piątek, 7 lutego 2020

"Scream" - Ozzy Osbourne [Recenzja]


Na kolejny solowy album fani nie musieli czekać aż tak długo, bowiem Scream ukazał się zaledwie 3 lata po bardzo dobrym Black Rain. Ozzy Osbourne zaszył się w swoim studiu, które nazwał "Bunkier" w swoim domu w Los Angeles, ponownie zaprosił do współpracy Kevina Churko, z którym wspólnie wyprodukował już poprzedni album i wzięli się za pisanie materiału. W sumie napisali samodzielnie 6 utworów, a w 5-ciu pozostałych pomógł im klawiszowiec, Adam Wakeman (syn Ricka Wakemana z zespołu Yes). Ozzy uznał, że pora na zmianę warty i do nagrywania płyty nie zaprosił Zakka Wylde'a. Jego wybór padł na młodego gitarzystę greckiego pochodzenia, Konstantinosa Karamitroudisa, znanego z power-metalowego zespołu Firewind, jako Gus G. Na basie pojawił się Blasko, na klawiszach - po raz pierwszy - wspomniany już Adam Wakeman, a na perkusji zagrał Kevin Churko, jednak wpisany został Tommy Clufetos, z racji, że był wówczas w koncertowym zespole Ozzy'ego. Osbourne wspomina, że nagrywanie płyty zajęło mu aż 18 miesięcy. Rzecz jasna, nie dzień w dzień, gdyż - poza aktywnym koncertowaniem - był w tym czasie także zajęty, najpierw pisaniem (no, z pomocą ghost writera), a później promocją swojej autobiografii Ja, Ozzy.
Początkowo album zatytułowano Soul Sucka, jednak pomysł ten został stanowczo oprotestowany przez fanów, w związku z czym zmieniono to po prostu na Scream. Album uznano za komercyjną porażkę, porównując wyniki z pierwszymi longplayami Ozzy'ego, jednak płyta całkiem nieźle poradziła sobie na listach przebojów, bowiem osiągnęła 4. miejsce na liście U.S. Billboard 200, a także 12. na UK Albums Chart, a ponadto dość solidnie i wysoko usadowiła się na listach na całym świecie (w Polsce aż na 3.).
Mamy tutaj też całkiem dobrą okładkę (jak na płyty Ozzy'ego), na której wróciło wreszcie oryginalne logo Osbourne'a, po raz pierwszy od czasu The Ultimate Sin. Do motywu ze skrzydłami Ozzy już podczas swojej kariery sięgał przy okazji No More Tears, z tym że tam były one ledwo zauważalne. Tutaj są to już potężne anielskie skrzydła (natomiast z kolei na okładce Ordinary Man z 2020 skrzydła już na pewno nie są "anielskie").
Scream, podobnie jak Black Rain, wydane zostało w kilku formatach. Oczywiście w standardowym, międzynarodowym, a ponadto: do wydania w serwisie iTunes dorzucono One More Time, w wydaniu japońskim znalazło się Jump the Moon, a gdy kilka miesięcy później ukazało się dwupłytowe Scream - Tour Edition, na drugim krążku znalazły się wspomniane dwa utwory, 4 nagrania koncertowe (Bark at the Moon, Let Me Hear You Scream, No More Tears i Fairies Wear Boots), a także kolejny, poprzednio niewydany kawałek, Hand of the Enemy

Zaczynamy zdecydowanie mocnym uderzeniem, gdyż Let It Die to z całą pewnością najlepszy utwór na płycie. Najpierw riff główny, trochę dziwaczny, przyznaję, ale zaraz potem akcja nabiera tempa i nasze uszy atakuje rozpędzona kanonada. Po chwili wszystko spowalnia i miejsce poprzedniego zastępuje nowy motyw, tym razem zdecydowanie cięższy i powoli kroczący. Następnie wchodzi Ozzy, który skanduje tekst, i wiemy już, że Książę Ciemności wciąż potrafi jeszcze tworzyć wyśmienite utwory. Refreny to więcej melodii i jeszcze potężniejszy cios, jednak wciąż wpadający w ucho. Następnie powrót do kolejnej zwrotki i refrenu, jednak po nim mamy zmianę tempa i istną jazdę bez trzymanki. Mocarny, szybki i zabójczy riff, któremu nie ustępują perkusja i bas, wprost wyrywają nas z butów. Potem jeszcze raz refren i... koniec. Niby to ponad 6 minut, a mija jak z bicza strzelił. Let It Die to bez wątpienia nie tylko najlepszy utwór z płyty, ale i najlepszy w całym XXI wieku, który Ozzy stworzył aż do albumu Scream. (Udało mu się to jednak przebić potężnym Under the Graveyard z albumu Ordinary Man). Rewelacja.

Everything is breaking, no mistaking, it's all changing
Tear it down
Watch it all start burning
All that's done is done, just let it lie
It's a revelation, celebration, graduation
Times collide
Watch the world awaken
All the past regrets from days gone by
Let it go
Let it die

Zupełnie innym charakterem odznacza się natomiast promujący całość Let Me Hear You Scream. Nie ma w sobie ani trochę finezji i zaskoczenia, którym tak charakteryzował się Let It Die. Tutaj mamy po prostu prosty, pełen agresji, energii i wykopu cios w twarz. Jest to banalny, hard rockowy, rozpędzony utwór z wpadającym w ucho, nakręconym chyba do granic możliwości, refrenem. I nic z tego, co wymieniłem, nie zaliczam jako wady. Piosenka naprawdę mi się podoba i jest jednym z najbardziej energetycznych i najmocniejszych utworów Ozzy'ego. Wszystko tutaj jest na swoim miejscu i składa się w naprawdę potężny kawałek, a Osbourne udowadnia, że - jeśli chodzi o energię - standardowo zostawia w tyle wszystkich wykonawców choćby 3 razy od niego młodszych.

I'm black and bruised, beat you but still I take the blows
But all I need is blood and swet and skin and bones
I'll take this rage
Rattle your cage
Nobody said it's easy
It's do or die, only the strong survive
Get ready for the last stand
Get ready I'm your hangman

Znowu kolejne oblicze Ozzy'ego. Tym bardziej zdecydowanie ciężkie i mocarne, za sprawą potężnie brzmiącego Soul Sucker. Tutaj Gus G robi mało dyskretne nawiązanie do stylu gry Zakka, grając powolny, kroczący, "mówiony" riff, po którym wkracza Ozzy, wyśpiewując utwór o ciężkości porównywalnej z tą unoszącą się nad całą płytą Down To Earth. Osbourne pokazuje tu, że nie zapomniał jeszcze, jak robić metalowe, ociężałe i majestatycznie brzmiące kawałki. Wychodzi mu to znakomicie. Lubię bardzo wracać do tej piosenki i za każdym razem mam z niej jednakową radość ze słuchania.

You bite down deeper
Your tongue can cut a heart out
You've passed the point of no return
The storm lightes
Get ready for the whiplash
Don't think, don't speak
Don't, my patience turns to violence

I'm just a solitary man who wats to live
A quiet life before when I cease to exist
I don't need resistance for the things I can't control
Just turn away and let it go
I don't need this
I don't need a reason

Na Scream znalazło się miejsce - tradycyjnie - na dwie (a właściwie to 3) ballady. Pierwszą z nich jest rewelacyjne Life Won't Wait. Typowo balladowe zwrotki kontrastują z głośnymi i mocnymi refrenami. Ozzy wyśpiewuje tu tradycyjny dla siebie tekst o przemijaniu i radzi, by korzystać z każdej chwili najlepiej, jak tylko się da, by potem nie żałować. A całą tę opowieść snuje, rzecz jasna, ze swojej perspektywy doświadczonego życiem nestora i kaznodziei (to ostatnie określenie szczególne odzwierciedlenie znajduje w teledysku do tej piosenki, wyreżyserowanego nota bene przez syna Księcia Ciemności, Jacka Osbourne'a). Koniec końców jest to jedna z najoryginalniejszych i najlepszych ballad Ozzy'ego, mimo że nie proponuje sobą ani nic nowego, ani oryginalnego, czego byśmy już nie słyszeli. Wszystko brzmi po prostu świeżo i słucha się tego rewelacyjnie.

Every second you throw away
Every minute of every day
Don't get caught in a memory
Life won't wait for you
No, life won't wait for you, my friend

I'm watching the change
It all feels very strange
Who will carry the flame?
Dreams that me can be good
Faith to live as we should
And kow we're all connected
We give ourselves the power

Gdybym ze Scream miał wybrać swój ulubiony utwór, przyznam się szczerze, że miałbym prawdziwy problem. Z każdej płyty umiem wskazać ten jeden, jedyny, natomiast na tym albumie, jestem rozdarty pomiędzy Let It Die Diggin' Me Down. Ten drugi można śmiało nazwać młodszym o 30 lat kuzynem Diary of a Madman. I tutaj całość rozpoczyna wstęp na gitarze akustycznej, jednak balladowe, barokowe zwrotki zostały zastąpione niesamowitą linią wokalną i nieco trash metalowymi w instrumentarium zwrotkami. To, jak Ozzy tu śpiewa, to jest po prostu temat na osobny opis. W dodatku tekst to jedno z najciekawszych dzieł Osbourne'a, pełen filozoficznych spostrzeżeń i niebanalnych zapytań. Bez wątpienia to najciekawszy tekst, jaki Ozzy napisał od czasów I Just Want You z 1995 roku. Jakby nie dość było jednak wrażeń, Osbourne dodatkowo funduje nam w środku lekkie zwolnienie, żebyśmy się nie nudzili ani przez sekundę w ciągu tych sześciu minut. Powtarzam więc: jest to poważny kandydat o miano najlepszego na albumie, jednak Let It Die to dla niego naprawdę mocna konkurencja. Co najmniej remis.

