piątek, 20 grudnia 2019

"Gone Troppo" - George Harrison [Recenzja]


W latach 80. George'owi Harrisonowi ciężko było odnaleźć się w nowej muzycznej rzeczywistości. Jego album Somewhere In England sprzedawał się całkiem nieźle, ale była to raczej zasługa All Those Years Ago (piosenki nagranej przez niego, Ringo i Paula w hołdzie Johnowi Lennonowi). Mimo to był to pierwszy krążek Harrisona od czasu rozpadu Beatlesów, która nie zdobyła statusu Złotej Płyty. George - w ramach kontraktu - miał nagrać jeszcze jeden album. Nagrał więc Gone Troppo (w australijskim slangu oznacza to "wariowanie na skutek udaru słonecznego"), jednak odmówił całkowicie jego promocji, w związku z czym longplay przepadł na listach przebojów (tj. na amerykańskiej, bo na żadne inne się nawet nie dostał).

Zaczynamy płytę tak, jak sugerować to może jej okładka. Wake Up My Love to więc twór pozytywny, kolorowy, radosny i do bólu kiczowaty. Wiodącą rolę pełnią tu wysunięte na pierwszy plan plastikowe syntezatory. Piosenka wydana została, jako singiel, mając za zadanie promować album. Podobnie jak poprzednik - Teardrops z albumu Somewhere In England - utwór ten powstał na prośbę Warner Bros., celem stworzenia kawałka "na czasie", który trafiałby do młodszej publiczności, a jednocześnie mógłby udanie promować album w szerokich mediach. Tutaj efekt jest niestety wręcz odpychający. O ile Teardrops miało chociaż fajną melodię, wpadający w ucho refren i niewymuszoną radość, tutaj tego wszystkiego brakuje. Melodia jest słaba i ulotna, aranż kompletnie chybiony, a sam Harrison nawet specjalnie się nie stara, by zaśpiewać to na wyższym poziomie niż "przyzwoicie". Słaby otwieracz.

My life's been so many ways
Too much darkness gets me crazed
All around us people fight
Christ, I'm looking for some light

Inside your love, wake up my love and let it in

Zupełnym przeciwieństwem Wake Up My Love jest natomiast następujący po nim That's the Way It Goes. Ten utrzymany w średnim tempie utwór to już zdecydowanie rzecz dobra. Piosenka napisana została (podobnie jak reszta materiału na longplay) podczas wakacji Harrisona, kiedy ex-Beatles przeżywał kryzys związany z kompletnym brakiem zainteresowania współczesną muzyką. W latach 70. (i wcześniej) śledzenie nowych artystów i wydawnictw muzycznych było jego pasją, natomiast w latach 80. zatracił to hobby. Nie mógł odnaleźć się w nowej muzycznej rzeczywistości. Efektem tego zagubienia jest właśnie utwór That's the Way It Goes. Wspaniały wokal, świetna gitara i syntezatory zepchnięte na dalszy plan. Utwór brzmi wręcz rewelacyjnie. Rewelacyjna sprawa. Krytycy natychmiast docenili ten numer, wskazując go jako najlepszy element Gone Troppo. Zgadzam się z nimi.

There's a fire that burns away the lies
Manifesting in the spiritual eye
Though you won't understand the way I feel
You conceal, all there is to know
And that's the way it goes


I Really Love You to cover znanego kawałka z początku lat 60. George interpretuje to poprawnie, aczkolwiek bez większej rewelacji. Powiedziałbym nawet, że całość wypada bezpiecznie i bez polotu. Nie dziwi fakt, że piosenka wydana jako singiel, nie dotarła na żadne notowania. Brak pasji i zaangażowania słychać już od pierwszej nuty, a tutaj przebija to przez całe 3 minuty.

Well, babe, you know I love you so
I'd pay the world if you could know
And when I see, you're coming down the street
My heart skips a beat

You, I really, really need you
But yet, you play me for a fool
Why do you do me like you do?

Kawałek Greece opowiada praktycznie o niczym. Nawet sam George uznał, że nie ma za bardzo o czym pisać. Właściwie przez 2 zwrotki opisuje geograficzne położenie Grecji. Wiedząc to, rozbudował piosenkę o dość rozwlekłą część instrumentalną. Niestety jest to wciąż rzecz nieciekawa. Harrison nie ma tu nic ciekawego do zaproponowania i te 4 minuty ciągną się w nieskończoność.

Yugo to Slawia
Half past Armenia
Down and towards the Med
Left side of Turkey
Nowhere near Fiji
You will find Greece

Co z tego, że Gone Troppo ma wpadający w ucho refren? Co z tego, skoro cała piosenka jest tak bardzo niezapamiętywalna? Utrzymana w klimacie Greece jest kompletnie nie do odróżnienia od pozostałej zawartości płyty. Właściwie już na tym etapie ciężko zauważyć, kiedy kończy się jeden utwór, a zaczyna drugi. Słabizna.

There he, sitting in the moonlight
Not found, living no city
He smile, mucho in a sunshine
Nightlife, counting de friut bat

Troppo, gone troppo, troppo
It's time you know I gone troppo

Mystical One jest już nieco lepsze. Chociaż ciężko powiedzieć mi dlaczego. Brzmi i jest skonstruowane jak poprzednicy, a mimo wszystko jakoś bardziej mi to wszystko gra. Ale mimo to, to wciąż jest baaardzo niski poziom. 

They say, I'm not what I used to be
All the same, I'm happier than a willow tree
Shine or rain, sitting here by a stream
There's nothing I'd rather feel in this world
You and your sweet serenity
Rocking me, melting my heart away
I know something so dear to me
Beyond words, beautiful feeling in my soul
Sounds I've heard like humming birds in a dream

Powrotem do bolesnej wręcz nijakości jest rzewna balladka Unknown Delight. "Płacząca" gitara, ledwo słyszalne chórki i słaba piosenka. Jedyne co się tu broni, to poetycki i egzystencjalny tekst. Może i sprawdziłoby się to w jakimś tomiku poezji, gdyby oderwano to od tej kiczowatej melodii. W takiej jednak postaci jest to jednak koszmarne.

