Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1981. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1981. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 sierpnia 2020

"Scissors Cut" - Art Garfunkel [Recenzja]


Najlepszym dowodem tego, że Art przez jakiś czas szedł falą rozpędu po rozpadzie Simon & Garfunkel, jest chyba to, że od Fate for Breakfast przestał odnosić komercyjne sukcesy. Scissors Cut to bowiem kolejny album, który nie trafił na listę Top 40 Billboardu, a żaden utwór nie stał się chociaż sezonowym przebojem. Płyta sprzedawała się średnio aż do czasu... koncertu z Paulem Simonem, który odbył się w Central Parku miesiąc po premierze Scissors Cut. To ponowne zejście się duetu Simon & Garfunkel obudziło na nowo zainteresowanie publiczności Artem.
W 1974 roku Art spotkał Laurie Bird - znaną fotografkę. Między nimi natychmiast nawiązała się nić sympatii, a wkrótce potem stali się kochankami. Zdawało się, że rozumieją się doskonale, i są wprost do siebie stworzeni. 5 lat później jednak Bird popełniła samobójstwo w hotelu w Nowym Jorku. Art był wówczas na planie filmu w Europie. Gdy się o tym dowiedział, całkowicie się załamał. To właśnie Bird zadedykował Scissors Cut.

Album rozpoczyna zarazem największy z niej przebój, a także w ogóle jeden z większych hitów Garfunkela (o ile którąkolwiek z jego piosenek można nazwać "hitem"). A Heart in New York zdecydowanie zasługuje na zyskaną popularność, gdyż to typowa dla Arta delikatna, lekka i przyjemna przy każdym odsłuchu piosenka o kojącej linii melodycznej, wysmakowanej aranżacji, znakomitych wokalach i nieprzyciężkawym tekście - tym razem opowiadającym o jednym z najukochańszych miast Garfunkela. Słowem: kompozycja dla tych, co lubią słuchać niebanalnego popu o uroczych melodiach i delikatnym brzmieniu.


New York
Like a scene from all those movies
But you're real enough to me
There's a heart
A heart that lives in New York

A heart in New York, a rose on the street
I write my song to that city heartbeat
A heart in New York, the love in her eyes
An open door and a friend for the night


Bez zaskoczeń prezentuje się także Scissors Cut. To delikatna, lekka kompozycja z ujmującymi od pierwszego przesłuchania refrenami i wokalami Arta. Nie zawsze Garfunkelowi zdarza się wkładać w piosenkę tyle uczucia i przekonania, co właśnie tu. Wyśmienity utwór.


"If they ever drop the bomb," you said
"I'll find you in the flames."
But now we act like people
Who don't know each other's names

Well, sometimes it makes me sad, you know
Sometimes it makes me smile
'Cause you know how the game goes, honey
We all eat it once in awhile


Up In the World jednak, dla odmiany, wypada już nieco mdło. Melodia jest mało wyrazista, a - choć wokalom absolutnie nie mam nic do zarzucenia - całość odrobinę nuży. Może już trochę za dużo tej melancholii i słodkości? Oderwane od peletonu wypada całkiem ładnie, jednak po poprzednich dwóch wypada nieporównywalnie słabiej.


You've come Up In The World
And it's such a shame
You made success of a dream
But it seems so empty now
With your weak excuses and your
Condescending ways and
Your all-too-frequent nights alone


Chciałoby się powiedzieć: chciałem, to mam. Słuchając Up In the World pomyślałem sobie, że trochę za dużo tej melancholii, a tu już za chwilę Hang On In rozpoczyna się... gitarą elektryczną. Sama piosenka to zdecydowanie bardziej dynamiczny utwór z chwytliwą melodią, uzależniającą partią na elektryku i znakomitych wokalach, bo - trzeba to przyznać - Art nie zawsze równie dobrze odnajdywał się w tych szybszych utworach. No, Hang On In może do szybszych utworów bym nie zaliczył, jednak zdecydowanie podbija puls i to się liczy.


Well the rain's fallin' down around you
So you cry yourself to sleep
I know love hurts when one doesn't love as deep
You're feelin' lost and empty
'Cause you gave yourself away
But don't be ashamed to cry
It's okay
But you've got to Hang On In
Baby, be strong
Love will always find a way


Powrót do delikatniejszych klimatów bez wątpienia gwarantuje nam So Easy to Begin. To kolejna piosenka dla zwolenników lekkiego, łatwo przyswajalnego i uroczego popu, do którego głos Garfunkela nadaje się wręcz idealnie. Ja byłem bardzo zadowolony, choć kompozycja raczej mnie na kolana nie powaliła.


I've been so far away from you while standing by your side
There were nights we were so in love, that lovin' made us blind
But that time is so far below us now, the memory's so thin
It's So Easy To Begin, but it's so hard to stop, this love
It's just so hard to stop
When a heart that's lookin' for lovin' leads you in


Bright Eyes, skoro osiągnęło wielki sukces, a nie było dostępne na każdym wydaniu Fate for Breakfast, trzeba by powtórzyć, by zagwarantować dobrą sprzedaż kolejnej płycie. Tak więc mamy tu piosenkę po raz drugi, jednak nie zamierzam jakoś szczególnie się tym oburzać, gdyż uwielbiam tę kompozycję i bardzo lubię do niej wracać. Również tutaj zrobiłem to z największą przyjemnością.


Bright eyes, burning like fire
Bright eyes, how can you close and fail?
How can the light that burned so brightly
Suddenly burn so pale?
Bright eyes


To nie tak, że nie lubię Can't Turn My Heart Away. Bardzo lubię, uważam że to kolejna piękna, mało wymagająca od słuchacza, acz ujmująca piosenka. Jednak po Bright Eyes mało która kompozycja byłaby w stanie w pełni mnie urzec. Może to właśnie dlatego po Can't Turn My Heart Away czuję pełen niedosyt, choć bez tej konfrontacji, lub w innym ułożeniu zapewne wypadałaby znacznie lepiej.


I know you've run out of time for a fool like me
It's all over now, you can't disguise
All these constant good-byes
I can't see, but I close my eyes and I walk away
And try not to hear the words you say
But I can't seem to turn my heart away
There's a feeling out tonight, you're beside me everywhere
Anyone would say, "It's over," but I just don't seem to care


The French Waltz utrzymany jest - jak nietrudno się domyślić - w rytmie walca. Bardzo lubię kompozycje tego typu, jednak ta niezbyt do mnie przemówiła. Wydaje się nieco zbyt przesłodzona i mało z niej zapamiętałem. Za to minus. Za sam rytm walca - plus.


Well there won't be no stars
Coming out in the sky
Tonight when my baby walks by
Oh they know that they can't hold a
Candle to the look in her eye

Now I know that I'm not
The wisest of men
I guess mines the look of a fool
But somewhere inside I feel everything
Looking at you


Zdecydowanie lepiej i mniej banalnie prezentuje się In Cars. To kolejna porcja uroczych melodii i wysmakowanej aranżacji, tym razem z towarzyszeniem - i tu niespodzianka - pobrzmiewającego w tle wokalu Paula Simona. Jego występ może nie jest zanadto imponujący, jednak to miłe mrugnięcie okiem do starych fanów Simon & Garfunkel. 


Went to school In Cars, in our cars, pretty girls
Cruisin' after the game, watchin' radio
Let your baby know In Cars, restaurant mobile
Two behind the wheel like double-neck guitars
In our cars


Równie zgrabnie wypada przepiękne, acz krótkie zakończenie w postaci That's Al I've Got to Say. Może i lepiej, że krótkie, bo dzięki temu nie wypada nazbyt słodko.

