Jeśli ktoś chciałby poznać okoliczności powstawania St. Anger, to polecam obejrzeć film Some Kind of Monster. Jeśli już jest po seansie - wstęp można pominąć, bo nie napiszę tu nic nowego. Zaś jeśli ktoś woli raczej nie oglądać sfilmowanych kłótni, nieporozumień, napięć i - mówiąc wprost - konfliktów wewnątrz zespołu, a chciałby dowiedzieć się jak powstawał "ten (nie)sławny" St. Anger, to zapraszam do lektury.
Mimo, że za nagrywanie następcy ReLoad muzycy mieli wziąć się dopiero w 2001 roku, to na pewno nie można powiedzieć, że od 1997 roku próżnowali. W międzyczasie wydali dwupłytowy album z coverami (chociaż z kronikarskiej powinności uściślę tylko, że nagrali tylko jeden dysk, a drugi był zbieraniną ich coverów z różnych dotychczasowych wydawnictw) , a także zagrali koncert z orkiestrą symfoniczną, co zaowocowało wydaniem nietypowej koncertówki S&M. Pierwszego roku nowego wieku wzięli się jednak za nagrywanie płyty. A raczej - chcieli się wziąć, gdyż rok ten zaczął się od złej wiadomości. W połowie stycznia swoje odejście z zespołu ogłosił Jason Newsted. Basista twierdził, że w zespole brak było braterskich więzi, a wszyscy mieli siebie nawzajem gdzieś i zbyt obrośli w piórka, a radość z gry gdzieś się zagubiła. Muzycy nie chcieli jednak rezygnować z nagrań. We trójkę tworzyli szkice utworów, wraz z producentem, Bobem Rockiem, który na potrzebę nagrań chwycił za bas. Jednak pół roku później na Metallikę spadł kolejny cios - James Hetfield zdecydował o pójściu na odwyk, by walczyć z uzależnieniem od alkoholu. W sumie zniknął z zespołu na prawie rok. Lars i Kirk widzieli, że w zespole naprawdę źle się dzieje. Zatrudnili więc terapeutę, który miał pomóc im się pozbierać.
Po powrocie z odwyku, James oświadczył, że potrzebuje więcej odpoczynku od Metalliki. A gdy już wrócił do studia, to i tak panowie nie wzięli się od razu za nagrywanie, rozmawiając i próbując na nowo określić stosunki między sobą, a także pogodzić rytm pracy z nowymi nawykami "odświeżonego" Hetfielda.
Za prawdziwe nagrywanie muzycy ostatecznie wzięli się dopiero w 2002 roku. Zdecydowali się też na zupełnie nową technikę nagrywania - jammowali, a potem bawili się osiągniętymi rezultatami, tworząc z tego utwory. Ani razu nie zagrali choć jednego utworu od początku do końca. We wspólnych naradach zgodnie uznali, że album ten powinien być mroczny i mieć surowe brzmienie. Dla każdego znaczyło to jednak co innego, dlatego podczas sesji pojawiało się sporo spięć i kłótni dotyczących tego, jak to wszystko ma brzmieć. Muzycy musieli pracować tylko 4 godziny dziennie, by mieć na względzie nowe nawyki Jamesa, a ponadto znowu zaczęli eksperymentować z grą na instrumentach. Dokoła nich byli tylko gorliwi potakiwacze, którzy przyklaskiwali czemukolwiek, co wyszło spod palców któregoś z muzyków, bo przecież to TA Metallica. Wszystkie te problemy nie przeszkodziły jednak St. Anger stać się bestsellerem na całym świecie. Dziś jest albumem absolutnie kultowym, aczkolwiek raczej nie ma się czym chwalić, gdyż uznawany jest powszechnie za najgorszą płytę Metalliki, a o jego "legendarnym" brzmieniu krążą takie legendy i jest tak powszechnie krytykowane, jak podczas wydawanego 15 lat wcześniej ...And Justice for All.