Who have eyes will clearly see and no one could disagree
A treasure of the world, a child, watching it grow

And with all the love will bring unknown delight

Baby Don't Run Away - kolejna żałość. Tu chociaż jednak pojawia się refren, który odznacza się nieco innym nastrojem od reszty. Tyle dobrze.

Way back then it was easy to see
A calm reflection in the sea
Sitting still and without any cares
You turned out to be
A lover who was sure of me
That's when it happened to you and me

No i co ja mam napisać o Dream Away? Wszystko już było. Musiałbym się powtarzać. Kolejny słabeusz.

Walking while you're still deep sleeping
Finding you're not here
Watching a dream appear
Tumbling through a thousand centuries
You don't know where you'll land, it's so dark in mythology
Treasures of history to be found, near the legends of time
All the handiworks remain there, only a dream away

Trochę inaczej sprawa ma się z Circles. Jest to bowiem piosenka, która sięga jeszcze czasów Beatlesów. Harrison napisał ją podczas słynnej wizyty zespołu w Indiach, w ramach przygotowywania materiału na The Beatles. Demo tej piosenki można znaleźć zarówno na nagraniach z Esher, jak i tych z sesji nagraniowych do "Białego Albumu". No i wtedy ta piosenka po prostu miażdżyła. Mroczne, psychodeliczne organy godnie podbijały ten wspaniały tekst, a tajemniczy wokal "cichego Beatlesa" podkręcał tylko tempo. George wrócił do tej piosenki w 1979 roku, podczas przygotowywania płyty George Harrison, ostatecznie jednak trafiła dopiero na Gone Troppo. Niestety w okropnej aranżacji. Mroczne organy zostały zastąpione tu... a jakże! Syntezatorami. Cały klimat więc prysł, jak bańka mydlana. Zamiast egzystencjalizmu mamy więc kiczowatość. Taka strata...

Soul takes on a body with each birth we make our date
With life and death along the road the soul reincarnates
The show goes round and round in circles
When loss and gain and up and down
Becomes the same, then we stop going in circles
Round and round in circles


Gone Troppo to płyta okropna. Koszmarna. Plastikowa. Kiczowata. Bez wyrazu. Najgorsza płyta George'a Harrisona. Miało być dużo luzu, wakacyjny klimat i domowa atmosfera. Wyszedł longplay wymuszony, nagrany na siłę i bez polotu. Ależ mnie ta płyta wymęczyła swoją zawartością. A trwała przecież niecałe 40 minut. Od okładki, przez aranże, aż po same piosenki, nic tu nie gra. Jeden kawałek (That's the Way It Goes) i parę chwytliwych refrenów (Baby Don't Run Away czy Dream Away) nawet nie poprawiają sytuacji tego albumu. Może i są syntezatory, może i są "chwytliwe" refreny. To wszystko przykrywa jednak niemożliwie wręcz - nawet jak na standardy solowego Harrisona - słabe piosenki. Jak to mawia Stephen King:

Ale mimo wszystko gówienko posypane cukrem, to nie sernik, ale gówienko z cukrem.

Ocena: 2/10

poniedziałek, 16 grudnia 2019

"Tug of War" - Paul McCartney [Recenzja]


Gdy Paul nagrywał płytę McCartney II, formalnie zespół The Wings jeszcze istniał. Nowy album ex-Beatlesa sprzedawał się lepiej niż poprzednie wydawnictwa jego formacji, ale został zmiażdżony przez krytykę. McCartney postanowił zarzucić samodzielne granie i tworzenie surowych płyt. Chciał ponownie coś zmienić. Chciał znowu trafić do łask. A tylko jedna osoba mogła mu w tym pomóc - George Martin.
Na dzień dobry były producent Beatlesów powiedział Paulowi, że nie podobają mu się jego muzycy. McCartney rozwiązał więc zespół i oficjalnie stał się ponownie solowym artystą. Następnie sprezentował Martinowi kilkanaście nowych utworów i stało się coś, czego Paul się nie spodziewał; producent przesłuchał, powiedział że parę jest dobrych, parę jest do uratowania, a większość jest totalnie do kitu. McCartney wpadł w szał. Nie mógł uwierzyć, że ktoś ośmielił się mówić w ten sposób do Wielkiego Paula. Paula McCartneya. Paula-Beatlesa. Obraził się więc na Martina, jednak gdy ochłonął i zrozumiał, że tylko w George'u jego jedyna nadzieja i że to on ma do niego interes, a nie odwrotnie,przeprosił go i wrócili do pracy.
Zaczęli od pracy nad utworem We All Stand Together przeznaczonego do filmu animowanego Rupert Bear. Robota szła świetnie. Nad ranem, 9 grudnia, Paul dowiedział się jednak, że John Lennon został zamordowany. Był w szoku. Pogrążony w rozpaczy wszedł jednak do studia, jednak po kilku godzinach grania uznał, że nie jest w stanie kontynuować. Razem z Martinem podjęli decyzję o zawieszeniu prac.
Do studia wrócili w lutym 1981 roku. Paul dopisał parę nowych piosenek (część z nich George Martin zaaprobował), a ponadto zaprosił do studia Ringo Starra, Steviego Wondera i Carla Perkinsa. Nagrania kontynuowano - a jakże! - na szkockiej farmie. Martin czuwał nad każdym dźwiękiem i starał się wzbogacać całość o najnowsze zdobycze technologiczne. Materiału nazbierało się na tyle dużo, że McCartney rozważał nawet wydanie dwupłytowego albumu, ale George wybił mu to z głowy i zamiast tego zaproponował wydanie dyptyku War and Peace (tak więc część materiału z tych sesji wydano później na kolejnym longplay, Pipes of Peace).

