowiem zbyt dobrej prezencji scenicznej, ani charyzmy, więc postanowił, że wykorzysta to, śpiewając piosenki miłosne, lecz - co nietypowe dla tamtych czasów - z perspektywy odrzuconego. Only the Lonely jest pierwszym przykładem tego stylu i zarazem jednym z najlepszych. Jeśli ktoś chciałby poznać styl Orbisona, polecam zacząć swoją przygodę z tym artystą od tego właśnie utworu.


Only the lonely
Know the heartaches I've been through
Only the lonely
Know I cry and cry for you 

Maybe tomorrow
A new romance
No more sorrow
But that's the chance

You gotta take
If your lonely heart breaks
Only the lonely

W podobnym nastroju utrzymany jest następujący po nim Bye Bye Love. Jest to ponownie piosenka smutna, lecz nie rzewna, choć na to mógłby wskazywać tekst.

Bye bye love bye bye happiness
Helo loneliness I think I'm gonna cry
Bye bye my love goodbye
There goes my baby with someone new
She sure looks happy I sure am blue

She was my baby till he stepped in
Goodbye to romance that might have been
Bye bye love bye bye sweet caress
Hello emptiness I feel like I could die
Bye bye my love goodbye

Tytuł albumu nie jest przypadkowy, gdyż także utwór Cry jest utrzymany w, nawet nie podobnym, lecz identycznym tonie. Ma może nieco słabszą linię melodyczną, ale za to przepiękny aranż smyczków. Mi piosenka przypadła do gustu nieco mniej niż poprzednie dwie, ale trzyma poziom.

If your sweetheart sends a letter of goodbye
It's no secret you'll feel better if you cry
When waking from a bad dream
Don't you sometimes think it's real?
But it's only false emotions that you feel

Odrobinę energii wnosi Blue Avenue, która ma odrobinę żywsze tempo. Tekstowo to wciąż użalanie się nad utraconą miłością; muzycznie jest nieco żywiej, jednak bardzo dobrze, że Orbison nie porzuca całkiem budowanego od początku klimatu. Świetny numer.

Blue Avenue
Where I spend my lonely days without you
Blue Avenue
Why did you go and tell me we were through?

You've stolen my heart and my love
And now you say we're through
I'm walkin' down
Yeah, walkin' down on Blue Avenue

I Can't Stop Loving You, to już utwór, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na dowolnej płycie Elvisa. Orbison nawet przybiera podobną manierę, jak Presley, nie tracąc jednak swojego niepowtarzalnego stylu. 

Those happy hours that we once knew
Though long ago, still make me blue
They say that time heals a broken heart
But time has stood still since we've been apart
I can't stop loving you
So I've made up my mind
To live in memory
Of old lone-some times

Come Back To Me (My Love) kontynuuje ciąg rzewnych utworów płyty. Piosenka ta wyróżnia się od poprzednich w zasadzie jedynie saksofonem, który towarzyszy nam przez cały utwór, tworząc w tle ciekawy nastrój. Ale poza tym niewiele tu się dzieje.

16 years ago today early one Sunday morn
Just before the break of day a cute little girl was born
From that very moment on her life's been gay and free
Laughing eyes and loving ways as sweet as she could be

W utworze Blue Angel partie smyczków tworzą nastrój rodem ze ścieżki dźwiękowej wzruszającej komedii romantycznej, a Orbison popisuje się tu swoim nietuzinkowym głosem, śpiewając parokrotnie nawet falsetem! Jeden z moich ulubionych numerów na płycie.


Well love's precious flame can just burn in vain
But you're not to blame
You thought love was a game and it's oh such a shame
But don't you cry, don't sigh, I'll tell you why
I'll never say goodbye blue angel

Jeżeli Blue Angel byłby świetny w scenie pocałunku, bądź też oświadczyn, tak Raindrops nadawałby się do sielankowej scenie tańca w deszczu. Oczywiście tylko muzycznie, gdyż tekst wciąż opowiada o, a jakże!, niespełnionej miłości. Ta piosenka różni się jednak od reszty, in plus rzecz jasna. Melodia nadaje tekstowi nieco dystansu, a inteligentnie wkomponowane chórki dodają mu oryginalności. Mój ulubiony utwór z albumu.

You've stolen my love and my heart away
Raindrops, raindrops
And I'll feel the same for the rest of my days
Raindrops, raindrops
Well I've tried yes I've tried I want you to know
I did what you asked I loved you so
But I knew in my heart it wouldn't be long
Till I'd look up and you'd be gone

Jeżeli jednak poczulibyśmy się nieco zbyt radośnie, Roy Orbison proponuje nam knajpianą balladę o interesującym tytule, I'd Be a Legend (In My Time) z bardzo ciekawym tekstem i angażującym solo trąbki.

If heartaches brought fame
In loves crazy game
I'd be a legend in my time

If they gave gold statuettes
For tears and regrets
I'd be a legend in my time

But they don't give awards
And there's no praise or fame
For a heart that's been broken
Over love that's in vein

Potęgę swojego głosu w pełni Orbison ujawnia na I'm Hurtin', gdzie przechodzi od niskich rejestrów aż po falset, a miejscami potrafi nawet porządnie krzyknąć. Partie wokalne Orbisona pozwalają utworowi wybić się z reszty peletonu, ale tylko one, gdyż reszta jest dokładnie taka jak reszta płyty.