Do you live in the light?
Or in the dead of the night
Sanctimonious promises broken
Hypocritical sin
Dying slowly within
Is the sacred truth forever unspoken?
Life ever after
Bohemian rapture
Beware the dark side of the son
You're just a self-made messiah
Selling brimstone and fire
So come on Jesus, don't keep us waiting just for you

Ponownie ciężko robi się przy Crucify z kolejnym rewelacyjnym tekstem i świetnymi wokalami Ozzy'ego. Mamy tu po prostu następny, godny byłego wokalisty Black Sabbath, miażdżący i ciężki kawałek, którego słucha się z prawdziwą satysfakcją. Znakomity numer. Jest odrobinę słabszy niż poprzednie 5 piosenek, jednak trzyma poziom.

Give me your money
I'll sell you my vote
Promise I'll save you
While I'm cutting your throat
If you want to feel pleasure
Look into my eyes
I'm gonna swear on the Bible
While I'm feeding you lies

My touch thickens your blood
I know things that you love
My voice swallows the purest heartbeat
I'm your counterfeit friend
I'll still be here 'til I crucify you
Crucify you again

Na podobnie wysokim poziomie usadzić można też nieco bardziej rozpędzone, choć również odpowiednio ciężkie Fearless z potężnym, skandowanym bezbłędnie przez Ozzy'ego refrenem. Oprócz mocarnych wokali, mocno o sobie daje też znać gitara. Znakomity utwór.

No prayers left for heroes
The dead won't see the ending
War started by rich men
Won't stop the poor from dying
I'll grant you your death wish
I's not just time I'm killing
Blood's thicker than water
It's too late to surreder
This will be your last stand
I wash blood from my hands

Drugą balladą na płycie jest przepiękne Time ze smutnymi smyczkami i chórem. Warto zwrócić tu uwagę na wyśmienite wokale Ozzy'ego, który śpiewa z - typowym dla swoich ballad - sercem na dłoni. Piękna zwrotka niespodziewanie przechodzi w mostki, które na początku wydawać się mogą refrenami. Prawdziwy refren przychodzi jednak po chwili, gdy gwałtownie pospieszamy i daje o sobie znać ostra gitara Gusa G, a Ozzy wydziera się jak trzeba. Nie wiem, czy Time jest lepsze od Life Won't Wait, ale na pewno jest znakomitą piosenką z odpowiednimi dla ballad emocjami i typowymi dla Ozzy'ego nagłymi muzycznymi zwrotami akcji.

Time waits for no one, yeah
It's never what it seems
Stop waiting for tomorrow
Stop lying in your dreams

This life fading away
This life tickin' like a time bomb
Ready to blow your tortured mind
I know it's wasting away

Całkiem nieźle zapowiadało się także I Want It More, które jednak zostaje koncertowo zepsute przez nazbyt upopowiony refren, wydający się zwyczajnym pójściem na łatwiznę. Dobrze wszystko rozkręca riff, potem mocarna zwrotka z dobrym tekstem i bardzo dobrymi wokalami. Wraz z wejściem refrenu dobre wrażenie pryska, a na twarzy pojawia się wręcz wyraz zawiedzenia i obrzydzenia. No cóż, to musiało się w którymś momencie stać. To właśnie tutaj Scream zalicza pierwszą poważną glebę.

Life is not eternal
It's sane and then a freak show
It's all we have until it's all gone
A split second can last forever
No fortune can make it better
One heartbeat just until the last one
Rung by rung on the ladder
Don't slow down, only faster
Knock yourself out doesn't matter
Anything to get what you want

Dużo słabiej prezentuje się jeszcze Latimer's Mercy. Tutaj, dla odmiany, dobry jest tylko refren. Zwrotki są kompletnie niemrawe i bez wyrazu, podobnie jak riff i tekst. Dobrze trzymają się jedynie wokale, no ale to jest coś oczywistego. Jedyne co tu jest fajne, jak już wspominałem, to refren, który ma chociaż niezłą melodię, mającą szansę wpaść w ucho. Poza tym jednak lepiej o tym utworze jak najszybciej zapomnieć.

I can't bring you back
But I can't leave you helpless
I'll make the pain rest in peace
I'll turn off the light and
Swallow your last breath
So close your eyes, fall asleep

Płytę kończy jeszcze jedna mini-ballada, będąca podziękowaniem Ozzy'ego skierowanym wprost do fanów. W swym krótkim poemacie, przerobionym na jednominutowy utwór, I Love You All, Książę Ciemności kłania się swoim słuchaczom, dziękując im, że po tylu latach wciąż są przy nim. Jest to wzruszający i rozbrajający moment, pokazujący, jak Osbourne szanuje swoich wielbicieli. Nie patrzę na to, jak na podlizywanie, a raczej po prostu jako gest szacunku i wdzięczności. Piękne zakończenie.

We all must stand together now
Or one by one we fall
For all these years you've stood by me
God bless
I love you all


Scream to kolejny niesłusznie pomijany album, a jest to bez wątpienia najlepsza rzecz Ozzy'ego do 2010 roku, którą stworzył od czasów Ozzmosis. Nie tylko pod względem produkcyjnym, ale też kompozycyjnym. Owszem, Ozzy nie zaprezentował tu absolutnie niczego nowego, ale pozostał po prostu Księciem Ciemności i to w najlepszej możliwej formie. Stworzył piosenki dla chyba każdej grupy swoich wielbicieli. Są tu i ballady, i utwory ciężkie i hard rockowe, a nawet nieco bardziej rozwinięte, jakby cofał się do początków swojej solowej twórczości. Koniec końców album ani trochę nie męczy i prezentuje się naprawdę dobrze. Dość słabo wypada jednak gitarzysta, który miał być powiewem świeżości; Gus G nie wnosi tu nic nowego i ogranicza się do odgrywania napisanych wcześniej przez kogoś innego riffów. Właściwie wydaje się tu nieobecny i nie wysuwa się na pierwszy plan. Stara się oddać hołd każdemu z poprzednich gitarzystów Osbourne'a, jednak przez to nie ma jak zbudować własnej tożsamości. Pokazuje więc klasę techniczną i wykonawczą, jednak słuchając tej płyty, można zapomnieć, że gitarzysta powinien kroczyć dumnie za Ozzym, a nie zostawać daleko w tyle. Wracając jednak do samej zawartości krążka: pierwsze 5 piosenek to istne killery, jeden po drugim. Potem jest "po prostu" dobrze, jednak pod koniec (utwory 9 i 10) Ozzy łapie już zadyszkę i poziom spada. Nie ma co jednak się nad tym rozdrabniać, gdyż Ozzy po prostu nagrał znakomity album w swoim stylu, którego nie musi się wstydzić, a wręcz może się nim chwalić.

Ocena: 8/10

czwartek, 6 lutego 2020

"Black Rain" - Ozzy Osbourne [Recenzja]


Po okropnym Under Cover oraz popularności reality show The Osbournes, trzeba było pokazać światu, że wciąż jeszcze jest się artystą, a nie celebrytą. Ozzy Osbourne stanął więc przed nie lada wyzwaniem. Miał sporo do udowodnienia. Ponownie do zespołu ściągnął więc Zakka, który wrócił do komponowania, za perkusją zasiadł Mike Bordin, a za basem Rob Nicholson, który przybrał pseudonim "Blasko". Do tego doszedł jeszcze znany producent współczesnych metalowych albumów, Kevin Churko i można było wziąć się za nagrywanie kolejnego albumu.
We wszystkich piosenkach palce maczali Ozzy i Churko, a w kilku dopomógł im Zakk (8 na wersji podstawowej, a 11 licząc z wszelkimi bonusami) i stworzyli w sumie 13 piosenek. 10 z nich trafiło na podstawową, europejską wersję krążka, 2 kolejne (Nightmare i I Can't Save You) umieszczono na wersji japońskiej, a Love To Hate dostępny był dla tych słuchaczy, którzy kupili album w serwisie iTunes.
Black Rain zadebiutował na 3. miejscu listy Billboard 200, co było najwyższym debiutem płytowym Ozzy'ego w jego płytowej karierze. Album otrzymał jednak mieszane recenzję, chociaż w samych Stanach Zjednoczonych pokrył się złotem, a w Kanadzie nawet platyną. 

Rozpoczynamy nieco przygłuszonym, acz chwytliwym riffem gitary. Po chwili uderza on jednak z całą siłą wraz z perkusją i basem. Potem wchodzi wokal Ozzy'ego, na który niepotrzebnie nałożono jednak parę efektów. Na szczęście po chwili wszystko wraca do normy, a Not Going Away wreszcie nie można już nic zarzucić. Tekstowo jest to kolejna deklaracja Ozzy'ego, że będzie śpiewał dopóki będzie w stanie, a także że "nigdzie się nie wybiera", natomiast muzycznie jest to typowy dla Osbourne'a niepozbawiony ciężaru melodyjny metal. Tutaj ciężar jest nam serwowany w naprawdę sporej dawce, dzięki czemu ten "kroczący" riff wraz ze skandowanym tekstem wypada naprawdę rewelacyjnie. Świetnie prezentuje się też solówka (chociaż Zakk znowu nieco za bardzo tu wydziwia momentami), a cała piosenka brzmi spójnie i naprawdę dobrze się tego słucha. Przede wszystkim czuć znaczną poprawę w kwestii miksowania, porównując to do Under Cover sprzed trzech lat (chociaż czy można było zejść niżej?) i od razu odbija się to na dynamice, bowiem piosenka naprawdę porywa. Znakomite rozpoczęcie albumu.

