Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Cooper. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alice Cooper. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 października 2020

"Welcome to My Nightmare" - Alice Cooper [Recenzja]


Po rozpadzie zespołu, Alice Cooper nie zamierzał składać broni. Wiedział, że musi zapewnić fanom płytę, która sprawi, że uwierzą, że jest w stanie tworzyć dobrą muzykę nawet bez macierzystej formacji. Tylko jeden człowiek mógł mu w tym pomóc - Bob Ezrin, którego zespół zwolnił przy okazji Muscle of Love. Na szczęście producent zgodził się na współpracę z Alice'em, głównie dlatego, że szalenie zaintrygował go koncept albumu i uznał, że można naprawdę tu zaszaleć i stworzyć świetną płytę.
Cooper uznał, że powrót do prostego glamowego i hard rockowego grania nie wyszedł grupie na dobre, skoro Muscle of Love w gruncie rzeczy okazał się porażką. Uznał, że wróci do nieco bardziej teatralnego brzmienia i zafunduje swoim słuchaczom prawdziwe muzyczne przedstawienie. Wymyślił więc historię młodego chłopca, Stevena, który każdej nocy śni przerażające koszmary. Jeden z nich postanowił opowiedzieć...
Było to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie; zamiast starać się stworzyć zestaw przebojowych piosenek, Alice zdecydował się na jedną, spójną historię, której najlepiej słuchać w całości. Ryzyko się jednak opłaciło. Album okazał się wielkim sukcesem (mimo, że w chwili wydania zebrał raczej mieszane recenzje) i zapewnił Cooperowi dalszy byt na muzycznej scenie. Do dzisiaj Welcome to My Nightmare uznawane jest za najwybitniejsze solowe dzieło Alice'a. 

Płytę rozpoczyna utwór tytułowy, będący nie tylko świetnym wprowadzeniem do historii, ale też jednym z większych przebojów Coopera, uznanym za jedną z "Top 10 Halloween Songs". Jest spora szansa na to, że nawet słuchacze nie przepadający za hard rockiem mogą odebrać Welcome to My Nightmare bardzo pozytywnie, bowiem mamy tu fuzję disco, jazzu, hard rocka, a wszystko to oparte na funkowym motywie. To bardzo interesująca kompozycja, która zaskakuje niebanalną mnogością barw i nastrojów. Wszystko oczywiście jest utrzymane w nieco tajemniczym klimacie (choć i to nie jest tak oczywiste choćby przez znakomitą partię dęciaków). Sam Cooper świetnie szafuje nas też swoim wokalem, przechodząc od szeptu, przez bardzo melodyjny "zwyczajny" śpiew, aż po swój teatralny, "chropowaty" okrzyk. Znakomity numer, w sam raz na początek tej barwnej i niebanalnej historii.

Welcome to my nightmare
I think you're gonna like it
I think you're gonna feel you belong
We sweat and laugh and scream here
Cause life is just a dream here
You know inside you feel right at home here

Welcome to my nightmare
Welcome to my breakdown

Znacznie mocniej wybrzmiewa już Devil's Food. Wchodzimy w piosenkę mocarnym, niemal metalowym riffem i rozkrzyczanymi wokalami Coopera, by już w refrenach być zaskoczonymi fajnie przetworzonym głosem Alice'a. Sama część piosenkowa nie trwa zbyt długo, bo już w połowie numeru mamy gościa specjalnego - najbardziej rozpoznawalny głos horroru. Panie i panowie - Vincent Price. Jego monolog wywołuje dreszcze. Sama część muzyczna jest raczej średnio ciekawa, więc dobrze, że nie trwała zbyt długo, dzięki czemu nie zdążyła znudzić, a jedynie zaciekawić. 

Get ready for the lady
She's gonna be a treat
Simmer slightly 'til ready
Make her soft too
Make her sweet

I kiss the tear off from your chest
I felt the poison fright that's in your breath
I knew your precious life and I know your death
I squeeze the love out of your soul
All the perfect love that's in your soul
You're just another spirit on parole

Płynnie, niemal nieazuważalnie, przechodzimy do The Black Widow. To jeden z mocniejszych punktów albumu. Są tu ciężkie gitarowe zagrywki, aktorski Cooper, który w zwrotkach mamrocze tajemniczy tekst, by w refrenach ostatecznie wbić nas w fotel niemożliwie chwytliwą melodią. Ten trochę metalowy, a trochę popowy numer jak najbardziej może się podobać. Jak dla mnie, to jedna z lepszych piosenek na Welcome to My Nightmare. Mamy tu dreszcze niepewności, tajemniczy, mroczny i zmienny podkład, świetny tekst i rewelacyjne wokale. Alice Cooper w najlepszej odsłonie.

These words he speaks are true, we're all humanary stew if
We don't pledge allegiance to The Black Widow
The horror that he brings, the horror of his sting
The unholiest of kings, The Black Widow
Our minds will be his toy
And every girl and boy will learn to be employed by The Black Widow

Love him, yes, we love him, love him, yes, we love him

Zupełną woltą w stosunku do The Black Widow jest za to Some Folks. To utwór wykonywany w stylu typowej piosenki kabaretowej. Mamy tu więc śpiewanie do rytmicznego pstrykania, dęciaki, barowe pianino, chórki w refrenach, melodyjny wokal Coopera... ale żeby nie było zbyt oczywiście, są tu też mocne gitary, chropowate okrzyki Alice'a i ponury tekst. Kolejny znakomity numer.

Some folks love to feel pain
Some folks wake up every mornin'
Some folks live for no reason
Some folks die without a warning

I'm just no good without it
I'm not a man at all
It makes my skin crawl

Gładko przechodzimy do pierwszej na tej płycie typowej ballady - Only Women Bleed. Piosenka ta znana jest nawet laikom, jeśli chodzi o twórczość Coopera. To jeden z jego absolutnie największych przebojów, choć z jego wydaniem nie było wcale tak łatwo. Mocny tekst opowiada o przemocy domowej i znęcaniu się nad kobietami, jednak tytuł sugerował wielu słuchaczom i radiowcom, że Cooper śpiewa tu o... menstruacji. W związku z czym odmówiono grania kompozycji w eterze. Do radia trafił dopiero po zmianie tytułu na Only Women. Ale wracając już do samej piosenki; to jeden z najlepszych dowodów na to, że Cooper odnajduje się świetnie w graniu także rockowych ballad. Delikatność, niebanalna melodia i świetne, emocjonalne wokale. Poruszający numer.

Man makes your hair gray
He's your life's mistake
All you're really lookin' for's
An even break
He lies right at you
You know you hate this game
Slaps you once in a while
And you live in love and pain

She cries alone at nights too often
He smokes and drinks and don't come home at all

Only women bleed

No, ale nie zapominajmy, że Alice Cooper to jednak dziecko hard rocka, więc zaraz po uśpieniu naszej czujności delikatnym i poruszającym Only Women Bleed, atakuje nas rewelacyjnym Department of Youth. Mamy tu ostry, gitarowy riff, melodyjne zwrotki i wpadające w ucho, skandowane refreny, których nie sposób wyrzucić z głowy. Wraz z Ezrinem Cooper powtórzył zresztą (po raz pierwszy zrobili to na School's Out) patent z nagraniem chóru dziecięcego w refrenach (co 4 lata później usłyszymy na The Wall Pink Floyd, też zresztą produkcji Boba Ezrina). Nie ma tu jednak typowej hard rockowej aranżacji, bo... a zresztą, nie powiem. Warto posłuchać, bo to kolejny mocniejszy punkt albumu.

We talk about this whole stupid world
And still come out laughing
We never make any sense
But hell, that never mattered
But we'll make it through our blackest hour
We're living proof
And we've never heard of Billy Sunday
Damon Runyon, manners or couth

We're the Department of Youth
You're new Department of Youth
We're the Department of Youth
Just me and youth

Mimo wielkiej popularności kompozycji Cold Ethyl, jakoś nigdy ta piosenka specjalnie do mnie nie przemawiała. Melodia jest mało chwytliwa, a aranżacja mało interesująca. Sam utwór, choć świetnie wyprodukowany i wykonany, jest dla mnie najsłabszym momentem Welcome to My Nightmare, bez szans na to, by zapaść w pamięci. Acz muszę przyznać, że ciężko mi sobie wyobrazić tę płytę bez tej piosenki, więc może jednak jest tu "po coś".