Zaczynamy mocno. Frantic to drugi singiel promujący album, a przy okazji jeden z najchętniej granych po latach utworów z St. Anger przez Metallikę na koncertach. Ale zaraz... czego ja właściwie słucham? Bo odniosłem wrażenie, że jakiejś garażowej demówki, która ma na celu tylko utrwalić pomysł muzykom, by gdzieś nie przepadł. A jednak nie, to pełnoprawny album Metalliki. Więc może miejmy to z głowy już na wstępie: brzmi to okropnie. Zwłaszcza perkusja. Gitary jeszcze jako tako się bronią, szczególnie w takiej piosence. Nie podoba mi się też, jak nagrano wokale; są mocno za głośne i brzmią po prostu plastikowo. Jednak Frantic należy się plus za jedną, bardzo istotną rzecz: to po prostu dobry kawałek. Ma dobry, nośny riff (w momentach, gdy wybrzmiewa, gitary mi się naprawdę podobają), bije z niego agresja, ma znakomity tekst i po prostu wpada w ucho. Niestety, perkusja i wokale (w których Hetfield czasami brzmi naprawdę zniewieściale, jakby był nastolatkiem, który chce zaśpiewać agresywnie, ale przechodzi mutację i co chwila głos mu ucieka) wypadają koszmarnie, co mocno odcisnęło swoje piętno na nagraniu. W kontekście całej płyty oceniam go jednak bardzo pozytywnie.
I've worn out always being afraid
An endless stream of fear that I've made
Treading water full of worry
This frantic tick tick talk of hurry
Do I have the strength
To know how I'll go?
Can I find it inside
To deal with what I shouldn't know?
Tytułowy St. Anger był pierwszym singlem promującym album. I, uwaga, najlepsze: ta piosenka dostała nagrodę Grammy. Serio, za co? Brzmi to jak metal nastolatków z pseudo-rapami, okropnym brzmieniem i pseudo-trashowymi zagrywkami. Generalnie jednak jest to utwór naprawdę słaby, bez wyrazistej melodii, ze słabym tekstem i okropnym, niechlujnym wykonaniem. Ciężko przez to przebrnąć.
Fuck it all and no regrets
I hit the lights on these dark sets
I need a voice to let myself
To let myself go free
Fuck it all and fuckin' no regrets
I hit the lights on these dark sets
Medallion noose, I hang myself
Saint Anger 'round my neck
Some Kind of Monster to kolejna kompletnie asłuchalna piosenka. Naiwność, pretensjonalność i fatalna realizacja jedyne, co mogą wywołać u słuchacza, to ból głowy. Ośmioipółminutowy koszmar.
These are the legs in circles run
This is the beating you'll never know
These are the lips that taste no freedom
This is the feel that's no so safe
This is the face you'll never change
This is the God that ain't so pure
This is the God that is not pure
This is the voice of silence no more
Dirty Window. Kurwa, na czym gra ten Lars, na garnkach i patelniach? Ale uwierzcie mi, chciałbym, by to był największy problem tego nagrania. Jednak ta piosenka leży zarówno realizatorsko, jak i kompozycyjnie. Jedyny plus jest taki, że chociaż nie trwa tyle, co dwa poprzednie numery, choć podczas słuchania miałem wrażenie, że ciągnie się przez jakieś 10 minut.
I see my reflection in the window
It looks different, so different than what you see
Projecting judgment on the world
This house is clean baby
This house is clean
Am I who I think I am?
Am I who I think I am?
Am I who I think I am?
Look out my window and see it's gone wrong
Court is in session and I slam my gavel down
Invisible Kid to kolejny zupełnie bezbarwny kawałek, który może co najwyżej zirytować swoją nijakością. Plus jest taki, że chociaż brzmienie tu tak nie boli przy słuchaniu.
Invisible kid
Got a place of his own
Where he'll never be known
Inward he's grown
Invisible kid
Locked away in his brain
From the shame and the pain
World down the drain
W całym tym natłoku żenady i miernoty, My World jawi się wcale nienajgorzej. Oczywiście, na większości poprzednich płyt Metalliki byłby jakimś słabszym elementem, jednak tu wypada w miarę przyzwoicie. Czuć tu chociaż jakiś pomysł i chęć, by złożyć to, by było słuchalne. Oczywiście, piosenka sama w sobie się nie broni, bo to wciąż koszmarne granie, jednak w perspektywie całego St. Anger jest całkiem w porządku.