Don't tell me I'm wrong
Don't tell me that you knew all along
I won't roll over dead
Only I know what goes on in my head

I've got nothing to hide
I'm not guilty inside
I won't give up
After all I'm still crazy

Pierwszym promującym płytę singlem był motoryczny i rozpędzony do granic możliwości I Don't Wanna Stop. Utwór nominowany był do nagrody Grammy (przegrał jednak z Foo Fighters), a dzięki niemu Ozzy pobił też rekord Guinessa. Otóż singiel osiągnął szczyt zestawienia Mainstream Rock. Dokonując tego, Osbourne został wokalistą, który najdłużej czekał od rozpoczęcia kariery na swój numer 1, bowiem stało się to dopiero po ponad trzydziestu siedmiu latach. Tekstowo mamy tu poniekąd kontynuację Not Going Away, gdyż Ozzy wciąż zapewnia, że nie zamierza przestać robić tego, co kocha. I rzeczywiście, słychać w tym utworze, że wciąż ma z tego nieziemską frajdę i po prostu dobrze się bawi. A tak samo i słuchacz, bowiem piosenka jest naprawdę znakomita i ma w sobie świetny hard rockowy potencjał. Psuje wszystko jednak ponownie solówka Zakka, która pasuje tu jak pięść do nosa; no bo gdzie do melodyjnego hard rocka wpychać takie pozbawione melodii wydziwianie? Szkoda, ale absolutnie nie psuje to ogólnego wrażenia, gdyż numer zostawia naprawdę dobre wrażenie.

Why don't they ever listen to me
It's just a one way conversation
Nothing they say is gonna set me free
Don't need no mental masturbation

Too many religions but only one god
I don't need another saviour
Don't try to change my mind
You know I'm one of a kind
Ain't gonna change my bad behaviour

W ciągu całej swojej kariery, Ozzy tylko trzykrotnie sięgnął po harmonijkę ustną na nagraniach. Dwa razy miało to miejsce w zespole Black Sabbath (na pierwszej płycie w The Wizard i na ostatniej w Damaged Soul), natomiast w solowej karierze tylko raz i to właśnie w tytułowym Black Rain. Właśnie harmonijka otwiera ten antywojenny manifest Ozzy'ego, a sam utwór to zdecydowanie mocna rzecz. Najpierw melodyjna zwrotka, która jednak powoli przyspiesza i nabiera ciężaru, aż do krzyczanego i skandowanego refrenu. Szczególnie dobrze wypada jednak mostek, w którym słychać maszerowanie wojska, ich rytmiczne okrzyki i wtórującego im Ozza. Po chwili dołącza do nich jeszcze nieco orientalizujące solo Wylde'a, które wypada naprawdę rewelacyjnie. Jakby tego było mało, po ostatnim refrenie mamy jeszcze jedno gwałtowne przyspieszenie. Koniec końców jest to naprawdę znakomite i fajnie skomponowane połączenie, które łączy ciężar z melodią, muzycznymi odjazdami i naprawdę mocnym tekstem wyśpiewanym potężnie przez Księcia Ciemności.

The black rain is falling
Contaminating the ground
The human race is dying
The dead are scattered around
What is the price of a bullet?
Another hole in the head
A flag draped over a coffin
Another soldier is dead

Przychodzi jednak czas na balladę. Lay Your World On Me brzmi zdecydowanie dość egzotycznie i nietypowo i ma to swój urok. Nie postawiłbym może tej piosenki w jednym rzędzie z innymi klasycznymi już balladami Ozzy'ego, jednak zdecydowanie słucha się tego przyjemnie, chociaż niedużo się tu dzieje. Osbourne śpiewa z wyczuciem dość banalny, acz wzruszający tekst i to właściwie tyle. Wszystko tu gra, chociaż nie ma co się przy tym na dłużej zatrzymywać.

I know you think you're all alone
I haven't been there when you've needed me
I didn't deserve the love you gave
But now I'm telling you I'm here if you need a friend

Give me your pain
Give me your anger
Let me be your rock
I can be the pilar of strength that you need
I'll help you keep it all together
It's better late than never
Lay your world on me
I can take the wight

Zdecydowanie najciekawszym i najlepszym utworem albumu jest jednak rozbudowany The Almighty Dollar. Zaczynamy mocnym i ciężkim uderzeniem gitar, przechodząc jednak do fajnej solówki basu, na której Ozzy opiera całą zwrotkę i śpiewa tu niemal a capella. Refren jednak przyspiesza, a po nim mamy ponownie gitary, które rozpoczynały cały kawałek. Ponadto mamy tu naprawdę świetny tekst, a wokale Ozzy'ego brzmią tu znakomicie. Wszystko prowadzi jednak do najlepszej solówki Zakka na płycie, nieco orientalnej, po której mamy nagłe zwolnienie (jakże typowe dla dłuższych utworów z dyskografii Osbourne'a) z motywem klawiszowym wywołującym ciarki. Po chwili wraca jednak główny riff i rewelacyjny refren. Naprawdę świetny kawałek, zdecydowanie nie na jedno przesłuchanie.

Burn into the air and atmosphere
Watching the rain come down
Turn your head away ignore the fear
Watching the ice crash down
Our father's justice gets closer
How could you screw us all over
Rape, steal and murder
God bless the almighty dollar

Nie ma chyba jednak szybszego i mocniejszego kawałka na płycie niż 11 Silver. Melodia nie jest tu może jakoś szczególnie wyeksponowana, ale nie o to w tym numerze chodzi. Przede wszystkim jest to potężne uderzenie z głośnymi gitarami i krzykami Ozzy'ego. Prosty i konkretny cios. To lubię.

Your words, they go right through me
They circle round my head - yeah
I can't believe I'm still here
I know I should be dead - yeah

This desperation makes me feel so filthy
But I know if I don't stop I won't feel guilty
Take me higher
Crank me faster
Help me get
The thrill I'm after

Kawałkiem, który całkowicie do mnie jednak nie przemawia jest banalny i zanadto "upopowiony" Civilize The Universe. Ma jednak swoje zalety - a właściwie jedną zaletę - którą jest rozbudowany mostek. Jednak ani zwrotki, ani banalne refreny kompletnie do mnie nie trafiają. Szkoda.

Bombs exploding, and tears are flowing
Chasing rockets and gasping for air
You can call it justice or retribution
Yet the reasons are never clear
Freedom is just man's invention
And a soldier is just a slave
Self inflicted, so addicted
Bad habits are hard to break

Kolejna ballada na krążku to utwór zadedykowany przez Ozzy'ego jego żonie, Sharon. Here For You. Rzecz zdecydowanie słodsza niż Lay Your World On Me. Na piosenkę wylało się sporo hejtu po ukazaniu się albumu. Owszem, zdaję sobie sprawę, że taka ilość cukru dla niektórych może być nie do strawienia, jednak muszę stanąć w obronie tej piosenki. W balladach Ozzy'ego - oprócz oczywiście wartości muzycznej - trzeba zwracać uwagę przede wszystkim na emocje. A tych w tym utworze absolutnie nie brakuje. Ozzy śpiewa tu z sercem na dłoni dość prosty, acz ujmujący, tekst do pięknej melodii. Nie jest to rzecz dla każdego słuchacza, jednak mnie ten utwór zdecydowanie bierze i bardzo mi się podoba.

You're my religion
You're my reason to live
You are the heaven in my hell
We've been together for a long long time
And I just can't live without you
No matter what you do
I'm here for you

Kolejnym knotem jest jednak niewydarzony Countdown's Begun. Ma całkiem fajny, powoli rozwijający się wstęp i ciężki riff, muszę mu to przyznać. Tekst też świetnie kontynuuje tematykę antywojenną, a i melodia jest naprawdę dobra. Jednak w całości jakoś po prostu ta piosenka do mnie nie przemawia. Może to kwestia ułożenia tych utworów, ale po takiej ilości muzyki przydałoby się umieścić piosenki bardziej interesujące, a nie "tylko" poprawne. Bo Countdown's Begun nie jest wcale słabym utworem. Jest słaby w porównaniu do większości zawartości albumu, jednak sam w sobie jest naprawdę fajny, dynamiczny i "bardzo ozzy". Jednak to trochę za mało.

Watching blood stained windows
He must just love the pain
See the children crying
His mother's died again
Dig her grave much deeper
The fatal price she paid
I hope I'm there to hold her
When she comes back again
I see the death and disaster
There is no happy ever after
The time has come
Countdown's begun

Mój ulubiony utwór znajduje się jednak na samym końcu, a jest nim dynamiczny, ostry, ciężki i nowocześnie brzmiący Trap Door. To co się dzieje w tej piosence wymyka się wszelkim opisom. Najpierw ostry i mocny riff, dynamiczne zwrotki, aż wreszcie proste i wpadające w ucho refreny. To wszystko zostaje nagle przerwane jeszcze cięższym riffem, na którym zostaje osadzona nieco zmodyfikowana zwrotka i ponownie ostre refreny aż do samego końca. Przy każdym przesłuchaniu daję porwać się tej agresywnej i mocarnej energii, która płynie z tego utworu. To zdecydowanie mój ulubiony utwór z płyty, a także jeden z fajniejszych w całej jego solowej karierze. Płyta była momentami różna, ale zakończenie to Ozzy'emu zdecydowanie wyszło.

