wtorek, 19 lutego 2019

"The Beatles" - The Beatles [Recenzja]


Po wydaniu znakomicie przyjętych płyt Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band i Magical Mystery Tour, Beatlesi postanowili poświęcić więcej czasu na rozwój duchowy niż muzyczny. Zafascynowany kulturą indyjską i sztuką medytacji George Harrison namówił kolegów z zespołu na wspólne wyjście na wykład guru ruchu medytacji transcendentalnej, Maharishi Mehesh Yogi. Po wykładzie cała czwórka była pod wielkim wrażeniem tego, co mówił Maharishi. Zapragnęli nauczyć się medytacji. Maharishi namówił ich, by razem z nim pojechali do świętego miasta rozpiętego między dwoma mostami na Gangesie - Rishikesh. 16 lutego 1968 roku na miejsce docierają John Lennon i George Harrison z partnerkami, a następnie Paul McCartney i Ringo Starr. W świcie Beatlesów jest ponad 60 osób, w tym biograf Beatlesów, Hunter Davis, aktorka Mia Farrow z siostrą Prudence i Mike Love z zespołu The Beach Boys.
Beatlesi każdego dnia, obwieszeni naszyjnikami z kwiatów i w skromnych ubraniach zasiadali przed Maharishim i starali się medytować. Najszczęśliwszy był George Harrison, który wreszcie wychodził z cienia Lennona i McCartneya i kierował zespół na duchowe tory. Oprócz medytacji uczył też się gry na sitarze, dzięki czemu doskonalił swoją technikę gitarową. Jednak główni kompozytorzy zespołu również nie próżnowali i od lutego do kwietnia powstała większość materiału na kolejny album.
Pierwszy do domu musiał wrócić Ringo, u którego wystąpiły problemy gastryczne wywołane tamtejszą dietą. Paul i John jednak wyciągali coś dobrego z medytacji, gdyż znów zaczęli się do siebie kompozytorsko zbliżać, odwiedzali się w pokojach i razem pisali. Beatlesi parę lat wcześniej uznali, że z trzech gitar i perkusji już dużo nowego nie da się wyciągnąć, więc trzeba eksperymentować. Jednak olbrzymia popularność debiutujących w latach 1967-68 zespołów, takich jak The Doors, The Who, Jimi Hendrix Experience i Cream pokazała im, że popełnili błąd, a gitarowe granie ma się całkiem nieźle. Na najnowszym albumie postanowili do tego powrócić.
Na kształt Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band i Magical Mystery Tour wpływ miało, bez wątpienia, LSD. W Indiach jednak Beatlesi byli wolni od wszelkich narkotyków, zaspokajając się wyłącznie medytacją i, ewentualnie, popalając trawkę. Po jakimś czasie Lennon uznał jednak, że Maharishi jest uganiającym się za panienkami hipokrytą. Postanowił więc wrócić do domu i zająć się nagraniami. Reszta Beatlesów podążyła w ślad za nim. Po powrocie, w ostatnim tygodniu maja, cała czwórka spotkała się w domu George'a w Esher, Surrey, gdzie nagrali demo do dwudziestu siedmiu piosenek. Do studia weszli 30 maja, a ostatnia sesja miała miejsce 16 października.
Atmosfera w studio była napięta, co wynikało głównie z obecności japońskiej artystki pop-artu, Yoko Ono. Żonaty Lennon zakochał się w niej, a ona nie odstępowała go ani na krok i przychodziła razem z nim nawet na sesje nagraniowe, co złamało niepisaną zasadę zespołu, że do studia podczas nagrywania wstęp mają tylko Beatlesi i nikt inny. (Gdy Yoko Ono się rozchorowała, Lennon kazał nawet wstawić do studia łóżko). W październiku Lennon wraz z Ono wydał nawet eksperymentalny album o tytule Two Virgins (nagrany w noc, kiedy para po raz pierwszy się ze sobą przespała), który wywołał skandal przez okładkę, na której widnieją nadzy kochankowie. 
Zaistaniała sytuacja najbardziej denerwowała (czującego, że traci swojego piosenkowego partnera) McCartneya, który miał nazwać Ono nawet "gejszą". Sesje do Białego Albumu były też pierwszymi w historii zespołu, kiedy to Paul i John nagrywali większość swoich partii w osobnych pomieszczeniach z innymi inżynierami. Praca z Lennonem była utrudniona ze względu na heroinowe letargi. Zmienili także metodę nagrywania. Teraz nie nagrywali już tego, co napisali poza studiem, tylko improwizowali i wybierali z tego najlepsze fragmenty. George Martin, widząc że nie jest im już potrzebny, taktownie udał się na urlop. 
Gdy Batlesom skończył się kontrakt z Parlophone, postanowili założyć własną firmę nagraniową, którą nazwali Apple. Skutkowało to jeszcze większym zamieszaniem, gdyż zupełnie nie orientowali się w kwestiach organizacyjnych i finansowych. 
Pozostała jeszcze kwestia okładki. Początkowo, gdy album miał nosić tytuł Doll's House (inspiracja XIX-wiecznym dziełem Henrika Ibsena), okładką miała być grafika autorstwa Johna Patricka Byrne'a. Pomysł jednak porzucono, gdy prog-rockowy zespół Family wydał w 1968 album Music In A Doll's House. Podczas rozmowy z malarzem, Richardem Hamiltonem, Paul skarżył mu się, że nie ma pomysłu na tytuł dla nowego albumu Beatlesów. Hamilton zapytał, czy któraś z ich płyta miała już tytuł The Beatles. McCartney na to odpowiedział: "Nie. Są Meet The Beatles i Introducing The Beatles w Stanach, ale nigdy nie wydaliśmy albumu zatytułowanego po prostu The Beatles." Początkowo na zaprojektowanej przez Hamiltona okładce, na białej kartce miał być ślad, jak gdyby przesunięto po nim rozkrojonym jabłkiem, jednak było to niemożliwe do wydrukowania, więc poprzestano tylko na białym kolorze (stąd też potoczna nazwa longplaya - "Biały Album"). Z powodów komercyjnych wytłoczono na niej napis THE BEATLES, a oryginalne wydania dodatkowo ponumerowano (była to część happeningu Hamiltona, który chciał zrobić "limitowaną" serię 5 milionów albumów).

Album otwiera energiczny rocker McCartneya, Back In The U.S.S.R. Perkusja, którą tu słyszymy jest dziełem Johna, Paula i George'a, gdyż Ringo podczas nagrywania tej piosenki po prostu wyszedł ze studia. Nie wytrzymywał już krytycznych uwag Paula co do swojej gry i czuł się najmniej kreatywnym członkiem z zespołu, który jest tylko piątym kołem u wozu. Przed wyjściem poszedł do Lennona i powiedział mu "We trzech jesteście zgraną paczką, a ja do niej nie należę", na co John miał mu odpowiedzieć: "To raczej wy trzej jesteście zgraną paczką". Następnie udał się do Paula i powiedział mu to samo, co Johnowi. McCartney odparował: "To raczej wy trzej jesteście zgraną paczką". Świetnie obrazuje to atmosferę panującą w studiu i relacje między Beatlesami w trakcie nagrań. Całość rozpoczyna się odgłosem odrzutowca i jest jedną, wielką jazdą bez trzymanki. Rolę głównego wokalisty pełni tu, oczywiście, Paul, ale i pozostała dwójka ma tu swój udział, śpiewając chórki będące pastiszem Beach Boysów. Jest to jeden z najbardziej rockowych utworów w całym repertuarze Beatlesów i nawet po 50 latach McCartney chętnie do niego wracał na koncertach. Lepszego otwarcia tego albumu zespół nie mógł chyba sobie zapewnić.

Been away so long I hardly knew the place
Gee it's good to be back home
Leave it till tomorrow to unpack my case
Honey disconnect the phone
I'm back in the U.S.S.R.
You don't know how lucky you are boy
Back in the U.S.S.R.

Well the Ukraine girls really knock me out
They leave the West behind
And Moscow girls make me sing and shout
That Georgia's always on my mind

Back In The U.S.S.R. kończy się tak, jak zaczął - szumem silnika odrzutowca - a gdy ten cichnie, wynurza się delikatna melodia gitary Harrisona, składająca się właściwie tylko z dwóch dźwięków i towarzysząca nam przez cały czas trwania kolejnego utworu. Lennon tymczasem na gitarze akustycznej wygrywa basowe figuracje specyficzną metodą palcową, której nauczył się w Indiach (McCartney przyznawał po latach, że tylko John należycie opanował tę technikę). W Dear Prudence mamy jeden z najbardziej delikatnych wokali Lennona w całej karierze zespołu. I tutaj Ringo nie brał udziału w nagraniach, więc na stanowisku perkusisty zastąpił go Paul. Piosenka powstała podczas pobytu Beatlesów w Indiach, a tytułowa Prudence, to siostra Mii Farrow. Zaangażowała się ona tak bardzo w medytacje, że praktycznie nie wychodziła ze swojego bungalowu. Maharishi poprosił George'a i Johna, by namówili ją do większego zainteresowania światem zewnętrznym. I, mimo że piosenka napisana przez Lennona jest adresowana bezpośrednio do Prudence, może mieć też szerszy wydźwięk, namawiając do podziwiania świata dookoła i odnalezienia swojego miejsca. Piękna piosenka, stanowiąca ciekawy kontrapunkt do Back In the USSR, a mimo to świetnie go uzupełniająca i pokazująca jak nietypowa i hybrydalna płyta nas czeka.

Dear Prudence open up your eyes
Dear Prudence see the sunny skies
The wind is low, the birds will sing
That you are part of everything
Dear Prudence won't you open up your eyes?

Ringo Starr, po odejściu z zespołu wyjechał na Sardynię. Po dwóch tygodniach otrzymał tam pocztówkę o treści: "Jesteś najlepszym rockandrollowym perkusistą na świecie. Wracaj do domu, kochamy cię". Po powrocie do studia zastał przystrojoną kwiatami perkusję (inicjatywa Harrisona). Kolejna sesja nagraniowa miała miejsce tydzień później, a jej efektem jest Glass Onion, czyli kolejny kawałek Lennona i pierwszy na tym albumie, w którym słychać perkusję Ringo. W tej piosence John robi całą masę nawiązań do piosenek Beatlesów, naśmiewając się jednocześnie z tych, którzy szukają w nich wciąż ukrytych przesłań. Padają tu odniesienia do Strawberry Fields Forever, Lady Madonna, I Am The Walrus, Fixing a Hole i The Fool On the Hill (kiedy to Paul gra krótki fragment na flecie prostym, jako aluzja muzyczna do swojego utworu z poprzedniego longplaya). Warto zwrócić uwagę na świetną, rockową oprawę całości, żywiołowy wokal Lennona i oktet smyczkowy, zaaranżowany przez George'a Martina.

I told you about Strawberry Fields
You know the place where nothing is real
Well here's another place you can go
Where everything flows
Looking through the bent backed tulips
To see how the other half life
Looking through the glass onion

Ob-La-Di, Ob-La-Da to numer, który albo się kocha, albo nienawidzi. McCartney, w ramach zemsty za awangardowy kolaż Revolution 9, napisał tak prostą, banalną, infantylną i pastiszową piosenkę, jak to tylko możliwe, wiedząc że Lennon nie znosi czegoś takiego - twierdził, że to muzyka dla starych babć. Paul doprowadzał pozostałych członków zespołu do szału swoim nadmiernym perfekcjonizmem, każąc grać im tę piosenkę wciąż od nowa, gdyż nie mógł znaleźć odpowiadającego mu rozwiązania rytmicznego. W pewnym momencie Lennon, wściekły wyszedł ze studia. Wrócił po godzinie, co najmniej upalony, krzycząc: "Ja wam pokażę jak to zagramy", po czym dwa razy szybciej i głośniej zagrał fortepianową przygrywkę i w takiej właśnie wersji trafiła na płytę, gdyż to tego od początku szukał McCartney. Przyznam się szczerze, że bardzo długo miałem do tego nagrania ambiwalentny stosunek, gdyż wydawało mi się za proste i bez sensu, jednak moja dziewczyna (z wykształcenia muzyk) powiedziała mi kiedyś, że w muzyce nie zawsze chodzi o nie wiadomo jak wymyślne manewry, ale czasem wystarczy po prostu zwykła radość i przyjemność z niej płynąca. Kiedy pod tym względem spojrzałem na Ob-La-Di, Ob-La-Da, z miejsca się do niej przekonałem.