I've had time to write a book about
The way you act and look
But I haven't got a paragraph
Words are always getting in my way
Anyway, I love you
That's all I have to tell you
That's All I've Got To Say


Scissors Cut to typowy album Arta, ze wskazaniem jednak raczej na "te lepsze". Mimo, że znalazł się tu w zasadzie tylko jeden nieco bardziej dynamiczny utwór, całości udało się zachować poziom i nie zanudzić słuchacza. Wręcz przeciwnie: Garfunkel, mimo że stosuje dokładnie te same patenty, co niegdyś, potrafi urzec bezpretensjonalnością i szczerością wykonania. Nie ma tu ani jednego utworu, który mógłbym nazwać "słabym" bądź "wymuszonym". Jasne, są lepsze i gorsze, lecz żaden nie schodzi poniżej pewnego poziomu, co przecież nie zawsze się Artowi zdarzało. Scissors Cut jest więc idealnym wyborem na dłużący się wieczór z lampką wina, książką, bądź po prostu do relaksu. Wysmakowany pop na poziomie, jednak nie głupawy i chamski. To rzadkość, a Artowi wyjątkowo dobrze udaje się trzymać tu fason przez nieco ponad pół godziny, co gwarantuje 2 kwadranse przyjemnych doznań ze słuchania.

Ocena: 7/10


Scissors Cut: 32:10

1. A Heart in New York - 3:13
2. Scissors Cut - 3:49
3. Up in the World - 2:16
4. Hang On In - 3:46
5. So Easy to Begin - 2:56
6. Bright Eyes - 3:55
7. Can't Turn My Heart Away - 4:22
8. The French Waltz - 2:12
9. In Cars - 3:47
10. That's All I've Got to Say - 1:54

piątek, 17 kwietnia 2020

"Time" - ELO [Recenzja]


Time to bez wątpienia jeden z najbardziej kontrowersyjnych albumów Electric Light Orchestra (choć tu zespół podpisany jest jako ELO). Według jednych to porzucenie własnego brzmienia na rzecz synth-popu. Dla innych: to jeden z najważniejszych concept albumów w historii rocka i najważniejszy longplay zespołu prowadzonego przez Jeffa Lynne'a.
Zacznijmy więc może od tego, o czym jest ten longplay. Za pomocą piosenek jest tu opowiedziana historia mężczyzny, który z roku 1981 przenosi się w przyszłość - do 2095 roku. Tam staje w obliczu rozdarcia między coraz bardziej zaawansowaną technologią, a wartościami takimi jak miłość czy przyjaźń.
Już na Discovery czuć było zmęczenie Lynne'a brzmieniem, które stało się znakiem rozpoznawczym Electric Light Orchestra. Po tej płycie Jeff chciał poświęcić się już pracy producenta, jednak wytwórnia nie chciała z niego tak łatwo rezygnować; w końcu był kurą znoszącą złote jaja. Przypomnieli mu więc, że ELO ma jeszcze zakontraktowane 3 albumy z premierowym materiałem. Lynne, chcąc nie chcąc, musiał się z tego wywiązać i rozpoczęło to najsłabszy - według Jeffa - okres twórczy działalności zespołu. Sam muzyk mówi, że wszystko z tej dekady sprawia wrażenie dokładnie tego, czym było: muzyki robionej dla pieniędzy. Na Time postanowił nieco odświeżyć brzmienie na bardziej współczesne, więc opracował zestaw utworów synth-popowych, czerpiących sporo z reggae, nowej fali, czy rockabily, jednak wciąż z mocnymi naleciałościami The Beatles.
Mimo dość drastycznej zmiany stylu, Time zostało jednak bardzo dobrze przyjęte przez krytykę i publiczność trafiając na pierwsze miejsce w Wielkiej Brytanii i utrzymując się na tej pozycji przez 2 tygodnie. Płyta ponadto dwukrotnie pokryła się złotem i raz - platyną.

Prologue to, klasyczne już dla Electric Light Orchestra, rozpoczęcie albumu. Syntezatory imitują niejako orkiestrę i fundują słuchaczowi podniosły i okazały wstęp z narracją przetworzonego przez vocoder głosu, który wprowadza nas w historię.
O wiele bardziej bogaty brzmieniowo wydaje się jednak Twilight, czyli piosenka rozpoczynająca właściwą historię. Mężczyzna zasypia i nagle, po obudzeniu, orientuje się, że znalazł się w przyszłości. Próbuje odnaleźć się w nowym świecie. Osoba, która go tu przyprowadziła jednak go opuszcza, więc nasz bohater nie wie, jak się stąd wydostać. To rewelacyjny, dynamiczny utwór, który przywodzić może na myśl tak wspaniałe utwory otwierające jak Turn to Stone z Out of the Blue czy Tightrope z A New World Record. Syntezatory tworzą nie mniej bogate brzmieniowo tło niż symfonika, a mimo wszystko całość brzmi chłodniej i futurystycznie, co idealnie odzwierciedla treść opowiadanej historii. Lynne prezentuje tu kolejne znakomite wokale i wpadającą w ucho melodię. Świetne otwarcie.


The visions dancing in my mind
The early dawn, the shades of time
Twilight crawling through my windowpane
Am I awake or do I dream
The strangest pictures I have seen
Night is day, and twilight's gone away

Jeszcze bardziej futurystycznie wybrzmiewa rewelacyjny Yours Truly, 2095. Mimo dość żwawej muzyki, tekst wypada naprawdę smutno; to list, który mężczyzna wysyła do swojej żony w innej przestrzeni czasowej. Pisze w nim, że są tu roboty, które mogą robić dla niego wszystko, jednak czuje się tu osamotniony, gdyż nie zastąpią one ciepła i bliskości żywej osoby. Sam utwór jest bardzo szybki, ma ciekawie przetworzone wokale i kolejną wpadającą w ucho od pierwszego przesłuchania melodię. To zupełnie inne oblicze ELO, którego byśmy nawet się nie spodziewali, słuchając poprzednich albumów zespołu. Co ciekawe, i w takim wydaniu Lynne przekonuje i nie traci nic ze swojej melodyjności.


She's only programmed to be very nice
But she's as cold as ice
Whenever I get too near
She tells me that she likes me very much
But when I try to touch
She makes it all too clear

Bez wątpienia największym przebojem albumu jest olśniewający i wspaniały Ticket to the Moon. Zaczyna się tylko od głosu Lynne'a i akompaniamentu fortepianu, co przywodzi na myśl najpiękniejsze klasyczne ballady ELO. Po chwili dochodzą do tego klawisze imitujące smyczki, co również nasuwa skojarzenia ze starszym Electric Light Orchestra. Cały utwór jest bardzo delikatny, melodyjny i wpadający w ucho. Nasz bohater tęskni za swoją dziewczyną, jednak nie ma jak do niej wrócić, co sprawia, że jest na skraju załamania. Utwór spokojnie można zaliczyć, jako kolejny żelazny klasyk zespołu, który charakteryzuje się nadzwyczajnym wręcz urokiem i delikatnością, która szczególnie rzuca się w oczy przy porównaniu piosenki do reszty płyty.


