Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Led Zeppelin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Led Zeppelin. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 października 2020

"Led Zeppelin III" - Led Zeppelin [Recenzja]


W 1969 roku muzycy Led Zeppelin byli jednym z najbardziej zajętych, ale jednocześnie szalenie rozchwytywanych zespołów. Non stop byli w trasie, w krótkich przerwach między kolejnymi koncertami nagrywali nowy materiał, a jednocześnie nie mieli nawet kiedy zająć się rodziną. W 1970 roku uznali jednak, że potrzebują wakacji. Robert Plant namówił Jimmy'ego Page'a, by wzięli swoje rodziny i pojechali odpocząć w pewnej wsi w Walii. Osiedlili się w kamiennej chatce z XVIII wieku, w której nie było elektryczności, bieżącej wody i ogrzewania. W takich spartańskich warunkach w końcu jednak zaczęli się nudzić. Wzięli się więc za komponowanie nowych piosenek. Jak na warunki przyrody przystało, większość pisana była z myślą o wykonywaniu akustycznym. Co ciekawe, Page i Plant nie zakładali wówczas, że oto tworzą muzykę na nowy album. Po prostu chcieli coś robić w wolnym czasie. Efekty jednak bardzo im się spodobały i postanowili, że od tej pory zawsze będą gdzieś wyjeżdżać, by szukać inspiracji na kolejne płyty.
Po jakimś czasie jednak przyszedł czas wyjazdu. No i wyjechały rodziny... a Page i Plant zostali. Dołączyło do nich kilku technicznych i zaczęli rejestrować demówki. Trzeba jednak pamiętać, że nagrywanie Led Zeppelin III nie zaczęło się wtedy, w tym walijskim domku Bron-Yr-Aur. Zeppelini już wcześniej robili do tego przymiarki. W listopadzie/grudniu 1969 toku zarejestrowali piosenkę Jennings Farm Blues, która miała być pierwszym brytyjskim singlem grupy. Pomysł jednak upadł, a piosenkę przerobiono na Bron-Y-Aur Stomp. Na koncertach w 1969 roku muzycy grali też Since I've Been Loving You, jednak wciąż brakowało im czasu, by wejść do studia i go na porządnie zarejestrować. Wcześniej Page miał na tapecie jeszcze Song in F (Overlord) (które ewoluowało później w Immigrant Song), Gallows Pole (interpretację klasycznej ballady folkowej The Maid Freed From the Gallows), Friends i Tangerine, które miał napisane w sporej części jeszcze przed powstaniem Led Zeppelin.
Pełnoprawne nagrywanie rozpoczęło się dopiero w maju 1970 roku i, jak to ostatnio u Zeppelinów bywało, regularnie było przenoszone ze studia do studia, więc niemiłosiernie się wydłużało. Za każdym razem trzeba było od nowa ustawiać sprzęty, ogrywać się z nowym miejscem itd. Oczywiście wszystko odbywało się z przerwami na koncerty.
Żaden z muzyków nie wiedział jednak za bardzo, jak ostatecznie ma wyglądać ich nowy album. Robert Plant wspomina, że on wiedział tylko, że chce połączyć brzmienia akustyczne i elektryczne. Skupiali się jednocześnie na źródłach ich inspiracji, a więc muzyce folkowej (no i bluesowej, rzecz jasna). Page w końcu zaproponował bardzo logiczny podział: strona A będzie elektryczna, a B - akustyczna. Oczywiście, taki podział nie był niczym nowym, bowiem choćby w 1965 roku zaproponował go już Bob Dylan na swoim przełomowym Bringing It All Back Home. Wydanie przez Led Zeppelin części albumu pod szyldem grania akustycznego spotkało się z podobną krytyką, jaka spadła także na Dylana, gdy ten przestawił się na granie z instrumentarium rockowym. Led Zeppelin III zarzucano porzucenie emploi budowanego na poprzednich albumach, a także pójście w komercję i złagodzenie wizerunku. 
Muzycy byli jednak z niego zadowoleni (i, według ich słów, są do dzisiaj), a płyta była jednym z najbardziej oczekiwanych wydawnictw muzycznych 1970 roku. W samych Stanach liczba zamówień przedpremierowych przekroczyła milion egzemplarzy. Niestety, ze względu na skomplikowaną do zrealizowania okładkę (na pierwszej stronie okładki były wycięte okręgi, a w niej ukryte było koło, które po przesuwaniu za każdym razem pokazywało inną konfigurację ilustracji uzależnioną od zdjęcia członka zespołu, które akurat wypadło) premiera opóźniła się o miesiąc. Album sprzedawał się rewelacyjnie, jednak o wiele gorzej niż "jedynka" czy "dwójka".

Album rozpoczyna jeden z największych przebojów Led Zeppelin, czyli ostry, potężnie brzmiący Immigrant Song. Oczywistą oczywistością jest tu niewiarygodnie chwytliwy i hipnotyzujący riff Page'a i mocarna perkusja Bonhama. Nie do zapomnienia są też niesamowite wokale Panta. Najpierw chwytliwe wokalizy, a później - wciąż bardzo przekonująco zaśpiewany - tekst o najazdach Wikingów na Anglię. Piosenka przy każdym przesłuchaniu dosłownie powala swoją energią, pasją, chwytliwością, a jednocześnie klarowną, acz nie wypolerowaną produkcją. Docenili to też słuchacze na całym świecie, gdyż Immigrant Song z miejsca stał się przebojem i jest nim z pewnością do dziś, będąc nie tylko jednym z bardziej znanych kawałków Led Zeppelin, ale i w ogóle całego nurtu cięższego grania. Utwór może i nie trwa długo, ale zapada w pamięć na o wiele dłużej.