Stękania i pojękiwania rozpoczynające utwór tytułowy zostały nagrane podczas faktycznego przeciągania liny w Huddersfield (przeciąganie liny to po angielsku właśnie tug of war). Tug of War określane jest często, jako "Imagine McCartneya" - idealistyczna oda do pokoju. Jednak tekst można poddać także innej, według mnie całkiem trafnej, interpretacji; mianowicie słowa tej piosenki mogą określać także rywalizację, którą na gruncie zawodowym prowadzili Paul z Johnem Lennonem. Czego by jednak McCartney nie miał na myśli pisząc tę piosenkę, bez wątpienia stworzył rzecz znakomitą. Już na pierwszy rzut ucha rzuca się znakomita produkcja. Jest to niczym głęboki oddech po tak słabo lub ascetycznie wyprodukowanych albumach Wingsów. George Martin już tutaj daje przykład swojej maestrii, wprowadzając - tak charakterystyczną dla niego - orkiestrową aranżację, która podkreśla przesłanie i rangę tej piosenki. Utwór był wydany na singlu, jednak nie odniósł większego sukcesu (najwyżej udało mu się zawędrować w Polsce, bo na 11 miejsce). W Tug of War dużo się dzieje i uważam, że jest to jedna z najlepszych piosenek na płycie i z pewnością rzecz ambitna, mimo że obdarzona prostą i wpadającą w ucho melodią. Wielka rzecz i rewelacyjne otwarcie albumu.

It's a tug of war
What with one thing and another
It's a tug of war
We expected more
But with one thing and another
We were trying to outdo each other
In a tug of war

In another world
In another world we could
Stand on top of the mountain
With our flag unfurled
In time to come
In time to come we will be
Dancing to the beat played
On a different drum

Utwór tytułowy płynnie - perkusyjnym przejściem - przechodzi w Take It Away, czyli pierwszą piosenkę na płycie, gdzie gościnnie udziela się Ringo Starr, zasiadający za bębnami. Ten utwór również wydany został jako singiel, ale poradził sobie znacznie lepiej niż Tug of War, spędzając 16 tygodni na liście Billboardu, osiągając 10. lokatę. Nie powinno to dziwić, bowiem jest to rzecz jeszcze bardziej chwytliwa niż poprzednik. Nie ma tu może ambicji, by stworzyć tak znakomicie skonstruowany numer, jak w przypadku Tug of War, jednak to nie znaczy, że można tej piosence odmówić aspiracji, by być czymś więcej niż prostym numerem do radia. Szczególnie podoba mi się pierwsze zaskoczenie: po wyciszonym, akustycznym wstępie, nagle z całą mocą uderzają dęciaki i całość nabiera tempa. Takie wybuchy mamy tu co chwila i za każdym razem dostarczają niemałej satysfakcji. Koniec końców mamy tu kolejny zachwycający numer.

Take it away
Want to hear you play
Till the lights go down
Take it away
Don't you want to stay
Till there's no one else around

W akustycznym tonie w całości utrzymany został natomiast Somebody Who Cares. Wstęp na akustyku przywodzić może nieco na myśl hiszpańskie klimaty i rzeczywiście, cała piosenka zdaje się pozostawać w tej stylistyce. W zwrotkach gitarę i śpiew Paula wspierają jedynie rytmiczne talerze. Szczególnie przyjemnie wypada refren, po którym pojawia się króciutkie solo fletu i nieco dłuższa solówka na gitarze akustycznej. Robi się naprawdę pięknie.

There's always someone, somewhere
You should know by now
Always somebody who cares
It's happening day in, day out
Well you know by now
Always somebody who cares

If you don't know it
How will it find you?
How will we know your whereabouts?
But I know how you feel

Niestety, nawet taka płyta musi mieć wpadkę. Ta ujawnia się już pod indeksem czwartym, a jest nią duet ze Steviem Wonderem. What's That You're Doing to żenująco słaby i monotonny numer zapoczątkowany zresztą przez jam Wondera i McCartneya w studiu. Szkoda, że dwóch tak świetnych artystów zmarnowało się przy takiej piosence. Całość oparta jest na zwariowanych dźwiękach syntezatora i w kółko powtarzanej melodii. Może i dobre to do potupania nóżką, jednak koniec końców jest to rzecz bardzo irytująca. Praktycznie nie czuć tu Paula. Jest to jakby solowy Stevie, tylko czemu akurat ta jego najgorsza strona? Szczególnie zadziwiającym jest dla mnie fakt, że utwór ten otrzymał w 1983 roku nominację do nagrody Grammy w kategorii Best R&B Vocal Performance - Duo or Group. (Swoją drogą Paul okazał się wielkim przegranym tego rozdania Grammy, gdyż w sumie nominowany był z Tug of War w aż pięciu kategoriach i nie zgarnął ani jednej statuetki).

You can make me feel so proud
You can make me holler
Girl you make me want to dance and sing
My mind is blown and you're the blame
I say it's sunnin' when there's a rain
I jump by leads and bounds, just call my name

Po tak słabym numerze, Here Today to jakby orzeźwiający podmuch od strony morza. Wzruszająca ballada napisana przez Paula. McCartneyowi z wielkim trudem przychodziło mówić o Lennonie i ta piosenka jest jakby próbą pogodzenia się ze śmiercią przyjaciela. Ex-Beatles mówił o niej, że jest to rozmowa, której nigdy z Johnem już nie odbędzie. Po wielu latach mówił, że równie dobrze może ona opowiadać o jego stracie Lindy (odeszła w 1998 roku) bądź też George'a Harrisona (zmarł w 2001). Piosenkę nagrano latem w 1981 roku tylko z towarzyszeniem gitary akustycznej i efektu nałożonego na wokal McCartneya. Po kilku dniach razem z Martinem powrócili jednak do studia, by dograć do utworu kwartet smyczkowy, co miało być odniesieniem do przeboju Yesterday. Koniec końców powstała poruszająca i rozdzierająca serce piosenka, w której Paul otwiera swoje serce. Ciężko słuchać bez emocji.