Flying high above
Soaring madly through the mysteries that come
Wondering sadly if the ways that led me here
Could turn around and I would see you there
Standing there

Ticket to the moon
Flight leaves here today from Satellite Two
As the minutes go by, what should I do?
I paid the fare, what more can I say?
It's just one way

The Way Life's Meant to Be rozpoczyna się ponownie imitującymi smyczki syntezatorami, do których po chwili dochodzi gitara akustyczna. Po chwili aranż się jednak rozwija, jednak nieco mniejsze użycie syntezatorów, sprawia że piosenka jest nieco cieplejsza w wydźwięku. Bohater zdaje sobie sprawę, że życie w 2095 roku jest zupełnie inne od tego, jak wyobrażano sobie 100 lat temu. Ludzie są tu cisi, milczący, nie ma prawdziwych kwiatów, a i cała Ziemia nie sprawia wrażenie tak utopijnej krainy, jak się spodziewał. Gorzki wydźwięk skonfrontowany z raczej radosną muzyką. Piosenka jednak nie zachwyca mnie w takim samym stopniu jak poprzednie utwory, co jednak nie znaczy wcale, że jest słaba. Po prostu uważam ją za mniej przekonującą.


As I wander around this wreck of a town
Where people never speak aloud
With its ivory towers and its plastic flowers
I wish I was back in 1981
Just to see your face instead of this place
Now I know what you mean to me, ooh
And I wonder
Yes I wonder
Is this the life's meant to be?

Another Heart Breaks to kolejny raczej futurystyczny w brzmieniu utwór, tym razem jednak w przeważającej większości instrumentalny. Jedyne, co spaja ze sobą te 4 minuty, to główny beat. Poza tym mamy tu jednak i przetworzone wokale, i gitarę elektryczną, i motywy na syntezatorach. Bohater zdaje sobie sprawę, że, będąc tak daleko od domu i nie mając kontaktu ze swoją dziewczyną, może ona w końcu stracić cierpliwość i go porzucić. Bardzo ciekawy moment płyty.
Powrotem do nieco bardziej konwencjonalnego grania jest delikatny i balladowy Rain is Falling. W przyszłości rzadko pada deszcz, więc dzieci bardzo się boją burzy. Bohater stara się je uspokajać, przy okazji wspominając swoje minione życie i żonę, za którą tęskni. To kolejna piękna piosenka, która może nie zapada szczególnie w pamięć, ale brzmi naprawdę wspaniale i świetnie się jej słucha.


Looking from this window
A thousand rivers running past my door
Standing on an island
Looking for someone upon the shore
I can see it very clearly, nothing's really changed
Then lightning strikes across an empty sky

From the End of the World rozpoczyna się kolejnym motywem smyczkowym, przywodzącym na myśl poprzednie płyty ELO. Sam utwór to kolejny dynamiczny i rozpędzony kawałek, napędzany potężnym akompaniamentem syntezatorów. Bohater wreszcie odnajduje sposób, by skontaktować się ze swoją żoną z przeszłości i wysyła jej swoje wizje. Piosenka jednak specjalnie nie zachwyca, acz jest jak najbardziej interesująca i warta przesłuchania.


Oh you, you keep me hangin'
'Round and 'round and 'round and 'round
Oh you, look at the trouble I've found
You were no better before
I sent a letter before
I sent a dream to you last night
From the end of the world

I saw you last night but you couldn't answer
You were a lonely little sidewalk dancer
When I woke up I could not stand it
You were gone but I got to hand it to you

The Lights Go Down to kolejny raczej mało ciekawy utwór do zapomnienia, acz bardzo przyjemny w odsłuchu. Mimo dość radosnego wydźwięku, tekst to jeden ze smutniejszych momentów w tej opowieści. Bohater odnajduje wreszcie swoją żonę, tylko po to, by dowiedzieć się jednak, że w końcu zostawiła go dla innego mężczyzny. Jest szczęśliwy, że jej się udało w życiu, ale z drugiej strony nie może też uporać się z bólem związanym z jej utratą.


I believe things are going wrong
And the night goes on and on
All your dreas have flown away
And the sun won't shine today
The lights go down
The lights go down
The lights go down
A there's no one around

Here is the News to jednak powrót do wyższej formy. Całość oparta jest właściwie na tym samym podkładzie, jednak absolutnie nie nudzi, a wręcz hipnotyzuje. Zaprezentowane są tutaj wiadomości z przyszłości (w tle słychać nawet fragmenty "dzienników telewizyjnych"), które nie są niestety zbyt radosne. Znów - nie wpada to może w ucho, ale dostarcza sporo satysfakcji podczas słuchania.


Here is the news
Coming to you every hour on the hour
Here is the news
The weather's fine but there may be a meteor shower

Here is the news
A cure's been found for good old rocket lag
Here is the news
Someone left their life behind in a plastic bag

Nie gorzej jest też przy o wiele delikatniejszym i cieplejszym 21st Century Man. Mężczyzna dostrzega, jak smutna jest przyszłość, a ludzie w niej są zagubieni i samotni. Coraz bardziej tęskni za domem, gdy zauważa że rozwój technologiczny wcale nie doprowadził ludzi ku świetlanym czasom, a wręcz przeciwnie. Jeden ze smutniejszych momentów płyty.


One day you're a hero
Next day you're a clown
There's nothing that is in-between
Now you're a 21st century man

You should be so happy
You should be so glad
So why are you so lonely?
You 21st century man?

Hold on Tight to kolejny spory przebój ELO, który dziś jest chyba najbardziej pamiętanym utworem z Time. Bohater porzuca wreszcie marzenia o powrocie do przeszłości i ponownym spotkaniu z żoną, którą wie przecież, że straci. Radzi więc, by trzymać się swoich marzeń i patrzeć w kolejny dzień z nadzieją, nie zapominając o "dzisiaj". To bardzo dynamiczny i żywy utwór ze zwrotką zaśpiewaną w języku francuskim (tekstowo to jednak powtórzenie pierwszej zwrotki). Kolejny mocny punkt albumu.


When you get so down that you can't get up
And you want so much but you're all out of luck
When you're so downhearted and misunderstood
Just over, and over, and over you cold

Hold on tight to your dream
Hold on tight to your dream
When you see the shadows falling
When you hear that cold wind calling
Hold on tight to your dream

Całość kończy szalony i bogato brzmiący Epilogue z cytatami poprzednich piosenek, co ma tylko podkreślać spójność albumu i przemyślaną, zamkniętą całość.


Though you ride on the wheels of tomorrow
You still wander the fields of your sorrow



Time to zupełnie inne ELO, niż to, które poznaliśmy w latach 70. Próżno szukać tu okazałych, orkiestrowych aranżacji; tutaj rolę przewodnią pełnią syntezatory, które nadają całości chłodne, futurystyczne brzmienie. Czuć tu nieco zmęczenie Lynne'a projektem Electric Light Orchestra, jednak Jeff to muzyk z krwi i kości, który potrafi zakasać rękawy i wziąć się do roboty na poważnie. To właśnie dzięki jego niezwykłemu talentowi do niebanalnych melodii, a także pomysłu na zupełnie odmienne brzmienie, ta płyta wypada tak dobrze. Sama historia tu opowiedziana, jak najbardziej angażuje. Opowieść jest smutna, więc i nie można było oczekiwać od ELO ciepłej, radosnej i optymistycznej oprawy aranżacyjnej. Chłodne syntezatory ani trochę się nie zestarzały, a po latach brzmią nawet jeszcze mroczniej i sztucznie. Ta sztuczność jest jednak tu jak najbardziej zamierzona i jest celowym zabiegiem artystycznym. Mimo, że Time nie dorównuje poprzednim trzem longplay'om ELO (Xanadu nie liczę), to absolutnie nie można mówić tu o porażce. To kolejny wspaniały album, który niesie ze sobą coś więcej, niż tylko porcję lekkostrawnych melodii (zresztą same piosenki, mimo kolejnych rewelacyjnych melodii, nie sprawiają wrażenia robionych z myślą o byciu przebojowymi singlami). To zdecydowanie najtrudniejszy krążek Electric Light Orchetsra w odbiorze, głównie ze względu na pesymistyczny wydźwięk i chłodne brzmienie, ale po dokładniejszym zagłębieniu się w treść i oprawę muzyczną, dostrzegamy tu kolejną porcję wspaniałego i angażującego grania z najwyższej półki.