We come from the land of the ice and snow
From the midnight sun where the hot springs flow

How soft your fields so green. Can whisper tales of gore
Of how we calmed the tides of war. We are your overlords

On we sweep with threshing oar
Our only goal will be the western shore

So now you'd better stop and rebuild all your ruins
For peace and trust can win the day despite of all your losing

Następny numer, Friends, rozpoczyna się chwytliwą partią na gitarze akustycznej. Spokojnie, to jednak jeszcze nie strona B, więc sporo się tu dzieje; mamy tu nieco wschodni, orientalny klimat, podkreślony tylko przez prostą, acz efektowną aranżację instrumentów smyczkowych (muzyka indyjska rodem z późnych Beatlesów). Page wspomina, że piosenka ta dosłownie wypłynęła z niego po kłótni z ówczesną partnerką. Mamy tu ponownie chwytliwą melodię, świetne wokale Planta, no i ten klimat, o którym już wspominałem, który dodaje kompozycji unikatowego, niepowtarzalnego brzmienia, o którym ciężko zapomnieć.

Had a friend, she once told me, "You got love, you ain't lonely, "
Now she's gone and left me only looking for what I knew.

Mmm, I'm telling you now, The greatest thing you ever can do now,
Is trade a smile with someone who's blue now, It's very easy just...

Met a man on the roadside crying, without a friend, there's no denying,
You're incomplete, they'll be no finding looking for what you knew.

Z końcówki Friends gładko wyłania się kolejny utwór - Celebration Day. Zaczynamy riffem na gitarze elektrycznej i krótkim fragmentem śpiewu Planta, po czym... mamy kolejny riff i kolejną melodię. Mimo tego "świętowania" w tytule i "jestem taki szczęśliwy" w refrenach, to tekst zdecydowanie nie wydaje się radosny. Mamy tu strach przed życiem w wielkim mieście (Plant przyznał po latach, że opisywał tu swój pobyt w Nowym Jorku), który ciekawie koresponduje z rozedrganą, niespokojną, wciąż zmienną muzyką. Utwór jednak jakoś nie może przypaść mi do gustu. Trochę za dużo tu chaotyczności, a za mało faktycznie dobrych melodii. Niby wszystko tu gra, ale koniec końców, wypada to trochę zbyt bałaganiarsko.

Her face is cracked from smiling, all the fears that she's been hiding,
And it seems pretty soon everybody's gonna know.
And her voice is sore from shouting, cheering winners who are losing,
And she worries if their days are few and soon they'll have to go.

Nie będę silił się na oryginalność, więc powiem to już na samym początku: Since I've Been Loving You to mój ulubiony utwór z tej płyty. Mało tego, to też jeden z moich ulubionych numerów Led Zeppelin w ogóle. Page wspomina, że zależało im na powrocie do rasowego, czystego bluesa, jednak, by nie iść na łatwiznę, w tak oczywiste rejony, nie chcieli, by był dwunastotaktowy. Chcieli zrobić coś bardziej złożonego, jednocześnie nie wyrzekając się gatunku. Byli bardzo dumni z piosenki, ogrywali ją wiele razy na koncertach, jednak wciąż nie czuli się na siłach, by nagrać ją "jak należy", uchwycić jej magnetyzm, kunszt i niezwykły klimat. Page przyznaje, że czuł sporą odpowiedzialność, jeśli chodzi o solówkę, bo nie chciał sknocić sprawy. No i, trzeba to przyznać, nie sknocił. Wszyscy muzycy dają tu z siebie wszystko i tę pasję po prostu czuć z każdej zagranej i zaśpiewanej przez nich w tej piosence nuty. Stopniowo budowane napięcie, płacząca gitara Jimmy'ego, emocjonalne zaśpiewy Roberta, organy Jonesa w tle, no i potężna perkusja Bonhama, która wciąż podbija tempo. Since I've Been Loving You trwa prawie 7 i pół minuty. Zaręczam, w ogóle tego nie czuć, a kompozycja mogłaby tak trwać i trwać, nie miałbym nic przeciwko. Hipnotyzujący numer, który chyba nigdy mi się nie znudzi.

Working from seven to eleven every night
Really makes the life a drag
I don't think that's right

I've really been the best, the best of fools
I did what I could
'Cause I love you, baby
How I love you, darling
How I love you, baby
My beloved little girl, little girl

But baby, since I've been loving you
I'm about to lose my worried mind

Out on the Tiles oparty jest na pomyśle Bonhama. Page mówi, że wymyślił główny riff, ale reszta jego partii oparta była na melodii, którą John od czasu do czasu sobie nucił. To o wiele prostszy, motoryczny i głośny numer, w którym za bardzo nie ma może nad czym się zachwycać, ale wstydu też nie przynosi. Ot, leci sobie, ale jakoś mnie zbytnio nie zachwyca.

I'm so glad I'm living and gonna tell the world I am,
I got me a fine woman and she says that I'm her man,
One thing that I know for sure gonna give her all the loving
Like nobody, nobody, nobody, nobody can.

Standing in the noonday sun trying to flag a ride,
People go and people come, see my rider right by my side,
It's a total disgrace, they set the pace, it must be a race
And the best thing I can do is run.