What about the time we met?
Well I suppose that you could say that
We were playing hard to get
Didn't understand a thing
But we could always sing
What about the night we cried?
Because there wasn't any reason left
To keep it all inside
Never understood a word
But you were always there with a smile

Stronę B otwiera dla odmiany radosne Balroom Dancing będące wspomnieniem imprez, na które Paul chodził w młodości. Rzecz jest dość prosta - rzec by nawet można, że toporna - jednak ma swój urok. Szczególnie dobrze wypada bridge składający się najpierw z hałaśliwych dęciaków, a potem oparty głównie na gitarze elektrycznej, syntezatorach, pianinie i basie. Koniec końców może nie jest to rzecz specjalnie zachwycająca, ale wypada całkiem fajnie. No i ponownie mamy tu Ringo na perkusji.

Well I used to smile when I was a pup
Sailing down the Nile in a china cup
With the recipe for a lovely day
Sticking out of my back pocket

But it wasn't always such a pretty sight
'Cause we used to fight like a cats and dogs
Till we made it up in the ballroom

O ile jednak What's That You're Doing zapada w pamięć - nawet jeśli nie zapisuje się w niej najlepiej - o tyle The Pound Is Sinking jest kompletnie niezapamiętywalny. Co ciekawe, nie pokusiłbym się jednak o stwierdzenie, że jest to rzecz słaba, bowiem jest całkiem ciekawa. Ma intrygujący klimat, zmiany tempa i fajne przebłyski niezłych melodii, jednak ostatecznie nie sposób jest cokolwiek z tego utworu zapamiętać. A szkoda, bo gdyby dłużej nad tym posiedzieć i każdą z części lepiej wyeksponować, to mógłby powstać być może najlepszy utwór na krążku.

Hear me lover
I can't be held responsible now
For something that didn't happen
I knew you for a minute
Oh, it didn't happen
Only for a minute
Your heart just wasn't it any more

Najlepszym utworem na krążku jest jednak zdecydowanie monumentalny Wanderlust. Wanderlust to nazwa wynajmowanego przez Paula jachtu, kiedy przebywał na wakacjach na Wyspach Dziewiczych. Piosenka ta mogłaby się spokojnie znaleźć na którymś z późniejszych albumów Beatlesów i z pewnością podnosiłaby jego poziom. McCartney daje tu prawdziwy popis swoich twórczych możliwości. Jego wokal brzmi nad wyraz silnie i melodyjnie. Riff fortepianu jest znakomity, a cała piosenka zaskakuje z każdą minutą. Od zwrotki, gdzie linia melodyczna podąża za głównym riffem, przez wybuchowy refren i mocarne wejście dęciaków, aż do potężnie brzmiącego finału. Może brzmię trochę zbyt nieobiektywnie, ale jak dla mnie ta piosenka to jedno z największych dzieł całej solowej kariery Paula i nawet, gdyby reszta Tug of War była beznadziejna, to tej piosenki po prostu nie da się zapomnieć. (Sam McCartney nawet chyba uznał, że jest zbyt dobra, by zmarnować ją na tylko jedno podejście, więc dokonał bezczelnego autoplagiatu pożyczając większość melodii i tworząc inny numer No More Lonely Nights, który, swoją drogą, odniósł spory sukces). Jak dla mnie zdecydowany punkt kulminacyjny albumu, no i jest to ostatnia piosenka na płycie, na której pojawia się Ringo w roli perkusisty. Dzieło.

Light out wanderlust
Head us out to sea
Captain says there'll be a bust
This one's not for me

Take us from the dark
Out where we can see
Captain's out to make his mark
This one's not to be

Light out wanderlust
Help us to be free
Light out wanderlust
Do it just for me - wanderlust

Get It to akustyczny, rockandrollowy duet z gwiazdą muzyki lat 50. - Carlem Perkinsem. Początkowo piosenka opiera się tylko na śpiewie panów z towarzyszeniem gitary akustycznej, jednak Martin nie byłby sobą, gdyby nie urozmaicił całości delikatnymi smyczkami. Moim zdaniem było to trochę niepotrzebne, jednak nie wpływa to znacząco na odbiór piosenki. Po prostu zbędna rzecz, jednak nie psująca niczego. Przyjemna piosenka, którą kończy śmiech Carla. Podobno zaśmiał się, gdy usłyszał żart opowiedziany przez Paula. Dowcip został jednak wycięty z taśmy.

Once I had a little Spanish guitar
The neighbours told me I could go pretty far
Well I came and I went
And my guitar got bent
But I discovered that the people who love
Are what we need if we're to get up above it all
And that's that
Unless the world is flat

Śmiech Perkinsa stanowi też łącznik pomiędzy krótkim, elektronicznym interludium Be What You See (Link). Powiem szczerze, że jest to jedna z najbardziej intrygujących rzeczy na tym albumie. Numer trwa pół minuty, a mimo to jest tworem bez wątpienia frapującym. Przepuszczony przez wokoder wokal McCartneya wyśpiewuje tajemniczy dwuwers do ciekawej melodii. Fajna rzecz, mająca być może przypominać może eksperymenty Beatlesów z konstrukcją albumów?

The one you wanted to be
Is now the one you see

Zaraz po nim następuje jednak wybuch, a to za sprawą Dress Me Up as a Robber. Kolejna mocno osadzona w stylistyce lat 80. piosenka, jednak wypadająca znakomicie. Obok ostrych syntezatorów mamy tu "hiszpańskie" solo na gitarze akustycznej, a Paul co chwila zmienia melodie i nastrój całej piosenki. Jest to bez wątpienia kolejna świetna i zaskakująca piosenka, której główną siłę stanowi jednak arcymistrzowski aranż Martina.