Desmond has a barrow in the market place
Molly is the singer in the band
Desmond says to Molly - girl I like your face
And Molly says this as she takes him by the hand

Ob-la-di ob-la-da life goes on bra
Lala how the life goes on

W roli krótkiego przerywnika występuje Wild Honey Pie, czyli trwający niecałą minutę muzyczny żart McCartneya, w którym sam zagrał na bębnach, gitarach i zaśpiewał (o ile to, co tu prezentuje można jeszcze nazywać śpiewem). Szczerze mówiąc nie zwracam na tę miniaturkę nigdy większej uwagi. Jest zabawna, ale nic poza tym.
Jeśli John Lennon miał czelność nazwać kiedyś Ob-La-Di, Ob-La-Da pastiszem, to ciekawe jak by określił swoje The Counting Story of Bungalow Bill. Piosenka przypomina numery grane przy harcerskich ogniskach. (Być może jednak taki był zamysł autora, by sprawiała wrażenie historii opowiadanej na szybko przy okazji takich właśnie okoliczności). Tutaj właśnie Lennon złamał kolejną niepisaną zespołu, a mianowicie: na płytach Beatlesów nie może śpiewać nikt oprócz Beatlesów. W trzeciej zwrotce natomiast jedna linijka została zaśpiewana przez... Yoko Ono. Chciałbym jednak, by to to był największy problem tej kompozycji, zamiast infantylnego wydźwięku całości.

He went out tiger hunting with his elephant and gun
In case of accidents he always took his mom
He's the all American bullet-headed saxon mother's son
All the children sing:

Hey, Bungalow Bill
What did you kill?
Bungalow Bill

Warto jednak przecierpieć te 3 minuty, bowiem kolejną piosenką jest jedna z najpiękniejszych kompozycji w całym repertuarze George'a Harrisona i Beatlesów, czyli While My Guitar Gently Weeps. Pewnego dnia, podczas rozmowy z Erikiem Claptonem, Harrison zaproponował mu, by wpadł do nich do studia i zagrał na ich nowej płycie. Clapton początkowo oponował, mówiąc że na płytach Beatlesów nie gra nikt oprócz nich i on nie chciałby naruszyć tej zasady. Harrison jednak przekonał go i tym właśnie sposobem w tej piosence słynne solo gitarowe jest dziełem samego Erica Claptona. Co ciekawe, obecność osoby z zewnątrz (która nie była Yoko Ono) pozytywnie wpłynęła na Beatlesów, którzy ograniczyli nieco swoje kłótnie i złośliwości i odzyskali ponownie wigor. Każdy zagrał w tej piosence bezbłędnie, mimo że - zdaniem Harrisona - początkowo nie byli zbyt przekonani do tego utworu. Majstersztykiem jest tu gra Ringo, który swoją perkusją idealnie stopniuje napięcie, grając w rytmie tanga, ale nie bojąc się niemal jazzowych wstawek. Tekst Harrisona opowiada o ludzkiej niezdolności do wzbudzenia w sobie miłości. Wielki i genialny utwór. Faworyt nie tylko z tego albumu, ale i jeden z najlepszych utworów w całym repertuarze zespołu. Jest dużo rzeczy, które chciałbym o tym utworze napisać, ale jak to powiedział kiedyś Frank Zappa: "Pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze". Więc skończę tylko na krótkiej rekomendacji: TRZEBA TEGO POSŁUCHAĆ.

I look at the world and I notice it's turning
While my guitar gently weeps
With every mistake we must surely be learning
Still my guitar gently weeps
I don't know how you were diverted
You were perverted too
I don't know how you were inverted
No one alerted you

Tym razem swoje ciężkie działa wytacza Lennon w znakomitym Happiness Is A Warm Gun, czyli pełnym zmian metrum i konstrukcji utworze. Zaczyna się niepozornie, gdy John delikatnie śpiewa pierwsze wersy. Po chwili jednak wchodzą bębny Ringo i wiemy, że tu wydarzy się coś więcej. Delikatne przyspieszenie jeszcze niczego nie zapowiada, a chwilę potem wchodzi upiornie przesterowana gitara Harrisona, a wraz za nią podąża wokal Lennona. Napięcie eksploduje jednak, gdy John wydziera się na całe gardło, Paul i George triumfalnie mu podśpiewują w tle. Hermetyczny tekst zawiera wiele ciekawych nawiązań i zagadek słownych, do czego Lennon zdążył nas już przyzwyczaić (na przykład Matka Przełożona, to pseudonim, którym John obdarzył Yoko). Piosenka to naprawdę kolejny genialny sztos w repertuarze Beatlesów i jedno z największych i rewolucyjnych dzieł, które wyszły z głowy Lennona.

Happiness is a warm gun
When I hold you in my ars
And I feel my finger on your trigger
I know nobody can do me no harm
Beacause happiness is a warm gun

Żwawy wstęp na fortepianie to już kolejna piosenka McCartneya, Martha My Dear. Paul tak mówi o tej piosence: "Kiedy starałem się nauczyć grać na pianinie chciałem się przekonać, ile już umiem, i w ten sposób powstał ten kawałek, prawie jako wprawka, zresztą wcale niełatwa dla mnie do zagrania, na dwie ręce; taka mała skończona forma". I właśnie z tej wprawki powstała następnie cała piosenka. Martha to imię suczki McCartneya, którą nazywał pieszczotliwie "silly girl". Śpiewa tu, że zawsze była jego natchnieniem i inspiracją. Mimo, że piosenka była nagrywana już po powrocie Ringo, Paul zagrał tu sam na wszystkich instrumentach: perkusji, basie, gitarze i pianinie, a ponadto do całości George Martin zaaranżował smyczki. Pełna inwencji, niespodzianek ale i uroku piosenka to jedna z moich ulubionych piosenek Paula na tym albumie.

Martha my dear you have always been my inspiration
Please
Be good to me, Martha my love
Don't forget me, Martha my dear

Kolejna piosenka to znów poruszający Lennon, śpiewający o bezsenności i tęsknocie w I'm So Tired. Śpiewa tu na zmianę, raz czule i delikatnie, a raz ostro, co sugeruje jego wahania nastrojów. Piękny utwór i jeden z zaledwie szesnastu na The Beatles, w którym można usłyszeć cały zespół.

You'd say I'm putting you on
But it's no joke, it's doing me harm
You know I can't sleep, I can't stop my brain
You know it's three weeks, I'm going insane
You know I'd give you everything I've got for a little piece of mind

W Blackbird z kolei mamy tu do czynienia tylko z Paulem, śpiewającym i grającym na gitarze akustycznej. To jedno z największych arcydzieł w całej karierze McCartneya, muzycznie zainspirowane Bouree E-moll Bacha, którego Paul i George uczyli się grać jeszcze w czasach szkolnych. Ostatecznie Blackbird nie ma wiele wspólnego z bachowską kompozycją, jednak czuć tu barokową klasę i charakterystyczne prowadzenie głosów (oczywiście w warstwie gitary, bowiem wokal ma już więcej naleciałości bluesowych niż klasycznych). McCartney napisał tę piosenkę, jako poparcie dla emancypacji czarnoskórych. Powiem tylko tyle: mimo oszczędności (a może właśnie dzięki niej?) jest to kawałek wybitny.

Blackbird singing in the dead of night
Take these sunken eyes and learn to see
All your life
You were only waiting for this moment to be free

Kolejna kompozycja Harrisona to ostra krytyka materializmu - Piggies. Harrison śpiewa przy akompaniamencie gitary akustycznej i barokowego klawesynu, na którym zagrał Chris Thomas (producent na czas urlopu Martina). Pojawia się tu nawet zmiana trybu z durowego na molowy. Paul gra na basie krótkie, delikatne akordy, Ringo potrząsa tamburynem, a John urozmaicił całość dodając tu odgłosy chrząkania świń. Po powrocie z urlopu nawet George Martin coś od siebie dodał, aranżując oktet smyczkowy. Świetna piosenka, szkoda tylko że dziś już zapomniana.

Have you seen the little piggies
Crawling in the dirt
 And for all the little piggies
Life is getting worse
Always having dirt to play around in

Pastiszowe country autorstwa McCartneya, czyli Rocky Raccoon to parodia kowbojskiej ballady o konfrontacji w pewnym saloonie w Południowej Dakocie. McCartney pełni tu rolę głównego wokalisty, przygrywając sobie na akustyku. Lennon natomiast gra na basie, fisharmonii i harmonijce, ponadto śpiewając wraz z Harrisonem chórki. Całości dopełniają bębny Ringo i charakterystyczne solo na barowym pianinie, zagrane przez George'a Martina. 

And now Rocky Raccoon he fell back in his room
Only to find  Gideon's Bible
GIdeon checked out and he left it no doubt
To help with good Rocky revival

Don't Pass Me By to kolejne country, wyjątkowe jednak z tego powodu, iż to pierwsza piosenka napisana dla Beatlesów przez Ringo. Powstała co prawda już parę lat wcześniej, ale dopiero teraz nadarzyła się okazja, by perkusista mógł ją wykonać. Ringo oprócz perkusji gra tu także na pianinie, do którego młoteczków przyczepiono pinezki, no i oczywiście śpiewa. Całość cechuje się charakterystyczną dla Ringo lekkością wykonania i z łatwością wprowadza w pozytywny nastrój.
Don't pass me by, don't make me cry, don't make me blue
'Cause you know darling I love only you
You'll never know it hurt me so
How I hate to see you go
Don't pass me by, don't make me cry

Paul uderzający w pudło gitary to już kolejny, najbardziej bluesowy na pierwszym krążku, utwór - Why Don't We Do It In The Road?, który powstał po zobaczeniu przez McCartneya dwóch kopulujących ze sobą małpek na ulicy. Lennon i Harrison nie brali udziału w tym nagraniu, gdyż w sąsiednim studiu pracowali nad partią skrzypiec do piosenki Piggies. John jeszcze wiele lat po wydaniu The Beatles miał żal do Paula, że nie mógł wziąć udziału w nagrywaniu Why Don't We Do It In The Road?, co już samo w sobie powinno posłużyć za jej rekomendację.

No one will be watching us
Why don't we do it in the road?

Rock, pastisz, country, blues, pop, klasycyzm, a teraz do galerii gatunków muzycznych, które Paul porusza tylko na tej płycie (!) dochodzi jeszcze liryczna ballada, czyli I Will. McCartney śpiewa tu zwiewną i uroczą piosenkę do swojej miłości, której jeszcze nie poznał; zapewnia o tym, że zawsze będzie jej oddany, ale prosi tylko by się ujawniła. Śpiewa tu główny wokal, chórki, a także gra na dwóch gitarach akustycznych. Ponadto w nagraniu brali udział jeszcze Lennon i Ringo, którzy zagrali na instrumentach perkusyjnych. Tak niewiele trzeba, by powstała tak piękna i wzruszająca piosenka.