Akustyczną stronę B Led Zeppelin III zaczynamy od Gallows Pole, czyli starej folkowej pieśni, znanej jako The Maid Freed from the Gallows. W tekście wchodzimy do głowy skazańca, który czeka na wykonanie wyroku powieszenia. Mimo że najstarszą znaną wersją jest ta z 1939 roku, to Zeppelini najprawdopodobniej oparli się na znacznie świeższej - z roku 1962. Page wziął tu na siebie grę na gitarze elektrycznej, akustycznych (6- i 12-strunowych), a także banjo, a John Paul Jones gra tu na basie i mandolinie. Znakomicie wypada tu też Robert Plant ze wspaniałymi wokalami, w których przechodzi od mrocznego, tajemniczego szeptu, do dynamicznych i wysoko śpiewanych refrenów. Bardzo, bardzo dobra piosenka (czy też 'wersja'), która może zamknąć usta tym, którzy twierdzili że "Zeppelini akustycznie - to się nie może udać". Muzycy udowadniają, że może, a nawet, że może to brzmieć niemniej przekonująco, niż w wydaniu elektrycznym. Zaostrza apetyt na resztę piosenek z drugiej połowy longplaya.


I couldn't get no silver, I couldn't get no gold,
You know that we're too damn poor to keep you from the Gallows Pole.
Hangman, hangman, hold it a little while,
I think I see my brother coming, riding many a mile.
Brother, did you get me some silver?
Did you get a little gold?
What did you bring me, my brother, to keep me from the Gallows Pole?

Tangerine to najstarszy autorski utwór na tej płycie. Pochodzi bowiem jeszcze z czasów The Yardbirds. Konkretniej z roku 1968, kiedy to znany był jeszcze pod tytułem Knowing That I'm Losing You. Wtedy do muzyki Page'a tekst napisał Keith Relf. Podczas zbierania utworów na Led Zeppelin III, Page przypomniał sobie o tej piosence i pozmieniał co nieco w słowach. Ostatecznie wyszedł z tego kawałek o tytule Tangerine. To znakomity, poruszający i bardzo satysfakcjonujący numer ze świetną solówką Page'a na gitarze pedal steel.

Measuring a summer's day, I only finds it slips away to grey,
The hours, they bring me pain.

O wiele bardziej akustycznie wypada That's the Way napisany przez Page'a i Planta podczas pieszej wycieczki po walijskiej wiosce. Przyjemny numer.

I don't know how I'm gonna tell you,
I can't play with you no more,
I don't know how I'm gonna do what mama told me,
My friend, the boy next door.
I can't believe what people saying,
You're gonna let your hair hang down,
I'm satisfied to sit here working all day long,
You're in the darker side of town.

Tekst do Bron-Y-Aur Stomp powstał, jak sam tytuł wskazuje, w walijskim domku, w którym Page i Plant odpoczywali na początku 1970 roku. Kompozycja jest jednak z 1969 roku i wtedy nosiła tytuł Jennings Farm Blues. Wówczas jednak była typowym, elektrycznym bluesem. Tu muzycy nadali jej zupełnie nowe, akustyczne oblicze. Kolejny sympatyczny i miły w odsłuchu kawałek.

Ah, caught you smiling at me, that's the way it should be,
Like a leaf is to a tree, so fine.
Ah, all the good times we had, I sang love songs so glad
Always smiling, never sad so fine.

As we walk down a country lane, I'll be singing a song,
You hear me calling your name.
Hear the wind whisper in the trees telling Mother Nature 'bout you and me.

Hats off to (Roy) Harper. Cóż to za dziwaczny tytuł i o co tu chodzi? Ano, jest to cover (no, dość luźny) Shake 'Em On Down Bukki White'a z 1937 roku, ale zadedykowany Royowi Harperowi - bardowi, który przyjaźnił się z Led Zeppelin, a 15 lat później Page miał nawet nagrać z nim wspólny album. Ciekawa i niebanalna rzecz, którą ciężko się znudzić, bo za każdym razem zwracamy w niej uwagę na co innego.

Well, I ain't no monkey; I can't climb no tree.
No brown skin woman gonna make no monkey out of me.
Yeah, I ain't no monkey, Sure can't climb no tree.
Ah, I've been mistreated, babe, I believe I'll shake 'em on down.
Well, I've been mistreated babe, I believe I'll shake 'em on down.


Led Zeppelin III to kolejne bardzo dobre wydawnictwo Led Zeppelin. Album może nie zwala z nóg, jak poprzednie dwie płyty, ale z pewnością jest bardzo satysfakcjonującą pytą. Wbrew pozorom, nie jest wcale tak, że Zeppelini stronę elektryczną wypełnili znanymi nam chwytami, a to na tej akustycznej pozwolili sobie na parę eksperymentów. Tak naprawdę nowe rzeczy można znaleźć i tu, i tu. Może Immigrant Song niczym nowym jeszcze nie zaskakuje, jednak nie przeszkadza mu to rzucić nas na kolana. Potem mamy bogate instrumentarium, niejednoznaczne kompozycje i masę kolejnych odniesień i zapożyczeń do wykonawców, którymi muzycy Led Zeppelin z pewnością się inspirowali. Strona B jest niemniej intrygująca. Kompozycje są dość różnorodne (chociaż po przesłuchaniu ciężko je w pamięci od siebie oddzielić), a muzycy wypadają w nich równie przekonująco. Podsumowując: Led Zeppelin III to płyta udana i godny następca poprzednich dwóch albumów, choć nieco im ustępujący.

