Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2003. Pokaż wszystkie posty

piątek, 16 października 2020

"St. Anger" - Metallica [Recenzja]


Jeśli ktoś chciałby poznać okoliczności powstawania St. Anger, to polecam obejrzeć film Some Kind of Monster. Jeśli już jest po seansie - wstęp można pominąć, bo nie napiszę tu nic nowego. Zaś jeśli ktoś woli raczej nie oglądać sfilmowanych kłótni, nieporozumień, napięć i - mówiąc wprost - konfliktów wewnątrz zespołu, a chciałby dowiedzieć się jak powstawał "ten (nie)sławny" St. Anger, to zapraszam do lektury.
Mimo, że za nagrywanie następcy ReLoad muzycy mieli wziąć się dopiero w 2001 roku, to na pewno nie można powiedzieć, że od 1997 roku próżnowali. W międzyczasie wydali dwupłytowy album z coverami (chociaż z kronikarskiej powinności uściślę tylko,  że nagrali tylko jeden dysk, a drugi był zbieraniną ich coverów z różnych dotychczasowych wydawnictw) , a także zagrali koncert z orkiestrą symfoniczną, co zaowocowało wydaniem nietypowej koncertówki S&M. Pierwszego roku nowego wieku wzięli się jednak za nagrywanie płyty. A raczej - chcieli się wziąć, gdyż rok ten zaczął się od złej wiadomości. W połowie stycznia swoje odejście z zespołu ogłosił Jason Newsted. Basista twierdził, że w zespole brak było braterskich więzi, a wszyscy mieli siebie nawzajem gdzieś i zbyt obrośli w piórka, a radość z gry gdzieś się zagubiła. Muzycy nie chcieli jednak rezygnować z nagrań. We trójkę tworzyli szkice utworów, wraz z producentem, Bobem Rockiem, który na potrzebę nagrań chwycił za bas. Jednak pół roku później na Metallikę spadł kolejny cios - James Hetfield zdecydował o pójściu na odwyk, by walczyć z uzależnieniem od alkoholu. W sumie zniknął z zespołu na prawie rok. Lars i Kirk widzieli, że w zespole naprawdę źle się dzieje. Zatrudnili więc terapeutę, który miał pomóc im się pozbierać.
Po powrocie z odwyku, James oświadczył, że potrzebuje więcej odpoczynku od Metalliki. A gdy już wrócił do studia, to i tak panowie nie wzięli się od razu za nagrywanie, rozmawiając i próbując na nowo określić stosunki między sobą, a także pogodzić rytm pracy z nowymi nawykami "odświeżonego" Hetfielda.
Za prawdziwe nagrywanie muzycy ostatecznie wzięli się dopiero w 2002 roku. Zdecydowali się też na zupełnie nową technikę nagrywania - jammowali, a potem bawili się osiągniętymi rezultatami, tworząc z tego utwory. Ani razu nie zagrali choć jednego utworu od początku do końca. We wspólnych naradach zgodnie uznali, że album ten powinien być mroczny i mieć surowe brzmienie. Dla każdego znaczyło to jednak co innego, dlatego podczas sesji pojawiało się sporo spięć i kłótni dotyczących tego, jak to wszystko ma brzmieć. Muzycy musieli pracować tylko 4 godziny dziennie, by mieć na względzie nowe nawyki Jamesa, a ponadto znowu zaczęli eksperymentować z grą na instrumentach. Dokoła nich byli tylko gorliwi potakiwacze, którzy przyklaskiwali czemukolwiek, co wyszło spod palców któregoś z muzyków, bo przecież to TA Metallica. Wszystkie te problemy nie przeszkodziły jednak St. Anger stać się bestsellerem na całym świecie. Dziś jest albumem absolutnie kultowym, aczkolwiek raczej nie ma się czym chwalić, gdyż uznawany jest powszechnie za najgorszą płytę Metalliki, a o jego "legendarnym" brzmieniu krążą takie legendy i jest tak powszechnie krytykowane, jak podczas wydawanego 15 lat wcześniej ...And Justice for All.