Who knows how long I've loved you
You know I love you still
Will I wait a lonely lifetime
If you want me to, I will

For if I ever saw you
I didn't catch your name
But it never really mattered
I will always feel the same

Lennon jednak pokazuje, że też nie obce są mu smutne, poruszające za serce ballady, śpiewając Julia. Piosenka opowiada o złożonej relacji, którą muzyk miał ze swoją matką, Julią, która zginęła w wypadku samochodowym, gdy John miał zaledwie 17 lat. Tekst może jednak odnosić się także do Yoko, jako swojej nowej miłości. Lennon prezentuje tu zupełnie odmienny liryzm, niż McCartney w I Will. Dużo śpiewa na jednym dźwięku, gitarowe figuracje uwypuklające harmonie. Lennon gra tu na gitarze w sposób wykorzystany już w Dear Prudence. Julia była ostatnim nagraniem do tego albumu, a występuje w niej tylko John, śpiewając i grając na gitarze. Ta piosenka, dzięki swojemu minimalizmowi potrafi wzbudzić maksimum emocji u słuchacza, gdyż tekstowo i muzycznie jest idealna i pięknie kończy pierwszy krążek albumu.

When I cannot sing my heart
I can only speak my mind, Julia


Początek drugiego krążka, czyli Birthday, już sugeruje nam że będzie to część bardziej hard rockowa (chociaż hard rock wówczas dopiero raczkował i miał na dobre rozwinąć się wraz z powstaniem debiutanckiej płyty Led Zeppelin). Krótkie wejście perkusji i potężny, dynamiczny riff grany równocześnie na trzech gitarach przez Paula, Johna i George'a. Po raz pierwszy ten motyw wyszedł spod palców McCartneya i natychmiast przypadł do gustu Lennonowi. Panowie skończyli więc ten utwór w studiu i nagrali jeszcze tego samego wieczora. Mimo tak krótkiego czasu powstania, kawałek ten w żadnym razie nie jest banalny. Otwiera płytę tak samo dobrze, jak Back In The U.S.S.R. poprzednią.

You say it's your birthday
It's my birthday too
They say it's your birthday
We're gonna have a good time
I'm glad it's your birthday
Happy birthday to you

Birthday blednie jednak przy wielkim Yer Blues Lennona. McCartney zderzył się z bluesem przy okazji Why Don't We Do It In The Road, jednak to dopiero tutaj mamy pierwszy, poważny utwór z tego gatunku w repertuarze Beatlesów. Występujący w tekście "Dylan's Mr Jones" to bohater utworu Boba Dylana, The Ballad of a Thin Man. Mamy tu świetny popis umiejętności Ringo i, nade wszystko, Lennona, którego zgrzytliwa gitara wiedzie prym w całym utworze. Nie sposób też nie wspomnieć tu o jego wokalu, który ostro przeszywa uszy słuchacza, gdy wypluwa z siebie kolejne frazy. Wspaniały utwór, do którego Lennonowi zdarzało się wracać nawet na koncertach po rozpadzie zespołu (a rzadko wracał do jakichkolwiek piosenek nagranych z Beatlesami).

In the morning, wanna die
In the evening, wanna die
If I ain't dead already
Girl, you know the reason why

My mother was of the sky
My father was of the earth
But I am of the universe and you know what that's worth

Ciekawym kontrastem do tego przejmującego utworu Lennona jest delikatny, napisany jeszcze w Indiach przez Paula, Mother Nature's Son. Paul nie poprosił swoich kolegów o pomoc w nagrywaniu i postanowił samemu zrealizować piosenkę (pierwsze ślady indywidualizmu muzycznego Beatlesa, który swój finał miał znaleźć w debiutanckim solowym albumie McCartney, gdzie samodzielnie zagrał na wszystkich instrumentach i zrealizował nagrania). Jako delikatny, akustyczny, folkowy kawałek stanowi głęboki oddech po dwóch hard rockowych ciosów, które Beatlesi zapewnili nam na otwarcie.

Born a poor young country boy
Mother Nature's son
All day long I'm sitting, singing songs for everyone
Sit beside a mountain stream, see her waters rise
Listen to the pretty sound of music as she flies
Find me in my field of grass
Mother Nature's son
Swaying daisies sing a lazy song beneath the sun
Mother Nature's son

Everybody's Got Something To Hide Except Me And My Monkey to posiadający najdłuższy tytuł utwór Beatlesów, a jednocześnie jeden z najlepszych rockowych kawałków zrobionych kiedykolwiek przez zespół. Do dzisiaj ciężko stwierdzić, co Lennon miał na myśli, pisząc taki tekst. Według McCartneya, zwrot "the deeper you go, the higher you fly" to oczywiste odniesienie do heroiny, o czym opowiada cały utwór. Według Harrisona może to być tekst o Maharishim, tym bardziej że do jego ulubionych powiedzonek należały: "come on it's such a joy" i "everybody's got something to hide - except me". W jednym ze swoich ostatnich wywiadów Lennon stwierdził jednak, że opowiada on o nim i Yoko i o tym, że cały psioczący na niego świat jest zakłamany, tylko oni jedni nie. O czym by jednak ten tekst nie opowiadał, utwór jest naprawdę znakomity i warty uwagi.
Co do znaczenia Sexy Sadie nie ma jednak już najmniejszych wątpliwości: adresatem tekstu jest Maharishi. Gdy Lennon, podczas pobytu w Indiach, dowiedział się, że guru dobierał się do jednej z dziewczyn, uznał go za hipokrytę i zarządził natychmiastowy wyjazd. W międzyczasie ułożył piosenkę zaczynającą się od słów: "Maharishi, what have you done/You made a fool of everyone". Harrison jednak nie wierzył w oskarżenia i namówił Johna, by zmienił adresata słów na Sexy Sadie. Tekst jednak jest tu najmniej ważny, bowiem Sexy Sadie to jedna z najpiękniejszych piosenek w całym dorobku Beatlesów. Zespół miał jednak tego świadomość, poświęcając pracy nad nią długie godziny. Piękny utwór i dziwi mnie fakt, że dzisiaj tak bardzo zapomniany. Jest to bowiem jedno z największych dzieł Lennona w całym jego dorobku i powinno się zdecydowanie częściej do niego wracać.

Sexy Sadie, what have you done?
You made a fool of everyone

Sexy Sadie, you broke the rules
You laid it down for all to see

One sunny day, the world was waiting for a lover
She came along to turn everyone
Sexy Sadie, the greatest of them all

Prawdziwym hardrockowym arcydziełem z tego albumu (a nawet całego gatunku) jest, napisany przez McCartneya, protoplasta heavy metalu, Helter Skelter. To właśnie w tym utworze Charles Manson dopatrywał się przepowiedni na opanowanie świata przez kasty rządzące (pomijając chyba Glass Onion, gdzie Beatlesi naśmiewali się z takiego wyciągania ukrytych przesłań z piosenek). W rzeczywistości jednak tekst nie zawiera nic więcej poza metaforycznym opisem ludzkich wzlotów i upadków, a także trochę erotyki. Piosenkę zainspirował pewien artykuł, który Paul przeczytał, o zespole The Who; pisano o nich, że są najgłośniejszym i najostrzejszym zespołem na świecie. McCartney postanowił wówczas, że stworzy najgłośniejszy i najkrzykliwszy kawałek w historii muzyki. Ringo, grając na bębnach, tak mocno uderzał w swój zestaw perkusyjny, że potem miał ręce zdarte to krwi (to właśnie jego głos na koniec utworu woła "mam bąble na palcach"). Jest to moja ulubiona kompozycja z tego krążka i jedna z ulubionych w całym twórczym dorobku Paula. Są tu ogromne pokłady nieokiełznanej, hardrockowej energii, z której niewątpliwie czerpali później tacy twórcy jak Black Sabbath, Led Zeppelin czy Depp Purple.

Well will you, won't you want me to make you?
I'm coming down fast but don't let me break you
Tell me the answer
You may be a lover but you ain't no dancer

Look out!
Helter Skelter

Po zakończeniu tej głośnej, jazgotliwej kanonady gitar i bębnów możemy zaczerpnąć swobodnie świeżego powietrza za sprawą pięknego Long, Long, Long Harrisona. W intencji autora, tekst można odczytywać jako metafizyczne odnalezienie Boga i sensu życia, ale równie dobrze może to być utwór miłosny. W każdej interpretacji robi wrażenie, gdyż to kolejny znakomity utwór, który przy każdym przesłuchania uwodzi nas swoim pięknem i delikatnym głosem George'a.

It's been a long, long, long time
How could I ever have lost you
When I loved you

It's took a long, long, long time
Now I'm so happy I found you
How I love you

Od utworu Revolution rozpoczęły się sesje nagraniowe do The Beatles. Rolling Stonesi mieli świadomość tego, że fani liczą na ich młodość i entuzjazm i że, jako autorytety, powiodą ich na barykady. W tym właśnie czasie Mick Jagger zaśpiewał Street Fighting Man, a Lennon Revolution. John namawiał Beatlesów, by nagrania zaczęli od tego właśnie utworu, który - zdaniem Lennona - mógłby być ich kolejnym singlem. Spotkał się jednak z oporem Paula i George'a, którzy stwierdzili, że nie nadaje się na singiel, bo jest za wolna. W związku z tym John nagrał szybszą i bardziej surową wersję, która zyskała aprobatę. W tym samym czasie McCartney napisał jednak Hey Jude i wszyscy, łącznie z Lennonem, uznali że to ten utwór powinien być stroną A singla, a Revolution trafiło na stronę B. Na albumie znalazło się jednak nagranie Revolution 1, które było wersją odrzuconą przez pozostałych Beatlesów jako singiel. Osobiście wolę wersję singlową, gdyż ta tutaj wydaje się nieco zanadto ociężała, ale wypada ciekawie, jako świadectwo rozwoju niektórych kompozycji Beatlesów.

You say you want a real solution
Well, you know
We'd all love to see the plan
You ask me for a contribution
Well, you know
We're doing what we can
But if you want money for people with minds that hate
All I can tell you is brother you have to wait
Don't you know it's going to be alright

Przychodzi teraz pora na właściwe Honey Pie (nie mylić absolutnie z Wild Honey Pie z pierwszej strony albumu). To kolejny - po Martha My Dear - kawałek McCartneya stylizowany na lata 20. (wcześniej były to m.in. When I'm Sixty Four i Your Mother Should Know). Oczywiście jest nieporównywalnie lepszy od Wild Honey Pie, mamy tutaj piękną melodię, świetny wokal Paula grającego również na fortepianie i gitarze elektrycznej. Piosenka ma sporo wdzięku i jedną z najbardziej pomysłowych melodii na płycie. Staromodny Paul znów trafił w dziesiątkę!

Oh, Honey Pie, my position is tragic
Come and show me the magic
Of your Hollywood song

You became a legend of the silver screen
And now the thought of meeting you makes me weak in the knee
Oh, Honey Pie, you are driving me frantic
Sail across the Atlantic to be where you belong

Honey Pie, come back to me

Szybkie wejście perkusji i fortepian elektryczny otwierają rockowy Savoy Truffle, czyli piosenkę-żart, która zachęca złośliwie do spróbowania wszystkich czekoladek z bombonierki Good News. Podobno był to przytyk do fatalnego stanu uzębienia Erica Claptona, który jednocześnie nie mógł powstrzymać się od ciągłego jedzenia słodyczy. Przyznam się szczerze, że dość długo nie mogłem się przekonać do tej piosenki, ale całkiem niedawno zauważyłem dopiero, jaki to jest świetny utwór z masą rockandrollowej energii.