Ocena: 8/10


Led Zeppelin III: 43:04

1. Immigrant Song - 2:25
2. Friends - 3:54
3. Celebration Day - 3:29
4. Since I've Been Loving You - 7:23
5. Out on the Tiles - 4:06
6. Gallows Pole - 4:56
7. Tangerine - 3:10
8. That's the Way - 5:37
9. Bron-Y-Aur Stomp - 4:16
10. Hats off to (Roy) Harper - 3:42

sobota, 26 września 2020

"Led Zeppelin II" - Led Zeppelin [Recenzja]


Led Zeppelin okazał się bez wątpienia sukcesem tak ogromnym, że chyba nikt się go nie spodziewał. Wytwórnia chciała więc - co zrozumiałe - kuć żelazo póki gorące, więc polecili zespołowi, by czasem za daleko się nie oddalał, zagrał parę koncertów, ale zaraz wrócił do studia i wziął się za robotę nad kolejnym krążkiem. Peter Grant miał jednak inne plany; wysłał Zeppelinów w ogromną trasę po całym świecie. Nie tylko jednak chodziło tu o pieniądze. Koncerty rozrastały się często do kilku godzin, gdyż muzycy na scenie sporo improwizowali i z tych właśnie jamów rodziły się kolejne utwory.
W połowie kwietnia wrócili do domu i przed wyjazdem do Stanów mieli tydzień wolnego. Uznali jednak, że po co marnować aż tyle wolnego czasu i zapadła decyzja o wejściu do studia. Tym razem jednak mieli o wiele większe środki i większe plany odnośnie kolejnego albumu, więc nagranie w 2-3 dni nie wchodziło w rachubę. Zaczęli pracę, ale już za chwilę musieli ją przerwać, by ruszyć do San Francisco. Zaczęli więc podróżować po całym świecie, wożąc ze sobą taśmy, wchodząc do różnych studiów i dogrywając kolejne elementy nowej muzyki, za każdym razem z innym inżynierem dźwięku. Za miksowanie całości Page wziął się dopiero pod koniec sierpnia. Był jednak bardzo zmęczony ciągłym nagrywaniem na walizkach, więc i zabierał się do tego raczej niechętnie. Do dziś bardzo źle wspomina okres pracy nad Led Zeppelin II i oświadcza, że nie cierpi tego słuchać, ponieważ przypominają mu się wszystkie te męczące etapy nagrywania i ciągły stres, czy na pewno zdążą się z tym uwinąć.
22 października 1969 w sklepach ukazał się Led Zeppelin II, dokonując czegoś, co wydawało się niemożliwe dla tak młodego zespołu - nie dość że nie pozwolił zdobyć szczytu list Let It Bleed zespołowi The Rolling Stones, to jeszcze strącił z niego legendarne Abbey Road Beatlesów. W Wielkiej Brytanii udało się to dopiero w lutym 1970 roku. Do dziś szacuje się, że rozeszło się ponad 20 milionów egzemplarzy drugiego albumu Zeppelinów.

Rozpoczyamy Whole Lotta Love, a wiec z pewnością nie tylko jednym z największych przebojów Led Zeppelin, ale i jednego z najbardziej ikonicznych utworów, który pomógł w zdefiniowaniu zupełnie nowego nurtu w muzyce. Nawet gdyby ktoś nigdy nie słuchał całej piosenki, to nie ma opcji, by o uszy nie obił mu się TEN riff, który rozpoczyna cały album. Co ciekawe, głębia i potęga brzmienia nie została tu wydobyta dzięki wzmacniaczom, a umiejętnie rozstawionym mikrofonom w studiu. Page mocno inspirował się tu You Need Love Willego Dixona. Podłapał to też Plant, który napisał tekst oparty na tej samej piosence, wyśpiewując go jednak raczej na wzór You Need Loving - interpretacji The Small Faces. (Po wielu bataliach sądowych o pochodzenie riffu i tekstu ostatecznie Dixon został dopisany do listy autorów piosenki). Jednak ten kawałek to przecież nie tylko motoryczny riff i chwytliwy śpiew. Rzekłbym nawet, że te elementy bledną wobec środka, kiedy to mamy prawdziwy festiwal psychodelii i przedziwnych odgłosów, które tworzą niesamowity efekt i hipnotyzują słuchacza swoją odmiennością. Ten, kto słuchał, z pewnością wie, o czym mówię. A jeśli ktoś nie słuchał - to koniecznie trzeba nadrobić, bo Whole Lotta Love to absolutny klasyk rocka, którego wstyd nie znać!

You've been coolin', baby, I've been droolin'
All the good times, baby, I've been misusin'
Way, way down inside, I'm going' to give you my love
I'm goin' to give you every inch of my love
Goin' to give you my love, hey, alright, yes, sir

Want a whole lotta love

Może mniej zniewalająco, lecz wciąż bardzo dobrze, wypada What Is and What Should Never Be. To dla odmiany ballada, jednak wyposażona w nieodłączne zaostrzenia w refrenach, które jednak nie wypadają ani topornie, ani banalnie. To jeden z pierwszych zarejestrowanych utworów podczas sesji do płyty. Nie ma co się dłużej rozpisywać - wszystkie elementy są na miejscu, a piosenka brzmi rewelacyjnie.

So if you wake up with the sunrise
And all your dreams are still as new
And happiness is what you need so bad, girl
The answer lies with you

Catch the wind, see us spin, sail away, leave today
Way up high in the sky
But the wind won't blow, you really shouldn't go
It only goes to show
That you will be mine, by taking our time

Kolejnym słynnym momentem albumu jest The Lemon Song, w którym Plant, pod płaszczykiem opowieści o wyciskaniu cytryny, przemyca parę średnio zawoalowanych erotycznych aluzji. Muzycznie jest to kolejne zapożyczenie Page'a, tym razem jednak z twórczości Howlin' Wolfa. Jakie to ma jednak znaczenie, skoro tak świetnie się tego słucha? Nie ma nawet chwili, by się nudzić, a całość jest bardzo ciekawa.

I should have listened, baby, to my second mind
Oh, I should have listened, baby, to my second mind
Everytime I go away and leave you, darling
You send me the blues way down the line

Najlepszym literackim momentem Led Zeppelin II jest bez dwóch zdań przepiękny Thank You. To własnie tu najlepiej słuchać, jak Plant rozwinął się, jako tekściarz. Funduje nam oryginalny, szczery i poruszający tekst o wdzięczności wobec ukochanej osoby. Wyśpiewuje to dodatkowo w rozbrajający sposób, a podkład muzyczny dodaje tu tylko magii i klimatu uniesienia. Jeden z moich ulubionych momentów na płycie.

