Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Bajor. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michał Bajor. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 października 2020

"Michał Bajor '95" - Michał Bajor [Recenzja]

Po nieudanym podboju Stanów Zjednoczonych, Bajor postanowił powrócić do Polski. Zapragnął dać rodakom jednak znak "jak to się robi na Zachodzie". Zaplanował więc koncert złożony z kilku starszych numerów, ale i tych, które nagrał na potrzeby płyty Kings and Queens. Podczas pierwszego koncertu w Sali Kongresowej w Warszawie, publiczności objawił się "nowy Bajor". Wszedł bowiem na scenę w skórzanej kurtce, przetartych jeansach z dziurami i długimi, zaczesanymi do tyłu włosami. Zaśpiewał koncert i... odniósł klapę. Publiczność dała znać artyście, że nie podoba im się ten nowy image, po prostu nie przychodząc na kolejne koncerty. Bajor odczytał sygnał i od kolejnej trasy postanowił zacząć od nowa. Ale, by się tak stało, trzeba było nagrać kolejną płytę. 
Jako że po powrocie do kraju nie zdążył zebrać jeszcze wystarczająco dużo nowych piosenek, by złożył się z tego album. Musiał sięgnąć więc po parę sprawdzonych chwytów. Z wyjątkiem czterech nowych piosenek, ratował się tłumaczeniami utworów z Kings and Queens, kilkoma standardami, piosenką z musicalu Evita, w którym akurat grał, pięcioma utworami z musicalu Bajor w Buffo i dwoma przebojami, które już wcześniej wykonywał.

Zaczynamy od Na granicy łez, czyli piosenki absolutnie premierowej. Warto nadmienić już na wstępie, że to jeden z moich ulubionych utworów na płycie. Najpierw piękny, symfoniczny wstęp i partia chóru, jednak wcale nie jest to pompatyczne (a przynajmniej nie w stopniu, który mógłby jakoś się narzucać). Następnie wchodzi Bajor, który najpierw wręcz recytuje tekst, a później tylko stopniuje napięcie, by w finale pokazać cały zakres swoich wokalnych umiejętności. Można się wzruszyć, bo ten głos w połączeniu z tak przepiękną melodią potrafi poruszyć najtwardsze serce. Rewelacja na sam początek.

Lecz wystarczy jeden Twój znak
a uwierzę, że to nie tak
że tych parę zdań na granicy łez
to początek, a nie kres

Lecz wystarczy szept, strzępek słów
a uwierzę, że kocham znów
że dość pustych dni, samotności dość
bo znów dla mnie żyje ktoś

Kings and Queens to z kolei, jak sam tytuł mówi, tłumaczenie piosenki z angielskiej płyty Bajora. Moim zdaniem wypada równie udanie, jak pierwowzór. Jeśli ktoś czytał moją recenzję Kings and Queens, to wie, że przepadam za tym numerem. Tu kompozycja wciąż się broni, a tekst całkiem nieźle brzmi i oddaje dość wiernie to, co Bajor wyśpiewywał po angielsku.

Bez scen rozstańmy się
bez słów pożegnaj mnie
bezwzględny czas
rozdzielił nas
bezkresem beznamiętnych lat

Nie mów nic - nic nie mów mi
niech kołysanka brzmi
co nam da wytknięcie win
nie są wieczni 
kings and queens

Barwa twoich słów ma jak najbardziej odpowiadający oryginałowi tekst. Bajor śpiewa nienagannie. Tym razem jednak zawiodła produkcja. Brzmi to trochę jak amatorskie nagranie karaoke (zwłaszcza w refrenach), gdyż wokale są trochę za głośno nagrane w porównaniu do akompaniamentu. Zwłaszcza, gdy Bajor śpiewa nieco głośniej, to tłumi tym samym choćby fajne przejścia perkusji, co kompletnie psuje efekt. Jednak po wsłuchaniu okazuje się, że panowie użyli po prostu dokładnie tego samego podkładu i chórki Lynell Bentley śpiewane są w tle wciąż... po angielsku. Naprawdę nie można było już nagrać tego od nowa? Bardzo słabo, panowie, naprawdę.

Przez cały czas gdy czułem ból milczenia
Widziałem wciąż błękit nieba w oczach Twych
Olśniewającą przestrzeń zapatrzenia
Przypływy mórz przenajczystszy błękit fal
Przez cały czas gdy czułem ból czekania
Widziałem wciąż błękit nieba w oczach Twych
Promienny blask pierwszego zakochania
Z którym rozstać się tak żal

Kontynuujemy premierową kompozycją. Kto mi powie to niestety piosenka dość słaba. Tekst Grażyny Kowalskiej i wokale Bajora są bez zarzutu, jednak fuszerkę odwalił Piotr Rubik, prezentując bezpłciową muzykę, która zupełnie się nie broni. 

Kto mi powie, jak kochać mam
i co kochać, by nie było ran
Kto mi powie, czy rękę dać
w ten czas, gdy upadnę "ja"

Jeśli wobec jakiejś piosenki na tej płycie miałem większe oczekiwania, to bez wątpienia była to Mroczna aleja wczorajszego dnia. To spolszczona wersja The Dark Street of Yesterday, która była moim ulubionym fragmentem Kings and Queens. Na szczęście ani Bajor, ani Roman Kołakowski (autor polskiego tekstu) nie zawiedli. Gwoździem do trumny okazała się ponownie produkcja, bowiem znów nie zdecydowano się na nowy podkład, a więc w tle słychać angielskie chórki śpiewane przez Lynell Bentley, a wokale Bajora czasem podkręcone są zdecydowanie za głośno. Psuje to napięcie i mrok piosenki. Na szczęście kompozycja jest tak przejmująca, że nie przeszkadza to zanadto w odsłuchu.

więc kiedy tylko oczy zmrużysz
na oślep pragniesz ku marzeniom iść
z raniących bose stopy cierni wróżysz
czy to się stanie właśnie dziś
czy to już dziś?

tańczmy w powietrzu, podaj dłoń
zanurzmy ciała w nocy toń
odbądźmy wśród gwiazd pogański chrzest
ich wieczny blask naszą szansą jest

nauczę cię czułości choć cały drżę
opowiem o jasności i sprawię, że
nie zlękniesz się nagości w ogrodzie czarnych róż
uleczę cię z szaleństwa, oswoję je
uwierzysz, że przekleństwa ominą cię,
bo magia czarnoksięska przestanie działać już

Czuję i trwam to kolejna po Kto mi powie premierowa piosenka na tej płycie. Na szczęście jednak efekt współpracy Grażyny Kowalskiej i Piotra Rubika jest tu znacznie bardziej zadowalający. Tym razem muzyka bardzo fajnie współgra z tekstem, a raz delikatne, a raz mocne wokale Bajora zapewniają ciekawsze słuchanie. Świetnie się tego słucha.

W zamkniętym słowie
w rozwartym półgeście
z ramionami co dźwigają czas
czuję i trwam

W codzienności zawiłej
w krzywdzie i złości
z otwartym czołem staję pod wiatr
czuję i trwam

Panie, który jesteś. Tak, ta piosenka brzmi tak pompatycznie, jak sugeruje tytuł. Bajor śpiewa tu tekst będący prośbą skierowaną do Boga (bądź jakiegokolwiek transcendentalnego bytu, to bez znaczenia), który można odczytywać zarówno jako błaganie wygłaszane na łożu śmierci. Mimo tego patosu, słucha się tego naprawdę dobrze. Wpadająca w ucho melodia, bezbłędna interpretacja Bajora.... Po prostu to brzmi, a na pierwszy rzut oka nie miało szans się udać. A tym czasem się udało i to bardzo dobrze.

Daj mi jeszcze odpocząć na ziemi,
nim zobaczę światełko jasne
nim przed Tobą znajd się niemy
kładąc na wadze czyny własne
Daj mi tutaj raju spróbować
muszę wiedzieć, czy mi smakuje
ten okruch szczęścia. Jakie słowa
i jakie gesty Cię przekonują?

Jednym z moich ulubionych "deep cuts" Bajora jest piosenka Umieram z muzyką Piotra Rubika i słowami Karola Myszela. Niejednoznaczny tekst łączy się tu z dość mroczną melodią i świetną, poruszającą interpretacją wokalną. Nie mam żadnych uwag.

Twe serce moim wieszczem
i wciąż mi go za mało
rzęsisty dreszczu deszczem
oblewasz moje ciało
to sprawia, że umieram

O Nie chcę więcej już pisałem przy okazji Nowych piosenek, więc nie będę się powtarzać. Tu wykonane jest równie poruszająco, jak w oryginale, więc słucha się tego znakomicie.