You might not feel it now
But when the pain cuts through
You're going to know and how
The sweat is going to fill your head
When it becomes too much
You'll shout aloud

But you'll have to have them all pulled out
After the Savoy truffle

Ze swojej piosenki Cry Baby Cry John Lennon był bardzo zadowolony, jednak efekt nagrań bardzo go rozczarował i wiele lat później miał ją określać jako "gównianą". Nie rozumiem jednak jego pretensji co do tego utworu, gdyż według mnie jako delikatna kołysanka brzmi idealnie i nie wiem, co można by tu zmienić by wyszło jeszcze lepiej. Piosenka kończy się krótką miniaturką Can You Take Me Back? autorstwa Paula. Podobała mu się ta melodia, ale nie miał pomysłu na jej rozwinięcie, więc zdecydowano się dokleić ją pod koniec Cry Baby Cry (nie jest to uwzględnione w spisie utworów). Jest rzeczywiście piękna i chętnie posłuchałbym jak by się rozwinęła.

Cry baby cry
Make your mother sigh
She's old enough to know better so cry baby cry
At twelve o'clock a meeeting round the table
For a seance in the dark
With voices out of nowhere
Put on especially by the children for a lark

Następnie mamy legendarne już Revolution 9. Jest to niestety niechlubna legenda. Revolution 9 w założeniu miało przypominać nieco Tomorrow Never Knows, a bazą dla niego miały być przesterowane fragmenty z Revolution 1, otoczone przez różne odgłosy. Gdy jednak Lennon i Yoko zaczęli produkcję, ostatecznie zrezygnowali całkowicie z muzyki i stworzyli kolaż dźwiękowy złożony z różnych, czasem naprawdę dziwacznych, odgłosów. McCartney był wściekły - nie tylko dlatego, że to on pierwszy zajął się awangardą i zaczął tworzyć takie kolaże - ale głównie ze względu, że Revolution 9 ostatecznie trafił na płytę (jako odwet na Johnie napisał Ob-La-Di, Ob-La-Da). Przyznam się szczerze, że to - według mnie - najgorsze 8 i pół minuty w dyskografii Beatlesów. Dźwięki wydają się dobrane zupełnie przypadkowo, a całość niemiłosiernie się dłuży. Może i pod kątem muzyki awangardowej jest to szczególne osiągnięcie i wielkie dzieło, ale ja żadnego geniuszu w tym nie dostrzegam. Widzę tu jedynie szaloną zabawę z formą, która mi osobiście nie odpowiada, a będąc pod sam koniec drugiej płyty, obniża tylko ogólny wydźwięk The Beatles (zamiast tego można by spokojnie umieścić tu, dajmy na to, Circles, Not Guilty albo All Things Must Pass, które były napisane również podczas sesji do tego albumu).
Dobrze jednak, że album kończy się o wiele lepszym utworem, a mianowicie - zaśpiewanym przez Ringo Good Night. Co ciekawe, utwór został napisany przez Johna, który jednak nie chciał pokazać szerokiej publiczności aż tak delikatnej twarzy i poprosił Ringo, żeby to za niego zaśpiewał. Jest to najbardziej klasyczny utwór na całym albumie, który może przywodzić na myśl piosenki ze starszych animowanych produkcji Disneya. Mamy tu całą sekcję smyczków prowadzonych przez harfę. Całość utrzymana jest w hollywoodzkiej tradycji swingu, granych zwykle z monumentalnym nadęciem i patosem. Wielu fanów Lennona uznaje Good Night za najgorszą i najbardziej przesłodzoną piosenkę swojego idola, jednak - według mnie - zdają się nie zauważać tego, jak chętnie John uwielbiał parodiować najróżniejsze gatunki muzyczne i brać całość w wielki cudzysłów. Ja jednak, na szczęście dla siebie, doceniam ten utwór i uważam że piękniejszego zamknięcia Beatlesi nie mają na żadnym ze swoich albumów.

Close your eyes and I'll close mine
Good night, sleep tight
Now the moon begins to shine
Good night, sleep tight

Dream sweet dreams for me
Dream sweet dreams for you


Postawmy sprawę jasno, The Beatles to album - nie waham się tego mówić - wybitny. Każdy z Beatlesów zaprezentował się tu w znakomitej formie songwriterskiej i muzycznej. Słuchając tych piosenek aż ciężko uwierzyć, że w studiu panowała tak fatalna atmosfera. Jest tu sporo eksperymentów, nie zawsze udanych (Wild Honey Pie, Revolution 9), ale nie brak tu i dzieł epokowych (While My Guitar Gently Weeps, Helter Skelter, Blackbird). Album jest bardzo różnorodny i charakteryzuje go spora rozpiętość stylistyczna, jednak jako całość wszystko brzmi naprawdę spójnie i przekonująco. Wiele osób tę właśnie rozpiętość podaje, jako oznakę niezdecydowania zespołu, w którą stronę powinien podążać. Ja jednak odczytuję to, jako chęć zaprezentowania swojej wszechstronności i dalszego ciągu eksperymentów. Sam John Lennon uznał The Beatles jako swój ulubiony album, jaki kiedykolwiek nagrał z Beatlesami (George za taki podaje Rubber Soul, Ringo - Abbey Road, a Paul - Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band). Nagrania trwały prawie pół roku, ale opłaciło się spędzić w studiu tyle czasu, gdyż wyszedł album nieidealny, lecz przełomowy. Być może nie każdy zgodzi się ze mną w mojej opinii, ale dla mnie The Beatles to dzieło skończone

Ocena: 9/10


The Beatles: 93:33

CD 1:
1. Back in the U.S.S.R. - 2:43
2. Dear Prudence - 3:56
3. Glass Onion - 2:18
4. Ob-La-Di, Ob-La-Da - 3:08
5. Wild Honey Pie - 0:52
6. The Counting Story of Bungalow Bill - 3:14
7. While My Guitar Gently Weeps - 4:45
8. Happiness is a Warm Gun - 2:47
9. Martha My Dear - 2:28
10. I'm So Tired - 2:03
11. Blackbird - 2:18
12. Piggies - 2:04
13. Rocky Raccoon - 3:33
14. Don't Pass Me By - 3:51
15. Why Don't We Do It In the Road? - 1:41
16. I Will - 1:46
17. Julia - 2:57

CD 2:
1. Birthday - 2:42
2. Yer Blues - 4:01
3. Mother Nature's Son - 2:48
4. Everybody's Got Something to Hide Except Me and My Monkey - 2:24
5. Sexy Sadie - 3:15
6. Helter Skelter - 4:30
7. Long, Long, Long - 3:08
8. Revolution 1 - 4:15
9. Honey Pie - 2:41
10. Savoy Truffle - 2:54
11. Cry Baby Cry - 3:02
12. Revolution 9 - 8:15
13. Good Night - 3:14

niedziela, 17 lutego 2019

"Dirty Deeds Done Dirt Cheap" - ACϟDC [Recenzja]


Podczas gdy w Australii na rynku ukazały się już 2 albumy ACϟDC (High Voltage i T.N.T.), europejska wytwórnia Atlantic zdecydowała się na wydanie tylko jednego, zatytułowanego High Voltage, na którym pomieszano ze sobą piosenki z oryginalnych dwóch longplayów (2 utwory z High Voltage i 7 z T.N.T.). Gdy przyszła pora na wydanie kolejnego longplaya, Atlantic również postanowiło zaingerować nie tylko w dobór piosenek i ich kolejność, ale nawet w okładkę. Zaprojektowanie i wykonanie jej powierzono bowiem firmie Hipgnosis, która dotychczas charakteryzowała się raczej jako tworzeniem okładek dla zespołów typu Pink Floyd (to właśnie Hipgnosis zawdzięczamy m.in. słynne Atom Heart Mother) i, mimo że wydaje się być kompletnie od czapy, to i tak jest lepsza od komiksowej i kiczowatej okładki australijskiej.
Podczas słuchania tego albumu słychać, że zespół czuł się już o wiele pewniej, a widać to zwłaszcza na płaszczyźnie tekstowej; Dirty Deeds Done Dirt Cheap zawiera jedne z najbardziej kontrowersyjnych i prowokujących tekstów w karierze ACϟDC. To właśnie słowa były przyczyną usunięcia z europejskiej wersji albumu utworu Jailbreak, który opowiada o ucieczce z więzienia przestępcy skazanego za morderstwo, który nie poczuwa się do winy, gdyż uważa swoją zbrodnię za uzasadnioną. Jest to w pewnym sensie zabawne, że akurat ta piosenka wyleciała z oficjalnej tracklisty, gdyż płyta ta ma kilka o wiele bardziej niecenzuralnych fragmentów (choćby nawet w kompozycji tytułowej). Nieznane jednak są powody zastąpienia R.I.P. (Rock In Peace). Utwory te zostały zastąpione piosenkami Rocker (pochodzącym jeszcze z albumu T.N.T.) oraz Love At First Feel.

Na otwarcie dostajemy ACϟDC w najlepszym wydaniu i zarazem mój osobisty faworyt z tego albumu. Melodyjny riff i skandowany refren to znaki rozpoznawcze zespołu i także tutaj sprawdzają się znakomicie. Gitara Angusa Younga tnie powietrze niczym żyletka, a ostry i seksowny głos Bona Scotta dodaje tylko pazura piosence. Wśród fanów ACϟDC jest to jeden z najbardziej uwielbianych klasycznych utworów zespołu, jednak do powszechnej świadomości nie wdarł się takim szturmem jak Highway To Hell czy Back In Black. A szkoda, bo ma wszystko, co charakteryzuje ten zespół z jak najlepszej strony. Dziwi obecność tego utworu z TAKIM tekstem przy ocenzurowaniu Jailbreaker. Gdyby Atlantic usunęła z longplaya TAKI kawałek, sama by sobie strzeliła w kolano, gdyż to najlepsza rzecz, jaką panowie z ACϟDC wówczas stworzyli i do dzisiaj kompozycja się wcale nie postarzała i wciąż jest jednym z największych dzieł zespołu.

You've got problems in your life of love
You got a broken heart
He's double dealin' with your best friend
That's when the teardrops start, fella
Pick up the phone, I'm here alone
Or make a social call
Come right in, forget about him
We'll have ourselves a ball

Dirty deeds done dirt cheap

Love At First Feel to kolejny utwór z tekstem przesyconym erotycznymi aluzjami. Piosenka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest to typowe ACϟDC z rytmicznym riffem gitary, melodyjną zwrotką i wpadającym w ucho refrenem. Poprawnie.

The told me it was disgusting
They told me it was a sin
They saw me knocking on your front door
Saw me sile when you let me in
You and me baby we're all alone
Let's get something going
While you mum and dad ain't home

Szczytem kontrowersji są jednak słowa do kolejnego utworu, zatytułowanego... Big Balls. Poza tekstem jednak nie ma w tej piosence nic wartego uwagi. Ani prostacka muzyka, ani niechlujne wykonanie nie zasługuje na szczególne zapamiętanie.

Any my balls are always bouncing
My ballroom always full
And everybody comes and comes again
If your name is on the guest list
No one can take you higher
Everybody says I've got
Great balls of fire

Ciekawiej brzmi już Rocker, mimo że to nic więcej, niż banalny rock and roll. Ostre gitarowe solo i żywiołowa perkusja napędzają ten kawałek tak, że pędzi na łeb na szyję i brzmi świetnie. Nie jest to może poziom otwieracza, ale jest tu całkiem nieźle.

I'm a rocker, I'm a roller
I'm a right-out-of-controler
I'm a wheeler, I'm a dealer
I'm a wicked woman stealer
I'm a bruiser, I'm a cruiser
A rockin' rollin' man

Riff otwierający Problem Child nasuwa skojarzenia z młodszym o kilka lat You Shook Me All Night Long. Kawałek może nie dostaje poziomem do wspomnianego hitu z albumu Back In Black, ale ma całkiem fajny riff, dobrą melodię i odpowiednią dawkę energii, czyli wszystko, czego można wymagać od ACϟDC. Zdecydowany atut wydawnictwa.