Zaczynamy mocno. Frantic to drugi singiel promujący album, a przy okazji jeden z najchętniej granych po latach utworów z St. Anger przez Metallikę na koncertach. Ale zaraz... czego ja właściwie słucham? Bo odniosłem wrażenie, że jakiejś garażowej demówki, która ma na celu tylko utrwalić pomysł muzykom, by gdzieś nie przepadł. A jednak nie, to pełnoprawny album Metalliki. Więc może miejmy to z głowy już na wstępie: brzmi to okropnie. Zwłaszcza perkusja. Gitary jeszcze jako tako się bronią, szczególnie w takiej piosence. Nie podoba mi się też, jak nagrano wokale; są mocno za głośne i brzmią po prostu plastikowo. Jednak Frantic należy się plus za jedną, bardzo istotną rzecz: to po prostu dobry kawałek. Ma dobry, nośny riff (w momentach, gdy wybrzmiewa, gitary mi się naprawdę podobają), bije z niego agresja, ma znakomity tekst i po prostu wpada w ucho. Niestety, perkusja i wokale (w których Hetfield czasami brzmi naprawdę zniewieściale, jakby był nastolatkiem, który chce zaśpiewać agresywnie, ale przechodzi mutację i co chwila głos mu ucieka) wypadają koszmarnie, co mocno odcisnęło swoje piętno na nagraniu. W kontekście całej płyty oceniam go jednak bardzo pozytywnie.

I've worn out always being afraid
 An endless stream of fear that I've made 
Treading water full of worry 
This frantic tick tick talk of hurry 

Do I have the strength 
To know how I'll go? 
Can I find it inside 
To deal with what I shouldn't know?

Tytułowy St. Anger był pierwszym singlem promującym album. I, uwaga, najlepsze: ta piosenka dostała nagrodę Grammy. Serio, za co? Brzmi to jak metal nastolatków z pseudo-rapami, okropnym brzmieniem i pseudo-trashowymi zagrywkami. Generalnie jednak jest to utwór naprawdę słaby, bez wyrazistej melodii, ze słabym tekstem i okropnym, niechlujnym wykonaniem. Ciężko przez to przebrnąć.

Fuck it all and no regrets 
I hit the lights on these dark sets 
I need a voice to let myself 
To let myself go free 
Fuck it all and fuckin' no regrets 
I hit the lights on these dark sets 
Medallion noose, I hang myself 
Saint Anger 'round my neck

Some Kind of Monster to kolejna kompletnie asłuchalna piosenka. Naiwność, pretensjonalność i fatalna realizacja jedyne, co mogą wywołać u słuchacza, to ból głowy. Ośmioipółminutowy koszmar.
 
These are the legs in circles run 
This is the beating you'll never know 
These are the lips that taste no freedom 
This is the feel that's no so safe 
This is the face you'll never change 
This is the God that ain't so pure 
This is the God that is not pure 
This is the voice of silence no more

Dirty Window. Kurwa, na czym gra ten Lars, na garnkach i patelniach? Ale uwierzcie mi, chciałbym, by to był największy problem tego nagrania. Jednak ta piosenka leży zarówno realizatorsko, jak i kompozycyjnie. Jedyny plus jest taki, że chociaż nie trwa tyle, co dwa poprzednie numery, choć podczas słuchania miałem wrażenie, że ciągnie się przez jakieś 10 minut.

I see my reflection in the window 
It looks different, so different than what you see 
Projecting judgment on the world 
This house is clean baby 
This house is clean 

Am I who I think I am? 
Am I who I think I am? 
Am I who I think I am? 
Look out my window and see it's gone wrong 
Court is in session and I slam my gavel down

Invisible Kid to kolejny zupełnie bezbarwny kawałek, który może co najwyżej zirytować swoją nijakością. Plus jest taki, że chociaż brzmienie tu tak nie boli przy słuchaniu.