Ocena: 8/10


Time: 43:57

1. Prologue - 1:15
2. Twilight - 3:35
3. Yours Truly, 2095 - 3:15
4. Ticket to the Moon - 4:06
5. The Way Life's Meant to Be - 4:36
6. Another Heart Breaks - 3:46
7. Rain is Falling - 3:54
8. From the End of the World - 3:16
9. The Lights Go Down - 3:31
10. Here is the News - 3:49
11. 21st Century Man - 4:00
12. Hold On Tight - 3:05
13. Epilogue - 1:30

niedziela, 5 kwietnia 2020

"Mob Rules" - Black Sabbath [Recenzja]


W trakcie trasy promującej Heaven and Hell z zespołu odszedł Bill Ward. Czuł się coraz gorzej, a alkoholizm wcale nie pomagał skupić mu się na pracy. Na jego miejsce muzycy zatrudnili Vinny'ego Appice'a, który był wielkim fanem Warda i praktycznie od ręki był w stanie zagrać wszystkie partie perkusyjne piosenek Black Sabbath. Wniósł do zespołu nieco bardziej minimalistyczny, acz cięższy i mocniejszy styl gry.
Pierwszym utworem, który powstał po Heaven and Hell było The Mob Rules napisane z myślą o animowanym filmie science-fiction, Heavy Metal. Muzycy zamknęli się w domu w Los Angeles i tam tworzyli resztę materiału. Początkowo chcieli nagrać album również w domowym studiu, żeby zaoszczędzić, jednak Iommi nie potrafił osiągnąć brzmienia gitary, które chciał uzyskać. Próbował różnych sposobów, jednak ostatecznie skończyli nagrywanie w studiu Record Plant. 
Mob Rules okazało się jednak ostatnim albumem studyjnym Black Sabbath z Dio na wokalu, aż do 1992 roku. Materiał na Heaven and Hell tworzyli tylko Tony i Ronnie. Gdy do studia przyjechał jednak Geezer, sytuacja diametralnie się zmieniła. Gdy w Black Sabbath byli Bill Ward i Ozzy Osbourne, nie mieli nic przeciwko byciu "tymi mniej ważnymi" i trzymali się raczej na uboczu, robiąc miejsce dla dominujących osobowości, jakimi byli Butler i, zwłaszcza, Iommi. Dio jednak również okazał się być taki. Nie znosił, gdy ktoś mówił mu co robić, i miał ambicje by być liderem zespołu, twierdząc że sukces Heaven and Hell to jego zasługa. Tony i Geezer nie dawali jednak włazić sobie na głowę, co tworzyło konflikty. Za pisanie tekstów odpowiedzialni teraz byli zarówno Butler, jak i Dio, jednak prezentowali oni zupełnie odmienne stylistyki. Geezer lubił pisać o mrocznej rzeczywistości, o pokusach, wojnie, narkotykach, religii itp., podczas gdy Ronnie uciekał w świat fantastyki i opowiadał o demonach lub mrocznych kreaturach, za ich pomocą przemycając jakieś głębsze myśli. Gdy tych dwóch tekściarzy musiało współpracować, pojawiły się napięcia, w którą stronę skierować warstwę tekstową. Oliwy do ognia dolała jeszcze wytwórnia, która - zareagowawszy na sukces nowego składu Black Sabbath - zaproponowała Dio kontrakt na solowe projekty, co mocno podburzyło morale zespołu. Iommi i Ward wiedzieli już, że dla ich nowego wokalisty, zespół nie jest jedyną nadzieją na przyszłość i lada chwila może zostawić ich na lodzie, szczególnie biorąc pod uwagę jego dyktatorskie zapędy.
Album Mob Rules ukazał się 4 listopada 1981 roku i odniósł sukces, aczkolwiek nie jest już dziś tak dobrze pamiętany jak Heaven and Hell. Czy słusznie?

Turn Up the Night to wręcz wymarzone otwarcie, przebijające zdecydowanie Neon Knights. Niższy strój gitary i nieco mniej finezyjna, acz potężniej brzmiąca gra Vinny'ego Appice'a od razu przyniosły rezultaty, bowiem to naprawdę ciężka kompozycja z wręcz przeszywającymi solówkami Iommiego. Jednak to, że jest ciężka, nie znaczy bynajmniej że jest wolno i walcowato. To jak najbardziej dynamiczny utwór z wpadającymi w ucho, metalowymi refrenami i świetnymi wokalami Dio. Piosenka wciąga już od pierwszych dźwięków i nie odpuszcza ani na chwilę, przez 4 minuty zapewniając nam rewelacyjnie ciężką galopadę w stylu Black Sabbath z lat 80. 

Nighttime sorrow, taken like the pain
Black will not become white
It's all the same
Evil lurks in twilight, dances in the dark
Makes you need the movement
Like a fire needs a spark to burn

Nieco bardziej konwencjonalnie wypada Voodoo, jednak to wciąż ultra-ciężki i zadowalający kawałek. Piosenka nie ma może takiego wykopu, jak Turn Up the Night, ale trzyma poziom i wypada znakomicie. Poza rewelacyjnym i prostym riffem nie ma jednak o co się tu zaczepić uchem, bo melodia jest dość mało wyrazista. Na pochwałę zasługują muzycy, którzy grają tu z prawdziwą finezją i metalowym feelingiem. Całkiem nieźle wypada też Dio, chociaż wniósł tu nieco za mało swojej oryginalnej barwy i maniery, odśpiewując to bardzo dobrze, acz mało indywidualnie. Trochę gorzkich słów napisałem, ale przecież Voodoo to w gruncie rzeczy bardzo porządny i solidny metalowy kawałek.

Say you don't know me, you'll burn
You can refuse, but you'll lose, it's by me
Say you don't want me, you'll learn
Nothing you do will be new, 'cause I'm through

Bring me your children, they'll burn
Never look back, never turn
Cry me a river, you'll learn Voodoo

The Sign of the Southern Cross to jednak zupełnie inna para kaloszy Rozpoczyna się balladowo, ze znakomitym śpiewem Dio pełnym wyczucia i delikatności do wtóry gitary akustycznej. Po chwili wchodzi jednak ciężki i nośny riff, a cała kompozycja nabiera monumentalności. To najdłuższy utwór na płycie (prawie 8 minut), ale nie ma tu ani jednej zbędnej sekundy. Całość wypada potężnie, patetycznie i solidnie. Wszystko służy tu budowaniu napięcia, a monotonia podkreśla tylko znakomity ciężar i wokale Ronniego, które brzmią tu wyjątkowo zadziornie i chropowato. Tu jego teatralna maniera bardzo się przydaje, bo praktycznie cała dramaturgia oparta jest właśnie na wokalach, tak świetnie korespondujących z nisko strojoną gitarą Tony'ego. Piosenka przywodzi na myśl wczesny Black Sabbath, z mrocznym klimatem i nieodłącznie unoszącą się nad kompozycją grozą. Rewelacyjna rzecz.