W zgryzocie pasma zbyt chudych dni
twe fortissimo serdecznie brzmi
w dramacie samych najchudszych dni
rzucasz mi
w oczy łzy
gorzkie łzy
szczęścia łzy
spełniasz sny

Proszę otrzyj łzy cierpi na tę samą bolączkę co Kings & Queens, Barwa twoich słów i Mroczna aleja wczorajszego dnia. Problem jednak leży w tym, że nigdzie miksu nie spieprzono tak jak tutaj. Wokale Bajora są koszmarnie wręcz podgłośnione w stosunku do podkładu, w związku z czym brzmi to po prostu koszmarnie i amatorsko. A nagraniom Artystów takiej miary jak Michał Bajor, taka realizacja nie powinna się zdarzać.

przewędrowaliśmy krainę słońca
i odchodziliśmy i powracaliśmy bez końca
proszę, otrzyj łzy

tak wiem - odszedłem stąd
tak wiem - zrobiłem błąd
lecz proszę cię
proszę, otrzyj łzy

Merci, Cheri to jedna z bardziej znanych melodii w historii muzyki. Dla Bajora przetłumaczył ją Andrzej Ozga. Zrobił to na potrzeby spektaklu Bajor w Buffo wystawianym w Teatrze Buffo w Warszawie. Musical stał się wielkim sukcesem, więc Bajor postanowił parę piosenek nagrać na płytę. Pierwszą na tym albumie jest Merci, Cheri. Artysta nie zawodzi i funduje nam naprawdę dobry, świetnie brzmiący wykon, którego można słuchać z prawdziwą przyjemnością.

Merci, merci, merci, już skończone 
Cheri, cheri, cheri, miłość słodka jest tak
Merci, merci, cheri, czemu łez słonych
czuję na ustach smak?

Podeptane kwiaty to chyba mój ulubiony utwór z tej płyty. To tekst Wojciecha Keine i muzyka Włodzimierza Korcza (ten sam duet, który odpowiedzialny jest za Do trzech cnót z albumu Nowe piosenki). Oba elementy są rewelacyjne. Korcz funduje nam bezbłędną melodykę w swoim stylu, a Keine zaprezentował tekst będący refleksją doświadczonego artysty (choć można by przypasować też do niego jakiegokolwiek człowieka), który żył w zbyt szybkim tempie i nie zwracał uwagi na rzeczy, które naprawdę mają znaczenie. Wspaniały, głęboki tekst i poruszające wykonanie Bajora. Podeptane kwiaty również zostały napisane z myślą o spektaklu Bajor w Buffo. 

A za mną bezmyślnie podeptane kwiaty
cichy smutek ciepłych, odtrąconych rąk
szklanki niedopitej w pośpiechu herbaty
uśmiech roztrzaskany o mój zimny wzrok.
A za mną zgaszone, ciepłe jasne twarze
kilka zbyt pochopnie zatrzaśniętych drzwi
ledwie kątem oka muśnięte pejzaże
w których tyle wierszy niespełnionych śpi

Płynie szmal to z kolei piosenka z musicalu Evita, w którym - grając w Teatrze Rozrywki w Chorzowie - Bajor grał rolę Che. To znakomicie wykonana, dynamiczna piosenka ze świetnymi chórkami i szybkim śpiewem Bajora. Rewelacyjne nagranie.

Do fundacji napływał szmal ze wszystkich stron
wyduszała go Evita rączką swą
ktoś powie, że powinien być to dobrowolny gest
ach, kochanie, to nie jest tak...
Wszak nie myślisz, gdy płynie szmal, skąd on się wziął?
Myślisz o tych, którym możesz pomóc mając go
Eva ogłosiła, że już nęzy nadszedł kres
najwspanialsza w świecie jest Fundacja Evy Peron

O Nie opuszczaj mnie powiem dokładnie to samo, co o Nie chcę więcej - drugi raz to samo, ale drugi raz tak samo dobrze.

Ja deszczowym dniem, ci przyniosę z ziem
gdzie nie pada deszcz, pereł deszczu sznur
jeśli umrę, z chmur spłynie do twych rąk
światła złoty krąg i to będę ja
w świecie ziemskich spraw, miłowanie me
będzie pierwszym z praw, królem stanę się
a królową Ty
nie opuszczaj mnie

Są ludzie to kolejna piosenka przetłumaczona dla Bajora przez Andrzeja Ozgę na potrzeby Bajora w Buffo. Przyjemny, radosny, żartobliwy i dowcipny kawałek, acz trochę naiwny i mało odkrywczy. Nic specjalnego.

Są ludzie, dla których wprost
chcę śpiewać i zdzierać głos
wciąż chce się dla tych ludzi
tu żyć, być
spalać się za dwóch
to dla was właśnie chcę
powracać tu

Moja droga to jeden z największych standardów w historii muzyki rozrywkowej. Również Bajor wziął się z nią na bary. Na potrzeby Bajor w Buffo przetłumaczył go Andrzej Ozga i zrobił to z pewnością w oryginalny i jedyny, niepowtarzalny sposób. Do tego Bajor dołożył poruszającą interpretację i mamy przepiękne domknięcie albumu.

I tak będę szedł
bo drogi szmat
choć z każdym dniem
wciąż przybywa lat
dopóki sił
wystarcza by
z tej drogi pył
przemieniać w sny
a żeby śnić
ja muszę iść
mą własną drogą


Największym problemem Michał Bajor '95 jest zdecydowanie długość. Ponad godzina muzyki to niemałe wyzwanie. Bajor jednak mu nie sprostał, a przynajmniej nie całkiem. Jest tu na pewno pełno wartościowych kompozycji, jednak nie da się nie odczuć, że płyta powstawała trochę na "odwal się". Przede wszystkim karygodny jest miks polskich wersji piosenek z Kings and Queens, jednak o nich pisałem już wcześniej nie raz, więc nie będę się tu powtarzał. Również dość średnio wypada fakt, że mało tu premierowych utworów. Za dużo tu sprawdzonych i starych patentów, a za mało nowego materiału, który mógłby uczynić płytę nieco bardziej atrakcyjną. Podsumowując: Michał Bajor '95 to niezły album, ale czuć tu za bardzo lenistwo i chodzenie na skróty. Jest tu trochę dobrych piosenek, których warto posłuchać, ale nie zabrakło miejsca dla wypełniaczy, które rozciągają płytę do granic możliwości, co działa tylko na jej niekorzyść.

Ocena: 6/10


Michał Bajor '95: 63:59

1. Na granicy łez - 4:05
2. Kings & Queens - 3:40
3. Barwa twoich słów - 4:48
4. Kto mi powie - 3:11
5. Mroczna aleja wczorajszego dnia - 4:00
6. Czuję i trwam - 3:10
7. Panie, który jesteś - 5:00
8. Umieram - 3:45
9. Nie chcę więcej - 3:50
10. Proszę, otrzyj łzy - 4:50
11. Merci Cheri - 3:45
12. Podeptane kwiaty - 3:55
13. Płynie szmal - 4:05
14. Nie opuszczaj mnie - 4:55
15. Są ludzie - 2:45
16. Moja droga - 4:15

czwartek, 24 września 2020

"Kings and Queens" - Michał Bajor [Recenzja]


Na początku lat 90. wyjazd do Stanów Zjednoczonych nie był wcale dla Polaków tak prostą rzeczą, jak dziś. Bajor jednak - jako artysta, który odniósł niemały sukces - spełnił wszystkie konieczne warunki i wyjechał z koncertami dla Polonii. Zachłysnął się klimatem tego kraju i w końcu został w nim na ponad rok. Myliłby się jednak ten, który pomyśli że spędził tam te kilkanaście miesięcy tylko na wypoczynku lub koncertowaniu. Poznał tam polskiego biznesmena, Petera Turo, i wspólnie założyli Sonia Company. Bajorowi zamarzyło się podbicie amerykańskiego rynku, więc jako pierwszy polski artysta, uznał że nagra płytę w całości zaśpiewaną po angielsku.
Siedem miesięcy zajęło więc zbieranie materiału, nagrywanie, sprowadzenie do Stanów muzyków w Polski, Anglii, i różnych zakamarków Ameryki, a także końcowy mastering. Album nazwano ostatecznie Kings and Queens, a imię Bajora przerobiono na "Michael Bayor". Płyta odbiła się jednak zupełnie bez echa w Stanach, choć krytycy chwalili zgromadzony tam materiał. Dziś wydawnictwo to jest prawdziwym "białym krukiem" poszukiwanym przez fanów Bajora, a gdy już pojawia się na aukcjach internetowych, osiąga niebotyczne ceny. Jest to więc album kultowy w pewnych kręgach, aczkolwiek raczej zapomniany i znany tylko największym entuzjastom. No bo, umówmy się, kto mógłby pomyśleć o Bajorze, że nagrał kiedyś na wskroś amerykańską płytę przeznaczoną na podbój rynku za Oceanem?