You walked away, the pain begain
I knew I'd never love again
Seems to me my destiny
Is to be just hurtin', yeah hurtin

 To co w takim razie powiedzieć o Twenty-Two Days? Najbardziej zachowawcza rzecz albumu, gdyż nie ma tu absolutnie nic, o co można by się uchem zaczepić. Nie można tu wspomnieć o czymś, czego Roy nie zagrałby już wcześniej. Po prostu dobrze. Jest, ale jakby nie było, płyta by specjalnie nie ucierpiała. 

And it's been 22 lonely blue days without a word from you
And 44 million more tears I've cried since you walked through that door
The dreams that we share are gone forever but I still have a little hope in my heart
Is this the way it ends? Are we to be both friends? Oh I can't go on if we're to be apart

Album zamyka I'll Say It's My Fault. Prawdopodobnie jest to najsmutniejszy utwór krążka. Tak, Orbison zaskoczył i na sam koniec zaserwował nam najsmutniejszy i najrzewniejszy cios, jaki miał w rękawie. Płytę o smutku i niespełnionej miłości kończy w wielkim stylu.

I'll say it's my fault
I'll take all the blame
I'll say I was wild
When I should have been tame

I'll say it's my fault
I'll give a good show
I'll say I'm a needle
That just wouldn't sew


Roy Orbison w chwili wydania debiutu miał już pomysł na siebie i swoje emploi. Chciał być "tym od rzewnych ballad". I tak właśnie zrobił. Swój pierwszy, półgodzinny album, naładował po brzegi ckliwymi melodiami. Znalazł się tu jego pierwszy hit (Only The Lonely), a reszta utrzymana jest w jednym klimacie. Na plus można zaliczyć bez wątpienia to, że materiał prezentuje równy poziom od początku do końca. Orbison miał niebywałe ucho do pięknych melodii, a także przepiękny i mocny głos, który idealnie się do nich nadawał. Minusy? Jak najbardziej są, by wymienić tylko jednowymiarowość utworów, powtarzalność czy infantylność, ale to zupełnie bez znaczenia. Ta płyta jest na tyle przyjemna w odbiorze, jak tylko przyjemna może być płyta o utraconej miłości.

Ocena: 7/10


Lonely and Blue: 28:33

1. Only the Lonely - 2:26
2. Bye Bye Love - 2:14
3. Cry - 2:41
4. Blue Avenue - 2:20
5. I Can't Stop Loving You - 2:43
6. Come Back to Me (My Love) - 2:27
7. Blue Angel - 2:51
8. Raindrops - 1:53
9. (I'd Be) A Legend In My Time - 3:08
10. I'm Hurtin' - 2:43
11. Twenty-Two Days - 3:07
12. I'll Say It's My Fault - 2:21

środa, 19 grudnia 2018

"Friends" - Elton John [Recenzja]


Elton w latach 70., a szczególnie na ich początku, był twórcą niezwykle płodnym. W 1970 roku wydał 2 albumy, a w 1971 aż 3. Pierwszym z nich była ścieżka dźwiękowa do filmu Friends. Ktoś, mając zapewne w pamięci udział Eltona w tworzeniu muzyki do Króla Lwa, może być tym zdziwiony. Przecież w latach 70. Elton nie był jeszcze aż taką gwiazdą, żeby brać go na twórcę soundtracków. A nawet jeśli, to czemu nie słyszeliśmy o tym filmie? Otóż film okazał się totalną klapą, a mimo to, tytułowy utwór trafił na listy przebojów w Wielkiej Brytanii, chociaż - będąc uczciwym - nie zajął tam zatrważająco wysokiego miejsca, bo zaledwie trzydzieste czwarte. Album jednak uzyskał status Złota w miesiącu swego wydania, co jest już większym sukcesem. Ponadto uzyskał nominację do Grammy w kategorii Best Original Score Written for a Motion Picture. Jest to też jedyny album z całego katalogu Johna, który po dziś dzień nie został wznowiony na CD (chyba, że za takie wydanie licząc wcielenie go w część składanki Rare Masters zawierającej strony B singli i utwory niewydane na regularnych albumach) i dostępna jest jedynie jego wersja na winylu. Jest to trochę dla tej płyty krzywdzące, gdyż mniej ludzi ma możliwość go poznać, a uważam że zawiera porcję naprawdę wartościowej muzyki.

Wszystko rozpoczyna się delikatnym pianinem i niezwykle czułym śpiewem Eltona. Po chwili dochodzi do niego przepiękna i urzekająca partia smyczków. Po refrenie mamy wejście perkusji, basu i dęciaków. Jest to naprawdę niesamowity utwór, który od pierwszego przesłuchania czaruje swoim pięknem. Nie wiem, czemu dzisiaj jest tak zapomniany. Ja stawiam go w jednym rzędzie z takimi klasykami jak Your Song czy Daniel.