Dressing me up
It doesn't make a difference
What you want to do
Whichever way you look at it
I'm still in love with you
If we go on forever
I may never make a change

Płytę kończy bez wątpienia największy przebój albumu, czyli hitowy duet Paula ze Steviem Wonderem - Ebony And Ivory. Przyznam się szczerze, że nigdy nie przepadałem za tą piosenką. Jak dla mnie jest po prostu za słodka i zbyt banalna. Owszem, ma całkiem fajną melodię, a McCartney z Wonderem brzmią po prostu pięknie, jednak całość jakoś do mnie nie przemawia. Tak potężne nazwiska musiały jednak skończyć się podbiciem list przebojów. Krytyka dosłownie zmiażdżyła utwór, nazywając go "najgorszą piosenką w katalogu Paula". Sam ex-Beatles mówi do dzisiaj, że ma na to kompletnie wywalone; nie interesowało go, jak przyjmie to krytyka i publiczność - po prostu chciał zaśpiewać ze Steviem. No i fajnie. Jeśli zrobił, co chciał, to super. Do mnie specjalnie ten utwór nie przemawia, ale jak już gdzieś leci, to słucham bez bólu.

Ebony and Ivory
Live together in perfect harmony
Side by side on my piano keyboard
Oh Lord, we don't we?

We all know
That people are the same wherever you go
There is good and bad in everyone
When we learn to live
We learn to give each other
What we need to survive
Together alive


Tug of War to zdecydowanie najlepszy album Paula od bardzo, bardzo dawna. McCartney II było powrotem do formy, ale to właśnie Tug of War to wielki i triumfalny comeback Paula-Beatlesa. Melodie są tu dopracowane, a produkcja dopieszczona. Czuć, że McCartney potrzebował kogoś, kto okiełzna jego talent i ego. Tym kimś okazał się właśnie George Martin, który zachował się jak dobry producent - nie wahał się skrytykować Paula, a także walczyć o swoją wizję pewnych piosenek i z pewnością dzięki niemu po części mamy tu do czynienia z tak dobrym longplayem. Dźwięk jest przestrzenny, aranżacje bogate, a głos McCartneya należycie wyeksponowany. Mimo mojej sympatii do McCartney II, to produkcyjnie nie może się on równać z maestrią Tug of War. Mamy tu sporo znakomitych melodii i po prostu świetnych piosenek (z Wanderlust na czele). Co tu dużo mówić, Tug of War to po prostu wielka płyta. Jedna z najlepszych w dyskografii McCartneya.

Ocena: 9/10


Tug of War: 41:10

1. Tug of War - 4:22
2. Take It Away - 4:14
3. Somebody Who Cares - 3:19
4. What's That You're Doing (Duet with Stevie Wonder) - 6:19
5. Here Today - 2:27
6. Ballroom Dancing - 4:07
7. The Pound is Sinking - 2:54
8. Wanderlust - 3:49
9. Get It (Duet with Carl Perkins) - 2:29
10. Be What You See (Link) - 0:34
11. Dress Me Up as a Robber - 2:41
12. Ebony and Ivory (Duet with Stevie Wonder) - 3:46

wtorek, 10 grudnia 2019

"Stop And Smell the Roses" - Ringo Starr [Recenzja]


Podchodząc do swojego pierwszego albumu w latach 80. Ringo Starr postanowił wrócić do pomysłu, który konsekwentnie realizował przy swoich pierwszych płytach w latach 70. (tych z solowym materiałem), a mianowicie poprosił swoich przyjaciół z The Beatles o napisanie mu premierowych piosenek. Podczas odwiedzin w mieszkaniu Johna Lennona, ten podarował mu piosenkę Life Begins at 40, którą pierwotnie napisał z myślą o swoim albumie Double Fantasy, jednak ostatecznie nie trafiła ona na płytę, a Lennon natychmiast skojarzył ją ze stylem Starra. Po śmierci Johna, Ringo jednak zaniechał włączenia jej na płytę i jedyna dostępna wersja tej piosenki, to domowe demo nagrane przez Lennona, jako szkic, umieszczone na albumie John Lennon Anthology z 1998 roku.
16 maja 1980 roku, Ringo odwiedził Paula i Lindę w pokoju hotelowym w Cannes. Poprosił tam McCartneya, by napisał mu parę piosenek, wyprodukował jego nowy album, lub chociaż zagrał w jakiejś piosence. Paul się zgodził; napisał 2 piosenki, a zagrał i wyprodukował ostatecznie 4 (2 napisane przez siebie, jedna przez Starra, która ostatecznie nie trafiła na longplay plus cover Sure To Fall). Ringo rozpoczął nagrywanie płyty - zatytułowanej roboczo Can't Fight Lightning - we Francji 11 czerwca i kontynuował przez 10 dni.
Następnie dostał piosenki od Stephena Stillsa, Ronniego Wooda (Rolling Stones) i Harry'ego Nilssona. 10 listopada zadzwonił do George'a Harrisona z tą samą prośbą, którą złożył Paulowi. George zgodził się i podarował mu piosenkę Wrack My Brain. Ponadto Harrison wyprodukował też piosenkę You Belong To Me, a także miał w planie podarować Ringo All Those Years Ago, nad którym razem pracowali. Starr uznał jednak, że jest to za ciężkie dla niego do zaśpiewania i odmówił (a piosenkę ostatecznie nagrał wraz z Ringo i Paulem sam George, umieścił na albumie Somewhere In England, a utwór stał się sporym przebojem).
13 lutego album został ostatecznie zmiksowany, a tytuł został zmieniony na Stop And Smell the Roses.

Płytę rozpoczyna piosenka podarowana Ringo przez Paula - Private Property. Utwór ten jest typowy, jeśli chodzi o melodię, do tego, co w tamtym czasie robił McCartney (album McCartney II). Najbardziej ten utwór przypomina mi chyba kawałek Coming Up ze wspomnianego albumu. Głównie chyba przez tak wyraźną obecność dęciaków. Poza tym piosenka jest bardzo przyjemna w odbiorze, dynamiczna i wpadająca w ucho. Jedyne, co bardzo mi się tu nie podoba, to śpiew Ringo; zupełnie, jakby zeszło z niego powietrze i nie chciało mu się zbytnio śpiewać, a szkoda, bo żal zmarnowanego potencjału.