Mama, why's it rainin' in my room?
Cheer up boy, clouds will move on soon
Heavy fog got me lost inside
Gonna sit right back and enjoy this ride
It's my world
You can't have it
It's my world, it's my world
It's my world
Shoot Me Again. No i znowu czuć, że muzycy szarpią się, by stworzyć coś nadającego się do słuchania, ale efekt jest raczej mierny i chaotyczny. Kolejny wkurzający kawałek.
All the shots I take
I spit back at you
All the shit you fake
Comes back to haunt you
All the shots
All the shots I take
What difference did I make?
All the shots I take
I spit back at you
W Sweet Amber pojawia się chociaż jakaś melodia, która wypada w miarę chwytliwie. Co jednak z tego, skoro poza nią Metallica nie ma nam tu nic do zaoferowania, a piosenka ta to kolejny okropny numer, którego ciężko słuchać bez bólu.
Wash your back so you won't stab mine
Get in bed with your own kind
Live your life so you don't see mine
Drape your back so you won't shine
The Unnamed Feeling. Koszmar, koszmar i jeszcze raz koszmar, wywołujący autentyczną niechęć i odruch wymiotny podczas słuchania. Gówno.
I'm frantic in your soothing arms
I can not sleep in this down filled world
I've found safety in this loneliness
But I can not stand it anymore
Cross my heart and hope not to die
Swallow evil, ride the sky
Lose myself in a crowded room
You fool, you fool, it will be here soon
Purify. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale to pominę. I tak sporo już, jak na mnie, wulgaryzmów w tej recenzji, a tu by się bez tego nie obyło, więc po prostu przejdę dalej, skończymy tę płytę i nigdy do niej więcej nie wrócimy. Możemy tak się umówić?
Truth and dare
Peeling back the skin
Acid wash
Ghost white
Ultra clean
Wanna be skeleton
Clear eyes
Diamond eyes
Strip the past of mine
My sweet turpentine
All Within My Hands to piosenka z potencjałem kompozycyjnym. Jednak "właściwie" objawiła nam się dopiero na późniejszych koncertówkach Metalliki (akustycznej i symfonicznej). Słuchając wersji z St. Anger trudno połapać się w tym, że to ten sam numer, bowiem wypadł tu równie koszmarnie co reszta płyty.
Hate me now
Kill all within my hands
Hate me now
Crush all within my hands
Squeeze all within my hands
Choke all within my hands
Hate me now
Trap all within my hands
Hurry up and hate me now
Kill all within my hands
Będzie krótko, bo i nie ma o czym mówić. St. Anger to dla mnie płyta koszmarna, okropna, ohydna, fatalnie brzmiąca, ze słabymi kompozycjami będącymi tylko nikłym cieniem dawnej chwały. Metallica próbowała być młodzieżowa, jednak panowie brzmią po prostu jak stare dziady, które rozpaczliwie próbują ratować swoją sławę i pozycję na wszelkie możliwe sposoby. Naprawdę, trudno mi wskazać tu jednoznacznie pozytywne elementy. Jest może parę piosenek (konkretnie to dwie: Frantic i My World), na które jeszcze jestem skłonny przymknąć oko, ale musiałbym się bardzo wysilić. Generalnie jednak St. Anger to jeden wielki koszmar i, naprawdę, obiegowa opinia, która o niej krąży, jest nieprzesadzona. Czasem nawet mam wrażenie, że mówi się o niej zbyt łagodnie...
Ocena: 1/10
St. Anger: 75:04
1. Frantic - 5:50
2. St. Anger - 7:21
3. Some Kind of Monster - 8:25
4. Dirty Window - 5:25
5. Invisible Kid - 8:30
6. My World - 5:46
7. Shoot Me Again - 7:10
8. Sweet Amber - 5:27
9. The Unnamed Feeling - 7:08
10. Purify - 5:14
11. All Within My Hands - 8:48