Can't sleep? Coz you've made your own bed
The sentence of the helpless
Sink deep to the trial in your head
The court of the selfish
Why? Tell me why? Can't evade or escape the reality
A true lie and a broken promise
A Judas and a doubting Thomas
A tragedy just just to keep you honest
Guilty always fall
Through the trap door


Black Rain jest chyba najbardziej krytykowanym albumem Ozzy'ego. Chciałbym jednak stanąć w obronie tej płyty: to bardzo dobry materiał. Owszem, takiej wolty produkcyjnej, jaka tutaj ma miejsce, to Osbourne (wraz z Kevinem Churko) jeszcze wcześniej nie dokonał, ale absolutnie nie jest to wada tego krążka. Autotune został nałożony na wokale w o wiele bardziej wyważony sposób, aniżeli miało to miejsce na Under Cover, w związku z czym całość wypada też bardziej dynamicznie i autentycznie. Oprócz tego całość ma swój klimat, utwory są dość inteligentnie poskładane w całość, a i tekstowo mamy tu dwa istotne koncepty: prywatność Ozzy'ego (Not Going Away, I Don't Wanna Stop, Lay Your World On Me, Here For You), jak i manifesty antywojenne połączone z krytyką współczesnego świata (utwór tytułowy, The Almighty Dollar, Civilize the Universe, Countdown's Begun). Owszem, są tu momenty nieco słabsze (Lay Your World On Me, Civilize the Universe), jednak nie brakuje tu naprawdę rewelacyjnego hard rocka (I Don't Wanna Stop, 11 Silver) czy przede wszystkim mocarnych i ciężkich utworów (Not Going Away, Black Rain, The Almighty Dollar, Trap Door) i to właśnie chyba te ostatnie są moimi największymi faworytami z tego krążka. Krążka nierównego, nieidealnego, ale też wartego wsłuchania się i wgryzienia, bo naprawdę jest w co.

Ocena: 7/10

środa, 5 lutego 2020

"Under Cover" - Ozzy Osbourne [Recenzja]


Under Cover to - jak sama nazwa wskazuje - album z samymi coverami. Ozzy Osbourne w tym samym roku wydał box Prince of Darkness, w którym znalazło się 9 z 13 tu omawianych coverów,  jako "nowości" od Księcia Ciemności, jednak postanowiono wydać również pojedynczą płytę z samymi "premierowymi" nagraniami. Niektórzy powiedzą: pójście fanom na rękę, by nie musieli kupować boxu by dostać nowe nagrania. Inni: skok na kasę opychając 2 razy to samo. Bardziej mnie ciągnie niestety to zdania tych drugich. Warto zwrócić uwagę - abstrahując od kwestii moralności wydania tej płyty - na jeszcze jedną kwestię; Under Cover był pierwszym albumem, podczas którego Ozzy nie sięgnął po alkohol czy inne używki. Zamiast niego pił jednak olbrzymie ilości Red Bulla, by mimo wszystko coś stymulowało go przy nagrywaniu.
Większość z tych piosenek to hard rockowe (lub okołorockowe) standardy z lat 60./70., które Ozzy wybrał jako te dla niego najważniejsze. Jako, że jest wielkim fanem Beatlesów, znalazła się tu jedna ich piosenka, a dodatkowo dwie solowe od Johna Lennona. Sam jednak narzekał potem, że na płycie nie znalazła się jednak jego ulubiona piosenka wszech czasów, a mianowicie A Whiter Shade of Pale zespołu Procol Harum. Wytwórnia odradziła mu to jednak, gdyż niedawno Zakk Wylde nagrał cover tegoż utworu na płycie Black Label Society, Hangover Music Vol. VI. A właśnie, Zakk. Wylde nie znalazł jednak czasu na pomoc swojemu mistrzowi i nawet nie pojawił się na tej płycie, więc zastąpić musiał go Jerry Cantrell, gitarzysta Alice In Chains.


Zaczynamy jednak utworem, którego przeróbka swoją premierę miała właśnie dopiero na tej płycie. Rocky Mountain Way to przebój Joe Walsha z 1973 roku. Rozpoczynają go mocne, ciężkie gitary, do których po chwili dołącza reszta instrumentarium. Nie do zniesienia jednak jest wokal Ozzy'ego, który jest tak mocno podciągnięty autotune'em, że sprawia wrażenie, jakby zamiast żywego człowieka śpiewał robot. Uwagę zwraca szczególnie znakomite i przesterowane solo gitarowe. Sam miks jednak jest naprawdę słaby; zamiast wyraźnego odizolowania ścieżek mamy tu jedną ścianę dźwięku, która sprawia, że słucha się tego nagrania dość ciężko. Może gdyby nieco inaczej załatwić kwestię miksu i nałożyć mniej "poprawek" na wokale, to piosenka wypadałaby naprawdę o wiele lepiej, bo czuć tu po prosu potencjał i to, że Ozzy naprawdę nieźle sobie radzi. Szkoda, że zostało to tak koncertowo zmarnowane.

And we don't need the ladies
Crying 'cause the story's sad, so sad
'Cause the rocky mountain way
Is better than the way we had

Druga piosenka i od razu ballada. In My Life to cover zespołu The Beatles z albumu Rubber Soul z 1965 roku. W porównaniu do oryginału, wersja Ozzy'ego została jednak znacznie spowolniona, tonację obniżono o tercję małą, a dość żwawa melodia przeobraziła się w rasową balladę. W pierwszej zwrotce Ozzy śpiewa tylko do wtóru fortepianu, w drugiej dołączają do niego inne instrumenty, a przyspieszone solo na fortepianie w wersji Beatlesów, zostało zastąpione tu delikatnymi smyczkami, również mogącymi się kojarzyć z późną twórczością Fab Four. Muszę przyznać, że Osbourne dał tu sporo własnego ducha interpretacyjnego i wrażliwości i bardzo do mnie ta wersja przemawia. Nie wiem, czy jest lepsza od oryginału, naprawdę ciężko mi to stwierdzić, jednak uwielbiam do niej wracać.

There are places I remember
All my life though some have changed
Some forever not for better
Some have gone and some remain
All these places have their moment
With lovers and friends I still can recall
Some are dead and some are living
In my life I love them all

Mississippi Queen to jednak ponowne dociśnięcie gazu do dechy. Na Ozzy'ego ponownie nałożono jednak tonę niepotrzebnych dodatków wokalnych, a w dodatku zrobiono to topornie i bez wyczucia, w związku z czym ponownie niepotrzebnie psuje to całość. Miks ponownie brzmi okropnie. Ale chociaż zagrane to jest ze sporą dozą werwy. Utwór ten to klasyk zespołu Mountain z 1970 roku i warto wspomnieć, że solo gitarowe zostało zagrane gościnnie przez Leslie'ego Westa, gitarzystę właśnie zespołu Mountain. 

Mississippi Queen, you know what I mean
Mississippi Queen, she taught me everything
This lady she asked me, if I would be her man
You know what I told her, I would do what I can
To keep her lookin' pretty, buy her dresses that shine

Całkiem fajnie wypada natomiast Go Now z 1964 roku. Ozzy brzmi nawet nieźle, a całość wzbogacono chórkami w stylu The Beach Boys, co stanowi bardzo fajny kontrast do nisko strojonych gitar i hałaśliwej perkusji. Ogólnie piosenka wypada - mimo wszystko - ciężko, ale lekko, jeśli mogę użyć takiego sformułowania. Czuć, że to Ozzy, ale płynnie to wszystko leci i słucha się tego wyśmienicie, szczególnie gdy nadchodzi znakomite solo gitarowe.

We've already said goodbye
Since you got to go, oh you better
Go now, go now, go now, go now
Go, before you see me cry

No i kolejny cover Lennona (tym razem jednak z solowego okresu twórczości). Woman to utwór pochodzący z ostatniej płyty wydanej za życia Johna - Double Fantasy z 1980 roku. I ponownie słychać, że Ozzy znakomicie czuje twórczość i wrażliwość ex-Beatlesa. Nie ma tu może mowy o większej rewolucji, bowiem Książę Ciemności wykonuje ten numer dość wiernie i zachowawczo. Jednak jak najbardziej można mówić tu o dużej klasie i podejściu z szacunkiem. O ile In My Life mogło zaskakiwać, o tyle Woman może już co najwyżej po prostu sprawić, że z uśmiechem na twarzy przypomnimy sobie o tym wielkim przeboju. Przepięknie.

Woman please let me explain
I never meant to cause you any sorrow and pain
So let me tell you again and again and again
I love you now and forever

21st Century Schizoid Man to bez wątpienia jeden z najcięższych utworów, jaki został napisany. Piosenka otwierała bowiem arcydzieło zespołu King Crimson, czyli ich znakomity debiut - In the Court of the Crimson King. I w wersji Ozzy'ego robi to jak najbardziej poprawne wrażenie. Przynajmniej na początku. Tutaj akurat przesterowany wokal Osbourne'a można uzasadnić hołdem dla pierwowzoru. Zauważyć jednak warto, że piosenka została skrócona o gitarowe popisy, w związku z czym jej czas został ucięty niemal o połowę. Szkoda, bo byłoby o wiele ciekawiej. Tutaj mamy tylko niewielką próbkę tego znakomitego kawałka. Mimo, że zaczyna się całkiem obiecująco, po chwili jednak całość się rozłazi w szwach i sprawia wrażenie nieco chaotycznej i fatalnie złożonej próby powtórzenia maestrii charakteryzującej oryginał. 