Rozpoczynamy dość współcześnie brzmiącym (jak na lata 90.) utworem Did You Ever Cry?. To zdecydowanie piosenka o charakterze balladowym, choć nie nazwałbym jej też typowym "snujem", który ciągnie się przez te ponad 5 minut. Mimo dość jednostajnego tempa mamy tu przepiękną melodię, wokal Bajora z o wiele mniejszym natężeniem wibratta i znakomitą oprawę muzyczną. Słowem: Bajor ale jakby nie Bajor.

We've wasted all this time on foolish suffering
We've wasted all this time, we've wasted all this time, for nothing

Did you ever cry?
I know I made you sad
I know that I was bad, girl, to you

Crimes of Passion zaskakuje. To kawałek bardzo dynamiczny z wybuchowymi refrenami, damskimi wokalizami w tle, współcześnie brzmiącym aranżem i znakomitymi wokalami Bajora, który momentami jest wręcz nie do poznania.

How many cries will you hear
How many times will you really care
So many good tiimes, sandgrains
They ride - on the wind

How many times must I pray
How many times must I say be careful
So many good times, like angels
They fall right now, out of grace

We Both Know to znów ballada, jednak jakaś taka nudna. Trwa ponad 5 minut, ale coś za mało się tu dzieje, by w pełni mogła zachwycić. Trochę by to skrócić - byłoby o wiele lepiej. A tak jest po prostu "poprawnie".

We could have everything we dreamed, my love
We could have everything we owned
'Cause we had it all at one time
We let it slip away, so far away,
It seems like forever
But I still want you back
And I know you think
It's too late
Twinkle, twinkle little star
Cuts like a knife
So let's shine on

Puls stara się podbić One in a Million, jednak brakuje tu z kolei nieco bardziej dynamicznej produkcji. Wypada to nieco zbyt zgrzebnie i mało angażująco, chociaż ponownie na wyróżnienie zasługują rewelacyjne wokale.

I do all I can
When I'm down on my knees
For the sake of the lost as they drown in the seas
But my faith, it fades, it trickles away
Love was the savior, at least I can care
A one in a million
Why don't they know who I am?

Crazy Little Bars to jednak kompletna porażka, w której nie mogę znaleźć niczego na jej obronę. Nuda, mało wyróżniająca się melodia i dość ospałe wykonanie.

Don't wanna know the answer to all the questions
I feel it all deep inside
It keeps me satisfied
But when I'm feeling lonely, I wanna fly
To the edge of the lights up so high
To the star-studded bars up in the sky

Jednym z moich ulubionych momentów płyty jest natomiast zdecydowanie ponury walczyk Hello Solitude. Chwytliwa melodia, niebanalny tekst i bardzo emocjonalna interpretacja Bajora. Zdecydowanie nawet nie ma kiedy się znudzić, mimo że kompozycja trwa ponad 4 minuty i jest dość sztampowa. Wykonana jest jednak z takim przekonaniem i sercem, że nie sposób tego nie kupić.

Will it take for you to notce me too
In my grey little world that took me and hurled me
And muddled and huddled me into this space, I can't even face
A new day, a blue day, I need you, I love, I want you

Can I wait for you to show me a sign
A way to heaven, so throw me the line
A key to your life, you're lonely, you haunt me
I see you so much I can feel your touch, I need you, I love you, I want you

Tytułowe Kings and Queens to bez wątpienia piosenka nad wyraz urodziwa z chwytliwą, ale i przepiękną melodią, szczególnie w refrenach. To również utwór stosunkowo długi, jednak jest tak piękny i poruszający, że praktycznie nie czuć tych pięciu minut.

What are you gonna do
What are you gonna say
You have to find somebody else, this time I've gone away
The road may be long
But I've got to be strong
Your time is up, you had your fun, I'm walking tall, I'm on the run

Love is a Game Today w zamiarze miała pewnie być lekka, łatwa i przyjemna, wprawiająca w dobry nastrój. Jest jednak tak banalna i mało wyróżniająca się z tłumu, że działa wręcz odwrotnie. A w dodatku mostek jest tak mało melodyjny, że... lepiej przejdźmy dalej.

Some say "I do" when they don't
Some say they won't when they will
So many players around me
Love is a game today

To niedopatrzenie naprawia jednak z nawiązką Waiting for the Past. Mówię poważnie, to mógłby być radiowy hit stacji w Stanach (z obowiązkową modulacją w ostatnim refrenie). Dynamiczne tempo, chwytliwe refreny i "catchy" tekst, który można podśpiewywać wraz z Bajorem już podczas pierwszego odsłuchu.

I keep on talking to the Gods
Can hear their voices in the air
I am watching for that single sign
It's the waiting I can never really bear

Na korzyść I'll Be There mogę przytoczyć tylko jeden argument: refreny. Są, serio, przepiękne. Poza tym jednak jest naprawdę słabo i wtórnie.

Love will find a way, straight into your heart
Love can conquer all, though we're apart
When you're down, my love, don't you frown, my love
I'll be there for you in times of need

Jeśli chodzi o "love songs", to na tej płycie nie ma jednak ani jednej piosenki, która mogłaby stawać w szranki z cudownym Heaven in Your Eyes. Chwytliwy motyw na klawiszach, urzekające od pierwszego kontaktu refreny, które wpadają w ucho i ciężko się ich pozbyć, no i świetne partie Bajora. 

For all this times I've felt the pain of waiting
Through all the pain I've seen heaven in your eyes
For all this time I've felt the pain of losing
Through all the pain I've seen heaven in your eyes
For all this time I've felt the pain of silence
Through all the pain I've seen heaven in your eyes
For all this time I've felt the pain of love
And of trying to believe

Co by o Kings and Queens nie mówić, jest tu jedna piosenka, która zasługuje na miano "wybitnej" w katalogu Bajora. Mowa tu o kończącym całość utworze The Dark Street of Yesterday. Ponury nastrój, urzekająca melodia, poetycki tekst, parę nieoczywistych wolt, no i świetne, bardzo emocjonalne wokale, które nie pozwalają się od nich uwolnić, a momentami nawet wywołują ciarki. Jest jeden minus - piosenka zupełnie nie pasuje do reszty longplaya, bo po prostu jest na niego za dobra. Jednak taka wada, to żadna wada. Warto posłuchać.

The dark street of yesterda
Appears in the corners of my eyes
Through time conceals with golden seals
Kind ghosts, I can still hear your distant cries
My thoughts run wild to what could have been
Had blood remained in the pulse machine

Quiet daydreams flicker, then expire
Why does it always have to be the same
That memories are always the brightest fire
And what is real, the weakest flame


Nawet gdyby Michał Bajor był Amerykaninem i chciałby debiutować w Stanach jako piosenkarz, to taką płytą jak Kings and Queens raczej nic by nie zdziałał. Album wypełniony jest raczej miałkimi i sztampowymi kompozycjami, stworzonymi jakby w sam raz pod publiczkę. O ile uważa się ich za prostych gości potrzebujących piosenek bez większego wyrazu, za to z chwytliwymi melodiami pod nóżkę. Dla takich słuchaczy ta płyta może okazać się prawdziwym zaginionym diamentem. Dla mnie jednak jest to album kiepski, męczący i czuć po prostu, że bardzo stara się być amerykański, jednak wychodzi to sztucznie i na autopilocie. W najgorszym tego słowa znaczeniu. Owszem, znajdzie się tu parę naprawdę dobrych piosenek, jednak za mało ich jest, by uznać Kings and Queens za udany krążek.

Ocena: 4/10


Kings and Queens: 60:45

1. Did You Ever Cry? - 5:25
2. Crimes of Passion - 6:04
3. We Both Know - 5:11
4. One in a Million - 3:57
5. Crazy Little Bars - 4:41
6. Hello Solitude - 4:37
7. Kings and Queens - 5:08
8. Love is a Game Today - 4:43
9. Waiting for the Past - 4:21
10. I'll Be There - 5:40
11. Heaven in Your Eyes - 6:26
12. The Dark Street of Yesterday - 4:03

środa, 9 września 2020

"Michał Bajor 1993" - Michał Bajor [Recenzja]


Mimo, że Nowe piosenki nie wywołały już tak wielkiej ekscytacji jak Michał Bajor live, to i tak sprzedawały się bardzo dobrze i ugruntowały pozycję Bajora na polskiej scenie. Artysta w kolejnych latach wyjeżdżał więc za granicę, grając dla Polonii w tak odległych miejscach, jak Stany Zjednoczone, Francja czy Hiszpania. Oczywiście nie próżnował w tym czasie, nagrywając w 1991 roku kolędy, a rok później płytę z piosenkami dla dzieci, gdzie Piotr Rubik skomponował muzykę do jedenastu wierszy Jana Brzechwy i dwóch Juliana Tuwima. Na w pełni premierowy materiał trzeba było jednak poczekać aż do 1993 roku.
W 1991 roku Bajor starał się o główną rolę męską w musicalu Metro Janusza Józefowicza, jednak ostatecznie musiał ustąpić Robertowi Janowskiemu. Niepocieszony, uznał że i tak zaśpiewa parę piosenek z tego spektaklu. Dwie z nich umieścił więc na Michał Bajor 1993. Oprócz tego znalazły się tam również kompozycje m.in. Piotra Rubika czy Janusza Stokłosy do tekstów lub tłumaczeń Wojciecha Młynarskiego, Andrzeja Ozgi, a nawet Jana Brzechwy i Marii Konopnickiej. Wydawnictwo to dziś dostępne jest tylko w odświeżonej wersji jako Czwarta płyta 83'-93'. Oryginalne wydanie jest swoistym białym krukiem i, gdy pojawia się już na aukcjach, osiąga astronomiczne ceny.