Little drops of rain whisper of the pain
Tears of loves lost in the days gone by
My love is strong
With you there is no wrong
Together we shall go until we die, my, my, my
An inspiration is what you are to me
Inspiration - look, see

Heartbreaker
rozpoczynamy kolejnym słynnym riffem. Może nie jest tak ikoniczny jak Whole Lotta Love, jednak z pewnością niczym mu nie ustępuje, jeśli chodzi o motoryczność, chwytliwość i ostre brzmienie. Tu z kolei nie mamy już Planta rozmarzonego, ale tego hard rockowego, rozkrzyczanego, ale wciąż diablo melodyjnego. Ciekawostką odnośnie tego utworu może być fakt, że solówka gitarowa nagrana została już po ukończeniu całej reszty. Page wspomina, że gdy już właściwie piosenka była dopięta na ostatni guzik, przyszedł mu do głowy pomysł na solówkę, która świetnie by tam pasowała. Nagrał ją więc osobno, a potem wkleił do gotowej taśmy, stąd to nieodparte wrażenie zupełnie odstającego od reszty brzmienia gitary. Znakomity, czadowy kawałek.

Her style is new, but the face the same
As it was so long ago
But from her eyes, a different smile
Like that of one who knows

Well, it's been ten years or maybe more
Since I first set eyes on you
The best years of my life gone by
Here I am alone and blue

Some people cry and some people die
By the wicked ways of love
But I'll just keep on rolling along
With the grace of the Lord above

Living Loving Maid (She's Just a Woman) to piosenka umieszczona na stronie B singla Whole Lotta Love, jednak po jakimś czasie okazało się, że jest ona puszczana w radiu równie często, co strona A. Nic w tym dziwnego, bowiem to nie tylko utwór znacznie bardziej przystępny, ale i bardziej chwytliwy, dynamiczny i, zamiast motorycznego riffu, wyposażony w zapadające w pamięć refreny, które ciężko wyrzucić z głowy po przesłuchaniu. Fajne, proste i ostre granie.

Nobody hears a single word you say
Living, loving, she's just a woman
But you keep on talking till your dying day
Living, loving, she's just a woman

Ramble On to piosenka, która na swoją sceniczną premierę czekała aż do 2007 roku. Ciężko mi zrozumieć, czemu Zeppelini nie porywali się na granie jej na żywo, bowiem to kolejny fenomenalny numer z nieco spokojniejszymi zwrotkami, które poprzedzają nieco psychodeliczne mostki i absolutnie fantastyczne, wybuchowe refreny. Uwagę zwraca także tekst, przy pisaniu którego Plant prawie na pewno inspirował się Władcą pierścieni.

The leaves are falling all around, time I was on my way
Thanks to you, I'm much obliged for such a pleasant stay
But now it's time for me to go, the autumn moon lights my way
For now I smell the rain, and with it pain, and it's headed my way
Ah, sometimes I grow so tired
But I know I've got one thing I got to do

Nie jestem jakimś wielkim zwolennikiem solówek perkusyjnych, a tym bardziej umieszczania ich na albumach studyjnych. Może to dlatego Moby Dick nigdy nie robił na mnie szczególnego wrażenia. Oczywiście, trzeba w tym miejscu docenić kunszt Bonhama, który jest niezaprzeczalny; był to zdecydowanie jeden z najlepszych perkusistów muzyki rockowej, co nie ulega wątpliwości. Problem w tym, że takie rzeczy najzwyczajniej w świecie mnie nie jarają, więc poza docenieniem jego ogromnych umiejętności, nic dobrego więcej o Moby Dick nie powiem, bo mnie takie coś po prostu nudzi.
Znacznie ciekawiej wypada natomiast Bring It On Home (kolejna "inspiracja" Dixonem). Zaczyna się niewinnie, sennie, by po chwili rozkręcić się i zaserwować nam całą serię potężnych uderzeń, dobarwianych tu partiami harmonijki ustnej. Zakończenie z klasą.

Try to tell you baby
What you trying to do?
Trying to love me, baby
And love some other men too
Bring it on home, bring it on home
Went a little walk downtown
Messed and got back late
Found a note there waiting
It said, "Daddy, I just can't wait."
Bring it on home, bring it on home
Bring it back home, bring it back home to me, baby


Pozwolę sobie rozwiać wątpliwości już na samym początku: moim zdaniem Led Zeppelin II to album wybitny, tak samo jak debiut zespołu. Jednak na drodze do doskonałości w moim mniemaniu stanął tylko i wyłącznie Moby Dick (analogiczna sytuacja jak w wypadku Paranoid Black Sabbath i utworu instrumentalnego Rat Salad). Poza tym jednak, żadnej piosence na płycie nie mam nic do zarzucenia, bowiem Led Zeppelin po prostu pozamiatało. Każdy utwór ma swoją indywidualność, nie zlewają się w jedno, a jednocześnie razem tworzą wspaniałą całość. Od samego początku longplay chwyta za gardło i nie odpuszcza aż do końca, nie dając nam ani chwili oddechu. Ten album to praktycznie sztos za sztosem, i zanim się zorientujemy, już minął, jednak tak nas zahipnotyzował, że po jakimś czasie czujemy potrzebę, by do niego wrócić. Tą płytą Led Zeppelin udowodnili, że nie są artystami jednego albumu. Potwierdzili tu swoją wielkość i potencjał, który w nich drzemał.