It seems to me a crime that we should age
These fragile times should never slip us by
A time you never can or shall erase
As friends together watch their childhood fly

Elton jednak już na początku kolejnego utworu każe nam wyzbyć się obaw (albo nadziei), że będzie to album z tylko i wyłącznie rzewną muzyką. Honey Roll to już bowiem bardziej dynamiczny utwór o zabarwieniu country. Jeżeli Friends mógł znaleźć się na Elton John, to Honey Roll spokojnie znalazłoby swoje miejsce na Tumbleweed Connection. Bardzo ciekawy utwór zawierający także solo saksofonu. Refren wpada w ucho i potrafi dodać sporej porcji energii.

Do you want to try to ride me on your pony
Loosen up my tie to help me breathe
Insisting that I pay my alimony
Each and every day is the same old scene

Świetny kawałek, który płynnie przechodzi w Variation on 'Friends'. Wariacje to zabieg typowy w muzyce klasycznej, a jako że Elton jest zawodowym muzykiem, postanowił wykorzystać ten patent. Jest to krótki, zaledwie dwuminutowy, przerywnik, który pozwala się rozmarzyć i robi świetny nastrój pod dalszą muzykę. 
Kolejnym utworem jest Theme (The First Kiss), czyli 3-miutowa randka z przepiękną muzyką Eltona zaaranżowaną bezbłędnie na orkiestrę przez Paula Buckmastera. Nie jestem specjalistą z muzyki klasycznej, więc nie będę nawet starał się jej analizować, ale z mojej perspektywy, jako laika tego gatunku, jest to naprawdę piękny motyw i gdyby ktoś wątpił w zacięcie Johna - w sensie muzyki klasycznej - to bardzo polecam mu ten utwór.
Płynnie przechodzi on w utwór Seasons, gdzie pojawia się ponownie delikatny głos Eltona wyśpiewujący prosty, ale i piękny tekst

For our world, the circle turns again
Throughout the year we've seen the seasons change
It's meant a lot to me to start anew
Oh the winter's cold but I'm so warm with you
Out there there's not a sound to be heard
And the seasons seem to sleep upon their words
As the waters freeze up with the summer's end
Oh it's funny how young lovers start as friends

Partia fletu rozpoczyna kolejną wariację. Variation on 'Michelle's Song' (A Day In the Country) to kolejny piękny motyw, który wprowadza rozmarzony, romantyczny nastrój.
Nie pozwala nam jednak się znudzić, gdyż trwa idealną długość i po chwili przechodzi w najbardziej dynamiczny utwór albumu, który Elton wykonywał później na koncertach, czyli Can I Put You On? Jest on bardzo szybki, ponownie odwołujący się do tego, co John wyprawiał na Tumbleweed Connection. Rozpędza się z każdą minutą. Jest naprawdę świetny, ale jeszcze lepszą jego wersję Elton zaprezentował nam na 11-17-70. Tak czy siak, jest to najlepszy utwór na płycie.

I work for the foundry for a penny and a half a day
Like a blind street musician I never see those who pay
It's dirty work in Birmingham
Better deal for a Sheffield man
If he can rivet than his kids can buy
Candy from the candy man

Michelle's Song swoją delikatnością przypomina może nieco Friends, ale ma o wiele piękniejszy refren, który naprawdę zachwyca. Kolejna piękna kompozycja, niesłusznie zapomniana.

So take my hand in your hand
Say it's great to be alive
No one's going to find us
No matter how they try
No one's going to find us
It's wonderful so wild beneath the sky

Wesoły flet, który towarzyszy nam, wysunięty na pierwszy plan podczas całego utworu, otwiera utwór I Meant To Do My Work Today (A Day In the Country). Jest to właściwie wycięty z filmu dialog z delikatnym towarzyszeniem orkiestry w tle.
O wiele ciekawszym utworem jest następujący po nim Four Moods. To 11-minutowy, monumentalny utwór, charakteryzujący się częstymi zmianami tempa i nastroju. Orkiestra buduje tu napięcie, by powoli rozładować je delikatną partią skrzypiec i po chwili ponownie zaskoczyć zmianą charakteru muzyki. Melancholijny nastrój ustępuje po chwili miejsca bardziej pogodnemu, który po chwili znów wraca do spokojniejszego. Bardzo trudno skonstruować 11-minutową kompozycję, by nie nudziła ani na chwilę. Szczególnie, gdy ma się do dyspozycji samą tylko muzykę. Eltonowi ta sztuka się udała. Wspaniały utwór.
Na sam koniec jeszcze tylko Seasons (Reprise), czyli wymarzony zamknięcie tak pięknego albumu. Ponownie Elton wyśpiewuje, przytoczony już wcześniej, tekst, kończąc płytę zdaniem "it's funny how young lovers start as friends".


Elton John, będąc niezwykle zapracowanym młodym artystą, nie pozwolił by żaden produkt wychodzący spod jego ręki był w jakimś stopniu niedopracowany bądź też kiepskiej jakości. Friends doskonale tego dowodzi. Album trzyma równy poziom przez niemal 40 minut i nie nudzi ani na moment nawet słuchacza będącego raczej na bakier z muzyką klasyczną. Mamy tu sporo motywów orkiestrowych, zmian temp i nastrojów, a zarazem jednych z najpiękniejszych melodii, które wyszły z genialnej głowy kompozytorskiej Eltona. Wspaniały album.