Jak już wspomniałem we wstępie, Bajorowi nie udało się dostać roli w musicalu Metro. Trudno dziwić się decyzji osób odpowiedzialnych za casting. Ja na przykład nie umiem wyobrazić sobie Bajora grającego grajka wałęsającego się po stacji metra. Jednak wykonanie Na strunach szyn pozwala zrozumieć, jak wiele spektakl stracił, jeśli chodzi o stricte wokalistę. Interpretacja Bajora przekonuje mnie o wiele bardziej niż Roberta Janowskiego. Wkłada on bowiem w to faktycznie całe serce, zręcznie szafuje słuchacza swoim głosem, przechodząc płynnie od szeptu do ciągnięcia frazy przez jakieś 5 sekund. Do tego dochodzi jeszcze znakomita, orkiestrowa oprawa, i tak oto dostajemy potężnie brzmiące i angażujące otwarcie.

Sens nie mówionych słów,
dźwięk nie zagranych nut,
blask nie zapalonych jeszcze lamp.
Nie mów nic, czy słyszysz mnie
w zamęcie wokół nas?
Sens nie mówionych słów,
dźwięk nie zagranych nut,
blask nie zapalony jeszcze lamo.
Nie mów nic, na strunach szyn
orkiestra może grać.

Zarówno na Michał Bajor live, jak i na Nowych piosenkach musiały znaleźć się tłumaczenia Jacquesa Brela autorstwa Wojciecha Młynarskiego. Na Michał Bajor 1993 znalazło się co prawda tylko jedno, jednak stało się ono niemałym przebojem, a na pewno jednym z bardziej znanych utworów w katalogu Bajora. Dynamiczni, taneczni Flamandowie to utwór bardzo w stylu Brela. Skoczna muzyka towarzyszy wcale niewesołemu tekstowi o pozornie "szczęśliwym" życiu Flamandów. Kontrast podkreśla jeszcze radosny śpiew Bajora, pełen zaangażowania i radosnych okrzyków. Znakomita piosenka.

Flamandowie tańczą milcząc wciąż,
przy niedzieli tańczą Flamandowie,
nie pogadasz z nimi w tańcu, bo
Flamandowie nierozmowni są.

Tańczą, bo dwadzieścia mają lat,
piękny wiek, by się dowiedział świat, 
że miast o staropanieństwo drżeć,
trzeba za mąż iść i dzieci mieć.

Tak rodzice przykazali im,
belfer w szkole i na mszy w klasztorze
ojciec przeor przez kadzideł dym
tak naucza i dlatego może
tańczą tak, tańczą tak,
Flamandowie tańczą tak...

Na poprzedni album Andrzej Ozga ofiarował Bajorowi znakomity tekst piosenki Tarantela. Cieszy fakt, że ta współpraca jest kontynuowana także na kolejnej płycie. Pierwszym ich owocem jest utwór Przyszła do nas miłość z muzyką Piotra Rubika. Jak to bywa u tego kompozytora - który, nawiasem mówiąc, zaczynał swoją karierę właśnie m.in. u boku Bajora, będąc nie tylko jednym z jego czołowych kompozytorów, ale także pianistów akompaniujących mu na koncertach - muzyka jest bardzo podniosła, aczkolwiek nie brakuje tu umiejętnego szafowania napięciem. Delikatne, spokojne zwrotki znajdują rozładowanie w o wiele bardziej rozbudowanych aranżacyjnie refrenach. Muzyka do tej piosenki to jeden z najlepszych przykładów budowania napięcia w kompozycjach Rubika. Oczywiście o tym, że tekst Ozgi i wykonanie Bajora są po prostu bezbłędne, nawet nie będę wspominał, bo jest to jasne jak słońce.

Choćby serce z bólu łkało,
próżno winę, winę całą
zrzucać na nią, by bolało
nas ciut mniej...
Nie próbujmy jej unurzać
w nierozważnych słów kałużach...
by cierpienia nie przedłużać
nam i jej.

O ile we Flamandach radość była tylko przykrywką dla niewesołych treści, tak Chciałbym to pierwsza na tej płycie tak optymistyczna i radosna piosenka. Mamy tu szybkie zwrotki i refreny zwieńczone wpadającymi w ucho wokalizami Bajora. Roman Kołakowski dał się nam poznać na poprzednim albumie przez mocny i mocno fantastyczny tekst do piosenki Przedświt. Tu odsłania zupełnie inne oblicze, pokazując się z optymistycznej i lekkiej strony. Jeden z największych przebojów Bajora, od słuchania którego można się uzależnić.

Chciałbym dać ci jasne sny,
ranne mgły, wonne bzy,
nocne ćmy, ptaki i zwierzęta,
letni sad, świat bez wad,
szary płot, ptasi lot,
wszystko co pamięć zapamięta.
W pustych drzwiach staje Bach,
strząsa szron, daje ton,
gra nam pieśń na sopelkach lodu.
Pragnąłbym znaleźć rym,
śpiewać z nim słońca hymn,
sławić cud porannego chłodu.

Znacznie słabiej wypada natomiast Tyle jest miast Mariana Hemara. Oczywiście, zważywszy na sam czas powstania tej piosenki, zrozumiały jest aranż stylizowany na przedwojenne przeboje Mieczysława Fogga. Problem jednak leży w samym Bajorze, którego głos nijak pasuje do tej stylistyki, a sam utwór wypada po prostu zbyt słodko i mało wciągająco.

Tyle jest gwiazd,
tyle jest miast,
niech ta piosnka ci o tym opowie,
idź w świat gdzie chcesz,
rób co umiesz, jak wiesz,
lecz jak kochać się - to we Lwowie...

Mein Herr to z pewnością jeden z bardziej znanych fragmentów Cabaret. Bajor z aktorskimi i musicalowymi ciągotami po prostu nie mógł po to nie sięgnąć. Autorem polskiego przekładu jest Dariusz Rogalski, odpowiedzialny za tekst Nie chcę więcej. Madame wypada więcej niż bardzo dobrze, i tu już wokale Bajora sprawdzają się znakomicie, szczególnie gdy wkłada w to wiele wrażliwości, a momentami nawet szarżuje przy egzaltacji. Świetne wykonanie.

Excuse moi, madame,
jak jej powiedzieć mam, 
że wszystko dobre, co się dobrze kończy,
że czasem miło jest, lecz wszystko ma swój kres,
niech pani wierzy mi - c'est la vie.
Au revoir, madame, czas, żebym został sam,
mógł mówić kiedy chcę i to co myślę,
na tapczan rzucać płaszcz, na stole nogi kłaść,
oglądać tylko sport - żyć jak lord!

A kto ciebie, ty wierzbino to jedna z najważniejszych piosenek dla Michała Bajora. Jest to bowiem jego autorska kompozycja do wiersza Marii Konopnickiej, którą napisał w wieku 16 lat, na konkurs związany właśnie z twórczością Konopnickiej. (Dodam tylko, że ów konkurs wygrał). Jak więc wypada? Cóż, jak wprawka młodego chłopaka ze szkoły muzycznej, który ma ucho do melodii i chciałby być kompozytorem. Idąc za sloganem "Smutne piosenki pisze się o wiele łatwiej, niż wesołe" Bajor zdecydował się więc na dramatyczną muzykę. Nie ma tu żadnych refrenów, ani nie dzieje się nic specjalnego. Ma to jednak swój urok i wypada doprawdy ciekawie. Może nie nazwałbym tej piosenki jednym z ulubionych fragmentów albumu, ale z pewnością jednym z bardziej wartych uwagi.