Ocena: 9/10


Led Zeppelin II: 41:38

1. Whole Lotta Love - 5:34
2. What Is and What Should Never Be - 4:46
3. The Lemon Song - 6:19
4. Thank You - 4:49
5. Heartbreaker - 4:14
6. Living Loving Maid (She's Just a Woman) - 2:39
7. Ramble On - 4:34
8. Moby Dick - 4:20
9. Bring It On Home - 4:19

niedziela, 18 listopada 2018

"Led Zeppelin" - Led Zeppelin [Recenzja]


Wszystko zaczęło się od Jimmy'ego Page'a, który dołączył do zespołu The Yarbirds w 1966 roku na prośbę grającego tam, zaprzyjaźnionego z nim Jeffa Becka. Był już wówczas stosunkowo znanym gitarzystą, którego umiejętności były uznawane za ponadprzeciętne. Grupa jednak się rozpadła, a Page rozpoczął poszukiwania wokalisty do swojego nowego muzycznego projektu. W końcu natknął się na Roberta Planta, który z kolei polecił Page'owi znakomitego perkusistę Johna  Bonhama. Na samym końcu wakat basisty zajął znajomy Jimmy'ego, jeszcze z The Yarbirds, John Paul Jones i grupa miała kompletny skład. 
Zaczęli koncertować pod nazwą The New Yarbirds (ze względu na zobowiązania, które miał jeszcze Page względem poprzedniego zespołu) i właśnie tak pod koniec 1968 roku weszli do studia i rozpoczęli nagrywanie swojego debiutanckiego albumu, który był po prostu przełożeniem ich występów na żywo. Pojawiły się jednak komplikacje związane z nazwą i prawami do niej, w związku z czym zespół 25 października zmienił ją na Led Zeppelin. (Wzięła się ona od Keitha Moona z The Who, który stwierdziłby, że supergupa Page/Moon/John Enwistle/Jeff Beck pikowałaby w dół jak ołowiany balon, czyli lead baloon. Wystarczyła lekka modyfikacja, by powstało Led Zeppelin).
W tymże październiku zespół wszedł też do studia, by nagrać swój debiutancki album, który był de facto zapisem ich pierwszych koncertów, co tłumaczy też fakt tak sporej ilości coverów. Własnych utworów jeszcze nie było, ale Page uznał, że brzmienie jest tak dobre, że to właśnie powinni nagrać, a na własne piosenki jeszcze przyjdzie czas. Całość powstała w 30 godzin (15 na nagrywanie i 15 na miksowanie) i kosztowała 1700 funtów.
2 piosenki na albumie (Dazed And Confused i How Many More Times) Page ściągnął jeszcze z czasów Yardbirds, natomiast Babe I'm Gonna Leave You, You Shook Me i I Can't Quit You Baby to klasyczne bluesowe numery wykonywane przez wielu artystów w tamtym czasie. Reszta to efekt kompozytorskiego geniuszu Page'a, mimo że sam twierdzi, że objął przywództwo tylko formalnie, ale w zespole nie było słabego ogniwa i wszyscy ze sobą współpracowali na równych zasadach. Wersję tę potwierdza też sam Plant, wskazując na niemałe zagubienie Johna Paula Jonesa na początku sesji. Jones był muzykiem z krwi i kości i po raz pierwszy przyszło mu pracować z kimś, kto jest czystym naturszczykiem i nie zna nawet podstaw (Robert Plant). Wokalista twierdzi jednak, że podczas sesji bardzo się denerwował i nie cierpi swoich wokali z tej płyty.
Za produkcję wziął się Page i była to produkcja zdecydowanie nowatorska. Wszystko nagrywane był na setkę, zamiast monofoniczności zdecydowano się na stereo, a i sama realizacja to rzecz z najwyższej półki (weźmy choćby potężne brzmienie perkusji Bonhama). Jeśli chodzi o gitarę, nagrywał czasami w sporym oddaleniu od mikrofonu, a w Dazed And Confused grał na niej smyczkiem. No i You Shook Me, gdzie pojawia się pogłos wyprzedzający gitarę. 
Menadżer zespołu, Peter Grant, wynegocjował od Atlantic Records  200 000 dolarów zaliczki, co jak na tamte czasy było rekordową sumą, jeśli chodzi o debiutujący zespół. Umowa gwarantowała zespołowi pełną swobodę pod względem koncertów, repertuaru i doboru singli. W Anglii jednak nie szło tak dobrze, co Plant skomentował słowami: "Ludzie w Anglii najpierw się rozglądają, czy inni klaszczą, zanim sami zaczną klaskać."
Płyta Led Zeppelin ukazała się najpierw w USA 12 stycznie 1969 roku, a w Wielkiej Brytanii 31 marca. Płyta ta jest uznawana jako punkt przełomowy w dziedzinie hard rocka i heavy metalu, jednak usłyszeć można, że, podobnie jak Black Sabbath, grupa głownie inspirowała się bluesem. Płyta zebrała nieprzychylne recenzje, mimo to w Stanach dotarła do 10. miejsca i utrzymała się przez ponad 70 tygodni, co było wydarzeniem bez precedensu, zwłaszcza że nie promowały jej żadne single.

Płyta zaczyna się mocnym uderzeniem perkusji Bonhama i gitary Page'a. Potem wchodzi wokal Planta i już wiemy, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Good Times Bad Times, czyli pierwszy autorski utwór grupy na płycie otwiera album potężnie, zapowiadając, że czeka nas dawka porządnego grania. Warto zauważyć, że w każdej zwrotce Plant śpiewa do innej melodii, co nadaje piosence charakteru i unikatowości. Zwraca uwagę świetne solo gitarowe Page'a, a także gra Bonhama, który używa podwójnej stopy, ale z użyciem dwóch bębnów taktowych. Usłyszał to u Vanilla Fudge i zapragnął się tego nauczyć. W końcu umiał wykonywać to jedną nogą. Posiadając tę wiedzę łatwiej zrozumieć fenomen perkusyjny, jakim był Bonham. Główny riff gitarowy napisał John Paul Jones, a kawałek ukazał się na singlu w Stanach. Wymarzone otwarcie. 