What I want I take
What I don't I break
And I don't want you
With a flick of my knife
I can change your life
There's nothing you can do

There's Gonna Be Some Rockin' jest niestety tytułem nieco na wyrost, gdyż w tej piosence dzieje się bardzo mało rockowych rzeczy. Oczywiście, jest świetny riff, zadziorny głos Bona Scotta i bardzo przekonująco grająca sekcja rytmiczna. Mimo, że wszystko wydaje się być na miejscu, mnie ten kawałek nie przekonuje i sprawia wrażenie zwykłej zapchajdziury.

Well, me and the boys
Are out to have some fun
Gonna put on a show
Come on, let's go

Ta zapchajdziura swoją kontynuację znajduje w Ain't No Fun (Waiting Round To Be A Millionaire). Mamy tu wyjątkowo słabą i niezapamiętywalną melodię i tekst wypluwany z siebie przez Bona tak, jakby był pisany zupełnie bezmyślnie i nie dopasowany do linii wokalu. Zwykle ACϟDC chociaż w refrenach dawała czadu, jednak tutaj nie ma co na to liczyć. Najciekawszym momentem jest przyspieszenie w połowie utworu, jednak po wejściu wokalu Bona okazuje się, że nic to nie da i to wciąż jest ten sama, nudna kompozycja. Najgorszy kawałek na płycie (chociaż zagrany jest porządnie i z energią).

I got holes in my shoes
I got holes in my teeth
I got holes in my socks
I can't get no sleep
I'm trying to make a million

Ride On to bardzo nietypowa rzecz w dorobku tego zespołu, czyli ballada. Bon Scott brzmi tu trochę jak Bob Dylan, a i podkład nasuwa skojarzenia z dorobkiem muzycznym barda. Na uwagę zasługuje także tekst, który jest na naprawdę wysokim poziomie (i również może nasuwać skojarzenia z twórczością Dylana). Trzeba przyznać, że utwór jest naprawdę ciekawy i nieco zmywa odpychające wrażenia z poprzednich dwóch piosenek.

It's another lonely evening
In another lonely town
But I ain't too young to worry
And I ain't too old to cry
When a woman gets me down

Got another empty bottle
And another empty bed
Ain't too young to admit it
And I'm not too old to lie
I'm just another empty head

Kolejnym udanym utworem jest Squealer. Mamy tu ciekawą linię basu i świetną linię wokalną. Refren jest wpadający w ucho, a solówka Angusa na gitarze jest bez wątpienia najlepszą na albumie. Utwór bardzo szybko mija (pomimo tego, że trwa nieco ponad 5 minut) i pozostawia jak najlepsze wrażenie. Aż szkoda, że album się kończy, akurat gdy zespół zaczynał wracać już na właściwe tory. No ale cóż, lepsze to niż nic.

She said she'd never been
Never been balled before
And I don't think, hey
She'll ever ball no more
(Fixed her good)

Bardzo dziwny to longplay. Przede wszystkim jest cholernie nierówny, co mocno obniża jego ocenę, jednak zawarte są tu prawdziwe perły w repertuarze ACϟDC (Dirty Deeds Done Dirt Cheap, Ride On, Squealer). Zespół zaczął mocnym uderzeniem i nastawił nas na bardzo dobrą porcję muzyki. Jednak później jest raz lepiej, raz gorzej i bardzo ciężko zdecydować się na jakąkolwiek opinię o tej płycie. Są tu kawałki wspaniałe, totalnie nijakie, a nawet znalazło się miejsce na jednego gniota. Longplay nie jest ani zły, ani dobry. Jest po prostu średni, ale na szczęście nie w takim znaczeniu jak High Voltage. Momenty były, ale niestety złych było zbyt dużo, by wystawić wyższą ocenę.

Ocena: 5/10


Dirty Deeds Done Dirt Cheap: 40:52

1. Dirty Deeds Done Dirt Cheap - 4:11 (winyl)/3:51 (CD)
2. Love at First Feel - 3:12
3. Big Balls - 2:38
4. Rocker - 2:51
5. Problem Child - 5:46
6. There's Gonna Be Some Rockin' - 3:18
7. Ain't No Fun (Waiting Round to Be a Millionaire) - 7:29 (winyl)/6:57 (CD)
8. Ride On - 5:53
9. Squealer - 5:17

piątek, 15 lutego 2019

"Don't Shoot Me I'm Only The Piano Player" - Elton John [Recenzja]


1973 rok to bez wątpienia najważniejszy muzycznie rok w karierze Eltona Johna. Wtedy to wydał 2 albumy, które miały mu przynieść gigantyczną sławę i uznanie. Zanim jednak wydał swoje opus magnum, John wydał krążek, który był zupełnym przeciwieństwem poprzedzającego go Honky Château dla jego ówczesnych fanów mógł okazać się nie lada szokiem. 
Elton wraz z zespołem ponownie swoje nagrania przeprowadzili w słynnym "Truskawkowym Studiu", jednak kierunek przez nich obrany był z goła inny niż na poprzedniku, bowiem Elton zaprezentował tu bogato zaaranżowane numery, które z miejsca były gotowa na stanie się przebojami. Spora część publiczności miała to artyście za złe, twierdząc że nie powinien w tak oczywisty sposób porzucać swoich rockandrollowych korzeni, idąc w kierunku popu. Jednak to właśnie ten album przysporzył mu największą ilość fanów, więc z komercyjnego punktu widzenia Don't Shoot Me I'm Only The Piano Player się jak najbardziej Eltonowi opłaciło. Tym bardziej, że album (jako drugi w ówczesnej karierze Johna) osiągnął 1. miejsce na liście Billboardu.

Elton grający na elektrycznym pianinie otwiera jeden ze swoich największych przebojów, czyli Daniel. Bernie Taupin twierdzi, że to jeden z najczęściej interpretowanych utworów, jakie napisał. Tekst zainspirowany został historią, którą Taupin przeczytał w gazecie o rannym weteranie z wojny w Wietnamie, który po powrocie do kraju chciał uciec od "popularności", której doświadczał. Ostatni wers wydaje się być najbardziej zagadkowy, jednak zwrot "clouds in my eyes" to po prostu metafora łez. Wraz z tym pięknym tekstem (jedna z najpiękniejszych piosenek o przyjaźni, jaka kiedykolwiek powstała) musiała także podążać muzyka, w której to Elton zaprezentował cały wachlarz swoich firmowych chwytów: delikatne, melodyjne zwrotki, wpadający w ucho refren i niebanalny aranż (z solówką na banjo Davy'ego Johnstone'a na czele). Piosenka stała się z miejsca wielkim przebojem i w późniejszym okresie kariery Elton wskazywał też na nią, jako jeden z jego ulubionych starszych utworów. Trudno się dziwić, gdyż kompozycja ma w sobie wiele uroku i za każdym razem zaskakuje swoją melodyjnością i pięknem. Mocne - choć przecież delikatne - otwarcie longplaya.

Daniel my brother you are older than me
Do you still feel the pain of the scars that won't heal
Your eyes have died but you see more than I
Daniel you're a star in the face of the sky

Daniel is travelling tonight on a plane
I can see the red tail lights heading for Spain
Oh and I can see Daniel waving goodbye
God it looks like Daniel, must be the clouds in my eyes

W zdecydowanie szybszym tempie utrzymany jest Teacher I Need You. Szybko grane przez Eltona akordy przywodzą na myśl styl gry Jerry'ego Lee Lewisa. Tekst opowiada o pożądaniu przez ucznia swojej nauczycielki. Słowa, mimo że nieprzyzwoite, nie przeszkodziły utworowi zdobyć wielką popularność i, mimo że nigdy nie był nawet wydany na singlu, nawet długo po wydaniu albumu piosenka była wciąż puszczana w rozgłośniach radiowych. Nie dziwi to jednak już po pierwszym odsłuchu kompozycji, gdyż ma w sobie niezwykle pozytywną dawkę energii i refren, który powinien poderwać z miejsca nawet największego ponuraka. 

It's a natural achievment
Conquering my homework
With her image pounding in my brain
She's an inspiration
For my graduation
And she helps to keep the clasroom sane

Oh teacher I need you like a little child
You got something in you to drive a schoolboy wild
You give me education in the lovesick blues
Help me get straight come out and say
Teacher I need you

Kolejnym żwawym utworem jest Elderberry Wine. Podobnie jak Teacher I Need You opisywana była przez ówczesnych krytyków jako "retro rocker" z szorstkimi wokalami i funkowymi partiami saksofonu. Piosenka opowiada o mężczyźnie, którego zostawiła żona i tęskni za nią, lecz najbardziej mu brakuje wina z czarnego bzu, które tylko ona potrafiła zrobić. Podobnie jak w przypadku I Think I'm Going To Kill Myself mamy tu wykorzystanie wesołej melodii do tekstu raczej smutnego i przygnębiającego. Nie robi tu to może takiego wrażenia, jak w przywołanym poprzedniku, jednak utwór to po raz kolejny granie na najwyższym poziomie.

Well I can't help thinking
About the times
You were a wife of mine
You aimed to please me
Cooked black-eyed peas me
Made elderberry wine

Drunk all the time
Feeling fine on elderberry wine
Those were the days
We'd lay in the haze
Forget depressive times
How can I ever get it together
Without a wife in line
The pick the crop and get me hot
On elderberry wine

Po takich uderzeniach Elton jednak ponownie sięga po brzmienie balladowe i proponuje nam Blues For Baby And Me. Trzeba przyznać, że jest to kompozycja z wszech miar udana. Davey Johnstone nadaje całości orientalizmu sięgając po sitar, a Paul Buckmaster zadbał o godną oprawę całości, układając piękną partyturę dla orkiestry. Delikatny głos Eltona świetnie dopełnia tej pięknej warstwy instrumentalnej. Nie rozumiem, czemu piosenka ta nie zyskała większej popularności, gdyż - według mnie - zdecydowanie na to zasługuje.

And it's all over now
Don't you worry no more
Gonna go west to the sea
The greyhound is swaying
And the radio is playing
Some blues for baby and me

W Midnight Creeper główną rolę pełnią instrumenty dęte, zaaranżowane przez Gusa Dudgeona. Jest to kolejny bardzo dobry utwór, jednak - mimo znakomitej gitarowej solówki - to najsłabszy moment albumu. Nie dlatego że jest zły, a dlatego, że jest "nie dość dobry".

I'm a midnight creeper
Ain't gonna lose no sleep over you
When there's a nightmare I'm there
Tempting you to blow a fuse

Well there's no more sleeping
When I'm midnight creeper over you
Watch out honey
Watch the things you do

Jednym z niesłusznie zapomnianych utworów Eltona jest zdecydowanie Have Mercy On the Criminal. Kompozycja ta przypomina, że John jest dyplomowanym muzykiem i napięcie stopniować potrafi po mistrzowsku. Have Mercy On The Cirminal jest drugim (obok Blues For Baby And Me) utworem na płycie, któremu towarzyszy orkiestracja. Jednak o ile w przypadku pierwszego było to tylko tło, tutaj zdecydowanie pełni rolę wiodącą. Od niespodziewanego otwarcia (w środku crescendo) aż po balladowe zakończenie utwór olśniewa swoją niebanalną strukturą i broadwayowskim rozmachem. Warto zwrócić też uwagę na pełen emocji głos Eltona i pomysłową gitarową solówkę. Jeden z najwspanialszych utworów w karierze Johna.

And you've never seen a friend in years
Oh it turns your heart to stone
You jump the walls and dogs run free
And the grave's gonna be your home

Have mercy on the criminal
Who is running from the law
Are you blind to the winds of change
Don't you hear him any more

Praying Lord you got to help me
I am never gonna sing again
Just take these chains from around my legs
Sweet Jesus I'll be your friend

Po pompatycznym Have Mercy On the Criminal, Elton proponuje nam zabawny i ironiczny I'm Going To Be a Teenage Idol. Mamy tu zabawne chórki, a także kolejne świetne partie sekcji dętej.