From the book, the word is spoken
Whispers from forgotten psalms
Gather all around the young ones
They will make us strong

Reach above your dreams of pleasure
Given life to those who died
Look beyond your own horizons
Sail the ship of signs

E5150 to także powrót do mrocznie brzmiących zabaw z formą. Najpierw rozszyfrujmy może sam tytuł. Po rozbiciu go na części pierwsze otrzymujemy: E 5 1 50. To natomiast w notacji rzymskiej można odczytać jako E V I L. I wszystko jasne. To bardzo mrocznie brzmiąca, niepokojąca zabawa ciężko nastrojoną gitarą i syntezatorami, która może przyprawić o gęsią skórkę.
E5150 gładko przechodzi w mocny i dynamiczny riff rozpoczynający utwór The Mob Rules. To kolejny szybki, acz niepozbawiony ciężaru kawałek. Jest jednak dość konwencjonalny, więc nie ma co się bardzo nim zachwycać. Przewidywalnie, ale też z klasą i z odpowiednią dawką szybkości i ciężaru. Dobre granie, acz nie ma co za bardzo wychwalać pod (nomen omen) niebiosa.

Kill the spirit and you'll be blinded
The end is always the same
Play with fire, you burn your fingers and
Lose your hold of the flame, oh
It's over, it's done
The end is begun

If you listen to fools
The mob rules

Bardzo dobry, monotonny i chwytliwy riff pojawia się natomiast w rewelacyjnym Country Girl. To wyjątkowo ciężki, ale i melodyjny kawałek ze świetną linią wokalną, która wpada w ucho już od pierwszego przesłuchania. Znakomicie wypada też zwolnienie w połowie utworu, po którym następuje świetne solo Iommiego. 

In dreams I think of you
I don't know what to do with myself
Time has let me down
She brings broken dreams, fallen stars
The endless search for where you are

Poziom spada nieco przy raczej zachowawczym Slipping Away. Znowu jest tu całkiem niezły riff i dobre wokale, jednak piosenka niczym specjalnym się nie wyróżnia i jest raczej do zapomnienia. Nie twierdzę, że to słaby utwór, bez zalet i nie wart przesłuchania, ale po prostu to za mało.

Take a look at yourself, you've been running in a circle
Round and round you go, you're a start without an end
Start a new life, yeah, from the city of the gypsies
Running away, slipping away, right behind the plow

Falling Off the Edge of the World to niesłusznie zapomniana perełka z albumu. Zaczyna się lekko i balladowo, by po chwili uderzyć z całą siłą potężnym i dynamicznym riffem (echa The Sign of the Southern Cross). Dio śpiewa bardzo melodyjnie, ale i nie oszczędza się w mocniejszych momentach. To bardzo udana kompozycja, która jak najbardziej może się podobać.

Look out, there's danger, nowhere to run!
It seems like desperate measures but sometimes it has to be done
Over, it's over at last
There's a message inside as we build
A new life from the past

We're falling off the edge of the world
Yes, the edge of the world!
It's the end of the world

Najlepsze Sabbaci zostawili nam jednak na koniec. Over and Over to potężnie brzmiąca, monumentalna ballada, która przywodzi na myśl Lonely is the Word z poprzedniego albumu. Rewelacyjnie odnajduje się to Dio, na którego wokalu spoczęła cała odpowiedzialność za klimat piosenki. Riff bowiem jest dość monotonny, a i sekcja rytmiczna raczej gra w jednym tempie. Ronnie musiał więc na tyle zabłysnąć, by skupić na sobie uwagę i nadać kompozycji unikalnego brzmienia i mrocznego, dramatycznego klimatu. A co jak co, ale teatralność to specjalność Dio. Iommi nie zostaje jednak daleko w tyle, fundując nam zachwycające i przyprawiające o ciarki solo. Wspaniały utwór i najlepszy moment krążka, który swobodnie można zaliczyć do listy "Top 3 utwory Black Sabbath z Dio na wokalu" obok Heaven and Hell i Lonely is the Word.

Too many flames, with too much to burn
And life's only made of paper
Oh, how I need to be free of this pain
But it goes over, and over, and over, and over again


Mob Rules to tak naprawdę Heaven and Hell vol. 2. Owszem, dodano tu całkiem sporo ciężaru, jednak w kwestii kompozycyjnej nic się nie zmieniło. Dalej jest to dość konwencjonalny metal, któremu raczej daleko od osiągnięć zespołu w składzie z Ozzym. Zamiast tego dostajemy dość chwytliwe i wpadające w ucho, raczej monotonne utwory, które brzmią jak większość metalowej sceny tamtych czasów. Cieszy natomiast fakt, że pojawia się tu nieco więcej mocniej brzmiących i cięższych kompozycji niż na Heaven and Hell, które pod tym względem było o wiele lżejsze, nastawione raczej na szerszy odbiór. Mob Rules to nieco więcej ciężaru, jednak Tony wciąż jedzie raczej na sprawdzonych patentach, a Dio w pełnej krasie prezentuje swoją teatralną i egzaltowaną manierę wokalną, która nie wszystkim musi odpowiadać. Ja dość ją lubię w niewielkich dawkach, a tu Ronnie wyjątkowo nie szarżuje, więc może to nawet sprawiać przyjemność. Warto zwrócić też uwagę na Appice'a, który zaprezentował zupełnie inny styl gry niż Ward. Gra mniej finezyjnie i bez masy ozdobników, skupiając się bardziej na potężnym brzmieniu, dzięki czemu same utwory wypadają bardziej minimalistycznie i potężniej. Podsumowując: jeśli komuś spodobał się Heaven and Hell, to i Mob Rules może przypaść mu do gustu. Ja oceniam te albumy dość podobnie, aczkolwiek Mob Rules brzmi odrobinę spójniej i momentami dzięki sporej dawce ciężaru może przywodzić na myśl nieco starsze dokonania Black Sabbath. Bardzo dobry album, acz bardziej dla miłośników bardziej konwencjonalnego, modnego wówczas metalowego grania w lekką domieszką Black Sabbath, niż dla starszych wielbicieli "prawdziwego" Black Sabbath z Ozzym na wokalu.

Ocena: 8/10


Mob Rules: 40:25

1. Turn Up the Night - 3:42
2. Voodoo - 4:32
3. The Sign of the Southern Cross - 7:46
4. E5150 - 2:54
5. The Mob Rules - 3:14
6. Country Girl - 4:02
7. Slipping Away - 3:45
8. Falling Off the Edge of the World - 5:02
9. Over and Over - 5:28

poniedziałek, 24 lutego 2020

"The Fox" - Elton John [Recenzja]


The Fox to już piętnasty solowy album Eltona Johna. Jednak to właściwie wszystko, co mogłoby uchodzić za pozytywne związane z tą płytą (poza muzyką, rzecz jasna). Zacznijmy od tego, że jest to płyta nagrana tylko po to, by Elton mógł utrzymać tempo wydawania (jedna płyta rokrocznie). Większość materiału na ten album to odrzuty napisane podczas sesji do 21 at 33. Płyta sprzedała się w Stanach Zjednoczonych w zaledwie trzystu tysiącach kopii, co jest jednym z najgorszych wyników sprzedażowych Brytyjczyka. Nie najlepiej było też w innych krajach, a The Fox udało się osiągnąć jedynie srebro w Wielkiej Brytanii. Także i single radziły sobie raczej średnio, nie wchodząc nawet do pierwszej dziesiątki zestawień.
Do każdej z piosenek powstał teledysk i płyta była jedną z pierwszych, które doczekały się zwizualizowania w całości (ostatnio głośno było o tym za sprawą Metalliki, która stworzyła teledyski do każdego z utworów z albumu Hardwired... To Self-Destruct). Płytę wyprodukowali Clive Franks oraz Chris Thomas, który później miał współpracować z Eltonem nad wieloma płytami w latach 80. i 90. Jeśli chodzi o samych autorów, to ponownie udział Berniego Taupina w tworzeniu tekstów był ograniczony, gdyż znalazły się tu tylko 4 jego teksty; tyle samo Elton dostał od Gary'ego Osborne'a oraz 1 od Toma Robinsona. Co ciekawe, to nie Elton jest samodzielnym kompozytorem wszystkich piosenek; w części suity Carla/Etude/Fanfare/Chloe pomagał mu James Newton Howard, a pod Nobody Wins podpisany został Jean-Paul Dreau.