One thing I miss
Is Cold Ethyl and her skeleton kiss
We met last night
Making love by the refrigerator light

Ethyl, Ethyl, let me squeeze you in my arms
Ethyl, Ethyl, come and freeze me with your charms

Najmroczniejszym momentem albumu jest natomiast przejmujące Years Ago zagrane i zaśpiewane w formie kołysanki. To przejmujący utwór opowiadający o mężczyźnie nie potrafiącym pogodzić się z tym, że już nie jest małym chłopcem. To właśnie tu ujawnia się nam opowiadający całą historię Steven. Chyba podczas słuchania żadnej piosenki w życiu nie czułem tak przejmującego mariażu niepewności, przygnębienia, smutku i mroku (no, może jeszcze przy Hurt Johnny'ego Casha). Wokale Coopera są niewymuszenie przerażające, a mi za każdym razem podczas słuchania po plecach przechodzi dreszcz niepokoju.

All my toys and broken and
So am I inside mom
The carnival has closed
Years ago

I'm a little boy
No, I'm a great big man
No, let's be a little boy
For a little while longer
Maybe an hour?

No Steven
We have to go back now
Isn't that our mom calling?
"Steven come home!"

Płynnie przechodzimy do równie niepokojącego motywu fortepianowego rozpoczynającego kompozycję Steven. Tu właśnie poznajemy prawdziwy koszmar; Steven widzi samego siebie jako dziecko. Jest smutny, płacze, a on nie może nic na to poradzić. To niebanalna, wybuchająca w refrenach kompozycja, która znów wywołuje ciarki.

I don't want to see you go
I don't even want to be there
 I will cover up my eyes
And pray it goes away

You've only lived a minute of your life
I must be dreaming, please stop screaming

I don't like to hear you cry
You just don't know how deep that cuts me
So I will cover up my eyes
And it will go away

Steven płynnie przechodzi w The Awakening, gdzie Steven wreszcie budzi się z koszmaru i próbuje dojść do siebie i rozróżnić, co było jawą, a co snem...

I wake up in the basement
I'm so hungry
I'm dry
I must be here sleepwalking
Musn't I?

No i na sam koniec dostajemy jeszcze proste, hard rockowe Escape. To jeden z prostszych kawałków na płycie, jednak absolutnie nie znaczy to, że jest gorszy. To świetna bomba energetyczna, w której sporo się dzieje aranżacyjnie, a sama kompozycja zapewnia świetną zabawę podczas słuchania.

Paint on my cruel or happy face
I hide me behind it
It takes me inside another place
Where no-on can find it
Escape
I get out when I can
I escape
Anytime I can
Yes, I'll escape
I'm crying in my beer
Come on, let's escape
Just get me out of here


Welcome to My Nightmare to album wybitny w swoim gatunku. Alice Cooper nieskrępowany typowo hard rockową otoczką macierzystego zespołu, dał w końcu upust swojej wyobraźni bez żadnych zahamowań. Wraz z Bobem Ezrinem, który jak nikt inny potrafi przenieść pomysły Coopera na taśmę, stworzyli album wspaniały, niejednoznaczny i - co najważniejsze - powalający swoją feerią barw i nastrojów. Świat koszmarów przybiera tu raz radosne, kabaretowe szaty, raz przejmujące i smutne, a raz przerażające... Jednak teksty zawsze utwierdzają nas w przekonaniu, że z koszmarami nie ma żartów. Cooper jednak żartuje, bawi się z nami i nadaje całości musicalowego rozmachu, będąc tak pewnym siebie i tego, co nam proponuje, że po prostu nie da się temu oprzeć. Te makabryczne (raz bardziej poważne, a raz - mniej) historie po prostu nas fascynują, a Alice nie podaje nam ich jednowymiarowo, za każdym razem bawiąc nas czymś nowym, byśmy nie zdążyli się nawet znudzić. Koniec końców, prawie nie czujemy, że minęły niemal 3 kwadranse. Welcome to My Nightmare to chyba najlepsza muzyczna propozycja na Halloween, ale równie dobrze sprawdza się w każdej sytuacji, bo to po prostu porcja świetnej muzyki. Alice Cooper w najlepszym wydaniu. Mimo że zbliżał się jeszcze do tego poziomu wielokrotnie, to nigdy nie wydał już tak wspaniałej, rewelacyjnej, bezbłędnej i perfekcyjnie dopracowanej płyty, jak właśnie Welcome to My Nightmare.

Ocena: 10/10


Welcome to My Nightmare: 43:19

1. Welcome to My Nightmare - 5:19
2. Devil's Food - 3:38
3. The Black Widow - 3:37
4. Some Folks - 4:19
5. Only Women Bleed - 5:49
6. Department of Youth - 3:18
7. Cold Ethyl - 2:51
8. Years Ago - 2:51
9. Steven - 5:52
10. The Awakening - 2:25
11. Escape - 3:20

czwartek, 8 października 2020

"Muscle of Love" - Alice Cooper [Recenzja]


Wydawać by się mogło, że w zespole Alice Cooper wszystko jest w jak najlepszym porządku. Grupa osiągnęła wreszcie sukces po albumach Love It to Death, School's Out i Billion Dollar Babies, które przyniosły im międzynarodowy rozgłos i wielką popularność. Muzycy byli jednak nieco zmęczeni całą teatralnością muzyki, którą tworzyli, i zapragnęli wrócić do nieco prostszych, bardziej hard rockowych brzmień. Pierwszym krokiem podjętym ku temu kierunku było zrezygnowanie ze współpracy z Bobem Ezrinem. Tak, zespół zrezygnował z pomocy producenta, dzięki któremu trafili na szczyt. Oficjalnie mówiło się w tamtym czasie o chorobie Ezrina, jednak w wywiadzie z 2011 roku Michael Bruce - gitarzysta - wyjawił, że pokłócił się z Bobem o zmianę aranżacji utworu Woman Machine, w efekcie czego Ezrin musiał odejść. Na jego miejsce trafili Jack Richardson (The Guess Who) i Jack Douglas (Aerosmith).
Sesje nagraniowe okazały się jednak bardzo trudne. Panowie byli wykończeni nieustającymi koncertami i nagrywaniami w "międzyczasie", a ponadto mieli już trochę dość swojego towarzystwa. Wiedzieli, że ich okręt tonie, ale próbowali jeszcze go ratować. Nie udało się, bo Muscle of Love okazał się ostatnim albumem zespołu Alice Cooper. Kolejne płyty Vincent Furnier nagrywał pod tym samym szyldem, jednak już jako solista.
To, że zrezygnowano z teatralności, nie znaczy że tekstowo piosenki straciły też spójność. Alice, który znów jest odpowiedzialny za wszystkie teksty, wskazuje dewiacje seksualne, a także takowe praktyki, które mają miejsce w wielkich miastach. Teoretycznie więc tematyka powinna być nieco bliższa słuchaczom, niż odchylenia i skrajne fetysze, o których opowiadało choćby Billion Dollar Babies. Acz trzeba dodać, że koncept ten nie jest nazbyt sztywny i Cooperowi zdarza się napisać czasem coś zupełnie z innej bajki.
Płyta trafiła na listy przebojów i całkiem nieźle zaczęła sprzedażowo. Potem okazało się jednak, że było to bardziej siłą rozpędu po poprzedniej, przebojowej płycie, a Muscle of Love zebrało mieszane recenzje i okazało się raczej rozczarowaniem. Również i w przypadku tego krążka zdecydowano się na niestandardowe opakowanie, tym razem całość była umieszczona w kartonie o kształcie i rozmiarze normalnego winyla.

Big Apple Dreamin' (Hippo) to dość powściągliwy utwór, jak na standardy Alice Cooper. To jednak nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że jest po prostu słaby. Wydaje się wymuszony, motoryczne zagrywki gitarowe specjalnie nie wciągają, a solówki i wstawki smyków wydają się wymuszone i dodane tu na siłę, byle tylko przykryć czymś miernotę kompozycyjną. Nie broni się nawet tekst z ponurą wizją Nowego Jorku, dość bez życia wyśpiewywany zresztą przez Furniera. Zbierając to wszystko do kupy, Muscle of Love otwiera piosenka raczej kiepska, mało interesująca i nużąca.

New York is waiting for you and me, baby
Waiting to swallow us down
New York, we're coming to see what you're made of
Are you as great as you sound

Heard about them massages, and all that dirty shows
I read somewhere some places never close
While we waste time on yokels, comin' through the door
Big Apple dreamin' on a wooden floor

Nieco więcej życia ma w sobie zupełnie poprawne, hard rockowe Never Been Sold Before. Prochu to może Alice Cooper tu nie odkrywają, ale to całkiem przyjemny kawałek z chwytliwym riffem i lekko manierycznym śpiewem Furniera, no i oczywiście z dodatkiem dęciaków, które dla odmiany tu wpasowują się naprawdę nieźle w stosunku do całości.