I know what it means to be alone
I sure do wish I was at home
I don't care what the neighbours say
I'm gonna love you each and every day
You can feel the beat within my heart
Realize, sweet babe, we ain't ever gonna part

Następujące po nim Babe I'm Gonna Leave You to z kolei granie bardziej bluesowe; to cover utworu z lat 50. Jest to też mój ulubiony moment płyty, szczególny wpływ na to mają nagłe zmiany tempa, a także przenikliwy wrzask Planta pod koniec drugiej zwrotki, który sprawia że mam ciarki przy każdym słuchaniu tego numeru. Potem krótkie zwolnienie i uderzenie ze zdwojoną siłą. Ciekawostką jest, że był to jeden z pierwszych utworów, nad którymi Page i Plant razem pracowali na początku ich współpracy. Początkowo wokalista chciał zaśpiewać to mocniej, ale Page wyperswadował mu to, przekonując że powinien zaprezentować to z większym wyczuciem. No i udało się. Klasyk. Najlepszy wokalny popis Planta na płycie.

Babe
I wanna leave you
I ain't joking woman, I've got to ramble
Oh, yeah, baby, baby, baby, I believin'
We really got to rumble
I can hear it calling me the way it used to do
I can hear it calling me back home

Kolejny cover to utwór Williego Dixona, w którym Zeppelini ponownie sięgają po cięższego bluesa, grając You Shook Me. Wśród wielu artystów, którzy to wykonywali, sięgnął też po to Jeff Beck (płyta Truth), gdzie na organach wystąpił zresztą John Paul Jones. Po usłyszeniu wersji Led Zeppelin podobno wkurzył się, że nagrali wersję tak podobną do jego, a w dodatku cieszącą się większą popularnością. Page tłumaczył się tym, że po prostu nie słyszał wersji Becka, a mają podobne gusty muzyczne. Płytę Truth usłyszał dopiero po nagraniu swojej wersji. Ale czego tu nie ma; organy Hammonda, harmonijka ustna i przenikliwie krzycząca gitara. Page zastosował intrygujący efekt echa, dzięki któremu momentami wokal i gitara przenikają się w taki sposób, że ciężko odróżnić, gdzie kończy się jedno a zaczyna drugie. Gitara prowadzi równolegle wokal Planta, a gdy ten śpiewa wyższe noty, gitara mu odpowiada. Jest to bardzo ciekawy i złożony utwór, któremu Led Zeppelin nadali więcej życia niż miał w sobie oryginał. Na pewno podczas słuchania nie można się nudzić, gdyż zespół wciąż proponuje coś nowego. Zakończenie to już czysty dialog Planta z gitarą Page'a.

I have a bird that whistles
And I have birds that sing
I have a bird that whistles
And I have birds that sing
I have a bird, won't do nothing
Oh, oh, buy a diamond ring

Teraz czeka nas największe dzieło na tym albumie, czyli Page'owe (zainspirowane Jake'iem Holmesem) Dazed And Confused. Zaczyna się spokojnie i powoli, ale gdy słyszymy wokalizę Planta, już wiemy, że coś się tu wydarzy. I faktycznie, mamy zaraz nagły zryw, po którym jesteśmy już mądrzejsi i mamy się na baczności, szykując się na kolejny cios, jednak nic nie jest w stanie nas przygotować, na kolejne uderzenia zespołu. Wszystkim można by spokojnie obdzielić kilka kompozycji i zrobić następny album. Ale nie u Led Zeppelin. Tutaj panowie nie dość, że wpletli w jeden utwór całą masę różnych od siebie motywów, to jeszcze tak je ze sobą połączyli, że brzmi to niezwykle spójnie. Utwór ten był ważnym punktem koncertów Led Zeppelin, podczas których kompozycja ta potrafiła rozrosnąć się do nawet 45 minut, w które wplatano cytaty z innych klasycznych bluesowych szlagierów. Piosenka pochodzi jeszcze z czasów The Yardbirds, jednak na płytę Led Zppelin Page mocno ją przerobił. Punktem kulminacyjnym jest tu, rzecz jasna, solówka, podczas której Jimmy gra na gitarze smyczkiem od skrzypiec; pomysł ten podsunął mu zaprzyjaźniony skrzypek studyjny, co Page skrzętnie wykorzystał i rozwijał na koncertach (a także wrócił do tego z In the Light z albumu Physical Graffiti). Piosenka iście genialna i powalająca.

You hurt and abuse telling all of your lies
Run 'round, sweet baby, Lord how they hypnotize
Sweet little baby, I don't know where you've been
Gonna love you, baby, here I come again

Podniosły wstęp na organach otwiera drugą stronę winylowego wydania albumu. To Your Time Is Gonna Come, czyli podniosła pieśń do kobiety, która zdradzała podmiot liryczny z "every guy in town". Na pewno daje ona chwilę wytchnienia po poprzednich utworach, które zostawiają słuchacza w stanie całkowitego oszołomienia i z bolącą głową od takiej ilości pomysłów i motywów. Ten utwór jest względnie prosty i nieskomplikowany, poza krótkim zwolnieniem między pierwszym refrenem a drugą zwrotką. Tekstowo mamy tu jedno zapożyczenie Planta z piosenki Raya Charlesa, I Believe To My Soul. Muzycznie to przede wszystkim popis Jonesa (organy i bas syntetyczny) i Page'a (pedał steel). Sama piosenka jest przepiękna i przemiło się jej słucha.