A kto ciebie, ty wierzbino, wychował,
a kto twoje fujareczki czarował?
Wychowywał mnie mój rodzic, ciemny las,
kędy stoję w chłodnej rosie aż po pas,
wykarmiła mnie ta ziemia, ta matka,
płakiwała ze mną brzoza, sąsiadka,
czarna rola podawała chleb i sól,
wykołysał wiatr szumiący z łąk i pól.

W spektaklu Czerwony stoliczek Bajor w pewnym momencie wychodził na scenę odziany w kapcie, płaszcz narzucony na piżamę i z rozczochranymi włosami i dawał swój popis wokalno-aktorskich możliwości śpiewając Pali się. Rzeczywiście, śpiewane na żywo, robi to wrażenie, a nawet potrafi rozbawić. Jednak wersja płytowa nie jest w stanie jej sprostać. Bajor zdaje się zdawać sobie z tego sprawę, więc stara się na siłę dodać tu aktorstwa i różnej intonacji. Niestety, wypada to po prostu okropnie - szczególnie w przeszarżowanych refrenach - i brzmi, jakby wokalista na siłę starał się być śmieszny. Wykonanie więc na minus, aczkolwiek wrażenie z pewnością robi środkowa część z dynamiczną aranżacją orkiestrową i kolejnym wybijającym z butów popisem dykcji Bajora.

Straż jest gotowa w ciągu minuty,
konia prowadzą, koń nie podkuty,
trzeba zawołać szybko kowala,
pożar na dobre już się rozpala!
Prędko, gdzie kowal, to nie zabawka,
dawać sikawkę, gdzie jest sikawka?
Z zepsutą pompą - niełatwa sprawa.
Woda do beczki! Beczka dziurawa!
Trudno, to każdej beczce się zdarza,
który tam, prędzej, dawać bednarza,
zbierać siekiery, haki i liny,
pali się w mieście już od godziny!

Dalej mamy Kochanie moje, kochanie, czyli kompozycję Anny Panas do wiersza Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Podobnie jak Tyle jest miast, stylizacja na przedwojenny przebój wypada tu po prostu zgrzebnie i trąci myszką. Pomijam już same dość niewielkie walory samej kompozycji, to nie ma tu nawet o co się uchem zaczepić, a Bajor śpiewa, jakby nawet jemu nie bardzo się chciało już tego wykonywać. 

Kochanie moje, kochanie
dobranoc, już jesteś senna
i widzę twój cień na ścianie
i noc jest taka wiosenna.
Jedyna moja na świecie
jakże wysławię twe imię,
ty jesteś mi wodą w lecie
i rękawicą w zimie.

O ile Na strunach szyn pozwalało nam zamyślić się, czy to aby dobrze, że Bajor nie dostał się do obsady Metra, tak Tylko w moich snach pozwala nam odetchnąć z ulgą. Wykonanie bez wigoru, bez zaangażowania, bez pomysłu na interpretację. Nuda.

Gdy gra tylko kilka nut, cichy szept,
poruszone wspomnienia przez wiatr
tamtych słów, tych dziwnych słów...
Kłamałaś, dobrze wiem, że ty
też kochałeś mnie,
gdy wspominam tamte dni,
przez łzy widzę cię.
To już zamknięte drzwi, dawnych lat,
kiedy ktoś wspólny rytm nam grał,
wspomnień ślad, tamtych dni,
kiedy świat był mój, był nasz.

Edith to z pewnością najbardziej interesujące i zagrane z największym rozmachem wykonanie na płycie. Jest to bowiem kompilacja największych przebojów Edith Piaf, do których Andrzej Ozga napisał polski tekst opowiadający o życiu słynnej francuskiej pieśniarki. Siłą tego utworu nie są tylko te ponadczasowe melodie, ale zwłaszcza znakomite wykonanie Michała Bajora, który sprawnie przeskakuje między kolejnymi nastrojami i klimatami, umiejętnie odnajdując się z marszu w każdym. Daleko za nim nie pozostaje wcale znakomita aranżacja, która sprawnie podkreśla melodykę każdej piosenki, nie unikając tu i ówdzie fajnych smaczków. Znakomita kompozycja.

"Elle ecount'la java
mais ell'ne la dans'pas..."
A ja przez życia zmienne koleje
pójdę nalej, na wprost,
niosąc w sercu ten głos,
co pozwala zachować nadzieję,
że choć życie ma kres,
jednak coś przecież jest,
co zostaje... nie idzie do nikąd,
jakaś reszta na dnie,
co nie ciszą jest, nie,
bo ta reszta jest właśnie muzyką.

Nasza niebezpieczna miłość nagrywane było na Michał Bajor 1993 jako wypełniacz. Może wydać się to dziwne dziś, gdy wiemy, że jest to jeden z największych przebojów Bajora. Jednak tak było; brakowało piosenki, więc na szybko nagrano utwór Piotra Rubika i Andrzeja Ozgi. Niedługo po wydaniu albumu okazało się jednak, że w całej Polsce piosenka wylądowała na pierwszych miejscach list przebojów. Musiało to być z pewnością zaskoczeniem dla Bajora, dla którego była to pierwsza sytuacja, gdy jego utwór jest na listach przebojów. Nie chciał jednak śpiewać jej na koncertach, bo - mówiąc krótko - jej nie lubi (wyjątek robi tylko podczas koncertów jubileuszowych). Tym bardziej warto cieszyć się umieszczoną tu wersją z piękną radosną melodią i prostym, acz ujmującym tekstem. Bardzo przyjemna piosenka, aczkolwiek nie ma specjalnie co się nad nią zachwycać.

To moja miłość,
słodka, szalona,
piekielna miłość grzeszna.
To moja miłość,
wskroś potępiona, przegrana,
co tu kryć...
To moja miłość,
trochę wstydliwa,
w dodatku niebezpieczna.
Ta karczma, Miła,
Rzym się nazywa
i będzie, co ma być.


Michał Bajor 1993 to spory krok w tył w stosunku do poprzednich dwóch albumów. Tym razem zawiódł nieco filtr jakości i dostało się tu trochę za dużo słabych lub też mało ciekawych piosenek. Bajor za wszelką cenę chciał chyba pokazać swoje umiejętności aktorskie, przez co Pali się wypadło sztucznie. Chciał na siłę udowodnić, że byłby lepszy do roli w Metrze więc wcisnął tu kiepską wersję Tylko w moich snach. Ponadto chciał podkreślić swoją ponadczasowość, odwołując się do tradycji polskiej muzyki za pomocą nudnych Tyle jest miast i Kochanie moje, kochanie. Na szczęście znalazły się tu jednak takie perełki jak Na strunach szyn, Flamandowie, Przyszła do nas miłość, Chciałbym, Madame, Edith i Nasza niebezpieczna miłość. W gruncie rzeczy Michał Bajor 1993 to płyta dość średnia i po przesłuchaniu zostawiająca zdecydowanie za mało emocji w pamięci słuchacza. Jednak przy zapoznawaniu się z tym materiałem można odkryć tu naprawdę sporo pięknych melodii, znakomitych tekstów i rozpłynąć się nad interpretacjami Bajora. Szkoda jednak, że jest ich tu wcale nie tak wiele.

Ocena: 6/10


Michał Bajor 1993: 48:12

1. Na strunach szyn - 5:37
2. Flamandowie - 2:22
3. Przyszła do nas miłość - 3:45
4. Chciałbym - 3:00
5. Tyle jest miast - 3:57
6. Madame - 2:21
7. A kto ciebie, ty wierzbino - 2:37
8. Pali się - 5:25
9. Kochanie moje, kochanie - 3:55
10. Tylko w moich snach - 4:52
11. Edith - 6:26
12. Nasza niebezpieczna miłość - 4:05

niedziela, 30 sierpnia 2020

"Nowe piosenki" - Michał Bajor [Recenzja]


Longplay Michał Bajor live cieszył się wielkim powodzeniem. Był to więc też znak dla Artysty, by poświęcić się nie tylko aktorstwu, ale i muzyce, bo najwidoczniej dobrze mu idzie. Tym razem jednak zapragnął, by na kolejnym albumie znalazło się więcej piosenek napisanych specjalnie dla niego. Oczywiście, wykonał też parę przebojów Jacquesa Brela (z którym został utożsamiany po wykonaniu aż trzech jego piosenek na live, a także udziale w spektaklu Brel w Teatrze Ateneum, który okazał się gigantycznym sukcesem), jak zwykle w tłumaczeniach Wojciecha Młynarskiego, ale zgłosił się także do takich tekściarzy jak Jonasz Kofta, Roman Kołakowski, Marcin Sosnowski, czy sam Młynarski z prośbą o autorskie słowa. Okazało się, że piosenek jest aż za dużo na jedną płytę, więc zdecydowano się na podwójny album zatytułowany po prostu Nowe piosenki. Pierwszy krążek to Bajor z tłumaczeniami Brela i kompozycjami różnych kompozytorów, podczas gdy drugi składa się wyłącznie z tych napisanych dla Artysty przez Włodzimierza Korcza (na okładce tylnej jest błąd, bowiem kompozytorem popołudnia jest nie Stanisław Rembowski, a również Korcz).
I ten album okazał się wielkim sukcesem. Dziś dostępny jest w formie antologii zatytułowanej 83'-93'. Pierwsza płyta to nagrane w studiu piosenki z live, Druga i trzecia to kolejno pierwsza i druga płyta z Nowych piosenek, a Czwarta to nagrany na nowo album Michał Bajor 1993.