Yeah, I'm stacked nice, they really like my style
Fifty bucks, babe, ha, can't even but my smile

I just can't believe that you're selling me
You never sold me before
I just can't become your lousy whore

Wstęp do Hard Hearted Alice bardzo kojarzy mi się z tym, który mogliśmy usłyszeć w Thank You Led Zeppelin. Reszta piosenki ewidentnie ma ambicje, by być utworem na miarę wspomnianego i całkiem dobrze to wychodzi. Na początku wolno, potem akcja trochę się rozkręca, i koniec końców utwór wypada bardzo udanie i intrygująco.

Love
Comes cheap at a swapmeet
It all comes so dirt cheap
When you live
In a bedroom

Love
Cuts deep as a razor
But that ain't amazing
When you live
In a cancer

W Crazy Little Child powraca Alice Cooper w stylu pastiszowo-kabaretowym. Jeśli ktoś lubi tę stylistykę, to i Crazy Liitle Child powinno mu się spodobać. Mi słuchało się tego bardzo dobrze i ze sporą dozą przyjemności.

Aw well, Daddy-o was rich
Mama was a bitch
Living wasn't easy in between
Behind his silent scream
Jackson in his teens
Was planning his escape

Working Up a Sweat to z kolei kolejny dynamiczny, ostrzejszy i rockowy kawałek (choć nie ma tu mowy o impecie, z którym wchodziły wszystkie numery z Love It to Death). To prosty, motoryczny kawałek, który z powodzeniem parę lat później mogłyby wykonywać takie zespoły jak AC/DC czy ZZ Top. Jest prosto, motorycznie i chwytliwe, jednak nic ponadto. Miło się tego słucha, ale jakoś specjalnie to nie bierze.

Dante's famed inferno
Was a trip to hell and back
But you and a bottle in a cheap hotel
Screams pyromaniac
Bandages came off today
Really feeling sick
The hardest part's explainin'
All those blisters on my - nose!

W podobnym tonie wypowiedział mógłbym się także o Muscle of Love. Tu jednak pojawiło się nieco więcej życia i energii, dzięki czemu bardziej mnie ta piosenka przekonuje, acz wciąż nie ma mowy o jakiejś rewelacji. Po prostu dobry numer.

Well, I must have come to that crazy age
Where everything is hot
'Cause I don't know is the things I'm thinking
Are normal thoughts or not

Holy muscle of love
Well, I got a muscle of love

W Man with the Golden Gun czuć jakiś tlący się potencjał na mocny, tajemniczo brzmiący, złożony utwór. Ale wszystko jest ze sobą sklejone tak chaotycznie i zagrane tak niechlujnie, że trochę ciężko się w tym odnaleźć. Bardzo zaszkodziło to tej piosence, która mogłaby być o wiele lepsza, gdyby spędzono nad nią trochę więcej czasu.

The man 
With the golden gun
Is waiting
Somewhere
Out there
For you

But you'll never see him
He'll be looking for you

Z Muscle of Love nie udało się wykroić żadnego przeboju. Jedyną w miarę znaną piosenką (acz raczej w wąskim gronie fanów rocka lat 70.) jest Teenage Lament '74. Przyznam się, że nie bardzo wiem, czemu. Miało to niby być następcą I'm Eighteen? No, mówiąc delikatnie, nie wyszło. Kompozycja ta nawet nie może stawać w szranki ze wspomnianym kawałkiem, a i nawet na tej płycie jest kilka znacznie lepszych numerów. Ten jest wybitnie nudny i zachowawczy.

I ran into my room
And I fell down on my knees
Well I thought that fifteen
Was going to be a breeze
I picked up my guitar
To blast away the clouds
Somebody in the next room yelled
"You got to turn that damn thing down"

Równie kiepsko wypada Woman Machine. To wyprana z finezji dość toporna pseudo-ballada (choć i tego nie byłbym pewien), która absolutnie niczym się nie wyróżnia i nawet nie wpada w ucho podczas słuchania, nie mówiąc już o tym, że kompletnie zapominamy ją po przesłuchaniu

Heart of steel and skin that's cold
Can't wear her out, she can't grow old
Oh, woman machine

She goes to bed when her work is through
She'll do it all, just change the tubes
Oh, woman machine


Muscle of Love rozczarowuje. Nie jest to może jakiś tragiczny album, którego nie da się słuchać. Wręcz przeciwnie, jest tu parę utworów, które naprawdę mogą się podobać. Jednak blednie on w porównaniu do poprzedników: Love It to Death, Killer, School's Out czy Billion Dollar Babies. Wszystko wydaje się tu robione na siłę, na "odwal się" i zupełnie bez jakiejkolwiek pasji i zaangażowania. W tym materiale po prostu czuć, że muzycy byli wykończeni i nie umieli wykrzesać z siebie sił, by sklecić jakieś godne uwagi utwory, a potem jeszcze nagrać je z jakimkolwiek polotem. W efekcie Muscle of Love to album kompletnie wyprany z energii i pasji, który - choć bardzo się stara - po prostu nie potrafi zaangażować słuchacza. Jak na zespół, któremu udało się nagrać tyle świetnych płyt, jest to bardzo słabe pożegnanie.

Ocena: 5/10


Muscle of Love: 39:31

1. Big Apple Dreamin' (Hippo) - 5:10
2. Never Been Sold Before - 4:28
3. Hard Hearted Alice - 4:53
4. Crazy Little Child - 5:03
5. Working Up a Sweat - 3:32
6. Muscle of Love - 3:45
7. Man with the Golden Gun - 4:12
8. Teenage Lament '74 - 4:32
9. Woman Machine - 4:31

czwartek, 17 września 2020

"Billion Dollar Babies" - Alice Cooper [Recenzja]


Swój kolejny album zespół nagrał w dwóch studiach: w Greenwich i w Londynie, standardowo, z Bobem Ezrinem na stanowisku producenta. Tym razem wszyscy chcieli się skupić na większej teatralności, więc mikrofony rozstawiano w różnych miejscach studia i najgłębszych kątach pomieszczeń, by osiągnąć określone efekty z wokalami Furniera. Skąd tytuł płyty? No, poza oczywiście tytułem utworu, członkowie zespołu uznali, że będzie to dość oczywista reakcja na ich niewątpliwe zaskoczenie nagłym sukcesem i popularnością, którą uzyskali dzięki dwóm poprzednim albumom. Sam Vincent Furnier (wokalista) wspomina, że pomysł na większość tekstów i samą płytę, przyszedł mu do głowy, gdy rozważał, jak różne i dziwaczne ludzie mają perwersje, fetysze i zboczenia. Sam koncept opiera się zresztą na horrorze, nekrofilii, zboczeniom seksualnym i tym podobnych. To też właśnie na tym albumie po raz pierwszy w takim stopniu objawił się talent autorski Coopera, który zaprezentował tu cały wachlarz tekstów opowiadających wywołujące ciarki historie i ilustrujących różne odchylenia, z których miał później stać się słynny.
Po wydaniu płyty zespół ruszył na trasę po Stanach Zjednoczonych, grając w jej ramach aż 64 koncerty, zarabiając na nich 20 milionów $, pobijając poprzedni rekord zarobkowy należący do The Rolling Stones. Koncerty były istnymi mini-horrorowymi spektaklami, na które składały się hektolitry sztucznej krwi, rozmyślnie powykręcane manekiny, rozczłonkowane laleczki dzieci, kostiumy Alice'a i sztuczne dekapitacje przeprowadzane za pomocą fałszywej gilotyny. Dzięki tej otoczce, koncerty zespołu stały się słynne na cały świat, a Alice Cooper stał się światowym fenomenem artystycznym.
Billion Dollar Babies zostało największym dotychczas sukcesem zespołu Alice Cooper, trafiając na pierwsze miejsca list w Wielkiej Brytanii i USA, pokrywając się złotem i platyną, a także promując tak hitowe single jak Elected, No More Mr. Nice Guy, Hello Hooray i utwór tytułowy. Dziś uważany jest za szczytowe osiągnięcie zespołu Alice Cooper, a także za jeden z największych i najważniejszych albumów hard rocka, a nawet mówi się czasem, że także w historii. Już w chwili ukazania zebrał bardzo dobre recenzje, a także sprzedawał się jak świeże bułeczki. Warto jeszcze powiedzieć słówko o samym wydaniu. Opakowanie miało fakturę skóropodobną, co - wraz ze stroną wizualną - miało przywodzić na myśl portmonetkę. W środku, oprócz płyty, można było znaleźć także sztuczny banknot z wizerunkiem zespołu o nominale, oczywiście, "one billion dollar".