Love monopoly
My philosophy
Don't go fooling with private property

'Cause she's mine, she belongs to me
And we'll get on fine as long as you agree

Singlem promującym album był utwór Wrack My Brain, napisany i wyprodukowany przez George'a Harrisona. Również i ten utwór nawet aranżacyjnie świetnie wpasowałby się na wydany niewiele wcześniej longplay "cichego Beatlesa", Somewhere In England. Tutaj Ringo, jakby wokalnie nieco się budzi i śpiewa z nieporównywalnie większym animuszem. Refren wpada w ucho, są tu ciekawe efekty syntezatorowe i nietypowe rozwiązania muzyczne. Podoba mi się ten numer i uważam, że o wiele lepiej spełniałby się pod indeksem pierwszym, aniżeli średniak napisany przez McCartneya, a jeszcze gorzej zaśpiewany przez Starra.

What I have, you don't want
What you want, I can't give
I got out of touch with you and yours 
The way that you live

I try to do my best for you
While the sky pours down the rain
Wrack my brain

Drumming Is My Madness to już utwór, który Ringo dostał od Harry'ego Nilssona. Piosenka przyjemnie sączy się z głośników, a uroku i dynamiki dodają jej świetnie poprowadzone dęciaki i wybrzmiewająca w tle gitara, przywodząca na myśl zagrywki Harrisona. Bardzo przyjemny numer.

Do you think I'm sexy?
Do you think I'm silly?
Try a little tenderness, too

Drumming is my middle name
Drummking makes me go insane

Kolejny utwór napisany dla Ringo przez Paula to już rzecz zdecydowanie lepsza od poprzedniej. Attention to bowiem nie tylko świetny kawałek, ale i popis wokalny Starra, który sięga tu po swoją najbardziej rozpoznawalną manierę; śpiewa więc ze znakomitym feelingiem, dynamicznie, ale jednocześnie ze spokojem. Wspierany jest tu przez Paula i Lindę (między innymi), ale to właśnie on gra tu pierwsze skrzypce. Sama piosenka jest o poziom wyżej od Private Property, jednak na płytach McCartneya byłaby to rzecz zdecydowanie słaba. Przykro to mówić, ale ex-Beatles odstawił po prostu tu fuszerkę, idąc po najmniejszej linii oporu, pisząc 2 średniaki, które mają niezłe melodie, ale po prostu jak na takie nazwisko, to wciąż za mało. Ringo robi tu co może, i za to plus, ale słabej kompozycji to już nic nie uratuje.

Your love is fine
Your love can be mine

Come on, baby, give it all you've got
Get into the power of the plot
You know we'll only get it if we try
Give it your attention for a while

Fajniej brzmi za to tytułowe Stop And Take the Time To Smell the Roses, napisane przez Starra wespół z Nilssonem. I jest to dopiero drugi naprawdę godny uwagi utwór na stronie A (po Wrack My Brain). Pozornie piosenka niczym się nie wyróżnia, jednak słuchanie jej dostarcza sporej przyjemności i po prostu robi się sympatycznie. Fajny tekst, zaśpiewany naprawdę fajnie przez Ringo i świetny aranż. Po perkusiście The Beatles nie ma co więcej oczekiwać. I jeśli podejdzie się do tego pod tym kontem, to można czuć się ukontentowanym po wysłuchaniu tego utworu.

Well, I was walking down the street the other day
You know, and I said to myself, what's all this hurry
What's all this hustle and bustle
Why don't I just stop, look at the pretty roses
Smell them for one moment, take the times to see
Take the time to smell, have a good time in life
Don't let everything pass you by, you're only here once
And I've been here longer than most of you

Stronę B albumu rozpoczyna kawałek napisany przez Ringo i gitarzystę The Rolling Stones, Ronniego Wooda, Dead Giveaway. Piosenka ta nie jest jednak niczym niezwykłym, a powiem nawet że jest rzeczą słabą i kompletnie się nie wyróżniającą. A jeśli mówię to w kontekście płyt Ringo, to znaczy, że naprawdę nie jest dobrze.

People like you see it coming a mile off
Find it hard staying in line
It's not that no one really hears you
Just that nobody really cares
Like someone who's just seen the light
Like someone looking for a fight
Same thing every day, being foolish
Being asked to lose your seat
Don't look to me asking
To be helped up to your feet

Ringo lubi sięgać po klasyki amerykańskiej muzyki rozrywkowej, więc nie dziwi na tej płycie obecność You Belong To Me, którego okres świetności przypadł na lata 50. Słychać tu jednak, że Starr dobrze czuje się w takim repertuarze i że to naprawdę jego bajka. Śpiewa luźno, z feelingiem i łatwo wyczuwalną radością. Przyjemnie.

See the jungle when it's wet with rain
See the ocean from a silver plane
Just remember till you're home again
You belong to me

I'll be so alone without you
Darling, you'll be lonesome too and blue

Kolejny poprawnie wykonany cover z lat 50. Sure To Fall. Jak wyżej. Ciekawostką jednak jest, że ten utwór wyprodukowany został przez Paula, który zresztą udzielał się tu też instrumentalnie.

For lovin' you
Is the natural thing to do
I want you for the rest of my life

So hold me tight
Let tonight be the night
Darlin' don't ever let me go

Kolejny premierowy utwór na tej płycie Ringo dostał w prezencie od Stephena Stillsa. You've Got a Nice Way to rzecz niewątpliwie przyjemna do słuchania, jednak nie ma szans, bym ją zapamiętał, choćby nawet i podczas słuchania. Piosenka bezbarwna i powstała właściwie chyba na zasadzie prostego schematu Rzeczy, Które Muszą Być, By Była Piosenka.