Made up my mind to break you this time
Won't be so finem, it's my turn to cry
Do what you want, I won't take the brunt
It's fading away, can't feel you anymore
Don't care what you say cause I'm going away to stay
Going to make you pay for the great big hole in my heart
People talking all around
Watch out woman, no longer
Is the joke gonna be on my heart
You been bad to me woman
But it's coming back home to you

Przechodzi on od razu w 2-minutowe solo gitarowe Page'a, Black Mountain Side, które pokazuje jak sprawnym jest instrumentalistą. Jego gitara ma tu imitować sitar i nawiązywać do muzyki indyjskiej. Sam pomysł Page zaczerpnął z Down By Blackwaterside, czyli klasycznej folkowej pieśni, do czego Jimmy przyznaje się bez bicia. Sam kawałek jest przyjemny, ma jednak na celu uśpić naszą czujność przed jednym z najmocniejszych utworów, jakie kiedykolwiek nagrano.
Communication Breakdown, bo o nim mowa, to czysty hard rockowy killer. Podobnie, jak w Good Times Bad Times, jest tu szybko, krótko i na temat. Nie ma tu miejsca na mnogość motywów, jest po prostu jeden z najlepszych riffów w karierze Page'a i muzyka pędzi na łeb na szyję. Sam riff Page opracował podczas koncertów w Skandynawii, a podczas koncertów było to rozwinięcie utworu Train Kept A-Rollin', którym rozpoczynali swoje show. Znowu mamy świetną solówkę gitary. Chociaż zanadto jest podobna do tej w Good Times Bad Times, absolutnie nie przeszkadza to w zachwycaniu się nad mocą, jaką niesie ze sobą ten utwór.

Communication breakdown
It's always the same
I'm having a nervous breakdown
Drive me insane

Kolejny cover Dixona, czyli I Can't Quit You Baby rozpoczyna się zawodzeniem Planta, by po chwili zrobić miejsce prostej perkusji, przyjemnie pulsującej gitarze basowej i wiodącej tu, jak zwykle, prym gitarze wiodącej. Oczywiście Led Zeppelin nie byliby sobą, gdyby nie zaserwowali słuchaczowi kilku nagłych zrywów po każdej zwrotce. Szczególnie ciekawie robi się, gdy wszystkie instrumenty milkną i swoje 5 minut (które to już na tej płycie!) ma gitara, a potem wraca znany już motyw, a my siedzimy podekscytowani, czekając na kolejny ruch zespołu.

Oh, I can't quit you, babe
So I'm gonna put  you down for awhile
I said I can't quit you, babe
I guess I'm gonna have to put you down for awhile
Said you messed up my happy home
Made me mistreat my only child

A kolejny ruch zespołu  to ponad 8-minutowy How Many More Times, gdzie Page sięga po smyczek do swojej gitary. Gitarzysta wspomina, że utwór ten powstał z mniejszych fragmentów, które stworzył grając jeszcze z The Yarbirds (podobnie jak Dazed And Confused) i, jako jedyny utwór podczas sesji, był grany przez niego z zapisanymi na kartce wskazówkami, jaką część teraz ma grać. Faktycznie, złożoność motywów w tym utworze równać się może jedynie z Dazed And Confused. Słuchacz próbuje nadążyć za Led Zeppelin, ale w tym momencie powinien już zdać sobie sprawę, że to niewykonalne i powinien po prostu dać się ponieść ich magii. Odlot gwarantowany, gdyż zespół w ostatnim numerze ani myśli odpuszczać.

Well they call me the hunter
That's my name
They call me the hunter
That's how I got my fame
Ain't no need to hide
Ain't no need to run
'Cause I've got you in the sights of my gun



Płyta ta jest moim ulubionym albumem zespołu (ex aequo z Led Zeppelin IV) i jest to dla mnie arcydzieło w każdym calu. Nie ma tu miejsca na ani jeden niepotrzebny dźwięk, wszystko jest dopracowane i mimo rozpiętości motywów jest tu zachowana spójność, dzięki czemu słuchacz nie ma poczucia zagubienia. Jedyne co mu pozostaje po wysłuchaniu tego albumu, to usiąść, oniemiałym jak wielkie dzieło stworzył zespół. Led Zeppelin już na debiucie dali się poznać jako czwórka młodych i zdolnych osób, którzy mają swój oryginalny i unikatowy pomysł na siebie. Owszem, jeśli chodzi o autorstwo i pomysły kompozycyjne, to zdecydowanie za często sięgają po pomysły innych, jednak na poziomie wykonawczym czy realizatorskim jest to pełen energii i kreatywności popis przede wszystkim Page'a, który nie bez kozery jeszcze przed powstaniem zespołu uchodził za jednego z najbardziej zdolnych i kreatywnych gitarzystów rockowego undergroundu. Trafiając na takie osobowości jak multiinstrumentalista John Paul Jones, jeden z najlepszych perkusistów wszech czasów, John Bonham, i obdarzony nieprzeciętnym głosem i charyzmą Robert Plant, wszedł do rockowej ekstraklasy. Album ten na zawsze zapisał się złotymi zgłoskami w historii rocka i do dziś nie zestarzał się ani trochę i wciąż słucha się tego z nie mniejszym zachwytem niż 50 lat temu.

Ocena: 10/10


Led Zeppelin - 44:56

1. Good Times Bad Times - 2:46
2. Babe I'm Gonna Leave You - 6:42
3. You Shook Me - 6:28
4. Dazed and Confused - 6:28
5. Your Times is Gonna Come - 4:34
6. Black Mountain Side - 2:12
7. Communication Breakdown - 2:30
8. I Can't Quit You Baby - 4:42
9. How Many More Times - 8:27

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...