Potężne utwory na rozpoczęcie płyt to specjalność Alice Cooper. Zawsze starają się nie tylko nadać tempo, ale i klimat, który ma wprowadzić słuchacza w nastrój tego quasi-musicalu. Hello Hooray otwarcie więc już w pierwszych linijkach oznajmia, że oto rozpoczyna się "przedstawienie". Mamy więc tu zapowiedź tego, że kontynuowany jest teatralno-musicalowy koncept ze School's Out. Sam numer - jak można się domyśleć z tego, co napisałem przed chwilą - to rzecz udana. Dynamiczna, z wpadającymi w ucho melodiami, feerią gitar i potężnym brzmieniem. Nawet kilkadziesiąt lat po ukazaniu się Billion Dollar Babies Alice rozpoczynał Hello Hooray koncerty i zawsze sprawdzało się równie znakomicie. 

Hello! Hooray! Let the show begin
I've been ready
Hello! Hooray! Let the lights grow dim
I've been ready

Ready as this audience that's coming here to dream
Loving every second, every moment, every scream
I've been waiting so long to sing my song
And I've been waiting so long for this thing to come
Yeah - I've been thinking so long I was the only one

Nie powiem, że przejście do Raped and Freezin' odbyło się jakoś nadzwyczaj płynnie, bowiem to utwór kosmicznie więc różniący się od Hello Hooray. To dynamiczny, naładowany po brzegi energią kawałek; bardzo prosty, ale to właśnie w nim drzemie cała siła. Uderza gitarami, chwytliwymi melodiami, wstawką instrumentalną w rytmie samby i surrealistycznym tekstem wyśpiewywanym jak zwykle nad wyraz przekonująco przez Alice'a.

Felt like I was hit by a diesel or a greyhound bus
She was no baby-sitter
"Get up, sugar, never thought you'd be a quitter"
I opened the back door, she was greedy

I ran through the desert, she was chasin'
No time to get dressed, so I was naked, stranded in Chihuahua
Hey, I think I've got a live one
Hey, I think I've got a live one

Elected. Brzmi znajomo, prawda? I to nie tylko dlatego, że to jeden z największych przebojów zespołu Alice Cooper, który aż po dziś pozostaje jedną z ich wizytówek, jego tytuł pojawia się na koszulkach, a podczas koncertów jest chóralnie odśpiewywany przez publiczność. Brzmi znajomo też także dlatego, że to numer praktycznie przepisany od Reflected z Pretties for You. Tu jednak zyskał nowe życie, stając się piosenką przebojową, mocarnie brzmiącą i uzależniającą. Któż nie zna tych refrenów?

Good evening Mr & Mrs America and all ships at sea
The candidate is taking the country by storm
I never lied to you, I've always been cool
I wanna be elected
I gotta get the vote, and I told you 'bout the school
I wanna be elected, elected, elected
Hallelujah, I wanna be selected
Everyone in the United States of America

Mimo że uwielbiam ten album, to moim numerem jednym nie mogło zostać nic innego, jak utwór tytułowy. Billion Dollar Babies to jeden z bardziej niepokojących kawałków płyty. Od rwanej perkusji, przez melodyjny acz ostry riff, solidne czadowanie, niebanalny duet Alice'a z Donovanem, aż po wywołujący ciarki tekst pełny nawiązań do klasycznych horrorów (sam zwrot "billion dollar baby" odnosi się przecież do tanich horrorów klasy B, które nastawione były na czysty zysk z kin). Piosenka zawsze robi wrażenie i, mimo że nie jest może aż tak popularna jak Elected, to jest doskonale znana fanom Alice'a i także musi pojawić się na każdym koncercie muzyka.

Billion dollar baby
Rubber little lady, slicker than a weasel
Grimy as an alley, loves me like no other lover

Billion dollar baby
Rubber little monster, baby I adore you
Man or woman living couldn't love you like me baby

We go dancing nightly in the attic
While the moon is rising in the sky
If I'm too rough tell me
I'm so scared your little head
Will come off in my hands

Myśleliście, że dla Alice'a nie ma ludzkich obaw i lęków, o których nie umiałby zaśpiewać? Jeśli tak, to myliliście się, co Cooper udowadnia, śpiewając w Unfinished Sweet o... wizycie u dentysty. Któż bowiem nie czuje lekkiej obawy bądź też wyraźnej niechęci, siedząc na tym wpół leżącym fotelu z oślepiającymi lampami wycelowanymi prosto w twarz, czując ten charakterystyczny zapach sterylności lekarskiej, podczas gdy nad nami pochyla się człowiek w maseczce z podejrzanie głośnym i dużym wiertłem... Te obrazki mogą nam przyjść na myśl podczas słuchania tej piosenki. Mamy tu bowiem odgłosy nagrane w gabinecie dentystycznym, chwytliwe wokale, a także partię instrumentalną rodem z filmów o przygodach Jamesa Bonda. Całość ani na chwilę nie traci rozpędu i rockowej energii, i przez ponad 6 minut potrafi trzymać w napięciu.

Candy everywhere, got chocolate in my hair
Aching to get me
Sticky sweet sukcers in the Halloween air
Aching to get me
Saint Vitus dance on my molars tonight
Aching to get me
Aching to get me, get me oh...

Największy przebój jednak może być tylko jeden. Na Billion Dollar Babies jest to bez wątpienia znakomity No More Mr. Nice Guy. Po części jest to utwór autobiograficzny, bowiem opowiada o starszych paniach z kółka kościelnego w rodzinnej miejscowości Alice'a Coopera, które patrzyły na niego spode łba, mając w pamięci jego niecenzuralne występy na scenach. W oparciu o ich pełne zdegustowania plotki, Alice napisał tekst od tej piosenki, która może być właściwie hymnem każdego młodego człowieka, który chce wyrwać się z wiążących go stereotypów i robić, co mu w duszy gra. Najważniejsze jednak, że muzycznie jest to rzecz niebywale nośna, z niewyobrażalnie więc chwytliwym i zapadającym w pamięć refrenem, który zaczynamy podśpiewywać sobie pod nosem już przy pierwszym przesłuchaniu.

My dog bit me on the leg today
My cat clawed my eyes
Ma's been thrown out of the social circle
And dad has to hide
I went to church incognito
When everybody rose, the Reverend Smith
He recognized me
And punched me in the nose, he said

No more Mister Nice Guy
No More Mister Clean
No more Mister Nice Guy
He said you're sick, you're obscene

Generation Landslide to jedna z moich ulubionych piosenek na płycie. Zarazem sądzę jednak, że to jeden z bardziej niedocenionych utworów Alice'a. Mamy tu perkusję, gitarę akustyczną (okazjonalnie też elektryczną), gitarę basową i zniewalającą solówkę na harmonijce ustnej. No i oczywiście Cooper, który wyśpiewuje tak chwytliwe partie wokalne, że od kiedy po raz pierwszy je usłyszałem, to do dziś nie umiem się od nich uwolnić.

Who's public to the world but involved in high finance
Sister's out till 5, doing banker son's hours
But she owns a Maserati that's a gift from his father
Stop at full speed, at 100 miles per hour
The Colgate invisible shield finally got 'em

But I laughed to myself at the men and the ladies
Who never conceived those billion dollar babies

Autentycznie odstręczający w odsłuchu jest natomiast Sick Things. No ale jaki miałby być, skoro ma taki tekst? Nie będę zdradzał o czym - to po prostu trzeba przeczytać. A najlepiej usłyszeć, bo w połączeniu z muzyką daje piorunujące wrażenie. Mamy więc mrok, pogłos, dziwaczne odgłosy, wrzaski, solo gitary... Czego tu nie ma. A najważniejsze, że to wszystko absolutnie nie daje uczucie przesycenia. Za to absolutnie przytłacza i wywołuje dyskomfort. Jednak tu jak najbardziej zamierzone.

I love you things I see as much as you love me
You things are heavenly when you come worship me
You things are chilled with fright? For I am out tonight
You fill me with delight; you when my appetite

I eat my things, what love it brings
Come here my things, don't fear my little things

Mary Ann to względnie najbardziej "zwyczajna" piosenka na płycie. Wykonana jest tylko do akompaniamentu fortepianu. Alice nie byłby jednak sobą, gdyby nie zafundował nam nagłej wolty. Mamy więc dość ponury, smutny utwór, który opowiada o utracie tytułowej Mary Ann, który nagle zostaje przerwany... niemal radosną i skoczną partią fortepianu. Niebanalne i znakomite.