Being' in love with you
Is like growing up into a child
All you got to do is look at me
Nothing I can do but smile
Back a few years ago I was blind
Now I can see for miles
Baby, you saved me, loving me
Will you stay for a while?

Album kończy uwspółcześniona wersja Back Off Boogaloo, czyli jednego z większych przebojów Ringo. Utwór oryginalnie wydany został w 1972 rok, a tekst odczytywany był jako atak na McCartneya i krytykę muzyki, którą ten tworzył po rozstaniu z The Beatles. Piosenka była wielkim przebojem i słusznie, gdyż to jeden z lepszych utworów Ringo (jego wielbicielem jest też... Paul). Ta wersja wzbogacona została o solo gitarowe z początku It Don't Come Easy, a także - niestety - o wiele słabszymi wokalami Starra. Bez znakomitych chórków i wigoru, który tak charakteryzował pierwowzór, to wykonanie nie ma żadnego sensu. Ringo śpiewa tu, jakby jedną nogą był już w samochodzie do domu, doszło tu trochę dęciaków, a chórki, zamiast podbijać dynamikę, wprowadzają niepotrzebny bałagan. Zbędne nagranie.

You think you're a groove
Standing there with your boogie shoes
And your stocks that match your eyes

Get yourself together now and give me something tasty
Everything you try to do, I know it sure sound wasted

Back off boogaloo
What you think you're going to do
I going to flash right from the start


Stop And Smell the Roses to zdecydowanie słabszy album Starra. Nie wymagam od Ringo wiele, może nawet wymagam od niego za mało. Ale fakt faktem jest, że jedynym powodem, dla którego jest sławny, jest to że był perkusistą The Beatles. Gdyby swoją karierę miał budować tylko na swoich solowych osiągnięciach, to do dzisiaj pies z kulawą nogą by o nim nie słyszał. Ta płyta zdaje się tylko potwierdzać tę tezę. O ile jego płyty to przeważnie średniaki, to Stop And Smell the Roses to rzecz fatalna. McCartney odwalił tu fuszerkę, a Ringo przez większość czasu śpiewa, jakby mu się nie chciało. Jedynie Harrison postanowił naprawdę pomóc przyjacielowi, a nie tylko dać mu odrzut ze swoich sesji do akurat nagrywanego albumu. Wszystko nagrane i śpiewane jest na jedno kopyto. Mimo mnogości producentów (aż sześciu) to płyta jest nagrana w tym samym, oklepanym stylu. Przeważnie płyty Starra są chociaż przyjemne. O tym krążku, nie można nawet tego powiedzieć. To po prostu zły album.

Ocena: 2/10


Stop and Smell the Roses: 32:23

1. Private Property - 2:44
2. Wrack My Brain - 2:21
3. Drumming is My Madness - 3:29
4. Attention - 3:20
5. Stop and Take the Time to Smell the Roses - 3:08
6. Dead Giveaway - 4:28
7. You Belong to Me - 2:09
8. Sure to Fall - 3:42
9. You've Got a Nice Way - 3:33
10. Back Off Boogaloo - 3:16

poniedziałek, 9 grudnia 2019

"Somewhere In England" - George Harrison [Recenzja]


Oryginalna okładka płyty Somewhere in
England
, odrzucona przez Warner Bros,
wykorzystana dopiero przy okazji reedycji
w 2004 roku.
Pierwszym albumem któregokolwiek Beatlesa wydanym po tragicznej śmierci Johna Lennona, był dziewiąty longplay George'a Harrisona, Somewhere In England. Płyta zaczęła powstawać jednak jeszcze na długo przed śmiercią Johna, bowiem pierwsze przymiarki do nagrywania poczyniono już w październiku 1979 roku, a nagrywanie rozpoczęto w marcu 1980. Rejestrowanie utworów odbywało się jednak sporadycznie, aż w końcu materiał został dostarczony do Warner Bros Records (dystrybutora wytwórni Dark Horse) pod koniec września. Warner Bros odrzuciła jednak materiał, uznając że jest za mało komercyjny. Harrison zgodził się więc ponownie opracować materiał. Odrzucono także oryginalną okładkę płyty, która została użyta dopiero przy wznowieniu tego albumu w 2004 roku.
W listopadzie George ponownie wziął się za nagrywanie w swoim studio we Friar Park, gdzie dołączył do niego Ringo Starr i razem nagrali dwie piosenki Harrisona (All Those Years Ago i Wrack My Brain), a także jeden cover You Belong To Me, który miał trafić na album Starra (Stop And Smell the Roses). Dwa z utworów zostały ukończone, natomiast All Those Years Ago George i Ringo zostawili niedokończone; później Ringo przyznawał, że było nagrane zbyt wysoko, by mógł to zaśpiewać.
8 grudnia 1980 roku John Lennon został zastrzelony. Roztrzęsiony i rozbity Harrison postanowił nagrać hołd dla swojego tragicznie zmarłego przyjaciela. Zmienił więc tekst All Those Years Ago, by można było go odnieść do zaistniałej sytuacji, a ponadto zaprosił do studia także Paula i Lindę McCartneyów i członka zespołu Wings, Denny'ego Laine'a, którzy nagrali chórki do piosenki.
Oprócz tej piosenki, Harrison napisał także Blood From a Clone (w której skrytykował Warner Bros za odrzucenie pierwotnej wersji płyty) i Teardrops oraz That Which I Have Lost. Pozostało jeszcze wykonanie nowego zdjęcia na okładkę i nowy materiał został w całości zaaprobowany przez Warner Bros.