Tarantela to kompozycja utrzymana, jak sam tytuł wskazuje, w stylu tradycyjnego włoskiego tańca. Do znakomitej muzyki Jerzego Satanowskiego mamy jednakże jeszcze tekst Andrzeja Ozgi. Słowa, jak to u Bajora bywa, są tu bardzo istotne i niebanalne. Taniec staje się tu metaforą powtarzalności życia i tego, w jakim tempie niejednokrotnie przychodzi nam pędzić od dnia do dnia. Zaczynamy wolno, by co chwila przyspieszać, aż do zabójczej końcówki, w której Bajor wyrzuca z siebie kolejne linijki niczym w klasycznym Walcu na tysiąc pas. Jest więc okazja do zachwytu nad jego dykcją, zamyślenia się nad tekstem, a przy okazji do odsłuchu piosenki na poziomie. Słowem - typowy Bajor.

Słowa powszednie wirują bezwiednie
co raz to się cisną do ust.
Myśli spóźnione i niewydarzone
natrętnie wwiercają się w mózg.

Czyny niechciane i nieprzemyślane
od nowa się garną do rąk.
Wszystko to kręci się, kręci wraz z nami
w obłędny porywa nas krąg.

Graj mi świecie może zaskoczyć tych, którzy Bajora kojarzą tylko z ballad typu Nie chcę więcej czy Moja miłość największa. Od początku bowiem uderza nas ostra gitara elektryczna wygrywająca chwytliwy i niosący riff. Jednak zaskakiwać może tylko aranż, gdyż tekst to już typowy "wczesny" Bajor. Sama kompozycja jednak wypada naprawdę bardzo dobrze i jak najbardziej może się podobać.

Chociaż raz istnienia pojąć cud,
chociaż raz myślenia podnieść głaz,
poczuć tajemnicy dziki głód
i zrozumieć wszystko chociaż raz.

Chociaż raz naprawdę sobą być,
chociaż raz nie zagrać żadnej z ról,
maskę zdjąć, pozory z twarzy zmyć,
poczuć na języku życia sól.

Bajor od zawsze podkreśla jak mocno jest związany ze swoimi rodzicami. Często odwiedzał swój rodzinny dom w Opolu, a także niejednokrotnie robił miłe gesty w ich stronę (sam widziałem na jednym z jego koncertów w Opolu, gdy wniósł na scenę kwiaty, po czym złożył mamie przedwczesne życzenia urodzinowe, zszedł ze sceny i ruszył w publiczność, by wręczyć mamie bukiet i ją ucałować). Tym większe wrażenie robi jego kunszt aktorski i interpretatorski, gdy przychodzi nam słuchać jednej z bardziej poruszających kompozycji w repertuarze Bajora - Naszych matek maleńkie mieszkanka. Mamy tu wzruszający tekst Wojciecha Młynarskiego, w którym mamy opis codzienności samotnej matki, która niezmiennie żywi nadzieję na odwiedziny syna. Do tego liryku znakomicie pasuje muzyka skomponowana przez Janusza Stokłosę, a także akustyczny aranż na fortepian. No i oczywiście Bajor, który śpiewa z taką pasją i zaangażowaniem, że spokojnie niejednemu słuchaczowi może wycisnąć łzy z oczu. Przepiękna piosenka. Jedna z moich ulubionych.

Aż nadejdzie zwyczajny poranek
i któregoś zwykłego poranka
zogromnieją w pałace lustrzane,
naszych matek maleńkie mieszkanka.
Uśmiech matek ozdobi oblicze, 
matki będą powtarzały sobie, 
że dziś muszą wrócić królewicze
zagubieni po świecie synowie.
Każda matka łzę jasną uroni,
drzwi otworzy niezgrabnie i prędko:
syn-królewicz wrócił szóstką koni?
Nie, to tylko pan listonosz z rentą...

Biegnący przez huczący kram dnia złego
tak dawno już nie byłem tam. Dlaczego?

Kolejną piosenkę rozpoczyna kilkunastosekundowa partia chóru. Po nim wchodzi fortepian i wokal Bajora, śpiewający poetycki, piękny tekst Jonasza Kofty. Całe życie czekam w pełni rozwija się jednak dopiero po chwili, gdy dochodzą do niego pozostałe instrumenty, a całość nabiera nieco na dynamiczności, nie tracąc jednak z podniosłej atmosfery. Kolejny bardzo interesujący utwór.

Całe życie czekam
mrok czy blask, 
na człowieka
co zatrzyma czas.
Tylko miłość ma tę moc,
kiedy kocham to
mam w swoich dłoniach los.

W tym świecie pełnym złud,
bajecznie pięknych kłamstw,
nie wstydzę się prostych prawd.

W Balladzie o brzasku ilość patosu jest niestety nie do zniesienia. Tekst Romana Kołakowskiego jest dostatecznie wymowny, jednak zdecydowano się obudować go tak podniosłą i dumną muzyką, że całość po prostu zanadto przygniata. Gitara elektryczna, rozwibrowany wokal i te refreny, które wspinają się na wyżyny kiczu. Pierwszy słabszy utwór albumu.

W krainie drżącej jak żebraka dłoń
ogromny stanął dom,
zapłonął lamp tysiącami,
kryształami luster lśnił.
Dokoła tłum bezdomnych ślepców stał,
w uporze niemym trwał
i wierzył, że kiedyś ruszy korytarzami
gdzie ktoś źródło światła skrył.

Nieco odetchnąć można przy okazji Hopla - żyjemy, czyli zdecydowanie bardziej swawolnej i dynamicznej piosence. Mamy tu radosną i skoczną melodię i wesoły tekst mówiący o tym, że warto brać życie pełnymi garściami, tym bardziej że nie ma co być tak pewnym jutra. Przyjemna piosenka, aczkolwiek na dłużej w głowie nie zostaje.

Świat szaleje, świat kuleje,
co będziemy tańczyć jutro?
Hopla!
Człowiek truje się i śmieje
raczej smutno
Hopla!
Jeszcze żyła nam nie pęka
Nie drży głowa ani ręka
Hopla!

Jak wspomina Bajor, który znał go osobiście, Jonasz Kofta uwielbiał żartować i pisać teksty do takich kompozycji, których nikt nie umiał sobie wyobrazić, jako piosenek. Tak właśnie sprawa miała się z Femme fatale napisaną do klasycznego utworu Arama Chaczaturiana. Napisał do niego zabawny i kąśliwy liryk, który w wyśpiewaniu stanowi prawdziwe wyzwanie dla dykcji Bajora. Na szczęście Artysta niejednokrotnie już udowadniał, że takie wyzwania mu nie straszne, i również tutaj poradził sobie z tym znakomicie, dodając do tego nawet sporą dozę aktorstwa, co potęguje humorystyczny wydźwięk słów.

Przychyl swoją bladą twarz,
pocałunku lodem sparz,
jestem rozdeptany płaz,
a ty to dobrze wiesz,
że mnie ze wszystkim masz.

Femme fatale,
ja oszalałem wściekle,
jestem w piekle.
Piekle twoich sennych póz,
twoich wrogich ust,
zniszczył mnie twój biust,
zniszczył mnie mój gust.
Ty mnie wzgardą zmagasz,
a ja ciebie błagam
zobacz, mam na sobie frak.

To, że Bajor został obdarowany przez różnych poetów i kompozytorów autorskimi piosenkami, nie znaczy na szczęście, że zapomniał o tym, za co ludzie go pokochali. Również na Nowych piosenkach sięga więc po francuskie piosenki przetłumaczone ponownie znakomicie przez Wojciecha Młynarskiego.  W sumie na albumie znalazły się 3 chansons, wszystkie w oryginale wykonywane przez Jacquesa Brela. Pierwszą z nich jest utwór zatytułowany Starzy ludzie. To poruszające i wzruszające słowa o starszych ludziach i ich samotnym, przebrzmiałbym życiu. Poruszający tekst, po którym każdy już zawsze będzie patrzeć inaczej na starszych ludzi.