Death seed blind man's greed
Poets' starving children bleed
Nothing he's got he really needs
Twenty first century schizoid man

Niestety również zostaje zepsute potężne All the Young Dudes, czyli klasyk napisany przez Davida Bowiego, a wykonywany oryginalnie przez zespół Mott the Hoople (choć i sam autor często do niego wracał na koncertach). Ozzy jednak kompletnie nie ma pomysłu, co tu nowego wnieść, więc nie wnosi zupełnie nic i ogranicza się do bezpłciowego odśpiewania. Nawet muzycy sprawiają wrażenie, jakby myślami byli już poza studiem, bo całość jest odegrana zupełnie bez życia i bez polotu.

Billy rapped all night about his suicide
How he'd kick it in the head when he was 25
Sweet guy, don't want to stay alive when you're 25

Całkiem fajnie wypada natomiast For What It's Worth wykonywane oryginalnie przez Buffalo Springfield. Ten mega przebój został i tutaj zinterpretowany właściwie podobną metodą, z tą różnicą, że raczej akustyczne instrumentarium zostało przekształcone na typowo hard rockowe. Tutaj czuć już więcej życia, a i Ozzy zdaje się śpiewać jakby lepiej. Faktycznie, w tej piosence pojawia się chociaż minimalne zaangażowanie, co już pozwala mu stać się lepszą piosenką niż większość materiału na płycie. Jak to się mówi: na bezrybiu i rak ryba.

There's something happening here
What it is not exactly clear
There's a man with a gun over there
Telling me I got to beware

I think it's time we stop, children, what's the sound
Everybody look what's going down

No cóż, dobre rzeczy nigdy nie trwają wiecznie, i Good Times to powrót do zdecydowanie słabszej formy. Ponownie bez życia i bez polotu. A szkoda, bo akurat przy tym klasyku zespołu The Animals, to Ozzy mógł zabłysnąć. Nie chciało mu się i zrobił to chyba najgorzej, jak tylko się dało.

When I was drinking
I should have been thinking
When I was fighting
I could have done the right thing
All of that boozing
I was really losing
Good times
Good times

No co jak co, ale klasyku zespołu Cream,  Sunshine of Your Love, to już Ozzy spieprzyć nie mógł. A jednak to zrobił. I to koncertowo. Już od początku wszystko tu nie gra. Ikoniczny riff został zagrany i zmiksowany w taki sposób, że trzeba się naprawdę mocno wsłuchać, by wysłyszeć pojedyncze dźwięki i go rozpoznać. Miks daje nam w kość, bowiem słucha się tego wręcz fatalnie. Koszmar.

It's getting near dawn
When lights close their tired eyes
I'll soon be with you my love
To give you my dawn surprise
I'll be with you darling soon
I'll be with you when the stars start falling

Fire miało w sobie potencjał, by być prawdziwą petardą. Niestety, zrealizowano to tylko połowicznie, bowiem jest to odegrane po prostu poprawnie. Niestety, całość jednak jest wyprana z energii, nudzi i naprawdę męczy. 

I am the god of hell fire and I bring you
Fire, I'll take you to burn
Fire, I'll take you to learn
I'll see you burn

I znowu Lennon. I znowu się  Ozzy'emu udało. Kto jak kto, ale pochodzący z klasy pracującej Osbourne najlepiej rozumie ponury sens dołującej piosenki Johna Working Class Hero z albumu John Lennon/Plastic Ono Band. Tak jak w przypadku Woman wykonanie jest dość wierne - są tu nieznaczne zmiany aranżacyjne, ale bardziej o charakterze kosmetycznym - i zadziałało to, bo piosenka sama w sobie jest bardzo wymowna. Ozzy zrobił więc rzecz oczywistą i rozsądną, tj. nie przeholował i poszedł w minimalizm. Opłaciło się i dzięki temu ten kawałek brzmi tak dobrze.

They hurt you at home and they hit you at school
They hate you if you're clever and they despise a fool
Till you're so fucking crazy you can't follow their rules
A working class hero is something to be

Płytę kończy przeróbka klasyka The Rolling Stones, Sympathy For the Devil. Piosenka jak najbardziej pasuje do Ozzy'ego i brzmi naprawdę fajnie. Wersja Stonesów charakteryzowała się jednak właśnie nieco wyciszonym tłem muzycznym, które tworzyło fajny kontrast do prowokacyjnego tekstu. U Osbourne'a to tło stało się jednak typowo hard rockowe, co pozbawiło utworu wyjątkowości. Szkoda, że przez to utwór stał się tak prosty i mało zaskakujący. Niemniej brzmi całkiem nieźle i słucha się tego z przyjemnością.

Please allow me to introduce myself
I'm a man of wealth and taste
I've been around for a long, long time
Stoly many a man's soul and faith
And I was around when Jesus Christ
Had his moment of doubt and pain
Made damn sure that Pilate
Washed his hands and sealed his fate


Under Cover to absolutny koszmarek i najgorsza płyta w solowej dyskografii Ozzy'ego (właściwie nie tylko solowej). Ozzy odwalił tutaj totalny kit, fundując nam całkowicie pozbawione polotu, energii, oryginalności i jakiejkolwiek inwencji twórczej odgrzewane kotlety, bowiem nazwanie tego "coverami" byłoby zbyt dużym komplementem. Na wokale nałożono taką porcję komputerowych efektów, że ciężko wysłyszeć, czy gdzieś za tym wszystkim kryje się faktycznie prawdziwy głos żyjącego wokalisty. Tak właśnie wyobrażam sobie płyty nagrywane po śmierci konkretnych wokalistów - komputerowo wygenerowane głosy (trochę zapachniało Black Mirror). Miks albumu jest okropny; wszystko zlewa się w jedno i trzeba mocno się wsłuchać, by wyciągnąć z tego jakiekolwiek pojedyncze ścieżki. Nawet muzycy jakoś specjalnie się nie starają. Piosenki są odegrane na odczepnego. Jedyne, co na tej płycie się broni, to same kompozycje. Tu akurat Ozzy wiedział, co robi, bo wybrał praktycznie same evergreeny, które po prostu są samograjami. Zdecydowanie in plus wyróżniają się In My Life, Woman, For What It's Worth, Working Class Hero i odrobinę Sympathy For the Devil. Jednak ogólnie rzecz biorąc, Ozzy naprawdę ma czego się wstydzić. Wciskanie takiego kitu swoim fanom naprawdę nie przystoi ikonie, panie Osbourne.

Ocena: 2/10

poniedziałek, 3 lutego 2020

"Down To Earth" - Ozzy Osbourne [Recenzja]


Ozzmosis wydane zostało w 1995 roku, natomiast na nowy album Ozzy Osbourne kazał swoim fanom czekać aż 6 lat. Była to najdłuższa, na tamten czas, przerwa między kolejnymi krążkami Księcia Ciemności (przebił ją jednak wydając Ordinary Man 10 lat po Scream, jednak nie wiem czy liczymy to podobnie, bo w międzyczasie ukazało się też 13 Black Sabbath z Ozzym na wokalu, no ale fakt faktem, że solowy krążek to nie był). W międzyczasie Osbourne zdążył pogodzić się już z Tonym Iommim (z Wardem nie był nigdy pokłócony, a z Geezerem zagrał wcześniej trasę, a także poprosił go o udział w nagrywaniu Ozzmosis), co zaowocowało wspólną trasą z Black Sabbath w klasycznym składzie, a także dwoma nowymi utworami (zapis tej trasy, a także wspomniane utwory można znaleźć na albumie Reunion). Musiało to zostawić w nim jakiś ślad.
Założył więc z góry, że na nowym albumie skupi się bardziej na ciężarze poszczególnych kompozycji niż na samych melodiach. Przed wydaniem zapowiadał już, że album jest "bardzo ciężki i bardzo ozzy". Do zespołu ponownie ściągnął Zakka Wylde'a (który po raz pierwszy nie wziął udziału w komponowaniu, więc jego udział ograniczono tylko do solówek i odegrania napisanych dla niego partii), na perkusji posadził Mike'a Bordina z Faith No More (który nie nagrał wcześniej z Osbourne'm płyty, ale grał z nim w trasie od 1996 roku), a na bas trafił Robert Trujillo. Tak, ten sam, który w 2003 roku opuścił Ozzy'ego i zaciągnął się do Metalliki. 
Samym nawiązaniem do Black Sabbath może być tytuł. Down To Earth. Nie każdy wie jednak, że Black Sabbath na początku nosiło nazwę Polka Tulk Blues Band, a potem właśnie Earth. Uwagę przykuwa też niestety koszmarna okładka. Jak mówi sam Ozzy: "to miało być coś pomiędzy kosmitą a moim rentgenem, no ale nie wyszło".