Invisible kid 
Got a place of his own 
Where he'll never be known 
Inward he's grown 

Invisible kid 
Locked away in his brain 
From the shame and the pain 
World down the drain

W całym tym natłoku żenady i miernoty, My World jawi się wcale nienajgorzej. Oczywiście, na większości poprzednich płyt Metalliki byłby jakimś słabszym elementem, jednak tu wypada w miarę przyzwoicie. Czuć tu chociaż jakiś pomysł i chęć, by złożyć to, by było słuchalne. Oczywiście, piosenka sama w sobie się nie broni, bo to wciąż koszmarne granie, jednak w perspektywie całego St. Anger jest całkiem w porządku.

Mama, why's it rainin' in my room? 
Cheer up boy, clouds will move on soon 
Heavy fog got me lost inside 
Gonna sit right back and enjoy this ride 

It's my world 
You can't have it 
It's my world, it's my world 
It's my world

Shoot Me Again. No i znowu czuć, że muzycy szarpią się, by stworzyć coś nadającego się do słuchania, ale efekt jest raczej mierny i chaotyczny. Kolejny wkurzający kawałek.

All the shots I take 
 I spit back at you 
 All the shit you fake 
 Comes back to haunt you 

 All the shots 

 All the shots I take 
 What difference did I make? 
 All the shots I take 
 I spit back at you

W Sweet Amber pojawia się chociaż jakaś melodia, która wypada w miarę chwytliwie. Co jednak z tego, skoro poza nią Metallica nie ma nam tu nic do zaoferowania, a piosenka ta to kolejny okropny numer, którego ciężko słuchać bez bólu.

Wash your back so you won't stab mine 
Get in bed with your own kind 
Live your life so you don't see mine 
Drape your back so you won't shine

The Unnamed Feeling. Koszmar, koszmar i jeszcze raz koszmar, wywołujący autentyczną niechęć i odruch wymiotny podczas słuchania. Gówno.

I'm frantic in your soothing arms 
I can not sleep in this down filled world 
I've found safety in this loneliness 
But I can not stand it anymore 
Cross my heart and hope not to die 
Swallow evil, ride the sky 
Lose myself in a crowded room 
You fool, you fool, it will be here soon

Purify. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, ale to pominę. I tak sporo już, jak na mnie, wulgaryzmów w tej recenzji, a tu by się  bez tego nie obyło, więc po prostu przejdę dalej, skończymy tę płytę i nigdy do niej więcej nie wrócimy. Możemy tak się umówić?

Truth and dare 
Peeling back the skin 
Acid wash 
Ghost white 
Ultra clean 
Wanna be skeleton 
Clear eyes 
Diamond eyes 
Strip the past of mine 
My sweet turpentine

All Within My Hands to piosenka z potencjałem kompozycyjnym. Jednak "właściwie" objawiła nam się dopiero na późniejszych koncertówkach Metalliki (akustycznej i symfonicznej). Słuchając wersji z St. Anger trudno połapać się w tym, że to ten sam numer, bowiem wypadł tu równie koszmarnie co reszta płyty.

Hate me now 
 Kill all within my hands 
 Hate me now 
 Crush all within my hands 
 Squeeze all within my hands 
 Choke all within my hands 
 Hate me now 
 Trap all within my hands 
 Hurry up and hate me now 
 Kill all within my hands


Będzie krótko, bo i nie ma o czym mówić. St. Anger to dla mnie płyta koszmarna, okropna, ohydna, fatalnie brzmiąca, ze słabymi kompozycjami będącymi tylko nikłym cieniem dawnej chwały. Metallica próbowała być młodzieżowa, jednak panowie brzmią po prostu jak stare dziady, które rozpaczliwie próbują ratować swoją sławę i pozycję na wszelkie możliwe sposoby. Naprawdę, trudno mi wskazać tu jednoznacznie pozytywne elementy. Jest może parę piosenek (konkretnie to dwie: Frantic i My World), na które jeszcze jestem skłonny przymknąć oko, ale musiałbym się bardzo wysilić. Generalnie jednak St. Anger to jeden wielki koszmar i, naprawdę, obiegowa opinia, która o niej krąży, jest nieprzesadzona. Czasem nawet mam wrażenie, że mówi się o niej zbyt łagodnie...