Ne umierają, nie, lecz zapadają w sen, któremu końca brak.
Wczepieni w dłonie swe, tak bojąc rozstać się - rozstają się i tak.
Kto z dwojga został sam, wciąż dotyk będzie czuł stygnących, drogich rąk.
Kto z dwojga został sam, bez trudu znajdzie swój ziemskiego piekła krąg.
Zobaczyć można ich jak z trudem niosą w dreszcz parasol swój i wstyd,
że mówią cicho zbyt, że idą wolno zbyt, że żyją długo zbyt.
A jeśli czegoś chcą, chcą komuś chociaż raz powierzyć myśli swe,
że zegar gada wciąż swe "tak" i swoje "nie" i gada: "czekam cię".

Zdecydowanie dynamiczniej wypadają Byki zagrane w rytmie tanga. Mamy tu zupełnie nowe spojrzenie na corridę, tym razem z perspektywy... byków. Brel skrytykował tez zanadto wybujałą wyobraźnię i ciągłe fantazjowanie Hiszpanów, a także potępia samo wydarzenie corridy. Znakomity utwór wypełniony emocjami i żarliwym wykonaniem, zarówno ze strony Bajora, jak i muzyków.

Bykom nudzi się cierpieć w niedzielę
i brocząc krwią opuszczać ten świat...
Lecz torreador dał znak i ludzie oniemieli,
kapela gra tusz i tłum na klęczki padł!

A w sklepikarzu w taki czas
Don Juan budzi się,
a turystka pulchna zaś
Carmencitą siebie zwie... ole!

Nie opuszczaj mnie to bez wątpienia jeden z największych przebojów Bajora. Również i tu mamy tekst Młynarskiego będący tłumaczeniem chanson Brela. To poruszające i chwytające za serce błaganie opuszczanego mężczyzny. Bajor wkłada w to wykonanie tyle serca i emocji, że ciężko słuchać tego bez wzruszenia. Oczywiście, nie byłoby to to samo, gdyby nie szczery tekst Młynarskiego, który w prostych słowach wyraża niebanalne błagania. Najlepszy utwór pierwszego krążka. Poruszające przy każdym odsłuchu, choć bardziej przemawiają do mnie późniejsze jego wykonania z nieco mniejszym patosem (jak choćby ta na Od Piaf do Garou).

Nie opuszczaj mnie, ja wymyślę Ci słowa,
których sens pojmiesz tylko ty.
Z nich ułożę baśń, jak się serca dwa
pokochały, na przekór ludziom złym.
Z nich ułożę baśń o tym królu co
umarł z żalu, bo nie mógł kochać Cię.
Nie opuszczaj mnie, nie opuszczaj mnie.

Oddaj mi samotność to pierwszy tekst, który dla Michała Bajora napisał Marcin Sosnowski. Później było ich bardzo dużo, szczególnie w nowym wieku, kiedy wypełniły one znaczną część takich płyt jak Kocham jutro, Twarze w lustrach czy Za kulisami. Ten bez wątpienia jest jednym z najlepszych. Niebanalny i nieoczywisty, przyozdobiony znakomitą kompozycją Janusza Stokłosy i aranżacją z przeszywającą solówką gitary elektrycznej.

Oddaj mi samotność mą,
pragnę jej, chcę być z nią.
Chcę na moment po prostu zapomnieć,
myślom moim przywróć wstyd,
słowom cel, sens i rytm.
Oddaj wiarę na zawsze straconą,
nim nienawiść zacznie kłuć,
zwróć mi mą czystość, zwróć
gdzieś w pośpiechu, po drodze zgubioną.
Daj odpocząć kilka chwil,
maskę zdjąć pozwól mi
może pod nią płaczę.


Bajor w ciągu swojej kilkudziesięcioletniej kariery współpracował z wieloma kompozytorami, jednak tym najważniejszym wydaje się być wciąż Włodzimierz Korcz. To bowiem wyłącznie jego kompozycje wypełniają drugi krążek Nowych piosenek (Bajor powtórzył ten patent niecałe 30 lat później, gdy ponownie kompozycjom Korcza poświęcił drugą część antologii Od Kofty... do Korcza). Rozpoczyna ją znakomicie już znane słuchaczom Bajora Ogrzej mnie. Więcej pisałem o tej piosence przy okazji albumu Michał Bajor live, więc nie będę się powtarzać. Dodam tylko, że w wersji nagranej robi nie mniejsze wrażenie, niż na żywo.

Ogrzej mnie
wierszyku pełen cudowności,
wspólniku mojej bezsenności
ogrzej, ogrzej mnie!
Rozżarz mnie
niedokończona zdań wymiano,
cudowna kłótnio, w pół urwana
rozżarz, rozżarz mnie!
Ach, życie rozpal, ogrzej duszę mą, bo skona,
do stu, do dwustu, do tysiąca, do miliona,
wsłuchaj się w duszy mojej prośby natarczywe:
Chcę mieć gorączkę! Give me fever!

Monsieur Renoir to jednak coś raczej na ukojenie nastroju. Delikatna, powoli płynąca kompozycja o refleksyjnym i lekkim tekście. Bardzo przyjemna rzecz, jednak małe szanse na to, że po zakończeniu albumu zostanie w głowie.

Monsieur Renoir,
oczy tej pani dziwny mają blask,
o gdyby tak, Monsieur, mógł poznać ją...
Niech mi pan powie
czy pan znalazł ją wśród gwiazd?
Czy takie oczy można spotkać w Fountainbleu?

Z Przedświtem mam podobny problem co z Balladą o brzasku. Mianowicie: jest tu taka ilość patosu, że momentami jest to nie do zniesienia. Dziwna sprawa, gdyż tutaj jednak nie wypada to tak najgorzej, a sama kompozycja może nawet się podobać. Mówiąc krótko: są momenty, jednak daleko tej piosence do najlepszych momentów Nowych piosenek.

Zwilczone księżyce nie znają litości,
kochają się skrycie w śmiertelnej bladości.
Zwilczone księżyce litości nie znają,
pomroczne ich życie gwałt światu zadają.

Kołysanka wiosenna to piosenka z cyklu tych, co to przemiło się słucha, ale w głowie raczej nie zostaje. I, rzeczywiście, utwór ten nie ma szans, by wpaść w ucho, ale do słuchania nadaje się znakomicie i może nawet wywołać w słuchaczu jakieś emocje.

Noc spogląda oczyma traw,
aż do rana,
noc z tych czarów bezkształtnych
w snach, rozebrana.
Wiatr wlatuje w kopuły drzew,
a kwiaty już stoją w płomieniach.
I tylko ty, jak śpiący krzew
swojego czekasz przebudzenia.

Bar "Pod zdechłym psem" to kompozycja Włodzimierza Korcza, którą ozdobił jeden z wierszy Władysława Broniewskiego. Przyznam się szczerze, że bardzo lubię tę piosenkę, jednak o wiele bardziej przemawia do mnie w późniejszych wersjach (jak na przykład tą wykorzystaną w spektaklu Bajor w Buffo, lub też nagraną na album Od Kofty... do Korcza, vol. 2). Tam Bajor ponownie prezentuje nam cały wachlarz swoich aktorskich możliwości, a tutaj mamy po prostu niezłą i melodyjną kompozycję, która jak najbardziej może się podobać, jednak nie robi aż takiego wrażenia.

Diable, bierz moją duszę,
jeśli jej jesteś rad,
ale przeżyć raz jeszcze muszę
moje czterdzieści lat.

Daj w nowym życiu, diable,
miłość i śmierć, jak w tem,
wiatr burzliwy na żagle,
myśl - poza dobrem i złem.

Znów będę bił się i kochał,
bujnie, wspaniale żył.
Radość, a nie alkohol,
wlej mi, diable, do żył...

Do trzech cnót. Również i tu mam niemały problem. Wersja z Od Kofty... do Korcza, vol. 2 dosłownie za każdym razem zapiera mi dech w piersiach. Jednak ta umieszczona w Nowych piosenkach za bardzo irytuje mnie swoim patosem. Tekst jest na tyle poetycki i uderzający, że nie trzeba do niego dokładać tak potężnie brzmiącej aranżacji, bo piosenka jest po prostu ciężka w słuchaniu. Sama kompozycja i tekst więc na plus, jednak wykonanie - na minus.

Gdy w ludzkie serca lodem skute
daremnie wcieram uczuć maść,
gdy mi po cichu szyje buty
ten, z którym konie mogłem kraść.
Gdy uśmiech każe wietrzyć zdradę,
gdy szukam fałszu w każdej łzie,
gdy dzień po dniu nasiąkam jadem,
miłości, nie opuszczaj mnie.

Stop klatka to kolejny tekst Jonasza Kofty, jednak tym razem o zabarwieniu satyrycznym. Mamy tu odę do wszechpotężnego aparatu, który wyzwala w człowieku zachowania, których ten nigdy by się po sobie nie spodziewał. Tekst ten udowadnia swoją wielkość dopiero przy dokładniejszym wczytaniu, więc polecam poświęcić mu czas i się nad nim pochylić.