Nieco gotycki wstęp klawiszowy otwiera płytę, a zarazem singlowy utwór Gets Me Through. Po intro od razu mocno uderza nas wpadający w ucho i ciężki riff gitarowy, a zaraz po nim wkracza Ozzy ze swoim potężnym wokalem. Na pierwszy rzut ucha słuchać już, że nieco jednak głos Osbourne'a został tu podciągnięty. Nie ma to jednak znaczenia i można spokojnie nie zwracać na to uwagi, gdyż cała piosenka brzmi wprost fenomenalnie. Mimo dość wyrazistej melodii, czuć tutaj już większe natężenie metalu aniżeli hard rocka. Tekst to kolejne zwierzenia Księcia Ciemności przed publicznością, że "nie jest tym, za kogo się go uważa, nie jest antychrystem, ani człowiekiem z żelaza". Oprócz odbrązawiania swojej osoby, Ozzy nie zapomina tu też o swoich fanach, dziękując im za energię do dalszej pracy, która pcha go do działania. Oprócz tekstu zafundował też w ramach wdzięczności fanom po prostu znakomity utwór, który udanie promował album z No Place For Angels na stronie B. Do piosenki powstał mocny i krwawy teledysk, w którym pojawiał się m.in. pokój z martwymi gołębiami pokrytymi krwią. Po 11 września 2001 roku ułagodzono go jednak, obawiając się kontrowersji. Piosenka odniosła w każdym razie sukces, wchodząc do kanonu Ozzy'ego i jego najpopularniejszych i najlepszych utworów. Zdecydowanie jest to też najlepszy utwór na płycie. Już od pierwszej piosenki czuć, że Książę Ciemności w nowy wiek wszedł z przytupem. 



I'm not the kind of person you think I am
I'm not the anti-Christ or the Iron Man
I have a vision and I just can't control
I feel I've lost my spirit and sold my soul
Got no control

I try to entertain you the best I can
I wish I'd started walking before I ran
But I still love the feeling I get from you
I hope you'll never stop 'cause it gets me through

Kontynuujemy wcale nie lżejszym, choć nieco bardziej nowocześnie brzmiącym Facing Hell. I tutaj również od początku zostajemy zaatakowani ciężkim, masywnym, miażdżącym riffem, któremu absolutnie nie ustępuje wokal Ozzy'ego. Prezentuje się nieco słabiej od Gets Me Through, ale no umówmy się, że ciężko doskoczyć do tego poziomu na tej płycie. Najważniejsze jest to, że jest to rewelacyjny i niepozbawiony mocy kawałek, jednak z fatalną solówką. Zakk zaczął już tutaj zamiast melodyjnych i ostrych solówek prezentować nam istną masturbację na gitarze, poprzez liczne "palcówki". Szkoda, bo psuje ona zdecydowanie ogólny wydźwięk tej piosenki, który mimo wszystko jest jak najbardziej pozytywny. 

On the children sit and listen
The belief was in their eyes
In a land without tomorrow
Through the night you hear their cries
But then your eyes just skip the pages
Of a book that never ends
Is it God that sits there waiting?
Do you hear the call again?

Chyba jeden z największych (o ile nie największy) przebój Ozzy'ego, który trafił do publicznej świadomości. Dreamer to jedna z najbardziej znanych ballad rockowych w historii, będącej apelem Osbourne'a do ludzi, by zaczęli szanować świat, na którym żyjemy. Zarówno pod względem kompozycyjnym, jak i tekstowym, jest to uwspółcześniona wersja Imagine Johna Lennona (do inspiracji tymże utworem przyznawał się zresztą sam Ozzy). Cóż mogę powiedzieć? To istne emocjonalne arcydzieło. Proste intro na fortepianie i delikatne wokale Osbourne'a są tu po prostu jak miód na serce. Była to jedna z pierwszych piosenek Ozzy'ego, którą poznałem i mam do niej wielki sentyment. Uwielbiam do niej wracać i zawsze mam podczas słuchania jej ciarki. Nie ma co skupiać się na jej wartości stricte muzycznej, ale raczej na dawce emocji, którą ze sobą niesie, bo to właśnie szczerością ta piosenka stoi. Przepiękny utwór i mój ulubiony fragment płyty. 

You higher power may be God or Jesus Christ
It doesn't really matter much to me
Without each others help there ain't no hope for us
I'm living in a dream of fantasy

Kolejnym znakomitym ciężarem naznaczony jest miażdżący No Easy Way Out z rewelacyjnymi zwrotkami. Zwracam uwagę na zwrotki, gdyż refren jakoś niespecjalnie do przemawia. Trochę takie pójście na łatwiznę. Ale zaznaczam, że słysząc zwrotki i mostek można spokojnie to wybaczyć. Riff jest odpowiednio ciężki, a wokale Ozzy'ego dopieszczone i "jęczące" jak trzeba. Piosenka jest może mało dynamiczna, ale doceniam że zamiast tego skupiono się na mocniejszym, walcowatym brzmieniu, co zdecydowanie to wynagradza i sprawia, że słucha się tego znakomicie. No i ten mostek... Co ja poradzę, niby Ozzy często stosuję taką budowę (potem ewidentnie się tym inspirował przy singlu Straight To Hell z albumu Ordinary Man), ale no zawsze czuję jednakową ekscytację, gdy to słyszę. Rewelacja. 

You've got to tell me it's over now
I'm trapped inside of a dream
The crushing weight on my shoulders now
Is bearing down and it seems
There's just no easy way out
No easy way out

Zdecydowanie bardziej dynamiczny jest natomiast ostry That I Never Had. Tutaj zdecydowanie Wylde wraca do formy (przynajmniej momentami) i udowadnia, że jak chce, to potrafi wykrzesać jeszcze naprawdę fajne zagrywki. To, że chce, nie znaczy jednak, że to robi, bo niestety cały czas popisuje się, jaki to on nie jest sprawny technicznie, w efekcie czego brzmi to jednak, jakby naciskał palcem w losowe miejsca na gryfie. Słabo, panie Wylde. Ale chociaż Ozzy trzyma poziom, śpiewa jak trzeba, i kompozycja jest naprawdę udana, chociaż niezbyt oryginalna ani odkrywcza. Po prostu dobra.

Every word I say
Everytime I pray
Look into my eyes
Distant voices cry
Is there light in me
Tell me what you see
You are what I have
Can't get something that I never had

Chwila odpoczynku za sprawą przeuroczej You Know... (Part 1). Ta króciuteńka ballada to rodzaj przeprosin wystosowanych do córki, które wypada nad zwyczaj szczerze i pięknie. Szkoda, że do dnia dzisiejszego nie doczekaliśmy się drugiej części, bo jestem ciekawy, jak ten utwór by się rozwinął. 

Tried to be your father
Things just made it harder
Sorry if I made you cry
Years turned you against me
Heart was always aching
And I never thought you'd say goodbye
I could have been wrong
You know
I should have been strong
You know

Nie ma jednak za bardzo kiedy pozachwycać się na urokiem You Know... (Part 1), bo oto już atakuje nas rewelacyjny, ciężki i walcowaty Junkie. Jest to przerażający wręcz obraz ćpuna, ukazujący odrażający i prawdziwy obraz narkomana. W parze z mocnym tekstem idzie też mocarna muzyka i rewelacyjne wokale Ozza, które sprawiają, że mamy tu do czynienia z jednym z najlepszych utworów na albumie. Szczerze mówiąc zapomniałem nieco o tej piosence i wróciłem do niej z największą przyjemnością. Fajnie przypominać sobie takie smaczki i zazdroszczę nieco osobom, które będą z nią obcowały po raz pierwszy, bo to naprawdę rewelacyjny utwór.

You're coming down baby
You're crippled inside
A rat in your sewer
You've no place to hide
A gut wrenching fever
Addicted to death
You don't give a fuck
If it means your last breath

You try so hard to quit
But you'll never admit
You're a junkie
There's no reasoning why
Because the mirror don't lie
You're a junkie

Ozzy nie byłby sobą, gdyby nie wcisnął na płytę co najmniej dwóch ballad. Gdy nie policzymy króciutkiego You Know... (Part 1), Running Out of Time jest właśnie drugą z nich. Nie jest może dziełem na miarę Dreamer, ale muszę przyznać, że wypada naprawdę znakomicie. Przede wszystkim na uwagę zasługuje tu iście beatlesowska melodia, rewelacyjne wokale Ozzy'ego i świetne refreny. Mimo, że piosenka nie jest specjalnie znana, jest to jedna  z moich ulubionych ballad Osbourne'a i lubię często do niej wracać.

Trouble always seems find
A way to live inside my mind
My haunted head and me remain alone
Underneath my masquerade
A simple man who's so afraid
I try to find a light to guide me home
Momma please just hold me tight
Feeling so afraid tonight
Because you're the only one that really knows

Nieco bez polotu wypada natomiast Black Illusion. Owszem, mamy tu ponownie sporą dawkę ciężaru i rewelacyjnych wokali, jednak mam wrażenie, że piosenka jest nieco mniej wyrazista na tle pozostałych z albumu. Słucha się tego z podobną satysfakcją i zaangażowaniem, jednak dreszczyk emocji jakby trochę uleciał. Szkoda.

You load the dice and paint the smile upon your face
With fingers crossed you switch the perfume with the mace
What kind of dreams to you enjoy inside your bed
I'll face the lies and shake the evil in your head

Całkiem fajnie wypada natomiast poprawne Alive. Też nie ma tu może za dużo polotu, ale wypada to jakoś z większym zapałem i energią niż poprzednik. Mamy tu fajny riff, dobre wokale i znakomity tekst, będący deklaracją Ozzy'ego, że ma się dobrze i nigdzie się nie wybiera. Znakomicie się tego słucha, także ze względu na fajną gitarę Zakka.