Ocena: 1/10


St. Anger: 75:04

1. Frantic - 5:50
2. St. Anger - 7:21
3. Some Kind of Monster - 8:25
4. Dirty Window - 5:25
5. Invisible Kid - 8:30
6. My World - 5:46
7. Shoot Me Again - 7:10
8. Sweet Amber - 5:27
9. The Unnamed Feeling - 7:08
10. Purify - 5:14
11. All Within My Hands - 8:48

niedziela, 15 marca 2020

"Ringo Rama" - Ringo Starr [Recenzja]


Skoro zadziałało w przypadku I Wanna Be Santa Claus, to Ringo postanowił nagrać kolejny album wedle sprawdzonej recepty. Ponownie na stanowisko producenta zaangażował Marka Hudsona, a na albumie pojawiło się wiele znanych nazwisk (by wymienić choćby Willie'ego Nelsona, Davida Gilmoura czy Erika Claptona). Płytę nagrywano w trzech studiach. Starr był wściekły na swoją wytwórnię - Mercury - za to, że niedostatecznie promowała I Wanna Be Santa Claus. Opuścił ją więc, a Ringo Rama wydał już pod patronatem nowej wytwórni - Koch.
Album wydano 25 marca 2003 roku i wylądował na 113. miejscu listy Top 200 Billboardu. Słabo? No, warto wspomnieć że to pierwszy notowany na tej liście album Starra od 1974 roku. Sprzedawała się nie najlepiej, ale warto zauważyć, że nie ma na tej płycie żadnego coveru, a w powstawaniu każdej piosenki brał udział Ringo.

Eye To Eye to zdecydowanie uderzenie z wysokiego C. Ringo pokazuje nam wszystko co ma, atakując nas dynamicznym, rockowym, a jednocześnie optymistycznym i chwytliwym kawałkiem. Z pewnością pierwsze, co rzuca się w oczy, to niemal hard rockowy charakter całości. Tak głośno i mocno Starr nie śpiewał chyba od czasu Devil Woman z albumu Ringo. No, powiem szczerze, że Ringo w wydaniu hard rockowym jak najbardziej do mnie przemawia. Nie przeszkadza nawet zbytnio wokal Beatlesa podciągnięty znacznie autotune'em. No cóż, lata już nie te i takie zabiegi są uzasadnione; bez tego pewnie nie dałoby się tego słuchać. A tak słucha się tego i to z wielką przyjemnością. Kawałek zaostrza apetyt na resztę longplaya.

Remember when I said "It don't come easy"?
That seems so long ago
Well, nothing's changed
And if you don't believe me
Look out your window

Kontynuujemy już o wiele delikatniej. Missouri Loves Company delikatnie sączy się z głośników i koi po tak mocarnym, hard rockowym uderzeniu. Warto zwrócić szczególnie uwagę na przepiękną melodię i świetne partie gitary, na której zagrał tu David Gilmour. Refreny może są nieszczególnie do zapamiętania, ale nic nie szkodzi. Przyjemność wynikająca ze słuchania całkowicie to wynagradza.

I've got to do what's best for me
That's finding you
I'll travel on near or far
Until I find
The place you are

Ringo Rama to pierwsza płyta Starra wydana po śmierci George'a Harrisona. Oprócz piosenki specjalnie poświęconej pamięci zmarłego przyjaciela, mamy tu też Instant Amnesia, który stanowi delikatnie odniesienie do jego twórczości. "Instant amnesia" to zwrot, którego George użył w piosence Blow Away z albumu George Harrison z 1979 roku. Ponownie mamy tu o wiele więcej gitar, bardzo ciężkie zwrotki i odrobinę bardziej popowe, acz wciąż nie ustępujące ciężarem refreny. Ringo zdecydowanie zechciał podważyć swój wizerunek optymistycznego i zawsze uśmiechniętego gościa od lekkich piosenek. Tu serwuje nam prawdziwego i rasowego rocka. I wychodzi mu to znakomicie. Sam Starr określa też swoją partię perkusyjną w tej piosence, jako swój najlepszy występ na tym instrumencie w ciągu ostatnich 15 lat. Rzeczywiście, Ringo za zestawem daje naprawdę czadu, ale pierwsze skrzypce grają tu gitary, a zwłaszcza porywająca solówka. Świetna, nieprzewidywalna i fajnie rozbudowana piosenka.