Ocena: 8/10


Friends: 37:51

1. Friends - 2:20
2. Honey Roll - 3:00
3. Variations of "Friends" Theme (The First Kiss) - 1:45
4. Seasons - 3:52
5. Variation on Michelle's Song (A Day in the Country) - 2:44
6. Can I Put You On? - 5:52
7. Michelle's Song - 4:16
8. I Meant to Do My Work Today (A Day in the Country) - 1:33
9. Four Moods - 10:56
10. Seasons Reprise - 1:33

poniedziałek, 17 grudnia 2018

"Help!" - The Beatles [Recenzja]


A Hard Day's Night - zarówno film jak i album mu towarzyszący - okazał się wielkim sukcesem komercyjnym i artystycznym. Postanowiono więc iść za ciosem i nagrać kontynuację. Po raz kolejny miała to być prosta komedia z Beatlesami w rolach głównych, opowiadająca nieskomplikowaną historię zmierzającą od punktu A do punktu B. I tak właśnie ten film nakręcono. Fani znowu nie zawiedli i walili do kin drzwiami i oknami, powodując tym samym, że obraz stał się kolejnym sukcesem kasowym. Jednak krytycy nie byli już tak przychylni; zarzucili artystom wtórność i brak oryginalnych pomysłów. Nie umknęło jednak ich uwadze, że muzycznie Beatlesi zaliczyli progres. I to znaczący.
Beatlesi - zapatrzeni w Dylana - chcieli już w poprzednim roku, po A Hard Day's Night, swoją kolejną płytę nacechować bardziej folkowym brzmieniem i popracować trochę nad tekstami. Wytwórnia jednak naciskała na kolejny album, a zespół wypuścił pod przymusem Beatles For Sale, gdzie utworów o charakterze dylanowskim było jak na lekarstwo (No Reply, I'm a Loser). Do następnego longplaya postanowili się jednak nieco bardziej przyłożyć. 
Po raz kolejny dominuje tu Lennon (chociaż już coraz mniej), który tekstowo i muzycznie oparł się na mniej znanych pieśniach barda. Do głosu dopuszczony został Harrison, który zaprezentował tu aż 2 utwory. Jest to też ostatnia płyta Beatlesów, na której pojawiają się covery. 
Okładka przedstawia zespół, który pokazuje tytuł albumu w alfabecie semaforowym. Nic dziwnego, że Beatlesi tak bardzo o tę pomoc proszą. W 1965 Beatlemania ogarnęła już cały świat, a Beatlesi nie mieli praktycznie ani chwili na wolny czas. W przerwie między koncertami nagrali płytę, film, a także musieli tworzyć już z myślą o kolejnym longplayu. Byli już tym wszystkim zmęczeni, co w kolejnym roku miało poskutkować decyzją, która zszokowała cały muzyczny świat.

Póki co jednak jesteśmy w roku 1965 i rozpoczynamy album utworem tytułowym, czyli Help! Rozpoczyna się krzykiem Lennona, a potem John już tylko przekonuje nas, że nigdy nie potrzebował pomocy tak mocno jak teraz. To w pewien sposób smutne, że przebojem stała się piosenka, w której autor rozpaczliwie wykrzykuje, że ma już dosyć popularności i potrzebuje pomocy. Bo utwór oczywiście przebojem się stał. Jest szybki, ciekawie skonstruowany, a niebanalne chórki dodają mu charakteru i piosenka zapada w pamięć. Świetne otwarcie płyty.

When I was younger, so much younger than today
I never needed anybody's help in any way
But now these days are gone I'm not so self assured
Now I find, I've changed my mind, I've opened up the doors

Jeszcze lepszy jednak jest utwór McCartneya, The Night Before. Jest to mój ulubiony kawałek na płycie, dziś jednak nieco zapomniany. Zupełnie niesłusznie; uważam że to jeden z najlepszych utworów Paula, jaki kiedykolwiek napisał. Mamy tu nieco ostrzejsze brzmienie niż w poprzedzającym go kawałku Lennona. Udział w tym na pewno ma solówka Harrisona, której w tytułowym utworze brak. Również ciekawie skonstruowany zapada w pamięć. Wielka piosenka, która jest jednym z moim faworytów, jako odpowiedź na pytanie "Która piosenka Beatlesów jest dziś niesłusznie pomijana?".

We said our goodbyes
Love was in your eyes
Now today I find, you have changed your mind
Treat me like you did the night before

Were you tellin' lies?
Was I so unwise?
When I held you near you were so sincere
Treat me like you did the night before

You've Got To Hide Your Love Away to już klasyczny Dylan. Pomijając nawet barwę, którą Lennon w tym utworze się posługuje, cyniczny tekst i folkowy aranż to wypisz-wymaluj Bob rodem z albumów The Freewheelin' Bob Dylan czy nawet Blood On the Tracks. Nosi on jednak wciąż znamiona Beatlesowskiego stylu i jest kolejnym genialnym sztosem płyty.