Mary Ann
My life was built around you
Stars and sand
Your eyes were pools of laughter
Mary Ann
I thought you were my man

Potężnie i przeszywająco wypada także zamykający całość I Love the Dead opowiadający o nekrofilii. Zmienny śpiew Alice'a, przeszywające gitary, fortepian, szepty, ponury i obrazoburczy tekst... Czego chcieć więcej? Alice Cooper u szczytu swoich turpistycznych możliwości - zarówno tekstowych, jak i muzycznych. 

I love the dead before they're cold
Their bluing flesh for me to hold
Cadaver eyes upon me see
Nothing

I love the dead before they rise
No farewells, no goodbyes
I never even knew your rotting face
While friends and lovers mourn your silly grave
I have other uses for you, darling


Do tego musiało wreszcie dojść. Alice Cooper wydali wreszcie album idealny, bowiem inaczej Billion Dollar Babies nazwać nie umiem. Po kompozytorskim okrzepnięciu na Love It to Death i Killer, a także odnalezieniu własnej stylistyki na School's Out, udało im się połączyć ich wszystkie wypracowane wcześniej elementy, i stworzyli mariaż doprawdy zachwycający swoją wielobarwnością i niebanalnością. Muzyka potrafi czasem przyprawić o dreszcze, teksty są obrzydliwe i obrazoburcze, opowiadające o ludzkich zboczeniach i lękach, a muzycy, kiedy trzeba, potrafią albo nam dokopać rockowym wygarem, albo momentami wrócić do korzeni, zahaczając o psychodelię. Album ten nie tylko zachwyca jednak jako całość; nawet jeśli przyjrzeć się każdej piosence z osobna, łatwo dojść do wniosku, że nie ma tu jakiegoś ewidentnie słabszego momentu. Jasne, może nie każdy utwór jest tu na jednakowo wysokim poziomie, jednak jakie to ma znaczenie, skoro po wysłuchaniu całej płyty, czujemy się po prostu, jakby ktoś nam dał w twarz. Billion Dollar Babies to po prostu ponad 40 minut teatralnej, musicalowej, mrocznej, niejednokrotnie kiczowatej, chwytliwej muzyki na najwyższym poziomie. Najlepszy album zespołu Alice Cooper, który zostawia z tyłu nawet tak udane płyty jak Love It to Death czy Killer.

Ocena: 10/10


Billion Dollar Babies: 40:51

1. Hello Hooray - 4:15
2. Raped and Freezin' - 3:19
3. Elected - 4:05
4. Billion Dollar Babies - 3:43
5. Unfinished Sweet - 6:18
6. No More Mr. Nice Guy - 3:06
7. Generation Landslide - 4:31
8. Sick Things - 4:18
9. Mary Ann - 2:21
10. I Love the Dead - 5:09

sobota, 5 września 2020

"School's Out" - Alice Cooper [Recenzja]


Kolejna płyta i kolejna współpraca z Bobem Ezrinem. Tym razem panowie z zespołu postanowili nieco poeksperymentować z formą wydania samego longplaya, by dodać mu jeszcze więcej wyjątkowości. Po nagraniu materiału i nazwaniu całości School's Out od, najlepszego ich zdaniem, utworu, pojawił się pomysł na oprawę. Oryginalne wydanie winylowe otwierało się podobnie, jak ławka szkolna, a sam winyl zapakowany był... w parę majtek. 
School's Out udało się wypromować jeden wielki przebój. Ale za to jaki! Już sama ta piosenka gwarantowała wysoką sprzedaż. Album zebrał raczej dobre recenzje, a pewien krytyk ocenił nawet School's Out jako koncept album opowiadający o młodości, którą tracimy opuszczając szkołę. Alice Cooper nie odniósł się jednak nigdy do tej koncepcji, więc ciężko powiedzieć, czy materiał tworzony był właśnie z zamiarem stworzenia takiej historii.

Podczas któregoś wywiadu, dziennikarz zapytał Alice'a, jakie są jego zdaniem 3 najszczęśliwsze minuty w roku? Ten chwilę się zastanowił, po czym odpowiedział: "To zdarza się dwa razy w ciągu roku. Raz podczas świątecznego poranka, gdy jest się już gotowym do otwarcia prezentów. Wtedy mamy prawdziwe święto chciwości. A drugi raz, gdy przeżywamy ostatnie 3 minuty szkoły przed wakacjami." Po jakimś czasie uznał, że bardzo by chciał stworzyć właśnie 3-minutową piosenkę (ostatecznie wyszła o pół minuty dłuższa), w której uchwyciłby radość z początku wakacji. Tak właśnie powstało School's Out, czyli zdecydowanie największy przebój zespołu Alice Cooper. Riff, który przeszedł już na stałe do kanonu najlepszych gitarowych wejść w historii rocka, prosty i chwytliwy tekst, uzależniające refreny, których nie sposób wyrzucić z głowy, a także chór dziecięcy (pomysł producenta - Boba Ezrina - który powtórzył to 7 lat później, współtworząc z Pink Floyd piosenkę Another Brick in the Wall Part II na legendarny album The Wall). Co ciekawe, w piosence mamy mowę jednak nie o zwykłym początku wakacji, a o ostatecznym pożegnaniu ze szkołą, a więc, co się z tym wiąże, wejściem w dorosłość. Czyżby kontynuacja porzuconego wątku z Love It to Death? No, skoro tyle się nagadałem, to chyba pisanie w tym miejscu o tym, jak uwielbiam ten kawałek mijałoby się chyba z celem, nieprawdaż? Nie pisałbym przecież tak wiele o czymś niewartym uwagi. W związku z tym może ten element po prostu pominę i przejdziemy dalej.

Well we got no choice
All the girls and boys
Makin' all that noise
'Cause they found new toys
Well we can't salute ya
Can't find a flag
If that don't suit ya
That's a drag

School's out for summer
School's out forever
School's been blown to pieces

Luney Tune to typowy dla tego zespołu wypełniacz. Dziwić może jednak, że miejsce na taką zapchajdziurę znalazło się tak szybko. Na szczęście jednak nie jest to rzecz irytująca, bądź też poniżej poziomu, absolutnie. Po prostu mało się wyróżnia, ale słucha się tego bardzo dobrze i te prawie 4 minuty mijają na tyle przyjemnie, na ile może mijać czas przy muzyce Alice'a Coopera.

I can't find the exit
I quit lookin' for doors
I stole a razor from the commisary
I just couldn't take it no more

I'm swimmin' in blood
Like a rat on a sewer floor
No longer insane
Just part of this crazy dream

Gutter Cat vs. the Jets to utwór, który spokojnie mógłby znaleźć się na jakiejś płycie The Doors (nawet na debiucie, czemu nie). Mamy tu przede wszystkim plumkające w tle organy, transowy rytm i znakomite wokale, które nietrudno wyobrazić sobie w wykonaniu Jima Morrisona. Najważniejsze jednak jest to, że mamy do czynienia z naprawdę dobrym i niebanalnym numerem. Do końca ciężko się połapać, czy to już był refren, czy może będzie, i w jakim momencie piosenki jesteśmy. Dużo się tu dzieje, i na nudę raczej nie ma miejsca. Znakomita rzecz. No i cieszy powrót nieco mroczniejszej atmosfery, która tak hipnotyzowała na Love It to Death i Killer.

House cat
You really got it made
Sleepin all night
And perfect delight of day

Some feline beauty
Waved her tail my way
I just had to stay
I couldn't get the blood off my bed

Z Gutter Cat vs. the Jets gładko przechodzimy do Street Fight, czyli niespełna minutowego, szalonego instrumentalu opartego głównie na zabójczej linii basu połączonej z odgłosami rodem z - tak jest! - ulicznej bójki. Ciekawa rzecz, ale raczej w charakterze ciekawostki.
Blue Turk jednak nie jest już ciekawostką, choć jest rzeczą niezmiernie ciekawą. Mamy tu typowy dla Alice'a musicalowy song z teatralnymi wokalami i kabaretową aranżacją, która znakomicie kontrastuje z posępnym nastrojem całości. Interesujące jest też to, że sam mrok nie jest tu też taki oczywisty i opiera się raczej na tekście i wokalach niźli na warstwie instrumentalnej. Bardzo ciekawa rzecz.

I'm hurtin', I'm walkin'
I'm achin' for another go
You're squirmin' wet baby
Nothing bad comin' very slow
And it's burnin' holes in me

You're so very picturesque
You're so very cold
Tastes like roses on you lips but
Graveyards on your soul

My Stars poprzedzone jest minutowym instrumentalnym preludium. Gdy wchodzą wokale, znów mamy tu nieco teatralne zabarwienie, jednak nie może tu być mowy o wtórności. To kolejny porywający i bardzo ciekawy utwór, który na początek może być ciężkim orzechem do zgryzienia, ale zapewniam, że warto się wsłuchać, by odkryć, jak niebanalny może się okazać.