Instant amnesia
Makes you forget
Your worries
Your troubles
Forgives you your debt
Instant amnesia
It's already gone
You think you remember
Tomorrow you're wrong

Memphis In Your Mind to już jednak ponowna zmiana klimatu, tym razem na lekkiego rock and rolla spod znaku Elvisa Presleya czy Roya Orbisona. Mamy tu bardzo optymistyczną melodię, lekkie i chwytliwe refreny i świetne partie gitary. Może dlatego, że i tutaj wystąpił David Gilmour.

A cat has nine lives
But man you don't live twice
You can play for a price
With you granddaddy's dice

Najważniejsza piosenka na płycie. Never Without You to pożegnanie, skierowane przez Ringo do George'a Harrisona. Początkowo miało to być pożegnanie także z Johnem Lennonem i Harym Nilssonem, ale ex-Beatles uznał, że zrobiłoby się wtedy "za tłoczno". Starr zawarł tu cytaty z wielkich przebojów Harrisona: Within You Without You, Here Comes the Sun i All Things Must Pass. Jak nietrudno oczekiwać, jest to piosenka raczej wolniejsza, choć nie nazwałbym tego typową balladą. Mimo dość smutnego wokalu Ringo, jest tu odrobina optymizmu, jakby Starr mimo wszystko starał się wspominać przyjaciela raczej "na wesoło". Gościnnie na gitarze zagrał tu Eric Clapton, który - oprócz tego że jest przyjacielem Ringo - przyjaźnił się też bardzo z George'em. Gdy Ringo uznał, że nagra piosenkę dla Harrisona, natychmiast pomyślał o Claptonie. Zadzwonił do niego, a ten zgodził się bez wahania i umieścił tu niepowtarzalne frazy gitarowe, które przywodzić mogą styl gry George'a. Szczególnie solówka; to brzmi jak jakaś zapomniana partia gitary Harrisona. Przepiękne pożegnanie. Z klasą, ale i bez nadęcia. 

Here today, not alone
With my memories
Life is strange how things change
It's reality
You played a beautiful melody
That keeps on haunting me
I can always feel you by my side

And your songs will play on without you
And this world won't forget about you
Every part of you was in your song
No we will carry on
Never without you
Within you, without you
Here comes the sun is about you

Tu już mamy balladę pełną gębą. Imagine Me There to piosenka oparta głównie na gitarze akustycznej, ale w tle słychać też partie melotronu przywodzące na myśl Strawberry Fields Forever. W refrenach mamy nagłe zerwanie, jednak jest ono zupełnie niepotrzebne i psuje całkowicie niepowtarzalny klimat zwrotki. Głównie przez to piosenka robi o wiele słabsze wrażenie, niż mogłoby być, gdyby konsekwentnie pociągnięto nastrój budowany przez pierwszą minutę piosenki. Szkoda.

When the curtains move
In breezes unexpected
Don't you worry
You will always be protected
Imagine me there
Whne you see the dancing shadows
In the moonlight
You will always have my love
To make it alright

I Think Therefore I Rock N Roll. Po tym tytule łatwo przewidzieć, w jakim nastroju będzie utrzymana piosenka. Niestety, jest widocznie słabsza od poprzedników. Przypominać może większość wypełniaczy umieszczonych na znakomitej większości albumów Ringo. Ot lekki, optymistyczny rock and roll z refrenem, który niby jest chwytliwy, ale absolutnie nie zapada w pamięć. Jedyna różnica polega na tym, że - w ramach bardziej nowoczesnej produkcji - mamy tu mocniej podkręconej gitary. Reszta została po staremu.

I met the amazing woman
She means all the world to me
In her eyes I saw our future
She opened my mind to see
She's my serenity

Podobnie sprawa wygląda z Trippin' On My Tears, jednak ostatecznie to właśnie ten numer robi nieco lepsze wrażenie. Optymizm tu nie jest wymuszony, a partie zagrane na harmonijce wprowadzają nieco bluesowego klimatu. Melodia jest tu bardziej dopracowana, a wokale - bardziej chwytliwe. Od Ringo więcej się nie wymaga i ta piosenka jest taka, jakiej można by się od Starra spodziewać.