How can I even try?
I can never win
Hearing them, seeing them
In the state I'm in

How could she say to me
Love will find a way?
Gather round all you clowns
Let me hear you say

Hey, you've got to hide your love away

Harrison po raz pierwszy pojawia się tu z utworem I Need You. Mimo, że muzycznie rzecz nie ustępuje kawałkom Lennona i McCartney'a, tak tekstowo widać że George wciąż najlepsze lata twórczości miał dopiero przed sobą. Słowa są dobre i proste, jednak brakuje im tej głębi charakteryzującej dzieła znakomitej dwójki jego kolegów. Jednak utwór świetnie zazębia się z You've Got To Hide Your Love Away i jest jednym z piękniejszych fragmentów albumu.

Please remember how I feel about you
I could never really live without you
So, come on back and see
Just what you mean to me
I need you

But when you told me you don't want my lovin' anymore
That's when it hurt me and feeling like this, I just can't go on anymore

Przychodzi już czas, by do głosu powrócił Paul, który śpiewa najbardziej dynamiczny i rozpędzony kawałek płyty, czyli Another Girl. Utwór jest relatywnie prosty, jednak nie brak mu charakterystycznych dla McCartney'a rozwiązań rytmicznych i nadaje mu to pewnej ambicji.

You're makin' me say that I've got nobody but you
But as from today, well, I've got somebody that's new
I ain't no fool, and I don't take what I don't want

For I have got
Another girl

W kompletnym kontraście do niego stoi You're Going To Lose That Girl Lennona, w której autor przestrzega podmiot liryczny, by godnie zajmował się swoją wybranką, gdyż jest ona na skraju porzucenia go. Ponownie mamy tu 100% Dylana w Lennonie i ponownie jest tak samo dobrze.

If you don't treat her right, my friend
You're gonna find her gone
'Cause I will treat her right
And then you'll be the lonely one

Po chwili mamy do czynienia z kolejnym wielkim dziełem Johna, prawdopodobnie największym na tym albumie, czyli Ticket To Ride. Melodia chodziła Paulowi i Johnowi po głowie już od jakiegoś czasu. Gdy przyszła pora nagrania, panowie zaprezentowali swoje dwie wizje wykorzystania jej. McCartney ułożył prosty tekst o miłości noszący tytuł That Means A Lot, natomiast Lennon sprezentował w studiu Ticket To Ride. Jednogłośnie wybrano wersję Johna, i słusznie, gdyż bije ona na głowę rozwiązanie Paula, mimo że nie jest ono pozbawione pewnego wdzięku (gdyby ktoś był ciekaw, jak ono brzmiało, znajdzie je na Anthology 2). Utwór opowiada o dziewczynach z Hamburga, które dostawały specjalne karty, gdy badania na choroby weneryczne dawały wynik negatywny. Karty te były dla nich czymś w rodzaju "pozwolenia na wykonywanie zawodu", stąd sformułowanie Lennona "she's got ticke to ride". Pozostałym Beatlesom spodobało się podwójne znaczenie tego tekstu i przedłożyli je ponad kolejny utwór o tym, że "when she say she loves you that means a lot".

She said that living with me
Is bringin' her down, yeah
For she would never be free when I was around

She's got a ticket to ride
She's got a ticket to ride
She's got a ticket to ride, but she don't care

Po chwili do głosu dochodzi Ringo z Act Naturally - kolejnym przyjemnym utworem w stylu country, o którym można powiedzieć, że jest "bardzo Ringo". I to właściwie jest znakiem wywoławczym na "tak" albo na "nie". Mi osobiście nagranie to przypadło do gustu i świetnie potrafi poprawić słuchaczowi humor. Jest to jeden z dwóch coverów na płycie.

They're gonna put me in the movies
They're gonna make a big star out of me
We'll make a film about a man that's sad and lonely
And all I gotta do is act naturally

"Dylanowski Lennon" po chwili powraca z It's Only Love. Można go opisać tak samo jak You've Got To Hide Your Love Away i You're Going To Lose That Girl. Wyróżnia się tu jednak bardzo ciepły, jak na Johna, tekst o miłości.

I get high when I see you go by
My oh my
When you sigh my, my inside just flies
Butterflies

Why am I so, shy
When I'm beside you?

It's only love and that is all
Why should I feel the way I do?
It's only love and that is all
But it's so hard to loving you

You Like Me Too Much to kolejny Harrison, który stara się bardzo nadążać za kolegami z zespołu w tworzeniu Dylanowskich utworów. Muzycznie jak najbardziej mu się to udaje. Tekstowo jednak, po raz kolejny, mam te same zarzuty co do I Need You: infantylność przede wszystkim. Czasy George'a-tekściarza były dopiero przed nami, ale póki co musimy zadowolić się jego tylko stricte muzycznym obliczem. Nie jest to jednak trudne, gdyż utwór jest naprawdę znakomity.

Though you've gone away this morning you'll be back again tonight
Telling me there'll be no next time if I just don't treat you right
You'll never leave and you know it's true
'Cause you like me too much and I love you

Najsłabszym momentem albumu jest zdecydowanie Tell Me What You See. Trochę za dużo tu bałaganu. Nawet tekstowo Lennon i McCartney zawiedli. Koszmarek tej płyty, o którym lepiej zapomnieć.