But I'm still alive
I don't have any plans to go anywhere
You know I'm alive
I know I'm crazy but I still like it
I don't have any plans to go anywhere
I don't want to die

Na sam finał mamy jeszcze potężny i mocarny Can You Hear Them?. Od samego początku aż przytłacza nas potęga i intensywność tego kawałka. Potem mamy nieco skandowaną zwrotkę i refren, który jednak nieco kuleje. Fajnie niby pasuje do reszty utworu, ale wydaje się nieco pójściem na skróty, który można by trochę dopracować. No, nie ma jednak co narzekać, bo ostatecznie Ozzy kończy longplay z klasą i z odpowiednim uderzeniem.

Ten thousand million nightmares
Tempation by the score
I used to get so high
And still I wanted more
You think my time is wasted
In search of who I am
I tried so hard to kill
The boy inside the man


Down To Earth to ostatni album Ozzy'ego, który wszedł do tzw. "żelaznej klasyki". Kolejne płyty raczej szybko przeminęły i są często pomijane przy wymienianiu większych osiągnięć Osbourne'a (moim zdaniem niesłusznie, ale szerzej o tym się wypowiem przy okazji recenzji tychże albumów). Down To Earth było jednak poniekąd zwrotem stylistycznym w muzyce Ozzy'ego, na który wpływ miała zapewne ponowna współpraca z Black Sabbath; nad całym albumem unosi się bowiem duch macierzystego zespołu Księcia Ciemności. Mamy tu mniej melodii i klawiszy, a więcej nisko strojonych gitar i bardziej wysuniętego głosu Ozzy'ego (choć pierwszy raz modyfikowanego autotune'em). Kompozycje są bardzo fajne i przez 3/4 płyty, całość trzyma naprawdę wysoki poziom. Pod koniec Osbourne łapie jednak lekką zadyszkę, co obniża nieco ocenę albumu. Jednak trzeba przyznać, że Down To Earth to naprawdę dobry album. "Bardzo ciężki i bardzo ozzy".

Ocena: 7/10

sobota, 1 lutego 2020

"Ozzmosis" - Ozzy Osbourne [Recenzja]


Jak Książę Ciemności wspomina w swojej rewelacyjnej autobiografii Ja, Ozzy, przez pewien okres czasu miał fazę na ciągłe robienie badań. Właściwie na wszystko. Miał obsesję na punkcie własnego zdrowia i obawiał się, że nagle zachoruje na jakąś śmiertelną chorobę. Po wydaniu albumu No More Tears pojawiła się jednak w końcu powalająca diagnoza: Ozzy Osbourne cierpi na stwardnienie rozsiane. Ozzy postanowił więc wycofać się z kariery muzycznej i ruszył w pożegnalną trasę o nazwie No More Tours (oczywiste nawiązanie do poprzedzającego ją longplaya). Po jakimś czasie okazało się jednak, że w wynikach badań był błąd, a diagnoza jest nietrafiona. Z Osbourne'a zeszło wówczas napięcie i strach, w którym żył przez parę lat. Postanowił przelać to wszystko w nowe utwory i nagrać kolejny album.
Tym razem miała to być płyta zupełnie inna. Ozzy nie ruszył do pisania z zespołem, a z zawodowymi autorami piosenek. Ostatecznie jego wybór padł na gitarzystę Stevena Vai. Razem z nim Osbourne napisał ponad 40 piosenek i to właśnie z nim miał nagrać nowy album. Gdy Zakk Wylde dowiedział się jednak, że Ozzy powraca na scenę, powrócił, by go wesprzeć. Osbourne chciał nagrać album z dwoma, jednak nie zgodziła się na to wytwórnia, w efekcie czego wybór padł ostatecznie na Zakka. Za bas odpowiadał zaś dobry kumpel Ozzy'ego z Black Sabbath - Geezer Butler. Za perkusją zasiadł Deen Castronovo, a na klawiszach zagrali Michael Beinhorn (producent albumu) i Rick Wakeman (z zespołu Yes). Początkowo jednak ten skład miał wyglądać inaczej.
No More Tears był sporym sukcesem, więc początkowo chciano stworzyć album do niego podobny. Za konsoletą zasiadł więc ponownie Michael Wagener, na basie zagrał Mike Inez, a na perkusji Randy Castillo. Tak powstała pierwsza wersja albumu. Po przesłuchaniu, Epic Records zdecydowało jednak, że chce zupełnie czegoś innego, nowego, świeżego. Tak więc skład został zmieniony. Po wydaniu Ozzmosis album promowały 3 single, a Ozzy wyruszył w trasę pod nazwą... Retirement Sucks! Tour

Zaczynamy zdecydowanie mocnym uderzeniem (aż chciałoby się rzec: pierdolnięciem), bowiem Perry Mason to zdecydowanie najlepszy moment longplaya, a zarazem jeden z najbardziej udanych utworów całej kariery Ozzy'ego. Zaczynamy patetycznym motywem smyczków, który po chwili przyspiesza gwałtownie, rozpoczynając mega ciężki, ale i dynamicznie przebojowy numer. Oprócz ciężaru, mocarnych gitar i klarownego brzmienia zwracamy uwagę też na Osbourne'a, który śpiewa tu wręcz zjawiskowo. Według mnie Ozzmosis to ostatnia płyta, na której brzmi tak dobrze, jeszcze bez wsparcia autotune'a; słychać po prostu, że jego wokal nie stracił nic ze swojej siły i drapieżności, a sam Ozzy wciąż ma głowę pełną świetnych melodii. Po ostrzejszych zwrotkach i ociężałych mostkach pojawia się bowiem wpadający w ucho, choć nie tracący tempa refren. Ten numer to zdecydowanie mój ulubiony utwór albumu i ilekroć go słucham, zawsze mam ciarki i to się chyba już nie zmieni, bowiem za każdym razem brzmi równie świeżo, mocarnie i przebojowo. Idealny miks wszystkich elementów, za które można kochać Osbourne'a. Rozpoczęcie albumu godne legendy.


Wake me when it's over, tell me it's all right
Just keep on talking baby, I've been doing this all night
How much did you give me, tell me it'll be all right

Who can we get on this case?
We need Perry Mason
Someone to put you in place
Calling Perry Mason again

I Just Want You to kolejny genialny sztos, okraszony dodatkowo chyba najlepszym tekstem, jaki stworzył Ozzy. Przede wszystkim, jeśli chodzi o wokal, postawił on tutaj na nieco większą oszczędność interpretacyjną i wyszło to piosence zdecydowanie na dobre, bo tekst i przytłaczający (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) klimat zbudowany za pomocą wyrazistych klawiszy i ciężkich gitar, są już wystarczająco dojmujące i wyraziste. Ozzy śpiewa tu więc delikatnie, ale jest to tylko fortel, który ma sprawić, że tym bardziej pokochamy mostek, a także zakończenie, w którym Osbourne sięga już po swoją charakterystyczną, "jękliwą", wrzeszczącą manierę. Cała piosenka ma w sobie niebywały ciężar, ale też romantyczną czułość, którą czuć na wyciągnięcie ręki. Słychać po prostu, że Ozzy pisał tę piosenkę dla Sharon w obliczu swojego coraz bliższego odejścia, co skłoniło go do głębszych przemyśleń. Efekt jest jednak więcej niż dobry. Jest absolutnie genialny. Uwielbiam ten numer. 

There are no unlockable doors
There are no unwinnable wars
There are no unrightable wrongs or unsingable songs

There are no unbeatable odds
There are no believable gods
There are no unnameable names, shall I say it again, yeah

There are no impossible dreams
There are no invisible seams
Each night when the day is through, I don't ask much

I just want you

Ghost Behind My Eyes to jednak rzecz nieco mniej udana. Jest to kolejna ballada, jednak na tle I Just Want You wypada niestety banalnie i miałko. O ile melodia w zwrotkach jeszcze daje radę (choć nie jest to coś, nad czym można by się zachwycać), o tyle refreny to już totalne pójście na łatwiznę. Generalnie piosence brakuje jednego, zdecydowanego uderzenia, które mogłoby ożywić nieco atmosferę i postawić utwór na nogi. Bez tego jednak ballada jest przesłodzona, chociaż naprawdę szkoda fajnego tekstu, który poszedł na zmarnowanie. 

There is a person living in my head
She comes to visit every night in bed
I fight the demon, but it just won't fall
The voices in my dungeon starting to call

The spiders dancing on the wall
Suicide of love we could have had it all
And it is you, you are the ghost behind my eyes
I can't see through you, you are the ghost behind my eyes

Geezer Butler wziął udział w pisaniu dwóch utworów na płytę, które mogłyby dawać wyobrażenie, jak brzmiałby Black Sabbath w klasycznym składzie w latach 90. (chociaż przypuszczenia te nie były wkrótce potrzebne, gdyż na koncertowym albumie Reunion Black Sabbath znalazły się 2 premierowe utwory nagrane właśnie w składzie Osbourne-Iommi-Butler-Ward), a jednym z nich jest właśnie Thunder Underground. Nad całością unosi się, rzeczywiście, duch Black Sabbath, jednak bardziej jeśli chodzi o kwestię ciężaru, dawki mroku i klimatu, niż faktycznych, godnych zapamiętania riffów, subtelnej perkusji Warda i zapadającego w ucho basu Butlera. Jedyne, co trzyma się znakomicie, to głos Ozzy'ego, który sięga tu zdecydowanie po wyższe rejestry i daje z siebie wszystko. Piosenka nie jest jednak idealna, gdyż brakuje jej jednak - po raz kolejny - takiego solidnego, metalowego (przepraszam za wyrażenie) pierdolnięcia. Ciężar wydaje się tu dodany odrobinę na siłę, a i sam utwór kompozycyjnie niespecjalnie zachwyca. Szkoda, chociaż słucha się tego całkiem dobrze i fajnie młóci przez te 6 i pół minuty.