Oh no
That she blows
Spreadin crazy news
All night
Cannonball
Loves to light the fuse

And everyone blows up and nobody grows up to fill
Dad's shoes
But that doesn't matter cuz no little boys really wanted to

Nieco słabiej wypada Public Animal #9. Nie żeby była to jakaś wielka wpadka, ale jest nieco zbyt konwencjonalny i mało przekonujący, szczególnie biorąc pod uwagę, że chce być mocno osadzony ponownie w stylistyce musicalowej. Choćby i na tej płycie były już po prostu lepsze numery niż ten.

Me and G.B.
We ain't never gonna cofess
We cheated at the math test
We carved some dirty words in our desk
Well now it's time for recess
Old man waitin by the monkey bars
Tradin all his ball cards
And they promised him a gold star
And they told him he could go far

Niesmak zdecydowanie niweczy zjawiskowe Alma Mater. Ta piosenka natomiast w teatralnej odsłonie prezentuje się już znacznie lepiej. Głos Coopera, na który nałożono intrygujący efekt, niebanalna muzyka, balladowe tempo i chór w tle. Po prostu jeden z najlepszych momentów płyty.

Rain is falling down my cheek
Searching for the sea
Tomorrow, like the rain
I'll be back home again

Czy Grande Finale to rzeczywiście wielkie zakończenie i godne zwieńczenie płyty? No cóż, sam album nie był idealny i to samo można powiedzieć o jego finale, jednakże - znów: tak jak i sama płyta - ma swoje momenty. Jak dla mnie jest to znakomite zwieńczenie materiału, które zaprezentowali nam tu muzycy grupy Alice Cooper.


Mimo że School's Out, jako całość, przemawia do mnie mniej aniżeli Love It to Death i Killer, to nie sposób nie zauważyć, że to kolejny wielki krok naprzód, porównywalny chyba tylko z tym między Easy Action a Love It to Death. Alice Cooper i Bob Ezrin postanowili pójść jeszcze krok dalej, łącząc melodyjne, hard rockowe, ale i mroczne kompozycje z rozmachem godnym musicali. To właśnie na tej płycie, po raz pierwszy, pojawia się tak wyraźnie właśnie ta teatralność, z którą później będziemy kojarzyć Coopera, choć właściwie mocniej już jako artystę solowego. Mamy tu fortepian, smyczki, dęciaki, ale nie brak tu miejsca dla wyrazistych linii perkusji i ostrych gitar. No i sam Cooper, który wokalnie interpretuje każdy tekst po mistrzowsku, dając nam prawdziwy festiwal swoich aktorsko-wokalnych możliwości. School's Out, choć jest "tylko" albumem bardzo dobrym jest raczej płytą przejściową; czymś koniecznym, by zapowiedzieć prawdziwe trzęsienie ziemi, które wywoła dopiero kolejny album...

Ocena: 7/10


School's Out: 36:56

1. School's Out - 3:30
2. Luney Tune - 3:44
3. Gutter Cat vs. the Jets - 4:40
4. Street Fight (instrumental) - 0:55
5. Blue Turk - 5:34
6. My Stars - 5:49
7. Public Animal #9 - 3:55
8. Alma Mater - 4:27
9. Grande Finale (instrumental) - 4:26

wtorek, 25 sierpnia 2020

"Killer" - Alice Cooper [Recenzja]


Po Love It to Death zespół bez wątpienia złapał wiatr w żagle. Za pisanie piosenek i nagrywanie wzięli się ponownie z Bobem Ezrinem, który miał niemały wpływ na wielki sukces poprzedniej płyty. I tym razem Alice Cooper odniósł wielki sukces, a Killer sprzedawał się bardzo dobrze, a także zebrał entuzjastyczne recenzje. Dziś uznawany jest za jeden z klasycznych albumów zespołu, z którego pochodzą tak kultowe utwory jak Under My Wheels, Halo of Flies czy Desperado.

Rozpoczynamy głośnym i mocnym akcentem, bo inaczej niż "jazgotliwym" początku Under My Wheels nazwać nie można. Po tej ferii gitar i perkusji po chwili jednak mamy naprawdę chwytliwą linię wokalną i motoryczną gitarę w tle. Wobec tego, jak utwór uzależnia i nie chce wypaść z głosy, wcale nie dziwi fakt, że stało się to jednym z największych przebojów Alice Cooper i po dziś dzień jest jednym z najczęściej granych przez Alice'a numerów na koncertach (więcej razy zaśpiewał tylko School's Out i I'm Eighteen). Bez wątpienia mamy tu od razu uderzenie z "wysokiego C", które stanowi udany wstęp do reszty longplaya. A sam fakt, że do mocnego, hard rockowego numeru dodano w aranżacji trąbki, bez wątpienia intryguje.

The telephone is ringing
You got me on the run
I'm driving in my car now
Anticipating fun
I'm driving right up to you, baby
I guess that you couldn't see
But you were under my wheels honey
Why don't you let me be

Be My Lover to klasyczna opowieść o rockandrollowcu, który rusza na "łowy" w poszukiwaniu jakiejś damy do towarzystwa. Również muzycznie jest tu dość konwencjonalnie i raczej nie ma co liczyć na większe fajerwerki, choć słucha się tego bardzo przyjemnie.

I told her that I came from Detroit City
And I played guitar in a long-haired rock and roll band
She asked me why the singer's name was Alice
I said "Listen baby you really wouldn't understand

Baby if you want to be my lover
You better take me home
Cause it's a long, long way to Paradise
And I'm still on my own"

Po leciutkim Be My Lover jeszcze bardziej majestatycznie i frapująco wypada długi, ponad ośmiominutowy Halo of Flies. Jak wspomina sam Alice, napisali tę piosenkę, by zobaczyć, czy są w stanie tworzyć długie, rozbudowane i mroczne utwory jak choćby King Crimson. No, umówmy się, Halo of Flies ciężko byłoby wejść na - dajmy na to - In the Court of the Crimson King, jednak w perspektywie tej płyty, i biorąc pod uwagę anturaż zespołu Alice Cooper, wypada naprawdę bardzo, bardzo dobrze. Mamy tu ponury nastrój, parę nagłych zrywów i zmian tempa, a jednocześnie całości daleko jest od bałaganiarstwa i przekombinowania. Nazwałbym kompozycję wręcz bardzo dobrze dopracowaną, przemyślaną i zaskakującą. Bo, co by o niej nie mówić, z pewnością potrafi zaskoczyć słuchacza. Zdecydowanie najambitniejszy i najlepszy moment Killer.

I've got the answers
To all of your questions
If you've got the money
To pay me in gold
I will be living
In old Monte Carlo
And you will be reading
The secrets I sold

Równie mrocznie i frapująco wypada Desperado. Do dziś nie wiadomo do końca, o kim jest ta piosenka. Według wywiadu radiowego, którego Alice udzielił w latach 70., historia tu opowiedziana powstała na kanwie jednego z bohaterów filmu Siedmiu wspaniałych, jednak w latach 90. twierdził już, że opowiada ona o Jimie Morrisonie, który zmarł w tym samym roku, w którym ukazał się Killer. No cóż, nie to jest tu najważniejsze. Ważniejsze jest bowiem to, że to cholernie intrygujący i po prostu bardzo dobry utwór. Jest tu tajemnica i szeptane zwrotki, które przechodzą w głośniejsze refreny. Hipnotyzuje.

I'm a gambler
And I'm a runner
But you knew that
When you lay down
I'm a picture
Of ugly stories
I'm a killer
And I'm a clown

You Drive Me Nervous to, jak sama nazwa wskazuje, nieco bardziej nerwowy i impulsywny utwór, który faktycznie brzmi, jak coś śpiewanego przez człowieka mającego zszargane nerwy, więc już za samą konsekwencję należy się plus. Sam utwór może nie jest szczególnie intrygujący, jednak urzeka swoim brzmieniem i klimatem.

You're out of state
You're thrown in jail
You ain't got the bread
To pay the bill
Your mom and papa come up and said
"Honey, where did we fall?"

Yeah, Yeah, Yeah to jednak najsłabszy fragment płyty, przynajmniej tak gdzieś do połowy, kiedy jest część śpiewana; wówczas nie wyróżnia się niczym i jest dość chaotyczny. W części instrumentalnej zaczyna się jednak coś dziać, mamy solo harmonijki, jazgoczącą gitarę i naprawdę można się wciągnąć. Mam więc spory problem z oceną tego numeru, jednak - by być fair wobec reszty - muszę zaliczyć go na minus.