Zaczynamy szybkim, dynamicznym i "motywującym" Breaking Down Barriers. W tej piosence Elton zdecydowanie uderza wszystkim, co ma, i pokazuje że nie zapomniał wciąż jak tworzyć proste, acz chwytliwe i szybkie piosenki (czego wyraźnie było brak na poprzednich kilku longplayach). W porównaniu do Victim of Love i 21 at 33 w jego głosie czuć też więcej emocji i zaangażowania, w związku z czym i jego wokalizy wypadają naprawdę dobrze. Aranż, mimo że mocno siedzący w początku lat 80, zdecydowanie się tu sprawdza i ma swój urok. Szybkie popowe piosenki generalnie są krótkie, żeby nie zamęczyć, natomiast tu mamy prawie 5 minut, a mimo to i tak nic tu nie nudzi i dużo się dzieje. Szczególnie ciekawe jest zwolnienie w środkowej części, krótka solówka gitarowa i ponowne przyspieszenie. Otwarcie z fasonem.


I recall how it used to be
In my younger days
I built a wall all around my heart
To keep the pain away
I built it tall and I built it wide
I left no room for doubt
Your love stll found its way inside
And couldn't get back out

Bardziej swingująco - acz wciąż "ejtisowo" wybrzmiewa natomiast bujające Heart In the Right Place. Od czasu do czasu mamy to przebijające się fajne partie gitary, są tu też dobre wokale Eltona, genialne wstawki fortepianowe, a jednak sama kompozycja jest mocno przeciętna i nie zachwyca. Mimo, że słucha się tego przyjemnie, to nie zapada to w pamięć i jest praktycznie do zapomnienia (zapamiętać można ewentualnie urywek melodii z głównej frazy). 

I've got a good by-line, they all know my name
The queen of the sly line, I feed on your fame
But I got my heart in the right place, it's all in the game

Bardzo słabo wypada natomiast Just Like Belgium. Tu sama piosenka jest po prostu słaba i nic jej nie uratuje. Rzecz jasna mamy tu znakomite wokale Eltona, jednak całość po prostu jest nijaka. Jednostajny aranż utrudnia tylko zaczepienie się uchem o cokolwiek, a francuskie szepty w tle to kolejne dziwactwo, które trudno zrozumieć. Beznadziejny numer.

Just like a hustler when they look attractive
It's nothing more than a slap on the back
The price tag of being just a little bit different
The first rule to learn is to keep your own distance

Najbardziej plastikowym aranżem odznacza się jednak Nobody Wins. Chociaż, ciekawa sprawa, ta piosenka wcale jednak nie jest taka zła, a właściwie jest nawet całkiem w porządku i fajnie się tego słucha. Zupełnie nietypowa rzecz, jak na Eltona. Mimo "niepoważnego" aranżu, melodia jest naprawdę wzniosła, a i mamy tu bardzo ciekawy tekst (wyśpiewany również przez Johna po francusku, pod tytułem J'veux de la Tendernesse). Daje tej piosence plus już za samą oryginalność i unikatowość w stosunku do dotychczasowego repertuaru muzyka. A za fajne wrażenia z odsłuchu dodaję kolejny.

And in the end, nobody wins
When love begins to fall apart
And it's the innocent who pay
When broken dreams get in the way
The game begins, the game nobody wins

Niemrawo wypada natomiast ponownie bardzo słabe Fascist Faces, które najlepiej sobie w ogóle odpuścić. I znowu: tylko wokale jakoś tam się bronią, natomiast sama kompozycja to ewidentny niewypał.

'Cause I've seen your fascist faces
On the cover of the national papers
Staring out in black and white
From the tall gray walls on the other side

Z wyższej półki mamy natomiast pół-symfoniczną suitę Carla/Etude/Fanfare/Chloe, do której Elton wielokrotnie wracał po wydaniu albumu. Całość trwa niespełna 11 minut, ale absolutnie nie ma na co tu narzekać. Lwia część nagrania to orkiestracja z przewodnią linią fortepianu rodem z filharmonii. Warto też zauważyć, że mamy tu naprawdę piękny motyw. Dopiero jakoś około połowy pojawiają się dźwięki przypominające nam, że mamy do czynienia z popowym albumem lat 80. Syntezatory, klawisze, dzwonki, perkusjonalia... Mamy tu kolejny fajny motyw, który wpada w ucho i jest powoli rozszerzany. Najpiękniejszy jednak jest moment, gdy ponownie wchodzi fortepian i wokal Eltona. Chloe to naprawdę piękna piosenka; delikatna, liryczna, mogąca przywodzić na myśl najlepsze osiągnięcia artysty na polu balladowym, którego przecież jest absolutnym wirtuozem. Tu zdecydowanie nie zawodzi, fundując nam love song w najlepszym stylu. Lata 80. schodzą na bok, a Elton proponuje balladę w starym, orkiestrowym stylu, mogącą przywodzić na myśl najlepsze momenty takich płyt jak Elton John czy - zwłaszcza - Blue Moves. Zwrotka jest o wiele bardziej klimatyczna i delikatna, natomiast w refrenie mamy nagły zryw i robi się odrobinę dynamiczniej, co stanowi fajny kontrast i podbija tylko atrakcyjność utworu. Zdecydowanie najlepszy moment krążka i jeden z lepszych fragmentów dorobku Eltona lat 80. 

How come you're so understanding
When I tell you all my lies
And pretending to believe them
See through all my alibis
And I need you more than ever
And I want you till the end
Chloe

Po chwili Elton podbija jednak temperaturę i funduje nam kolejną petardę, zatytułowaną tym razem Heels of the Wind. Piosenka trzyma poziom Breaking Down the Barriers, a więc ponownie ma niewymuszony dynamizm, jest szybka, radosna i na poziomie, którego można by oczekiwać po tego typu popowych kompozycjach. Jest naprawdę fajnie.