Could it be that I have found my mind or have I gone insane?
Roller coaster of the madness and there's only me to blame
The ever faithful hand of doom will take the pain away
I'll never know the answer to it all 'til my dying day

Formę przywraca jednak rewelacyjny See You On the Other Side. Jest to piosenka, w pisaniu której pomógł Ozzy'emu Lemmy Kilmister. I czuć tu, że panowie bardzo dobrze się uzupełniali. Rewelacyjne basowe intro, melodyjne i zamyślone zwrotki, po których uderzają nas moce i ostrzejsze refreny. Mimo, że piosenka nie jest może odkrywcza, to jest to jeden z moich ulubionych utworów Osbourne'a, a także jeden z niewielu, który wzrusza mnie przy każdym odsłuchu. Jest po prostu coś w tym numerze, że porusza jakąś cienką strunę w moim muzycznym serduchu. Może to kolejny poruszający tekst, niebędący typowym, banalnym wyznaniem miłości? Może to niezwykle emocjonalne wokale Ozzy'ego, który wkłada w ten utwór całe serce? Nie wiem, ale to nieistotne. Istotne jest to, że See You On the Other Side to znakomity, wielki i potężny utwór, który uwielbiam bez reszty.

Hold me, hold me tight, I'm falling
Far away, distant voices calling
I'm so cold, I need you darling, yeah

I was down, but now I'm flying
Straight across the great divide
I know you're crying, but I'll stop you crying
When I see you, I see you on the other side

Jeśli ktoś wątpiłby w wokalne umiejętności Ozzy'ego, mimo upływu tych wszystkich lat, Tomorrow powinno je ostatecznie rozwiać. Zaczyna się niespiesznie, a intro trwa niemal pół minuty. Po chwili wchodzi Osbourne, śpiewając dość nisko i powoli. Czuć jednak podskórnie jakiś niepokój i nietrudno jest przewidzieć, że zaraz coś się wydarzy. Tak też się dzieje, gdyż w mostku Ozzy zaczyna rewelacyjnie się wydzierać, co powoduje gęsią skórkę, zaś znakomicie melodyjny refren tylko poprawia dopiero co wyprowadzony nokautujący cios. Mimo, że piosenka nie zyskała większej aprobaty wśród publiczności, to dla mnie jest jedną z tych "naj" i uwielbiam do niej wracać. Jeden z najlepszych "deep cuts" repertuaru Ozzy'ego.

Living in the thunder, driving me insane
Can I get a witness to take away the pain
Walking on the water, going nowhere fast
Feeling like I'm walking with no shoes on broken glass
You know it

You don't have to leave the lights on
I'm so used to be being blind
No more goodbyes or yesterdays
So it's, I'll see you tomorrow, I'll see you tomorrow

Bardziej typową balladą jest natomiast, poświęcony córce, Denial. Nie powiedziałbym o tej piosence, że jest to rzecz nieciekawa, bo jest to naprawdę porządne i piękne granie, jednak po prostu nie przekonuje mnie w tym samym stopniu, co pozostałe utwory płyty. Melodia jest piękna, tak samo zresztą jak i tekst, wokale, klimat itd., jednak poprzeczka jest jednak zbyt wysoko i Denial nie przekonuje mnie tak, jak bym od niego tego oczekiwał.

I don't drink holy water, I'm not the son of Christ
I ain't no black messiah, and I don't load my dice
You can tell me you're all right, but why are you so afraid?

You're in denial, you never will believe it's you
Denial, you always hide behind the truth
You'll never believe it, you never believe it's you

Również konwencjonalnie i balladowo wypada My Little Man - zaśpiewany, dla odmiany, dla syna - jednak ta piosenka jest już dla mnie czymś zdecydowanie więcej. Czuły i zaśpiewany z wyczuciem tekst po prostu musi wzruszać. Również i w samej muzyce Ozzy dał sobie raczej na wstrzymanie i śpiewa bardzo delikatnie i nie spieszy się zanadto. W tej piosence także pomagał Osbourne'owi Lemmy, a ponadto jest to jedyna piosenka powstała podczas sesji ze Stevem Vai, która ostatecznie trafiła na krążek. Zdziwiłbym się, gdyby nie trafiła, bo jest to przepiękny utwór, pełen emocji i szczerej, nieskrępowanej czułości i miłości do dziecka, które wyśpiewać może tylko szczerze kochający ojciec.

Don't you know I love you more than life itself
Don't you know that you're my pride
And I would not have you walking through this world
Without me by your side

Go to sleep my little man
Don't you weep my little man

Przydługie sprzężenie gitary otwiera kolejny, pseudo-sabbathowy numer, zatytułowany tym razem My Jekyll Doesn't Hide. I w tym przypadku pomógł Ozzy'emu w pisaniu Geezer Butler, i w tym przypadku mamy tu zdecydowanie więcej ciężaru, i w tym przypadku nie jest to wciąż Sabbath. Jednak, muszę oddać honor, piosenka jest naprawdę rewelacyjna. Osbourne śpiewa tu ze sporym zaangażowaniem - szczególnie w końcowym mostku - i głównie dzięki niemu całość wypada aż tak dobrze, chociaż i bez niego by to wszystko świetnie brzmiało. Bardzo dobry tekst, bardzo dobry riff, bardzo ciężki klimat i w ogóle wszystko w tej piosence to naprawdę wysoki poziom. O ile do Thunder Underground mam raczej ambiwalentny stosunek, tak My Jekyll Doesn't Hide już zdecydowanie lubię i uwielbiam do niego wracać. Jest moc.

A killer's smile with
A psycho star dream
Behind the mask things aren't what they seem
Unholy soldier
Disciple of sin
What kind of mind are you living in

You're preaching revolution
Don't you mean genocide?
Behind this resolution
My Jekyll doesn't hide

Na sam koniec mamy jeszcze delikatną balladę, Old L.A. Tonight, w której od czasu do czasu pojawiają się lekkie obostrzenia. Zaczynamy lirycznym fortepianowym intro, do którego dołącza po chwili gitara i sam Ozzy, który śpiewa tu ponownie wręcz znakomicie. Melodia wpada w ucho, a refreny są równie udane, jak i zwrotki. Piosenka, mimo że prosta, niezaskakująca i banalna, jak najbardziej mi się podoba i słucha mi się tego z przyjemnością. Sam nie wiem, o co tu chodzi, ale jest w tym kawałku po prostu czysta magia.

Look into the future
Look into my eyes and tell me everything's all right
Tell me where we're going
I'm so afraid 'cos I don't know what's going on with my life

But it'll be all right tonight
Will it be all right tonight?
Are we doin' all right in old L.A. tonight?


Ozzy'emu udał się ten "comeback". Poprzeczka albumowa po No More Tears zawieszona była niezwykle wysoko i chociaż Ozzmosis jej nie przeskakuje, to wstydu absolutnie nie przynosi i jest godnym następcą znakomitej poprzedniczki. Ten album to zdecydowanie rzecz bardziej osobista, nostalgiczna, jakby Osbourne uznał, że po tylu latach może pozwolić sobie na spojrzenie wstecz. Większość tekstów opowiada o miłości, odczuciach Ozzy'ego, jego przemyśleniach na temat jego osoby i rozstrzygnięciu z jego demonami. Mimo, że dużo tu ballad, to absolutnie nie można narzekać na brak ciężkich i potężnych uderzeń (Perry Mason, Thunder UndergroundTomorrow, My Jekyll Doesn't Hide). Mimo, że zdarzają się tu pojedyncze mniej ciekawe utwory, to cały krążek trzyma wysoki poziom i absolutnie może się podobać, chociaż zdaję sobie sprawę, że takie oblicze Ozzy'ego nie do każdego przemówi. Jak dla mnie Książę Ciemności był zawsze mistrzem ballad, więc i ta płyta zdecydowanie mnie bierze i znajduje się tu sporo dobrej muzyki, do której uwielbiam wracać.
Jeszcze jedno dodatkowe słówko na temat piosenki, która się na tej płycie nie znalazła. W 2002 roku, przy wznowieniu płyty, dorzucono do niej dwa dodatkowe utwory: Whole World's Fallin' Down i Aimee. O ile w przypadku pierwszego rozumiem, czemu mógł być odrzutem, to odrzucenie drugiego uważam za jeden z największych błędów wydawniczych Ozzy'ego. To jedna z najpiękniejszych ballad Osourne'a, z prześlicznymi smyczkami, mocnym solo gitarowym i rozdzierającymi serce wokalami Ozzy'ego. Kiedy natomiast wchodzi refren, jestem już rozłożony na łopatki. Szkoda, że zamiast tego zdecydowano się umieścić na płycie taki niewypał jak Ghost Behind My Eyes.

Ocena: 8/10

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...