You could be the devil
You could be the savior
Well I really can't tell
By the way that you behaviour
I'll take you off the boat
Put you under my wing

Żadnego problemu nie mam natomiast z oceną Dead Babies. To po prostu znakomita rzecz. Kolejny mroczny, nieco teatralny kawałek ze znakomitą oprawą muzyczną. Co ciekawe, po ukazaniu się płyty, utwór wywołał niemałe kontrowersje. Dziwić to jednak może ze względu na fakt, że jest on bardzo mocno przeciwko przemocy wobec dzieci, a sam utwór ma za zadanie poruszyć sumienie słuchacza tą okropną i poruszającą wizją. Jeden z moich ulubionych momentów płyty. Potrafi wjechać człowiekowi na psychę.

Little Betty ate a pound of aspirin
She got them from the shelf upon the wall
Betty's mommy wasn't there to save her
She didn't even hear her baby call

Dead babies, can't take care of themselves
Dead babies, can't take things off the shelf
Well we, didn't want you, anyway

Tytułowy utwór, zamykający płytę, to kolejny numer wypełniony niepokojącym brzmieniem gitar, dusznym klimatem i chrapliwymi wokalami Alice'a. Killer zamyka po prostu album w takim stylu, w jakim osadzona była cała reszta, za co niewątpliwy plus. No i to epickie instrumentalne zakończenie pełne niepokoju i frapującego nastroju. Po prostu rewelacja.

I came into this life
Looked all around
I saw just what I liked
And took what I found
Nothing came easy
Nothing came free
And nothing came all until they
Came after me


Killer to kolejny znakomity album zespołu. Jednak tu Alice Cooper idzie jeszcze krok dalej, poszerzając swój wachlarz stylów. Do mroku i unoszącego się nad Love It to Death frapującego klimatu dodano tu bowiem o wiele więcej teatralności, a momentami wręcz makabreski. Jednak o ile Love It to Death był po prostu pierwszym dobrym albumem Alice Cooper, tak Killer można uznać za ich pierwszy wielki album. Nie jest oczywiście idealny, bo znalazło się tu parę momentów, które ewidentnie odstają od reszty (jak choćby niemrawy Be My Lover, czy mało porywający Yeah, Yeah, Yeah), jednak za to pozostałe 6 piosenek to - moim zdaniem - utwory skończone i dopracowane w każdym calu. Mamy tu więc poruszające i niejednoznaczne teksty, szorstką i niepokojącą atmosferę makabreski, a także klarowną, choć absolutnie nie wypolerowaną produkcję Boba Ezrina. Podsumowując: Killer to po prostu znakomity album, na którym nie brak znakomitych utworów, ale nie obyło się też bez wpadek. Jednak o jego niewątpliwie wysokim poziomie świadczy fakt, że wpadki te nie są w stanie obniżyć (nie)przyjemności obcowania z tym materiałem.

Ocena: 9/10


Killer: 37:08

1. Under My Wheels - 2:51
2. Be My Lover - 3:21
3. Halo of Flies - 8:22
4. Desperado - 3:30
5. You Drive Me Nervous - 2:28
6. Yeah, Yeah, Yeah - 3:39
7. Dead Babies - 5:44
8. Killer - 6:57

wtorek, 18 sierpnia 2020

"Love It to Death" - Alice Cooper [Recenzja]


Po porażce ich dwóch pierwszych albumów, zespół uznał że chyba jednak muszą coś zmienić w swojej twórczości, lub dalej będą tworzyć muzykę głównie dla siebie. Przeprowadzili się do Detroit, gdzie z bliska mogli podziwiać koncerty takich zespołów jak The Stooges czy MC5. Nasiąkali ich energią, muzyką i stylem bycia. Podczas jednego z koncertów w Kanadzie w 1970 roku, na zespół natknął się producent Jack Richardson, który odpowiedzialny był m.in. za wielkie przeboje The Guess Who. Menadżer grupy próbował przekonać Richardsona, że Alice Cooper są warci uwagi, ten jednak nie przejawiał większego zainteresowania. Zamiast tego, wysłał do studia młodziutkiego Boba Ezrina, który miał się zająć grupą. Warto tutaj wspomnieć, że Ezrin był zachwycony muzykami, a później stał się dyżurnym producentem nie tylko ich kolejnych płyt, ale także Alice'a Coopera, jako solisty, który Ezrina określał jako "jego George'a Martina".
Ezrin nie był do końca przekonany do muzyki zespołu, ale ujęła go teatralność połączona z hard rockiem, który prezentowali na scenie, a także oddanie fanów, którzy malowali się na wzór lidera i znali słowa do wszystkich piosenek, co w tamtych czasach nie było wcale takie częste. Ezrin próbował przekonać Richardsona, że warto poświęcić na nich swój czas, ale ten wciąż nie był przekonany. Zamiast tego, pozwolił zająć się nimi Bobowi.
Ezrin, wychowany na folku i klasyce, zachęcał zespół, by zaczęli tworzyć nieco bardziej proste piosenki. Początkowo muzycy oponowali, ale ostatecznie zaufali producentowi, i wypracowali nieco bardziej hard rockowe brzmienie, z domieszką psychodelii. To też pierwsza sytuacja, kiedy muzycy pisali albumy nie zawsze jako zespół. Na poprzednich płytach każda piosenka podpisana była nazwiskiem całej piątki, natomiast na Love It to Death mamy wyraźne zaznaczenie, że materiał nie powstawał już wspólnie, ale każdy przynosił do studia coś swojego, ewentualnie pisali w parę osób. Wyjątkami są tylko I'm Eighteen i Is It My Body napisane przez wszystkich. Część utworów Ezrin poskracał, czego najdobitniejszym przykładem jest utwór, który wydano na singlu.
Wytwórnia miała już nieco mniej zaufania do Alice Cooper, po tym jak ostatnie dwie płyty okazały się totalnymi niewypałami. Postanowili dać im ostatnią szansę, ale postawili warunek: chcą dobrego singla i, jeśli okaże się sukcesem, wydadzą kolejny album. Zespół zdecydował się na utwór I'm Eighteen, który początkowo trwał 8 minut i nosił tytuł I Wish I Was 18 Again. Piosenka okazała się strzałem w dziesiątkę, stając się pierwszym wielkim przebojem grupy. Niemałym echem odbił się też sam album wydany 8 marca 1971 roku. Zespół zebrał bardzo entuzjastyczne recenzje, dostał się wreszcie na listy przebojów i uchodzi dziś za pierwszy wielki album Alice Cooper, od którego zaczęła się ich "prawdziwa kariera".

Caught in a Dream to typowy dla hardrockowego boomu lat 70. Mamy tu więc kawałek naładowany energią aż do granic, dodatkowo jednakże ze świetną melodią (co wcale nie tak często się zdarza). Ja jednak polecam zwrócić uwagę nie tylko na warstwę muzyczną (choć popisy gitarzysty zasługują na jak najgłębszy ukłon), ale także na tekst, bowiem udanie zapowiada już koncept, któremu poddany jest cały album. Mamy więc zagubienie w dorosłym świecie, niepewność, ale i momentami rozczarowanie, kiedy wyobrażenia przyszło wreszcie skonfrontować z realnością. Reasumując: Caught in a Dream może wcale nie tak sporo dzieli od tych piosenek z Easy Action, jednak na uwagę zasługuje bardziej klarowna produkcja i więcej serca, wkładanego przez muzyków w wykonanie. A czasem i to już wystarczy, by nagrać naprawdę dobry numer. Bo Caught in a Dream to bez wątpienia kompozycja udana, choć nierzucająca na kolana.

I'm caught in a dream; so what
You don't know what I'm going through
I'm right in between so I'll
I'll just play along with you

Well, I'm running through the world with a gun in my back
Trying to catch a ride in that Cadillac
Thought I was living but you can't ever tell
What I thought was Heaven turned out to be Hell

Pamiętam, gdy pierwszy raz usłyszałem I'm Eighteen. Miałem wówczas siedemnaście lat, i - jak większość nastolatków - uwielbiałem zasłuchiwać się w mrocznych i depresyjnych piosenkach (dość powiedzieć, że w moim odtwarzaczu prym wiodła Nirvana), które tylko jeszcze bardziej podbijały mój ponury nastrój. Z tamtej perspektywy, I'm Eighteen było dla mnie jak cios obuchem prosto w potylicę. Gdy słuchałem Alice'a, aż na usta cisnęło mi się pytanie: "Jak ten gość wszedł mi do głowy, skoro napisał tekst, z którym tak bardzo się utożsamiam?". Oczywiście warstwa muzyczna, świetna, niepokojąca aranżacja z podkręconą do oporu harmonijką i elektrykiem, i podniosłą końcówką na organach, i tak dalej, i tak dalej. Ale wówczas bardziej działał na mnie tekst. Co ciekawe, dziś robi on na mnie wcale niemniejsze wrażenie i powala mnie szczeniacką szczerością i realną - wcale dojrzałą i zasadną - obawą przyszłości. Do tego wszystkiego mamy oczywiście bezbłędne wykonanie, znakomitą melodię, i rzeczy, o których nawet nie będę wspominać, bo z pewnością każdy ten utwór choć raz słyszał. Wobec jego zalet w ogóle nie dziwi mnie, że stał się on pierwszym wielkim przebojem zespołu, i rozpoczął podróż Alice Cooper na szczyt.