And just for the sake of all these reasons
Rains wash out the fires within
Fires that help to keep you moving
Just a kick away from the heels of the wind

Zmieniamy jednak nastrój przy Elton's Song. Jest to piosenka o zdecydowanie większej dawce emocjonalnej i warto poświęcić jej uwagę. Mimo, że wydano ją na tym albumie, nagrana została już 2 lata wcześniej, jednak Eltonowi zabrakło odwagi, by ją opublikować. Gdy tak się jednak stało, została ona zbanowana w kilku krajach. Tekst bowiem opowiada o homoseksualnej miłości dwóch chłopców, a właściwie o miłości platonicznej, gdyż piosenka ta to wzdychania miłosne jednego chłopca do drugiego. Tekst napisał Tom Robinson i nazwał ją Elton's Song, jako piosenkową deklarację orientacji seksualnej muzyka. John okrasił ją przepiękną muzyką i emocjonalnymi wokalami, a James Newton Howard napisał do tego wszystkiego okazałą orkiestrową partyturę. Wyszła z tego przepiękna ballada o niemałym ładunku emocjonalnym, której trudno wysłuchać bez wzruszenia; jak nie nad tekstem, to nad piękną muzyką i wykonaniem. 

Sitting in my room
I've got it bad
Crying for the moon
They think I'm mad
They say it isn't real
But I know what I feel and I love you

But I would give my life
For a single night beside you

Album także kończy ballada. The Fox to kolejny bardzo interesujący numer z wstawkami harmonijki ustnej w bluesowym stylu. Mimo, że piosenka jest dość zachowawcza, to ma jak najbardziej swój urok i słucha się tego bardzo dobrze. Kolejny wolny numer w stylu Eltona i na poziomie. 

And for mile after mile you'll never see me tire
You'll never see me slow down, for a while
'Cause I am the fox, like it or not
I'm always gonna be there running over the rock
Yes I am the fox, fascinating cross
Of sharp as a whip and though as an ox
Yes I am the fox


Chyba jeszcze nigdy nie miałem problemu z oceną jakiegoś albumu Eltona, jak mam przy okazji The Fox. Z jednej strony 1/3 piosenek to ewidentne niewypały, które ciągną płytę niemiłosiernie w dół. W dodatku zostały tak rozłożone, że potrafią skutecznie zepsuć słuchanie całej strony A. Zwykle mówi się, że to druga strona longplaya jest gorsza, a tu jest odwrotnie; wszystko, co złe, John upchnął na stronie A, w związku z czym początek może nieco odstręczać, mimo obecności bombastycznego Breaking Down the Barriers i nietypowego Nobody Wins. Warto jednak wytrwać, gdyż strona B to już jednak same udane kompozycje, z których najsłabiej wypada dynamiczne Facist Faces (chociaż też trzyma poziom). Mamy tu i rozbudowaną suitę Carla/Etude/Fanfare/Chloe i dwie piękne ballady: Elton's Song oraz utwór tytułowy. Cała produkcja mocno siedzi w latach 80., jednak generalnie nie przeszkadza to zbytnio w odsłuchu. Koniec końców oceniam The Fox pozytywnie, jednak przez złe ułożenie utworów i po prostu zbyt dużą ilość wypełniaczy, nie mogę dać jej wyższej oceny niż następująca. A chciałbym.

Ocena: 5/10


The Fox: 45:48

1. Breaking Down Barriers - 4:42
2. Heart in the Right Place - 5:15
3. Just Like Belgium - 4:10
4. Nobody Wins - 3:40
5. Fascist Faces - 4:46
6. Carla/Etude - 4:46
7. Fanfare - 1:26
8. Chloe - 4:40
9. Heels of the Wind - 3:35
10. Elton's Song - 3:02
11. The Fox - 5:20

wtorek, 10 grudnia 2019

"Stop And Smell the Roses" - Ringo Starr [Recenzja]


Podchodząc do swojego pierwszego albumu w latach 80. Ringo Starr postanowił wrócić do pomysłu, który konsekwentnie realizował przy swoich pierwszych płytach w latach 70. (tych z solowym materiałem), a mianowicie poprosił swoich przyjaciół z The Beatles o napisanie mu premierowych piosenek. Podczas odwiedzin w mieszkaniu Johna Lennona, ten podarował mu piosenkę Life Begins at 40, którą pierwotnie napisał z myślą o swoim albumie Double Fantasy, jednak ostatecznie nie trafiła ona na płytę, a Lennon natychmiast skojarzył ją ze stylem Starra. Po śmierci Johna, Ringo jednak zaniechał włączenia jej na płytę i jedyna dostępna wersja tej piosenki, to domowe demo nagrane przez Lennona, jako szkic, umieszczone na albumie John Lennon Anthology z 1998 roku.
16 maja 1980 roku, Ringo odwiedził Paula i Lindę w pokoju hotelowym w Cannes. Poprosił tam McCartneya, by napisał mu parę piosenek, wyprodukował jego nowy album, lub chociaż zagrał w jakiejś piosence. Paul się zgodził; napisał 2 piosenki, a zagrał i wyprodukował ostatecznie 4 (2 napisane przez siebie, jedna przez Starra, która ostatecznie nie trafiła na longplay plus cover Sure To Fall). Ringo rozpoczął nagrywanie płyty - zatytułowanej roboczo Can't Fight Lightning - we Francji 11 czerwca i kontynuował przez 10 dni.
Następnie dostał piosenki od Stephena Stillsa, Ronniego Wooda (Rolling Stones) i Harry'ego Nilssona. 10 listopada zadzwonił do George'a Harrisona z tą samą prośbą, którą złożył Paulowi. George zgodził się i podarował mu piosenkę Wrack My Brain. Ponadto Harrison wyprodukował też piosenkę You Belong To Me, a także miał w planie podarować Ringo All Those Years Ago, nad którym razem pracowali. Starr uznał jednak, że jest to za ciężkie dla niego do zaśpiewania i odmówił (a piosenkę ostatecznie nagrał wraz z Ringo i Paulem sam George, umieścił na albumie Somewhere In England, a utwór stał się sporym przebojem).
13 lutego album został ostatecznie zmiksowany, a tytuł został zmieniony na Stop And Smell the Roses.

Płytę rozpoczyna piosenka podarowana Ringo przez Paula - Private Property. Utwór ten jest typowy, jeśli chodzi o melodię, do tego, co w tamtym czasie robił McCartney (album McCartney II). Najbardziej ten utwór przypomina mi chyba kawałek Coming Up ze wspomnianego albumu. Głównie chyba przez tak wyraźną obecność dęciaków. Poza tym piosenka jest bardzo przyjemna w odbiorze, dynamiczna i wpadająca w ucho. Jedyne, co bardzo mi się tu nie podoba, to śpiew Ringo; zupełnie, jakby zeszło z niego powietrze i nie chciało mu się zbytnio śpiewać, a szkoda, bo żal zmarnowanego potencjału.

Love monopoly
My philosophy
Don't go fooling with private property

'Cause she's mine, she belongs to me
And we'll get on fine as long as you agree

Singlem promującym album był utwór Wrack My Brain, napisany i wyprodukowany przez George'a Harrisona. Również i ten utwór nawet aranżacyjnie świetnie wpasowałby się na wydany niewiele wcześniej longplay "cichego Beatlesa", Somewhere In England. Tutaj Ringo, jakby wokalnie nieco się budzi i śpiewa z nieporównywalnie większym animuszem. Refren wpada w ucho, są tu ciekawe efekty syntezatorowe i nietypowe rozwiązania muzyczne. Podoba mi się ten numer i uważam, że o wiele lepiej spełniałby się pod indeksem pierwszym, aniżeli średniak napisany przez McCartneya, a jeszcze gorzej zaśpiewany przez Starra.

What I have, you don't want
What you want, I can't give
I got out of touch with you and yours 
The way that you live

I try to do my best for you
While the sky pours down the rain
Wrack my brain

Drumming Is My Madness to już utwór, który Ringo dostał od Harry'ego Nilssona. Piosenka przyjemnie sączy się z głośników, a uroku i dynamiki dodają jej świetnie poprowadzone dęciaki i wybrzmiewająca w tle gitara, przywodząca na myśl zagrywki Harrisona. Bardzo przyjemny numer.