I'll be a teenage idol, just give me a break
I'm gonna be a teenage idol no matter how long it takes
You can't imagine what it means to me
I'm gonna grab myself a place in history
A teenage idol that's what I'm gonna be

Texan Love Song ma jedną z najpiękniejszych melodii, które wyszły z głowa Eltona. Piosenka stanowi znaczny kontrast pod względem aranżacji do rozbudowanych i zagranych z rozmachem poprzedników; mamy tu nastrój budowany za pomocą gitar akustycznych i mandoliny. Szkoda, że ta piosenka również jest dzisiaj zapomniana, gdyż gdyby wydano ją na singlu, bez wątpienia odniosłaby sukces.
I heard from a friend you'd been messing around
With a cute little thing I'd been dating uptown
Well I don't know if I like that idea much
Well you'd better stay clear I might start acting rough

Największym przebojem płyty jest bez wątpienia Crocodile Rock, którego refren znany jest zapewne nawet największym laikom w dziedzinie muzyki. Sama piosenka stanowi piękne nawiązanie do złotych czasów rock and rolla (lata 50./60.). Mamy tu żwawy, radosny wokal Eltona, który jak szalony wygrywa główny motyw na organach Hammonda. Utwór ma w sobie takie pokłady pozytywnej energii, że podczas słuchania go ciężko usiedzieć w miejscu. To właśnie ta kompozycja jest pierwszą zapowiedzią muzycznych szaleństw Eltona i jego niekonwencjonalnego, nieco kiczowatego podejścia do muzyki, które zapewniło mu miejsce w panteonie sław rock and rolla. Crocodile Rock, jako pierwszy numer Eltona zdobył szczyty list przebojów i do dziś jest jednym z jego najbardziej rozpoznawalnych utworów.

Well Crocodile Rocking is something shocking
When your feet just can't keep still
I never knew me a better time and I guess I never will
Oh Lawdy mama those Friday nights
When Susie wore her dresses tight
And the Crocodile Rocking was out of sight

Mój faworyt z tego albumu znajduje się jednak na samym końcu, a jest nim High Flying Bird. Mamy tu bez wątpienia jedną z najpiękniejszych piosenek w karierze Eltona. O instrumentarium zadbał tutaj klasyczny band Johna, a melodia jest tak piękna, że w tak oszczędnej wersji robi jeszcze większe wrażenie, niż jakby była odgrywana przez całą orkiestrę. Rozbudowane chórki tworzą z delikatnym wokalem Eltona piękną harmonię, a piosenka to nie tylko mój numer 1 z tej płyty, ale i jeden z moich ulubionych kawałków Johna wszech czasów. Piękne zakończenie płyty. Lepszego być nie mogło.

My high-flying bird has flown from out my arms
I thought myself her keeper
She thought I mean her harm
She thought I was the archer
A weather man of words
But I could never shoot down
My high-flying bird


Don't Shoot Me I'm Only The Piano Player sprawia wrażenie nowego otwarcia w karierze Eltona. Sam zresztą po latach potwierdza, że właśnie przy okazji tego albumu zaczął świadomie coraz bardziej eksperymentować ze swoim wokalem i tworzeniem piosenek. Czuć tu rzeczywiście o wiele lżejsze podejście niż na dwóch poprzednikach, jednak nigdy przedtem nie napisał tak pięknych i poruszających melodii (może z wyjątkiem albumu Elton John). Praktycznie każdy utwór z tej płyty mógłby zostać przebojem, nie urągając jednocześnie inteligencji słuchacza. Mimo że złoty środek Elton miał znaleźć dopiero na kolejnym albumie, Don't Shoot Me I'm Only The Piano Player zdecydowanie zasługuje na zainteresowanie i docenienie, gdyż zawiera sporo niesłusznie zapomnianych piosenek, które udowadniają, że pop może też być szlachetny, a piosenki wcale nie muszą się zestarzeć po dziesięciu latach od ukazania.

Ocena: 9/10


Don't Shoot Me I'm Only the Piano Player: 42:45

1. Daniel - 3:54
2. Teacher I Need You - 4:10
3. Elderberry Wine - 3:34
4. Blues for Baby and Me - 5:42
5. Midnight Creeper - 3:55
6. Have Mercy on the Criminal - 5:57
7. I'm Gonna Be a Teenage Idol - 3:55
8. Texan Love Song - 3:33
9. Crocodile Rock - 3:58
10. High Flying Bird - 4:12

"The Wall" - Pink Floyd [Recenzja]


Po albumach The Dark Side of the Moon, Wish You Were Here i Animals, muzycy z zespołu Pink Floyd znajdowali się na szczytach popularności. Te płyty przyniosły im uznanie krytyków, ogromną rzeszę publiczności, a także - rzecz jasna - wielkie pieniądze. Wiedzieli jednak, że skarbówka wcześniej czy później zażąda 83% podatku z zysków, a wcale im się nie uśmiechało oddać państwu lwią część swoich zarobków. Postanowili jednak przechytrzyć system podatkowy i przepuścić swój dochód brutto przez firmę Norton Warburg, która miała gdzieś go ulokować i tym sposobem uchronić ich przed natychmiastową płatnością podatku. Jednak firma jedyne, co robiła to przemieszczała cały majątek Floydów z rachunku na rachunek, a za każdy transfer pobierała ogromne pieniądze i w ten sposób zespół stracił kilka milionów funtów. 
Floydzi wiedzieli, że prędzej czy później system podatkowy upomni się o kwotę, której panowie z zespołu już nie mieli. Jedynym wyjściem z zaistniałej sytuacji było nagranie kolejnego albumu, który wygenerowałby zyski konieczne do zapłaty. W tym celu wyjechali do Francji, gdzie zaczęli opracowywać koncepcję kolejnego longplaya.
Po zakończonej trasie w 1977 roku muzycy potrzebowali czasu, by od siebie odpocząć, bowiem atmosfera w studio podczas powstawania dwóch poprzednich albumów była nie do zniesienia. David Gilmour i Rick Wright nagrali swoje pierwsze solowe płyty, a Roger Waters równolegle tworzył dwa niezależne od siebie projekty: The Pors And Cons of Hitch Hiking i Bricks (przemianowany najpierw na Bricks In the Wall, a ostatecznie na The Wall). Postanowił wówczas, że jeden nagra z Floydami, a jeden zostawi dla siebie z zamiarem nagrania albumu solowego. Zespół wybrał The Wall ze względu na większą uniwersalność tematu, jednak nie wszyscy byli od początku tym zachwyceni. Rick Wright, gdy tylko usłyszał o tym koncepcie, zareagował z wielką niechęcią na kolejne piosenki Watersa poświęcone stracie ojca i okrucieństwom wojny (nie wspominając też, że wszystkie one były do siebie podobne i napisane w tej samej tonacji), a David Gilmour - mimo że ogólnie podobał mu się zamysł całości - wielokrotnie mówił potem, że to, co zaproponował Roger było nie tylko przygnębiające, ale i miejscami nużące. Panowie musieli jednak pogodzić się z tym, że nie stać ich (dosłownie) na takie wybrzydzanie i nic lepszego nie wymyślą.
Roger Waters potwierdza, że cykl uległ znaczącym zmianom i nie wynikały one zawsze z inwencji twórcy. Wielki wpływ na kształt finalnego dzieła miał producent, czyli Bob Ezrin (znany z współpracy z takimi artystami jak Alice Cooper, Kiss czy Deep Purple). Wybór Ezrina na producenta nie był przypadkowy, gdyż to on poniekąd zaszczepił w Watersie pomysł na The Wall. Podczas trasy In The Flesh promującej album Animals spotkał się z Watersem, który opowiedział mu o tym, że czasami ma chęć postawienia muru między sobą a publicznością. Ezrin rzucił więc: "Czemu tego nie zrobisz?" i 18 miesięcy później Roger zadzwonił do niego z prośbą o pomoc w zrealizowaniu tego projektu. W przeciwieństwie do Wrighta i Gilmoura, Ezrin natychmiast zachwycił się cyklem i zabrał się do pracy.
Zaczął od ułożenia całej historii, którą przedstawił następnie grupie. Niektóre utwory Watersa skrócił, a niektóre wręcz wyrzucił. Zmienił kolejność tych, które nadawały się do nagrania, a także zaproponował, by na album trafiły dwie kompozycja Gilmoura napisane podczas sesji do pierwszego solowego albumu gitarzysty (Run Like Hell i Comfortably Numb), a co więcej, sam napisał jeden utwór (The Trial). Jednak najważniejszą jego inwencją była całkowita zmiana stylu gry Floydów. Zrezygnował z orkiestrowych smaczków na rzecz większej przebojowości. Wreszcie to on, a nie Waters, stworzył główną postać tej historii, czyli Pinka Floyda.
Według Ezrina, zespół rzucił się ochoczo do pracy, jednak Waters zapamiętał to nieco inaczej. Twierdzi bowiem, że to on miał nad wszystkim kontrolę, a rola pozostałych członków Pink Floyd była raczej odtwórcza. Gilmour wspomina natomiast, że atmosfera w studio była tak napięta, że Ezrin musiał nie raz pełnić rolę "mediatora". Nie pomogło to jednak w napadach szału Watersa, które doprowadziły do usunięcia z zespołu Ricka Wrighta. Klawiszowiec działał pod wielką presją i gdy odmówił Watersowi natychmiastowego, przedterminowego powrotu z rodzinnych wakacji celem nagrania kilku partii instrumentalnych, ten podjął decyzję o usunięciu go z zespołu. Reszta zespołu stanowczo się temu sprzeciwiła, jednak Waters oznajmił, że albo na to przystaną, albo on zabiera swój projekt ze sobą. Floydzi nie mieli innego wyboru i musieli zaakceptować wyrzucenie Wrighta.
Kolejny poleciał także Storm Thorgerson, czyli wieloletni twórca najsłynniejszych okładek albumów zespołu. Zastąpił go Gerald Scarfe, który stworzył słynne rysunki postaci tej historii, a także okładkę płyty (chociaż przyznaje, że Waters miał na nią już gotowy pomysł, gdy go zatrudniał).

Album rozpoczyna się delikatnym, urwanym "...we came in?", jednak wyjaśni się to dopiero na sam koniec longplaya. Utwór In The Flesh? rozpoczyna się ostrymi, heavymetalowymi zagrywkami gitar Tytuł nawiązuje oczywiście do stadionowej trasy zespołu, podczas której w głowie Watersa zrodził się pomysł na całą historię. Pink jest tu na koncercie i bezpośrednio zwraca się do publiczności, pełen jadu i autoironii. Już tutaj pojawia się mur, tyle że póki co bardziej w sensie bariery psychologicznej. To mocne uderzenie kończy się dźwiękiem nadlatującego samolotu i zrzucania bomb.

So ya
Thought ya
Might like to go to the show
To feel the warm thrill of confusion
That space cadet glow
Tell me is something iluding you sunshine?
Is this not what you expected to see?
If you'd like to find out what's behind these cold eyes
You'll just have to claw your way through the disguise

Niespodziewany kontrast, czyli płacz dziecka, niezwykle płynnie łączy poprzednie, ciężkie brzmienie z delikatnym The Thin Ice, gdzie przenosimy się w przeszłość Pinka, a konkretnie moment jego narodzin. Na początku David Gilmour delikatnie roztacza wizję dziecka kochanego przez oddanych mu rodzinach, jednak po chwili cyniczny wokal Watersa opowiada o okrucieństwie świata, który ma tu metaforę cienkiego lodu, który - prędzej czy później - musi pęknąć. I tak oto z ciepłej kołysanki Gilmoura, zjadliwego cedzenia słów Watersa, utwór ostatecznie znowu przybiera formę ciężkiego, hardrockowego grania.