Big and black the clouds may be, time will pass away
If you put your trust in me I'll make bright your day
Look into these eyes now, tell me what you see
Don't you realize now what you see is me
Tell me what you see

Ułatwia to na szczęście szybkie I've Just Seen a Face McCartney'a w stylu country, którego refren umie bardzo skutecznie zaczepić się o ucho i trzymać przez długi czas. 

I've just seen a face I can't forget
The time or place where we just met
She's just the girl for me
And I want all the world to see we've met

Had it been another day
I might have looked the other way
And I'd have never been aware
But as it is I'll dream of her tonight

To wszystko, co wydarzyło się dotychczas blednie jednak przy najgenialniejszym utworze albumu i największym osiągnięciu muzycznym Paula. Yesterday. Tak, to słynne Yesterday. Utwór z największą liczbą coverów w historii. Melodia do utworu objawiła się McCartney'owi podczas snu. Gdy wstał, od razu musiał ją zagrać. Była jednak tak piękna, że Paul był przekonany, że najzwyczajniej w świecie ktoś przed nim już to wymyślił, a on to tylko gdzieś zasłyszał. Przez kilka miesięcy nucił ją znajomym, pytając czy gdzieś ją już słyszeli. Wszyscy odpowiadali przecząco. W końcu Beatles doszedł do wniosku, że faktycznie jest to jego kompozycja. Pierwszy tekst do niej nosił tytuł Scrambled Eggs, jednak Paul uznał, że taka piękna melodia zasługuje na godniejszą oprawę. Zaczął więc podstawiać kolejne słowa pasujące mu sylabowo do pierwszych nut. Gdy trafił na słowo "yesterday", reszta tekstu przyszła sama. Początkowo miał wykonywać go jedynie z towarzyszeniem gitary akustycznej, jednak poprosił George'a Martina, by zaaranżował mu partie smyków. Producent zrobił, jak go proszono i tak oto powstał jeden z najgenialniejszych utworów wszech czasów. Wielka rzecz, która do dziś nie zestarzała się ani odrobinę i na stałe weszła do kanonu muzyki.

Yesterday all my troubles seemed so far away
Now it looks as though they're here to stay
Oh I believe in yesterday

Suddenly I'm not half the man I used to be
There's a shadow hanging over me
Oh yesterday came suddenly

Why she had to go
I don't know she wouldn't say
I said something wrong
Now i long for yesterday

Yesterday love was such an easy game to play
Now I need a place to hide away
Oh I believe in yesterday

Album zamyka cover niezwykle udany, ale niestety zupełnie od czapy w stosunku do treści albumu. Mocny, rockandrollowy Dizzy Miss Lizzy całkowicie psuje nastrój budowany od pół godziny, którego apogeum miało miejsce w Yesterday. Beatlesi zrobiliby lepiej, gdyby skończyli na wspomnianym dziele Paula. A tak mamy zamknięcie zupełnie nieadekwatne do reszty longplaya.

You make me dizzy, Miss Lizzy
The way you rock and roll
You make me dizzy, Miss Lizzy
When we do the stroll
Come on, Miss Lizzy
Love me before I grow too old


Beatlesi dokonali kolosalnego kroku naprzód w stosunku do poprzedniego albumu. Na Beatles For Sale czuć było zmęczenie i zniechęcenie. Na Help! w zespół jakby wstąpiła nowa energia i chęć działania. Stworzyli album absolutnie wspaniały i porywający. Znacznie rozwinęli się też tekstowo. Harrison zaczął powoli walczyć o swoje prawa, a Lennon i McCartney autorsko i kompozycyjnie wypracowali już swoje własne style rozpoznawalne od pierwszych nut. Wszystko szło w dobrym kierunku. Beatlesi zaczęli już zmieniać świat, a jednym z pierwszych przystanków na tej drodze był właśnie Help!


Ocena: 9/10


Help!: 33:44

1. Help! - 2:18
2. The Night Before - 2:34
3. You've Got to Hide Your Love Away - 2:09
4. I Need You - 2:28
5. Another Girl - 2:05
6. You're Going to Lose That Girl - 2:18
7. Ticket to Ride - 3:09
8. Act Naturally - 2:30
9. It's Only Love - 1:56
10. You Like Me Too Much - 2:36
11. Tell Me What You See - 2:37
12. I've Just Seen a Face - 2:05
13. Yesterday - 2:05
14. Dizzy Miss Lizzy - 2:54

czwartek, 13 grudnia 2018

"Tumbleweed Connection" - Elton John [Recenzja]