Do you think I'm sexy?
Do you think I'm silly?
Try a little tenderness, too

Drumming is my middle name
Drummking makes me go insane

Kolejny utwór napisany dla Ringo przez Paula to już rzecz zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Attention to bowiem nie tylko świetny kawałek, ale i popis wokalny Starra, który sięga tu po swoją najbardziej rozpoznawalną manierę; śpiewa więc ze znakomitym feelingiem, dynamicznie, ale jednocześnie ze spokojem. Wspierany jest tu przez Paula i Lindę (między innymi), ale to właśnie on gra tu pierwsze skrzypce. Sama piosenka jest o poziom wyżej od Private Property, jednak na płytach McCartneya byłaby to rzecz zdecydowanie słaba. Przykro to mówić, ale ex-Beatles odstawił po prostu tu fuszerkę, idąc po najmniejszej linii oporu, pisząc 2 średniaki, które mają niezłe melodie, ale po prostu jak na takie nazwisko, to wciąż za mało. Ringo robi tu co może, i za to plus, ale słabej kompozycji to już nic nie uratuje.

Your love is fine
Your love can be mine

Come on, baby, give it all you've got
Get into the power of the plot
You know we'll only get it if we try
Give it your attention for a while

Fajniej brzmi za to tytułowe Stop And Take the Time To Smell the Roses, napisane przez Starra wespół z Nilssonem. I jest to dopiero drugi naprawdę godny uwagi utwór na stronie A (po Wrack My Brain). Pozornie piosenka niczym się nie wyróżnia, jednak słuchanie jej dostarcza sporej przyjemności i po prostu robi się sympatycznie. Fajny tekst, zaśpiewany naprawdę fajnie przez Ringo i świetny aranż. Po perkusiście The Beatles nie ma co więcej oczekiwać. I jeśli podejdzie się do tego pod tym kontem, to można czuć się ukontentowanym po wysłuchaniu tego utworu.

Well, I was walking down the street the other day
You know, and I said to myself, what's all this hurry
What's all this hustle and bustle
Why don't I just stop, look at the pretty roses
Smell them for one moment, take the times to see
Take the time to smell, have a good time in life
Don't let everything pass you by, you're only here once
And I've been here longer than most of you

Stronę B albumu rozpoczyna kawałek napisany przez Ringo i gitarzystę The Rolling Stones, Ronniego Wooda, Dead Giveaway. Piosenka ta nie jest jednak niczym niezwykłym, a powiem nawet że jest rzeczą słabą i kompletnie się nie wyróżniającą. A jeśli mówię to w kontekście płyt Ringo, to znaczy, że naprawdę nie jest dobrze.

People like you see it coming a mile off
Find it hard staying in line
It's not that no one really hears you
Just that nobody really cares
Like someone who's just seen the light
Like someone looking for a fight
Same thing every day, being foolish
Being asked to lose your seat
Don't look to me asking
To be helped up to your feet

Ringo lubi sięgać po klasyki amerykańskiej muzyki rozrywkowej, więc nie dziwi na tej płycie obecność You Belong To Me, którego okres świetności przypadł na lata 50. Słychać tu jednak, że Starr dobrze czuje się w takim repertuarze i że to naprawdę jego bajka. Śpiewa luźno, z feelingiem i łatwo wyczuwalną radością. Przyjemnie.

See the jungle when it's wet with rain
See the ocean from a silver plane
Just remember till you're home again
You belong to me

I'll be so alone without you
Darling, you'll be lonesome too and blue

Kolejny poprawnie wykonany cover z lat 50. Sure To Fall. Jak wyżej. Ciekawostką jednak jest, że ten utwór wyprodukowany został przez Paula, który zresztą udzielał się tu też instrumentalnie.

For lovin' you
Is the natural thing to do
I want you for the rest of my life

So hold me tight
Let tonight be the night
Darlin' don't ever let me go

Kolejny premierowy utwór na tej płycie Ringo dostał w prezencie od Stephena Stillsa. You've Got a Nice Way to rzecz niewątpliwie przyjemna do słuchania, jednak nie ma szans, bym ją zapamiętał, choćby nawet i podczas słuchania. Piosenka bezbarwna i powstała właściwie chyba na zasadzie prostego schematu Rzeczy, Które Muszą Być, By Była Piosenka.

Being' in love with you
Is like growing up into a child
All you got to do is look at me
Nothing I can do but smile
Back a few years ago I was blind
Now I can see for miles
Baby, you saved me, loving me
Will you stay for a while?

Album kończy uwspółcześniona wersja Back Off Boogaloo, czyli jednego z większych przebojów Ringo. Utwór oryginalnie wydany został w 1972 rok, a tekst odczytywany był jako atak na McCartneya i krytykę muzyki, którą ten tworzył po rozstaniu z The Beatles. Piosenka była wielkim przebojem i słusznie, gdyż to jeden z lepszych utworów Ringo (jego wielbicielem jest też... Paul). Ta wersja wzbogacona została o solo gitarowe z początku It Don't Come Easy, a także - niestety - o wiele słabszymi wokalami Starra. Bez znakomitych chórków i wigoru, który tak charakteryzował pierwowzór, to wykonanie nie ma żadnego sensu. Ringo śpiewa tu, jakby jedną nogą był już w samochodzie do domu, doszło tu trochę dęciaków, a chórki, zamiast podbijać dynamikę, wprowadzają niepotrzebny bałagan. Zbędne nagranie.

You think you're a groove
Standing there with your boogie shoes
And your stocks that match your eyes

Get yourself together now and give me something tasty
Everything you try to do, I know it sure sound wasted

Back off boogaloo
What you think you're going to do
I going to flash right from the start


Stop And Smell the Roses to zdecydowanie słabszy album Starra. Nie wymagam od Ringo wiele, może nawet wymagam od niego za mało. Ale fakt faktem jest, że jedynym powodem, dla którego jest sławny, jest to że był perkusistą The Beatles. Gdyby swoją karierę miał budować tylko na swoich solowych osiągnięciach, to do dzisiaj pies z kulawą nogą by o nim nie słyszał. Ta płyta zdaje się tylko potwierdzać tę tezę. O ile jego płyty to przeważnie średniaki, to Stop And Smell the Roses to rzecz fatalna. McCartney odwalił tu fuszerkę, a Ringo przez większość czasu śpiewa, jakby mu się nie chciało. Jedynie Harrison postanowił naprawdę pomóc przyjacielowi, a nie tylko dać mu odrzut ze swoich sesji do akurat nagrywanego albumu. Wszystko nagrane i śpiewane jest na jedno kopyto. Mimo mnogości producentów (aż sześciu) to płyta jest nagrana w tym samym, oklepanym stylu. Przeważnie płyty Starra są chociaż przyjemne. O tym krążku, nie można nawet tego powiedzieć. To po prostu zły album.

Ocena: 2/10


Stop and Smell the Roses: 32:23

1. Private Property - 2:44
2. Wrack My Brain - 2:21
3. Drumming is My Madness - 3:29
4. Attention - 3:20
5. Stop and Take the Time to Smell the Roses - 3:08
6. Dead Giveaway - 4:28
7. You Belong to Me - 2:09
8. Sure to Fall - 3:42
9. You've Got a Nice Way - 3:33
10. Back Off Boogaloo - 3:16

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...