If you should go skating
On the thin ice of mother's life
Dragging behind you the silent reproach
Of a million tear stained eyes
Don't be surprised, when a crack in the ice
Appears under your feet
You slip out of your depth and out of your mind
With your fear flowing ot behind you
As you claw the thin ice

W Another Brick In the Wall, Part 1 mamy już pierwsze odniesienie do straty ojca, jednak tu ma to wymiar nie smutku, lecz raczej pretensji. Pink wyrzuca ojcu, że oprócz starego zdjęcia nic więcej mu po ojcu nie zostało. To właśnie w tej piosence po raz pierwszy wspomniany jest mur. Utwór składa się wyłącznie z partii basu i gitary elektrycznej, lecz w połączeniu z ostrym głosem Watersa, całość niesamowicie elektryzuje.

Daddy's flown across the ocean
Leaving just a memory
A snap shot in the family album
Daddy what else did you leave for me
Daddy what d'ya leave behind for me
All in all it was just a brick in the wall

Waters lata szkolne wspomina z prawdziwym niesmakiem, a wyraz temu dał w The Happiest Days of Our Lives, gdzie śpiewa o nauczycielach, którzy na każdym kroku tłumili indywidualność i znęcali się nad uczniami. Usprawiedliwia ich jednak poniekąd, twierdząc że ich cynizm wywodził się z niespełnionych ambicji, gdyż w domu byli dręczeni przez żony.

When we grow up and went to school
There were certain teachers who would
Hurt the children anyway they could
By pouring their decision
Upon anything we did
And exposing every weakness
However carefully hidden by the kids

Choć trudno w to uwierzyć, Another Brick In the Wall, Part 2 początkowo miał być akustyczną balladą, jednak album potrzebował wielkiego sukcesu i Bob Ezrin zadecydował o złamaniu fundamentalnej zasady zespołu; trzeba było wydać singiel. Floydzi zapierali się, jednak producent ostatecznie postawił na swoim i namówił Gilmoura, by pochodził po klubach i zorientował się, jakiej muzyki teraz się słucha. Efekt słyszymy w tym największym przeboju Pink Floyd i jednej z najbardziej rozpoznawalnych piosenek wszech czasów. Funkowy podkład łączy się w drugiej zwrotce z dziecięcym chórem, który był inwencją własną Ezrina. Początkowo utwór trwał tylko niecałe półtorej minuty i Ezrin namawiał Watersa, by napisał drugą zwrotkę. Ten jednak się nie zgodził. A tak się złożyło, że parę lat wcześniej Ezrin współpracował z Alice Cooperem i wyprodukował dla niego mega-przebój School's Out, gdzie także pojawia się dziecięcy chór. Producent postanowił więc ponownie wykorzystać ten patent i sprawdziło się. Piosenka kończy się jedną z lepszych solówek Gilmoura. Wielki utwór i wcale się nie dziwię, że cieszy się do dziś taką popularnością, gdyż - ani brzmieniowo ani pod względem przesłania - w ogóle się nie postarzał.

We don't need no education
We don't need no thought control
No dark sarcasm in the clasroom
Teachers leave the kids alone
Hey, teacher, leave us kids alone
All in all it's just another brick in the wall

Mother na album trafiła w niemal pierwotnej wersji. Od początku podkreślał, że opisana tu matka, która zasadziła w głowie dziecka niepokój, niepewność i przesadną troskę, nie jest obrazem jego własnej rodzicielki. Kwestie Pinka śpiewa Waters, a Gilmour, dysponujący zdecydowanie delikatniejszym wokalem, gra rolę matki. Utwór z akustycznej ballady na gitarę i organy, nabiera jednak rozmachu wraz z wejściem gitary elektrycznej Gilmoura i w końcowej fazie gra już w nim cały zespół.

Hush now byaby don't you cry
Mama's gonna make all of your nightmares come true
Mama's gonna put all of her fears into you
Mama's gonna keep you right here under her wing
She won't let you fly but she might let you sing
Mama will keep baby cosy and warm
Of course mum'll help build the wall

Znakiem firmowym wczesnej muzyki Pink Floyd są, bez wątpienia, śpiewy ptaków, które pojawiają się także w utworze Goodbye Blue Sky. Przerywa się je jednak złowieszczym odgłosem silników samolotu, sugerując, że rzecz ma zdecydowanie antywojenny wydźwięk. Mówi się tu o zniszczeniach wojennych, a także o tym, że mimo tego, że ogień wygasł, ból wciąż się tli. Ta piosenka to jedna z najpiękniejszych rzeczy, które kiedykolwiek nagrali Floydzi i potrafi skutecznie chwycić za serce.

Did you see the frightened ones?
Did you hear the falling bombs?
Did you ever wonder
Why we had to run for shelter
When the promise of a brave new world
Unfurled beneath a clear blue sky?

Piosenka Empty Spaces początkowo miała w ogóle nie znaleźć się na albumie, a zamiast niej po Goodbye Blue Sky znajdowało się What Shall We Do Now? Waters jednak w ostatniej chwili zdecydował się o jej usunięciu. Empty Spaces składa się właściwie tylko z czterech pytań, dzięki którym wiemy, że mur jest już prawie gotowy, lecz muzycznie jest to rzecz jakby rodem wyjęta z Wish You Were Here; sugeruje to mroczny motyw na syntezatorze, imitujący maszynę. Na początku można też usłyszeć mówione od tyłu głosy, a po ich rozszyfrowaniu słyszymy "Gratulacje. Właśnie odkryłeś sekretne przesłanie. Przyślij odpowiedź do Starego Pinka, pacjenta Funny Farm w Chalfont". Funny Farm to oczywiście dom wariatów.

What shall we use to fill the empty
Spaces where we used to talk?
How shall I fill the pinal places?
How shall I complete the wall?

Young Lust początkowo był nie tylko zupełnie inny pod względem muzycznym, ale i tekstowym, gdyż uprzednio opowiadał o ucieczkach z lekcji, łażeniu bez celu po mieście, oglądaniu filmów pornograficznych i znaczącym zainteresowaniu seksem i strachem z tego wynikającym. Ostatecznie jednak Waters zdecydował się na wykpienie życia w trasie muzyków rockowych i ich pragnieniu seksu. Ponownie mamy tu ostre, metalowe zagrywki gitary Gilmoura, a jednocześnie przebijający się tu i ówdzie dyskotekowo-funkowy rytm. Waters był zachwycony wokalami Davida (przyrównał je nawet do pamiętnego The Nile Song).

Will some cold woman in this desert land
Make me feel like a real man
Take this rock and you refugee
Babe set me free
I need a dirty woman
I need a dirty girl

One of My Turns opowiada o rozważaniach na temat rozpadu małżeństwa, gdy Pink dowiaduje się o zdradzie swojej żony. Akcja toczy się po ściągnięciu do swojego apartamentu wielbicielki, która zachwyca się jego mieszkaniem. Początkowo Pink tylko siedzi przed telewizorem pogrążony w apatii, jednak po chwili następuje wybuch i zaczyna demolować swój apartament. Za zmianą jego nastroju podąża, oczywiście muzyka, która ma tu już oczywisty, taneczny wydźwięk.

Day after day, love turns grey
Like the skin of a dying man
Night after nighht, we pretend it's all right
But I have grown older and
You have grown older and
Nothing is very much fun any more

Don't Leave Me Now to neurotyczna prośba Pinka do żony, by go nie opuszczała. Zawodzenie Watersa splata się z pojedynczymi dźwiękami basu i gitary, co sprawia, że czujemy dyskomfort podczas słuchania. Jest to bez wątpienia piękna, ale i porażająco smutna piosenka, która w fazie końcowej przeradza się w kolejny utwór wyjęty jakby z Wish You Were Here, gdy do głosu dochodzi Gilmour, grając mistrzowską solówkę, z delikatnie akompaniującym mu Wrightem przy fortepianie. W zakończeniu dostajemy jednak - poniekąd - repryzę One of My Turns, gdy Pink rozwala kolejne telewizory.

Don't leave me now
Don't say it's the end of the road
Remember the flowers I sent
I need you Babe
To put through the shredder
In front of my friends

Ostatnia część Another Brick In the Wall, czyli trzecia, to już ostateczne odgrodzenie się Pinka od świata. Mur został ukończony, a Pink nie potrzebuje już bliskości innych, ani narkotyków by zachować spokój duszy. Koniec końców decyduje się na całkowitą izolację, wykrzykując do innych, że są tylko kolejnymi cegłami w murze.

I don't need no arms around me
I don't need no drugs to calm me
I have seen the writing on the wall
Don't think I need anything at all
All in all it was all just bricks in the wall

Pierwszą część The Wall kończy Goodbye Cruel World, czyli ostateczne pożegnanie Pinka ze światem. Piosenka powstała pod wpływem pamiętnych wydarzeń z wczesnego okresu działalności Floydów, gdy Barrett coraz bardziej pogrążał się w swojej chorobie, a jego kontakt ze światem znacząco utrudniały także narkotyki. W tym utworze Pink, jak mówi sam Waters, "zapada w stan katatonicznego odrętwienia, zwija się w kłębek i tak trwa. Ma dość". Piosenka jest zdecydowanie niezwykle ascetyczna, gdyż jest śpiewana właściwie wyłącznie z akompaniamentem basu. Znalazła się na liście "100 najlepszych utworów, przy których najlepiej odebrać sobie życie". Zasłużenie, gdyż ma naprawdę ponury nastrój, który udziela się słuchaczowi.

Goodbye cruel world
I'm leaving you today
Goodbye all you people
There's nothing you can say
To make me change my mind
Goodbye


Chęć Rogera Watersa do dominacji warstwy muzycznej przez przekaz tekstowy widoczny jest już na Animals, jednak na The Wall osiągnął swoje apogeum. Pod względem muzycznym jest on bardzo ascetyczny, miejscami bardzo prosty i oszczędny. Jednak nie brak tu melodyjnych utworów, a do takich zalicza się bez wątpienia, otwierający drugą część cyklu, utwór Hey You. Rozpoczyna się delikatną partią graną na akustyku. Co ciekawe, piosenka ta miała pierwotnie znaleźć się dopiero po Comfortably Numb i dopiero niedługo przed ukazaniem się albumu do Watersa zadzwonił Ezrin i powiedział mu, że coś tam nie pasuje. Basista przyznał mu rację i zaproponował przestawienie Hey You na początek strony A. Zaskoczyło. Śpiewany przez Gilmoura tekst, mimo że ma formę inwokacyjną, jest monologiem Pinka, jednak jego uniwersalizm polega na tym, że równie dobrze może też być manifestem o potrzebie bliskości. Waters wyjaśnia jednak, że głosu Pinka nikt nie usłyszy, gdyż istnieje on tylko w jego głowie. To tu właśnie po raz pierwszy pojawiają się robaki, które wżerają się w mózg Pinka, a symbolizują gnicie człowieka, gdy ten izoluje się od świata. Napięcie budowane w piosence eksploduje jednak w ostatniej zwrotce, kiedy to Waters wykrzykuje pełnym desperacji głosem "together we stand, divided we fall". Wspaniały utwór, jeden z najjaśniejszych momentów albumu.

Hey you! Out there on t he road
Doing what you're told, can you help me?
Hey you! Out there beyond the wall
Breaking battles in the hall, can you help me?
Hey you! Don't tell me there's no hope at all
Together we stand, divided we fall

Is There Anybody Out There? składa się właściwie z powtórzonego czterokrotnie tytułowego pytania. To już nawet nie jest prośba o pomoc, to dramatyczne błagania o przerwanie samotności. W warstwie instrumentalnej dzieją się jednak bardzo ciekawe rzeczy: gitara Gilmoura z Echoes, smyki nasuwające skojarzenie z silnikiem samolotu z Goodbye Blue Sky, a nawet basowy puls rodem z Welcome To the Machine.