Wyposażony już w swój pierwszy sukces (album znajdujący się na pierwszych miejscach list przebojów i zawierający pierwszy międzynarodowy hit) Elton John wziął się za nagrywanie następcy. Bał się jednak zaszufladkowania; nie chciał być postrzegany jako "gość od ballad i orkiestr". Postanowił więc złożyć muzyczny hołd swojej drugiej muzycznej pasji. Tak więc, w opozycji do bardzo klasycznej płyty Elton John, jej następca, Tumbleweed Connection był ukłonem w stronę amerykańskiej muzyki country. 
Wszystkie piosenki na płycie zostały napisane przez duet John/Taupin (oprócz jednej). Płyty nie promował jednak żaden singiel i może dlatego, nie pochodzi z niej żaden wielki przebój. Elton jednak twierdzi, że jest to jeden z jego ulubionych albumów. 3 piosenki (Come Down In Time, Country Comfort i Burn Down the Mission) zostały napisane już przy okazji poprzedniego longplaya, jednak nie pasowały Eltonowi do konceptu debiutu. Podobnie, jak inny, który w kolejnym roku miał posłużyć także jako tytuł jego pierwszego wielkiego dzieła, Madman Across the Water.
Album wielu krytyków i znawców uznaje, jako album koncepcyjny, gdzie teksty opisują życie i przypadki człowieka żyjącego na Dzikim Zachodzie, a kolejne utwory muzycznie się ze sobą zazębiają. Jest w tym sporo prawdy i też lubię myśleć o Tumbleweed Connection w charakterze albumu koncepcyjnego, ale nie w sensie Tommy The Who, The Wall Pink Floyd czy choćby Captain Fantastic And the Brown Dirt Cowboy Eltona. Tutaj ten koncept jest dużo luźniejszy.

Płyta zaczyna się jakże charakterystycznym dla country, knajpianym pianinem i zgrzytaniem gitary. Gdy Elton zaczyna swój śpiew, ci, którzy wątpili, czy piosenkarz odnajdzie się w takich klimatach, mogą odetchnąć z ulgą, gdyż on naprawdę czuje tę muzykę. Na country Elton się wychował i słychać tu po prostu miłość do tych dźwięków. Utwór jest prosty, ale nie prostacki. Refren wpada w ucho, a solówka gitarowa Davey'ego Johnstona ma już znamiona jego charakterystycznej gry. Świetny, energiczny opener, który daje niezły rozpęd i pozostawia nas z  nadzieją, że Elton zaserwuje nam porcję świetnego grania.

Now they've found me
At last they've found me
It's hard to run
From a starving family
Now they've found me
Well I won't run
I'm tired of hearing
There goes a well-known gun

Następne w kolejce jest Come Down In Time, czyli utwór nieco spokojniejszy, który, po rearanżacji na orkiestrę, spokojnie mógłby znaleźć się na Elton John. Piękny utwór, na którym słychać, że, choć Elton nie chciał być z balladami na stałe kojarzony, tworzenie ich sprawiało mu dużo przyjemności i wykonywał je zawsze z dużym zaangażowaniem.

Well I don't know if I should have heard her as yet
But a true love like hers is a hard love to get
And I've walked most all the way and I ain't heard her call
And I'm getting to thinking if she's coming at all

Po balladzie jednak czas na powrót czegoś żywszego i mamy do czynienia tu z utworem, który na stałe wszedł już do kanonu muzyki country, czyli Country Comfort. Refren po raz kolejny wpada w ucho i dużo się tu dzieje, mimo że budowa utworu nie należy do najbardziej skomplikowanych. Pojawia się tu też świetna harmonijka, a sam utwór zostaje bardzo przyjemnie wyciszony.

And it's good old country comfort in my bones
Just the sweetest sound my ears have ever known
Just an old-fashioned feeling fully-grown
Country comfort's in a truck that's going home

Ledwo co się skończy, uderzają nas już bardziej zdecydowane uderzenia w fortepian i rozpoczyna się Son of Your Father, czyli najbardziej rozpędzony utwór płyty, z ciekawymi dęciakami i, po raz kolejny, harmonijką. Świetny utwór, który potrafi, nie tylko dodać energii, ale i wprawić słuchacza w dobry humor na cały dzień.


You're the son of your father
Try a little bit harder
Do for me as he would do for you
With blood and water, bricks and mortar
He built for you a home
You're the son of your father
So treat me as your own

Elton nie zapomina jednak o tych słuchaczach, którzy chcieliby jednak usłyszeć jego bardziej liryczną stronę i ma dla nich wspaniały prezent: utwór My Father's Gun z delikatną, akustyczną zwrotką i nieco bardziej rozbudowanym aranżacyjnie refrenem. Piękny utwór, choć niepotrzebnie rozciągnięty aż do ponad 6-ciu minut. W bardziej zwartej wersji mógłby być lepszy, jednak nie ma co narzekać, gdyż wciąż jest to zjawiskowa ballada o obezwładniająco pięknej melodii i pełnym wyczucia wykonaniem.

From this day on I own my father's gun
We dug his shallow grave beneath the sun
I laid his broken body down below the southern land
It wouldn't do to bury him where any Yankee stands

I'll take my horse and I'll ride the northern plain
To wear the colour of the greys and join the fight again
I'll not rest until I know the cause is fought and won
From this day on until I die I'll wear my father's gun

Kolejny utwór to kawałek z zadatkami na przebój. Where To Now, St. Peter? zaczyna się delikatnymi, akustycznymi zwrotkami, które delikatnie zapowiadają dopiero, że w refrenie zadzieje się coś więcej. Muzyka nieco przyspiesza, a i faktura jest w nim ciekawsza. Przyznam się szczerze, że na początku niezbyt lubiłem ten utwór, ale po kilku przesłuchaniach uważam go już za jeden z najjaśniejszych punktów tego albumu.