Tego nie wiemy nigdy o sobie,
jak nas zobaczył obcy człowiek.
Niech nas przekona do ostatka
stop klatka!

Czas odważony w miligramach,
w tej mikroskali makrodramat.
Każdy przechodzień to zagadka.
Stop klatka!

Lustro, co sprawdza twe oblicze
nie mówi prawdy ci o niczym.
A prawda to satyry matka.
Stop klatka!

Życie chwytane na gorąco
nieraz sparzyło chwytających.
Lecz chwycić moment, wielka gratka.
Stop klatka!

O powstaniu kolejnej piosenki krąży bardzo znana anegdota. Postaram się ją tu streścić. W pewnej artystycznej knajpie spotkali się pewnego razu Jonasz Kofta i Włodzimierz Korcz. Ten pierwszy zagadał i mówi: "Mam dla Michała tekst". Na co Korcz mówi: "No to daj mi go". "A nie, nie, najpierw postaw mi setkę". Kompozytor postawił mu tę setkę, po czym ponownie powtórzył prośbę. Kofta jednak odpowiedział: "O nie, nie mogę ci go dać, bo mam go w głowie. Postaw mi kolejną setkę, daj mi coś do pisania i ja ci to napiszę." I tego wieczora, Jonasz Kofta, wziąwszy do reki ołówek, napisał na serwetce tekst Popołudnia. Korcz wziął słowa do domu i skomponował do niej oszczędną, acz urzekającą melodię. Sam tekst to prawdziwe pole do popisu dla Bajora i jego aktorskich umiejętności. Oto prawdziwa "piosenka aktorska". Myślę, że nie ma co więcej pisać o tym utworze. Lepiej po prostu pozwolić go posłuchać i nie psuć wrażenia z odsłuchu najmniejszymi spoilerami.

Tą ulicą doszedłem aż do baru.
Było pusto, poza jedną ładną parą.
On coś mówił głupawego,
niewidzialny siadłem obok.
Ona tak wpatrzona w niego, że już być przestała sobą.
I poczułem żal do losu, że jest miłość, ta prawdziwa.
Żal niemądry, że w ten sposób nigdy na mnie nie patrzyłaś.
By im nie przeszkadzać, cicho zamykałem baru drzwi.
To był fatalny dzień, nie chcę więcej takich dni.
To był fatalny dzień...
Tą kobietą byłaś ty...

Bałaganiarsko wypada natomiast Jesienny step. Tym bardziej rzuca się to w oczy, że następuje zaraz po poruszającym i delikatnym Popołudniu. W tej piosence niby się sporo dzieje, ale ostatecznie trudno za tym nadążyć, a co dopiero o coś się uchem zaczepić. Bez wątpienia najsłabszy utwór płyty.

Jeszcze leci przez niebo dniem ciągniona chmura ptaków,
zwarty bumerang w ciepłe kraje wraca i wiatr,
który wciąż skrzydła tych ptaków obraca, zagrzebuje się w drzewach.
A trawa ponura robi się na jesieni, stepowej niezżęta,
niepotrzebna nikomu i nikt nie pamięta.

Powrotem do spokojniejszego brzmienia jest Spóźniony erotyk, czyli niemal akustyczna, delikatna kompozycja, która potrafi poruszyć szczerością i prostotą tekstu i wykonaniem Bajora. Tak jak Kołysanka wiosenna, jest to jednak piosenka, którą bardzo miło się słucha, aczkolwiek raczej nie zapada w pamięć.

Bądź przy mnie, blisko,
nie odtrącaj dłoni, nie zawsze dobrej, miła
nie zapominaj, zapominaj
by miłość nam się nie prześniła.
Bądź przy mnie blisko...

Bajor od początku kojarzony był z piosenką czysto poetycką, pełną podniosłych i ambitnych tekstów Na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu wykonał Nie chcę więcej, a więc utwór zupełnie odległy od jego dotychczasowych kompozycji. Muzycznie jest dość zachowawczo, jednak tekst momentami zahacza wręcz o grafomanię. Do Bajora zagadało więc sporo kolegów i koleżanek ze środowiska, "dobrze mu radząc", by tę piosenkę porzucił i lepiej udawał, że nigdy jej nie było. Artysta uparł się jednak i grał ją na koncertach. Na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy okazało się, że publiczność piosenkę pokochała i regularnie prosiła Bajora, by ją bisował. Z czasem Nie chcę więcej stało się bez wątpienia najbardziej rozpoznawalną i jedną z najważniejszych piosenek Artysty, która do dziś jest kompozycją kojarzoną z Bajorem, jak żadna inna. Powiem tylko, ze zasłużenie. Owszem, tekst może nie jest na tak wysokim poziomie jak inne, choćby umieszczone na tej płycie, ale w perspektywie znakomitej większości polskich piosenek, i tak prezentuje się naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Do tego dochodzi jeszcze dramatyczna kompozycja Włodzimierza Korcza i wypełniona dęciakami aranżacja podbijająca puls. No i nie zapominajmy o Bajorze, który śpiewa to w jedyny i niepowtarzalny sposób, za każdym razem poruszający i urzekający szczerością i żarliwością.

Gdy twarzy brak w czynach i słowach
ty masz twarz,
Gdzie ścieżek splątanych bezdroża
ty drogę swą znasz.
Ty zdołasz ból każdy pocieszyć
rozjaśnić odwieczny nasz przedświt
ciepłem rąk i spojrzeń twych.


Nowe piosenki to album słabszy od Michał Bajor live, to nie ulega wątpliwości, jednak na szczęście, wciąż trzyma bardzo wysoki poziom. To po prostu porcja bardzo dobrze i przystępnie podanej piosenki poetyckiej. Owszem, mamy tu całkiem sporo niewypałów, by wymienić tu choćby Balladę o brzasku, Do trzech cnót czy Jesienny step. Otaczają je jednak znakomite piosenki charakteryzujące się nie tylko urzekającą melodyjnością, ale i mądrymi, skłaniającymi do refleksji tekstami. Mówiąc szczerze, brakuje na polskiej scenie muzycznej Artysty, który równie dobrze umiałby podać tekst, nie zapominając zarazem o melodyjności i oprawie interpretacyjnej, jak Michał Bajor. I to właśnie na Nowych piosenkach mamy znakomitą możliwość poznania całego wachlarza jego możliwości. Mamy tu utwory podniosłe (Ballada o brzasku, Przedświt, Do trzech cnót), delikatne (Starzy ludzie, Naszych matek maleńkie mieszkanka, Popołudnie, Nie opuszczaj mnie, Kołysanka wiosenna, Spóźniony erotyk), satyryczne (Stop klatka), żarliwe (Ogrzej mnie, Tarantela, Byki), żartobliwe (Femme fatale) jak i dramatyczne (Nie chcę więcej, Oddaj mi samotność). Na żadnej późniejszej płycie nie mamy możliwości poznania tak wielu twarzy Bajora (może oprócz Od Kofty... do Korcza). To właśnie dlatego uważam Nowe piosenki za jeden z ważniejszych albumów Artysty, mimo że do doskonałości sporo mu brakuje, a i w moim sercu ustępuje miejsca takim płytom jak Michał Bajor live, Kocham jutro, Twarze w lustrach, Od Piaf do Garou, Moje podróże czy Kolor Cafe. Jednak na początek przygody Bajorem myślę że będzie jak najbardziej trafny, choćby po to, by przekonać się, czy jakieś oblicze Artysty może nam odpowiadać. Jeśli żadna piosenka z tego albumu nam się nie spodoba, to spora szansa, że po prostu nam z Bajorem nie po drodze.

Ocena: 8/10


Nowe piosenki: 82:11

CD 1:
1. Tarantela - 4:00
2. Graj mi świecie - 2:58
3. Naszych matek maleńkie mieszkanka - 5:25
4. Całe życie czekam - 4:22
5. Ballada o brzasku - 4:16
6. Hopla - żyjemy - 3:18
7. Femme fatale - 2:10
8. Starzy ludzie - 5:42
9. Byki - 3:10
10. Nie opuszczaj mnie - 5:02
11. Oddaj mi samotność - 4:06

CD 2:
1. Ogrzej mnie - 4:16
2. Monsieur Renoire - 1:57
3. Przedświt - 4:43
4. Kołysanka wiosenna - 3:00
5. Bar "Pod zdechłym psem" - 3:45
6. Do trzech cnót - 3:00
7. Stop klatka - 4:05
8. Popołudnie - 4:20
9. Jesienny step - 2:23
10. Spóźniony erotyk - 3:00
11. Nie chcę więcej - 3:43

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...