Is there anybody out there?

Jednym z bardziej poruszających utworów na The Wall jest bez wątpienia Nobody Home zaśpiewana do wtóru z fortepianem i orkiestrą symfoniczną. Sam Waters wyjaśnia, że jest to ciąg dalszy Hey You, gdzie Pink zwierza się samemu sobie. Po Goodbye Cruel World jest to kolejna piosenka zainspirowana życiem i tragedią Syda (fragment "mam małą czarną książeczkę z własnymi poematami" odnosi się do czarnego notesu, w którym Barrett od nastoletnich lat spisywał swoje wiersze, "szczoteczka" odnosi się do incydentu podczas nagrywania Shine On You Crazy Diamond, gdy Syd przyszedł do studia i przez cały czas trzymał ją w ustach, a "grzebień" to aluzja do fryzury, o którą zawsze bardzo dbał).

I've got a little black book with my poems in
I've got a bag with a toothbrush and a comb in
When I'm a good dog they sometmes throw me a bone in
I got elastin bands keeping my shoes on
Got those swollen hand blues
Got thirteen channels of shirt on the T.V. to choose from
I've got electric light
And I've got second sight
I've got amazing powers of observation
And that is how I know
When I try to get through
On the telephone to you
There'll be nobody home

Kim jest Vera Lynn z kolejnego utworu, o tytule Vera? To autentyczna postać, piosenkarka z okresu II wojny światowej, której głos i piosenki kojarzyły się z nadzieją, gdyż śpiewała w głównej mierze o naprawie świata. Jest to krótki utwór, w którym Pink rozważa, czy nie karmiła ona ludzi złudną nadzieją.

Does anybody here remember Vera Lynn
Remember how she said that
We sould meet again
Some sunny day

Podniosły orkiestrowy hymn Bring The Boys Back Home to kluczowa piosenka cyklu dla Rogera Watersa. Jest ona o tym, że nie wolno pozwalać chłopcom iść na wojnę, gdyż już z niej nie wrócą, a także by rock and roll, samochody i konsumpcjonizm nie przysłoniły wartości rodzinnych.

Don't leave the children on their own
Bring the boys back home

Najważniejszym utworem albumu jest jednak, bez wątpienia, Comfortably Numb. Odgłosy na początku sugerują, że nadeszła pora na koncert i asystenci przychodzą po Pinka, jednak widzą że coś jest nie tak i wzywają lekarza. Lekarzem jest tu Waters, a rolę Pinka gra Gilmour w niezwykle melodyjnych refrenach. Utwór ten może mieć jednak bardziej uniwersalną wymowę, opisując człowieka czującego się jak żywy trup, pusty w środku. Inspiracją dla tekstu Watersa była faktycznie przebyta przez niego choroba, podczas której czuł, jakby zamiast rąk miał "dwa balony". Nie miał jednak do tego muzyki, więc poproszono Gilmoura by coś ułożył. Gdy następnego dnia przyszedł do studia i zanucił melodię utworu - który powstał podczas sesji do jego pierwszego solowego albumu - roboczo zatytułowanego The Doctor, wszyscy wiedzieli, że tego im było trzeba. Powalające solo gitarowe jest efektem skomponowania ze sobą pięciu lub sześciu podejść. Podczas nagrań tego utworu konflikt między Gilmourem a Watersem osiągnął apogeum, gdyż każdy z muzyków chciał do Comfortably Numb przemycić jak najwięcej "siebie". W bólach powstał jednak utwór skończony, idealny. Jest to mój ulubiony kawałek Pink Floyd, stanowiący prawdziwą esencję późnej działalności zespołu.

There is no pain, you are receding
A distant ship smoke on the horizon
You are only coming through in waves
Your lips move but I can't hear what you're sayig
When I was a child I had a fever
My hands felt just like two balloons
Now I've got that feeling once again
I can't explain, you would not understand
This is not how I am
I have become comfortably numb

The Show Must Go On sprowadza się do tego, że Pink jednak musi zostać wypchnięty na scenę. Organizatorów nie obchodzi, że ma kłopoty ze zdrowiem, ale to że bilety się rozeszły i że ludzie na niego czekają. Jest to aluzja do koncertu Pink Floyd z 1967 roku, kiedy koncert zespołu miał się rozpocząć, lecz Syd Barrett wpadł w stan katatonicznego odrętwienia. Koledzy z zespołu wypchnęli go mimo wszystko na scenę, jednak ten nie był w stanie grać na gitarze, ani śpiewać, więc koncert ostatecznie przerwano.

Doesn't show have to go on
Pa take me home
Ma let me go
Do I have to stand up
Wild eyes in the spotligght
What a nightmare why!
Don't I turn and run
There must be some mistake

In The Flesh to repryza utworu rozpoczynającego całą historię. Pomysł na ten utwór wpadł Watersowi do głowy po słynnym stadionowym koncercie z 1977 roku, kiedy to basista, zdenerwowany że ludzie bezmyślnie reagowali na grane przez zespół piosenki, splunął na fana z pierwszego rzędu. W In The Flesh przedstawił też rockowego idola jako faszystowskiego przywódcę, który wskazuje palcem Żydów, Murzynów i gejów, każąc ich rozstrzelać.

Are there any queers in the theatre tonight
Get 'em up against the wall
There's one in the spotlight
He don't look right to me
Get him up against the wall
That one looks Jewish
And that one's a coon
Who let all this riff raff into the room
There's one smoking a joint and
Another with spots
If I had my way
I's have all of you shot

Kolejnym utworem napisanym w większości przez Gilmoura, a także kontynuującym hymn faszystowskiego wodza (In The Flesh) jest Run Like Hell. Tłum w tle skanduje "Pink Floyd" i "młot". 2 skrzyżowane młoty to wymyślony przez Scarfe'a symbol faszyzmu Pinka. Utwór ma ostre, rockowe brzmienie i wpadający w ucho refren. Kolejny atut longplaya.

You better run all day
And run all night
And keep your dirty feelings
Deep inside
And if you take your girlfeidn
Out tonight
You better park the car
Wall out of sight

Waiting For Worms to już sytuacja po zakończeniu koncertu. Publiczność wychodzi z koncertu i rusza na faszystowską demonstrację, a Waters nawołuje do nienawiści do Żydów, gejów, kolorowych i komunistów. Ten utwór to jednak kolejny przełomowy moment w historii, gdy Pink zaczyna buntować się wobec muru i izolacji, której sam się poddał. Jego rozdarcie ilustruje warstwa muzyczna; delikatne fragmenty rodem z The Show Must Go On, przeplatają się z ostrym, marszowym rytmem. Robaki tutaj to symbol zwolenników Pinka, którzy maszerują bezmyślnie za swoim wodzem (odniesienie do utworu Sheep z Animals).

Would you like to see Britania
Rule again my friend
All you have to do is follow the worms

Stop mówi nam, że Pink miał chwile przebłysków świadomości, jednak wciąż był niegodziwym faszystą, gotowym zmiażdżyć wszystkich, którzy staną mu po drodze i są od niego inni. Stop to jednak już Pink chcący wrócić do domu, zostawić karierę muzyka, zrzucić mundur i żyć jak wcześniej.

Stop
I wanna go home
Take off this uniform
And leave the show
And I'm waiting in this cell
Because I have to know
Have I been guilty all this time

Majstersztykiem aktorskim jest jednak psychodrama The Trial, czyli rozrachunek Pinka z dotychczasowym życiem. Przeciwko Pinkowi toczy się proces przed Robakowym Sądem, a na świadków wezwani zostają nauczyciel, żona i matka. Oskarżony zostaje o najgorszą zbrodnię ze wszystkich, czyli "okazywanie uczuć". Waters daje tu popis swoich aktorskich możliwości, zmieniając tembr głosu i intonacje, imitując kolejne postaci. Jest to jednak nie tylko próba powrotu do normalności i naprawienia więzi ze światem, ale także ponowne wystawienie się na okrucieństwa otoczenia. The Trial ma formę opery z niezwykle wystawnym aranżem, zmianami tempa i dramaturgii. Pink zostaje uznany winnym, a wyrok może być tylko jeden: zburzyć mur.

The evidence before the court is
Incontravertable, there's no need for
They jury to retire
In all my years of judging
I have never heard before of
Someone more deserving
The full penalty of law
The way you made them suffer
You exquisite wife and mother
Fills me with the urge to defecate
But my friend you have revealed your deepest fear
I sent once you to be exposed before your peers
Tear down the wall

Mimo, że The Trial to wielki finał The Wall to pojawia się po nim jeszcze rodzaj kody, Outside The Wall, gdzie Waters deklamuje krótki tekst, jako rodzaj posłowia, zachęcający nas do dyskursu i chłodnej refleksji odnośnie całości. Utwór kończy urwane zdanie "Isn't this where...". I właśnie tu wyjaśniają się tajemnicze słowa z początku albumu, gdyż po ponownym odtworzeniu In the Flesh? powstaje zdanie "Czy to nie tędy weszliśmy?". Sugeruje to więc zapętlenie procesu i to, że zjawisko tu opisane trwa bez przerwy. Jest to jedno z najbardziej elektryzujących zakończeń albumu muzycznego wszech czasów.

All alone, or in twos
The one swho really love you
Walk up and down outside the wall
Some hand in hand
Some gathering together in hands
The bleeding heart and the artists
Make their stand


Za opus magnum Pink Floyd uznaję The Dark Side of the Moon. Za ich najlepszy album, Wish You Were Here. A za najważniejszy, właśnie The Wall. Zawarty tu przekaz jest wciąż aktualny, a warstwa muzyczna to jedna z pierwszych rock oper w historii, a także jedna z najwspanialszych. Muzycy tworzą tu kompozycje, które bardzo się od siebie różnią, ale także świetnie ze sobą współgrają. Tekstowo Waters wspiął się tu na wyżyny swoich możliwości, których nigdy już nie przegonił. Mimo, że całość ma parę zbędnych elementów, nie wydaje się ani trochę rozciągnięta i jest bez wątpienia arcydziełem. Jest to też ostatni wielki album Pink Floyd (z Watersem zrobili jeszcze tylko The Final Cut, a bez niego, to już nie był ten sam zespół). Mimo że płyta ta jest monstrualnych rozmiarów, nie czujemy się przytłoczeni nadmiarem muzyki. Jest to jednak ciężki materiał, bardzo przygnębiający i potrafiący poruszyć słuchacza do głębi. Gdy raz się go posłucha, po jakimś czasie czuje się potrzebę by do niego wrócić, mimo że kojarzyć nam się może z bólem i momentami nawet dyskomfortem. Dla każdego fana muzyki The Wall to pozycja obowiązkowa.

Ocena: 10/10


The Wall: 80:39

CD 1:

1. In the Flesh? - 3:16
2. The Thin Ice - 2:27
3. Another Brick in the Wall, Part 1 - 3:11
4. The Happiest Days of Our Lives - 1:46
5. Another Brick in the Wall, Part 2 - 3:59
6. Mother - 5:32
7. Goodbye Blue Sky - 2:45
8. Empty Spaces - 2:10
9. Young Lust - 3:25
10. One of My Turns - 3:41
11. Don't Leave Me Now - 4:08
12. Another Brick in the Wall, Part 3 - 1:18
13. Goodbye Cruel World - 1:16

CD 2:

1. Hey You - 4:40
2. Is There Anybody Out There? - 2:44
3. Nobody Home - 3:26
4. Vera - 1:35
5. Bring the Boys Back Home - 1:21
6. Comfortably Numb - 6:23
7. The Show Must Go On - 1:36
8. In the Flesh - 4:15
9. Run Like Hell - 4:20
10. Waiting for the Worms - 4:04
11. Stop - 0:30
12. The Trial - 5:13
13. Outside the Wall - 1:41

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...