Why you can't that I'm dying?
I'm not a saint, but God I'm trying
It don't matter
If you're wrong or right
When you're walking the floor
And you're up all the night
I'll wait for you
If it takes a million years

Ponownie optymistycznie i niewymuszenie wypada Write One For Me. Kolejny lekki i "bardzo Ringo" kawałek. Bardzo fajnym akcentem natomiast jest gościnny występ legendy country - Willie'ego Nelssona.

Write one for me
Put the perfect words together
Write one for me
The melody to last forever
I don't have the song, so if you please
Tell her she's a right one for me

Bardzo ciekawie wypada natomiast What Love Wants To Be. Początkowo delikatna ballada, aż tu nagle następuje mocne poderwanie z ostrymi gitarami i dudniącą perkusją. W przeciwieństwie do Imagine Me There - tutaj takie coś działa i to bardzo dobrze. Świetna piosenka.

What love wants to be
Is a song that lasts forever
The perfect melody
When two hearts sing together
The moon can't shine without the sun
On my own I'm only one
Now I have a reason to believe

Love First, Ask Questions Later może natomiast lekko przypominać indyjskie fascynacje George'a (acz tylko momentami) poza tym to jednak typowa, acz bardzo przyjemna, ballada w stylu Ringo.

From all the masters through all time
There's just one truth we have to find
My love is yours, your love is mine
Baby, don't forget this
What comes around will go
I promise you won't regret this
Tomorrow never knows

Bardzo ciekawie wypada Elizabeth Reigns. Niby to ballada, niby optymistyczna przyśpiewka, a wychodzi z tego nietuzinkowy utwór.

The Queen mum is dead
But she lives in my head
Since the world was at war
We all felt her pain
But never complained
We all loved her more

English Garden to natomiast raczej średniak z podciągniętym autotune'em, do granic możliwości, głosem Ringo. Balladka brzmi tak sobie i kończy album raczej średnio.

I want you to see all of the flowers
We'll shoot to breeze for hours and hours
Buttercups grow, high at the towers
What do I see, I beg you pardon
Barbara and me in our English garden

Ringo Rama to zdecydowanie jedna z bardziej udanych pozycji w dyskografii Ringo. Owszem, po przesłuchaniu może niewiele zostaje w głowie, jednak podczas słuchania naprawdę dużo się dzieje. Mamy ballady, mamy optymistyczne country, a momentami Starr zahacza nawet o hard rock. Zdecydowanie bardzo ciekawy longplay. Nie zapominajmy jednak, że po Ringo nie ma co oczekiwać cudów. Album jest udany, ale tylko jeśli weźmiemy pod uwagę resztę płyt Beatlesa. Patrząc na longplay obiektywnie, to całość jest raczej średnia i znajdziemy tu tylko parę interesujących dźwięków. Jest to też pierwsza płyta, na której głos Ringo trzeba było tak znacząco ulepszać w studiu. No cóż, czas nikogo nie oszczędza i słychać w tych piosenkach, że dopadł i Starra. Na szczęście chociaż repertuarowo Beatles się tu trzyma, a Ringo Rama to przyjemna pozycja, z którą warto się zapoznać, szczególnie jeśli jest się fanem Ringo.

Ocena: 6/10


Ringo Rama: 49:52

1. Eye to Eye - 3:19
2. Missouri Loves Company - 3:33
3. Instant Amnesia - 5:12
4. Memphis in Your Mind - 3:13
5. Never Without You - 5:24
6. Imagine Me There - 3:55
7. I Think Therefore I Rock and Roll - 3:25
8. Trippin' on My Own Tears - 3:31
9. Write One for Me - 3:14
10. What Love Wants to Be - 3:03
11. Love First, Ask Questions Later - 4:45
12. Elizabeth Reigns - 3:57
13. English Garden - 3:17

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...