Lines from on my face and hands
Lines form from the ups and downs
I'm in the middle without any plans
I'm a boy and I'm a man

I'm eighteen, and I don't know what I want
Eighteen, I just don't know what I want
Eighteen, I gotta get away
I gotta get out of this place, I'll go runnin in outter space

Nieco mniej melancholijny jest bez wątpienia Long Way to Go. To już czysty, hard rockowy czad, który jak najbardziej może porwać. Mamy tu prostą melodię i motoryczny (do pewnego momentu) podkład, do którego rozwrzeszczany Alice wyśpiewuje typowy dla tego gatunku tekst. Mówiąc wprost: kolejny prosty, acz efektowny czad, który jak najbardziej może się podobać. Mnie przynajmniej od razu przypadł do gustu i świetnie mi się go słuchało.

Please don't waste your energy on me my friend
Cause we still got a long way to go
We'll meet again some day
But right now just go away
Cause I still got a long way to go

The silence is speaking
So why am I weeping
I guess I love it
I love it to death

Nieco bardziej złożony jest natomiast Black JuJu. Rozpoczyna się od długiego wstępu na perkusjonaliach, do których dochodzą po chwili organki. Ich narastające brzmienie jest niepokojące, jednak o wiele bardziej "przerażająco" wypada nagłe wejście nisko strojonej gitary. Dochodzi do nich jeszcze rozkrzyczany Alice, po to by po chwili muzyka nieco przycichła. Moglibyśmy wręcz uznać ją za pogodną, jednak maniera, z którą śpiewa wokalista, kompletnie odwraca nam interpretację o 180 stopni. Co chwila mamy ostrzejsze wejścia refrenów (o ile można je tak nazwać), przeplatane nieco spokojniejszymi, choć też naszpikowanymi grozą, zwrotkami i popisami instrumentalistów. Kompozycja trwa ponad 9 minut. Tak, wiem, to sporo, jednak zapewniam, że absolutnie nie ma tu kiedy się nudzić, gdyż klimat utrzymujący się nad całością wynagradza nam małe zróżnicowanie, jeśli chodzi o muzykę. Ciężko się oderwać. Każdy ma tu swoje 5 minut, i każdy wykorzystał je do oporu.

Touched by the toil and plunged into his arm
Cursed through the night through eyes of alarm
A melody black flowed out of my breath
Searching for death, but bodies need rest

Równie niekonwencjonalnie wypada Is It My Body, czyli utwór oparty w większości na prostym riffie gitary i nieskomplikowanej perkusji. Przynajmniej na początku, bowiem po chwili warstwa muzyczna się rozkręca. Do tego dochodzi jeszcze Alice z chwytliwą linią wokalną i porażająco aktualnym tekstem o młodych ludziach, którzy źle czują się ze swoim ciałem, do tego stopnia, że mają czasem wrażenie, iż nie należy ono do nich. Warto z tą świadomością podejść do tej kompozycji, i dopiero wówczas zwrócić uwagę, jak świetnie przedstawia ona tę zagubioną i rozchwianą emocjonalnie osobę. No i cóż mogę powiedzieć: po prostu kolejny, świetny numer.

What have I got
That makes you want to love me
Now is it my body
Or someone I might be
Or somethin' inside me

You better tell me
Tell me
It's really up to you
Have you got the time to find out
Who I really am

Jak można zacząć utwór o tytule Hallowed Be My Name, jak nie organami? Po chwili jednak całkowicie zmieniamy klimat za sprawą prostej, acz chwytliwej melodii i niepokojących wokali Alice'a i solówek gitarowych, które sprawnie wpisują się w nastrój. Mam już trochę dość pisania, że mamy tu "kolejny świetny numer z rewelacyjnym klimatem", więc po prostu nic nie napiszę i przejdę dalej.

Come all your sinners
Come now in your glory
And my ears will listen
To your dirty stories
You're fighting to go up
'Cause you're on your way down

Cursing their lovers
Cursing the bible
Hallowed be my name
Yelling at fathers
Screaming at mothers
Hallowed be my name

Second Coming. Ciężko cokolwiek konstruktywnego o tym napisać, poza tym, że świetnie trzyma poziom i kontynuuje posępny klimat unoszący się nad wszystkimi piosenkami.

I couldn't tell
If the bells were getting louder
The songs they ring I finally recognize
I only know
Hell is getting hotter
Devil getting smarter all the time

And it would be nice
To walk upon the water
To talk again to angels
On my side

Second Coming płynnie przechodzi w fortepianowe preludium do Ballad of Dwight Fry, czyli kolejnego bardziej znanego utworu płyty (choć zdecydowanie mniej w sensie stricte komercyjnym). Tu jednak piosenka głównie tekstem stoi. Historia opowiada o mężczyźnie, który opuścił swoją rodzinę, jednak nie powiem nic więcej, bo po prostu warto się w to wczytać. Muzycznie mamy sporo patentów typowych dla zespołu i klimatu płyty.

I was gone for fourteen days
I might been gone for more
Help up in the intensive care ward
Lyin' on the floor
I was gone for all those days
But I, was not all alone
I made friends with a lot of people
In the danger zone

See my lonely life unfold
I see it every day
See my lonely mind explode
Since I've gone away

Ballad of Dwight Fry przechodzi z kolei płynnie w Sun Arise, czyli zdecydowanie bardziej oszczędny i prostszy utwór, co jednak nie znaczy, że mniej udany. 

Sun Arise come every mornin'
Sun Arise come every mornin'
Sun Arise come every mornin'
Bringin' back the warmth to the ground


To niesamowite, jak wielka przepaść dzieli Easy Action od Love It to Death. O ile Pretties for You wydawało się po prostu żenującą podróbką psychodelicznych zespołów końcówki lat 60., a Easy Action zwrotem w bardziej piosenkowym kierunku, acz wciąż nie wyzbywając się psychodelii, to Love It to Death wydaje się być dopiero tym, co muzykom w duszy grało. Przyglądanie się kolejnym piosenkom było dla mnie wyjątkowo trudne przy pisaniu tej recenzji. Głównie dlatego, iż ciężko napisać cokolwiek, nie zdradzając jednocześnie zbyt wiele. Bo najlepiej słucha się tego bez żadnych spoilerów, wczuwając się w klimat. No właśnie, bo to klimatem głównie album ten stoi. Jak można się spodziewać, mamy tu sporo mroku, jednak Alice Cooper nie weszli jeszcze w tę groteskowo-makabreskową tematykę, więc postanowili opisać tu rozdarcie i emocjonalne rozchwianie młodego człowieka. Mamy tu sporo tekstów poświęconych problemowi dorastania i wchodzenia w dojrzałe życie, ale także problemy z akceptacją samego siebie i otaczającego świata. To na swój sposób straszne, że przez te wszystkie lata ten album nie stracił nic na swojej aktualności, i wciąż mogą odnaleźć się w nim młodzi ludzie. I to właśnie na tym polega głównie wielkość tej płyty - że nic, a nic się nie zestarzała. Teksty, jak teksty, ale muzyka i brzmienie po pół wieku od premiery wciąż brzmią świeżo, nie trącą myszką, a nawet mogą wywoływać dreszcze ekscytacji i niepewności. Love It to Death to po prostu wspaniały i nieprzewidywalny album, którym Alice Cooper de facto zapoczątkowali swoją obecność na muzycznej scenie. Oto narodziła się nowa gwiazda. 

Ocena: 8/10


Easy Action: 36:58

1. Caught in a Dream - 3:10
2. I'm Eighteen - 2:59
3. Long Way to Go - 3:04
4. Black Juju - 9:14
5. Is It My Body - 2:34
6. Hallowed Be My Name - 2:30
7. Second Coming - 3:04
8. Ballad of Dwight Fry - 6:33
9. Sun Arise - 3:50

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...