So where to now, St. Peter
If it's true I'm in your hands
I may not be a Christian
But I've done all one man can
I understand I'm on the road
Where all that was is gone
So where to now, St. Peter?
Show me which road I'm on

It took a sweet young foreign gun
This lazy life is short
Something for nothing always ending
With a bad report

Po nim mamy Love Song. Jedyny utwór, który nie został napisany przez Eltona i Berniego. Napisała go Lesley Duncan, która śpiewa tu nawet do wtóru z Johnem. Jest to najpiękniejszy moment longplaya i jedna z najpiękniejszych melodii, jakie Elton kiedykolwiek zaśpiewał. Kto choć raz był zakochany, może się tu wzruszyć.
Love is the opening door
Love is what we came for
No one could offer you more
Do you know what I mean?
Have your eyes really seen?

Love is the key we must turn
Truth is the flame we must burn
Freedom the lesson we must learn
Do you know what I mean?
Have your eyes really seen?

Amoreena to już klasyka muzyki country i kawałek powszednie uważany za najlepszy na płycie. Rzeczywiście, wyróżnia się niebywale wpadającą w ucho melodią i największą charyzmą wykonawczą Eltona spośród wszystkich poprzednich numerów. Jest to bez wątpienia najlepszy moment płyty, ale jednak nie mój faworyt. Najciekawszy moment utworu następuje pod koniec, gdy Elton śpiewa ostatnią zwrotkę tylko z fortepianem, a jego wokal aż skrzy od emocji. Warto też zauważyć, że w tej właśnie piosence po raz pierwszy Johnowi akompaniują: na basie Dee Muray (będzie z nim grał do 1975 roku), a na perkusji Nigel Olsson (będzie grał z Eltonem aż do jego pożegnalnej trasy).

And when it rains the rain falls down
Washing out the cattle town
And she's far away somewhere in her eiderdown
And she dreams of crystal streams
Of days gone by when we would lean
Laughing fit to burst upon each other

Najbardziej poruszającym momentem płyty jest, bez wątpienia, kompozycja Talking Old Soldiers, gdzie słyszymy tylko Eltona, mającego za cały akompaniament tylko swój fortepian. Mimo skromności wykonania, żadna piosenka płyty nie robi na nas tak wielkiego wrażenia przytłoczenia. Oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Utwór nie wywoływałby w nas pewnie takich emocji, gdy nie tekst Taupina. Jeden z najlepszych w całej jego karierze.

I know what they're saying, son
There goes old man Joe again
Well I may be mad at that I've seen enough
To make a man go out his brains
Well do they know what it's like
To have a graveyard as a friend
'Cause that's where they are, boy, all of them
Don't seem likely I'll get friends like that again

Mój osobisty faworyt płyty kryje się na samym końcu, a jest nim Burn Down the Mission. Elton śpiewa zwrotkę mając wciąż za akompaniament jedynie swój fortepian. Potem wchodzą kolejne instrumenty, a refren to już istny rozrost faktury muzycznej. Sam wokal, rzecz jasna, wpada w ucho, a Elton gra po chwili zniewalające solo na fortepianie, którym kończy każdy refren utworu. John wokalnie cały czas się rozkręca, a grające w tle smyczki w łączniku między zwrotką a refrenem (w którym zresztą także rozbrzmiewają) dodają tylko piosence wyrazu. Mój numer 1 płyty. Godne zamknięcie.

Burn down the mission
If we're gonna stay alive
Watch the black smoke fly to heaven
See the red flame light the sky
Burn down the mission
Burn it down to stay alive
It's our only chance of living
Take all you need to live inside


Elton John po spektakularnym debiucie udowodnił swoim kolejnym albumem, że ma większe aspiracje niż zostać jednosezonową gwiazdą. Oczywiście nikt, łącznie z Eltonem, nie przypuszczał wówczas, że stanie się on legendą i jednym z ostatnich reformatorów muzyki pop, ale Tumbleweed Connection pokazało że nie boi się ryzyka. Po albumie Elton John mógł przecież poruszać się w bezpiecznej dla siebie stylistyce rocka symfonicznego i miałby gwarantowaną dobrą sprzedaż płyt. On jednak zrobił coś kompletnie na przeciw. Wydał płytę country, bez żadnego singla jej promującego. Nie znaczy to jednak, że nie ma tu materiału na żaden komercyjny przebój, bynajmniej. Elton chciał jednak pokazać, że nie boi się iść pod prąd.
Niesłusznie ten album jest dzisiaj zapomniany. Elton stworzył kolejne wielkie dzieło, które śmiało można zaliczyć do panteonu jego największych muzycznych dokonań. Przez to, że nie ma tu żadnego przeboju, zapomina się o tej płycie przy wymienianiu najlepszych albumów Eltona, a szkoda, gdyż ten longplay na to zasługuje. Jak mało który. W kategorii niesłusznie zapomnianych i pomijanych albumów Eltona: mamy lidera.

Ocena: 8/10


Tumbleweed Connection: 46:56

1. Ballad of a Well-Known Gun - 4:59
2. Come Down in Time - 3:25
3. Country Comfort - 5:06
4. Son of Your Father - 3:48
5. My Father's Gun - 6:20
6. Where to Now St. Peter? - 4:11
7. Love Song - 3:41
8. Amoreena - 5:00
9. Talking Old Soldiers - 4:06
10. Burn Down the Mission - 6:22

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...