Album rozpoczyna się typową dla reggae synkopą, bowiem to właśnie w takim nastroju utrzymany jest Blood From a Clone, czyli oczywisty atak skierowany przez Harrisona wobec Warner Bros. George krytykuje tu wytwórnię za to, że wymaga od niego, by się nie rozwijał, tylko wciąż robił to samo, byleby tylko się sprzedawało. Ale można to odczytywać to także, jako krytykę ówczesnego przemysłu muzycznego i kierunku, który obrała muzyka, nie szukając nowych rozwiązań, a tylko powielając sprawdzone patenty. Paradoksalnie sama piosenka też nie jest jakoś specjalnie oryginalna, jednak wypada naprawdę w porządku. Wokale Harrisona są rewelacyjne, melodia wpada w ucho, instrumentacja daje radę, a zgryźliwy tekst idealnie przystaje do kompozycji. Koniec końców, mimo że piosenka nie jest zbyt oryginalna, otwiera album jak najbardziej udanie.

Where will it all lead us?
I thought we had freed us
From the mundane, seems I'm wrong again
Could be they lack roots, they're still wearing Jack boots
And marching somewhere in the pouring rain

Try beating your head on a brick wall
Hard like a stone
Don't have time for the music
They want the blood from a clone

W podobne muzycznie tony uderza tez następujący po nim Unconsciousness Rules. Mamy tu wyraziste dęciaki, beatlesowskie chórki i znakomite wokale Harrisona, który znowu śpiewa jak za dawnych lat. Idealnie frazuje i pokazuje pełną skalę swojego głosu. Dość ciekawym zabiegiem, jak na jego twórczość, było umieszczenie solówki saksofonu w miejscu, gdzie zwykle znajdowało się solo gitary. Sam utwór jest radosny, dynamiczny i ciężko usiedzieć przy nim w miejscu. Nie ma w nim jednak agresji i frustracji, która charakteryzowała poprzednika, a jedynie dobry nastrój i chęć zabawy. I to właśnie głównie dzięki tej szczerości wypada on tak dobrze.

You've got yourself in a bind
You don't know how to unwind
Your senses unsatisfied
Take you along on a ride
You've got a way and a stance
That says you'll dance the pants off of everyone
Then you go back on the floor
You got to get through the door where the unconsciousness rules

Na albumach Extra Texture (Read All About It), Thirty Three & 1/3 i George Harrison, ex-Beatles postanowił odejść od piosenek, których głównym tematem była wiara. Life Itself jest poniekąd powrotem do stylistyki z płyt All Things Must Pass i - przede wszystkim - Living In the Material World. Mamy tu więc ponownie egzystencjalne rozważanie, które kończy konstatacja, jak wspaniały jest Bóg. Harrison ponownie wraca tu z charakterystyczną konstrukcją, tak bardzo typową dla jego utworów poświęconych tej tematyce. Mamy tu więc w tle podniosłe chórki, znakomite partie gitary i melancholijny wokal, który momentami zahacza jednak o pełne pasji zaśpiewy. Świetne zwolnienie po poprzednich dwóch killerach. Przepiękny kawałek.

You are the one, you are my love
You send the rain and bring the sun
You stand alone and speak the truth
You are the breath of the life itself

George Harrison, Ringo Starr i Paul McCartney na jednym nagraniu. Brzmi to, jak spełnienie marzeń każdego fana Beatlesów, gdyby nie tragiczne okoliczności, które wpłynęły na ich decyzję wspólnego nagrania utworu All Those Years Ago. Jak już wspominałem we wstępie, piosenka ta napisana została jeszcze przed śmiercią Johna i Harrison nagrał ją wraz ze Starrem. Po śmierci Lennona do studia przybył jednak McCartney z żoną i swoim kolegą z zespołu Wings, Dennym Lainem i wspólnie nagrali hołd dla zmarłego przyjaciela. George przerobił tekst (oryginalnie miał to być poza tym utwór na kolejną płytę dla Ringo), w którym odnosi się do przebojów Johna, All You Need Is Love i Imagine. Piosenka osiągnęła wielki sukces i stała się jednym z najbardziej znanych nagrań Harrisona. Utwór trafił na 13 miejsce w Stanach i na aż 2 w Anglii, okazując się największym komercyjnym sukcesem George'a od czasu singla Give Me Love (Give Me Peace On Earth). Jednak ten utwór zdecydowanie na ten sukces zasłużył (chociaż, nie ma co ukrywać, to właśnie śmierć Lennona była głównym czynnikiem, który wywindował tę piosenkę tak wysoko). Mamy tu beatlesowskie chórki, refleksyjny tekst i smyczki budzące skojarzenia z I Am the Walrus, a mówiąc szerzej całym albumem Beatlesów Magical Mystery Tour. To zdecydowanie mój ulubiony utwór z płyty zasługujący na szczególną uwagę. All Those Years Ago, mimo smutnych okoliczności powstania, to piosenka raczej radosną i refleksyjna; śpiewana kogoś, kto wspomina dawne czasy z sentymentem i patrzy do przodu (zupełnie inaczej niż miało to miejsce przy Here Today - hołdzie dla Lennona złożonym przez McCartneya na jego płycie Tug of War).

I'm talking all about how to give
They don't act with much honesty
But you point the way to the truth when you say
All you need is love

Living with good and bad
I always looked up to you
No we're left cold and sad
By someone, the devil's best friend
Someone who offended all

W zdecydowanie odmiennym nastroju utrzymany jest Baltimore Oriole. To rzecz podniosła i bezbłędnie wykonana. Jest to bowiem cover utworu z 1942 roku, jednak zdecydowanie wolę wersję Harrisona od oryginału. Wspaniała rzecz, wprowadzająca na płycie zdecydowanie odmienny nastrój, kończąc zarazem stronę A longplaya.

Baltimore Oriole
Took one look at that mercury, forty below
No life for a lady
To be dragging her feathers around in the snow
Leaving me blue, off she flew
To the Tangipaho, down in Louisiana
Where a two timimg Jaybird
Met the divine Miss O
I'd like to ruffle his plumage
That Baltimore Oriole
Messed around with that big guy
Till he singed her wings
Forgiving is easy, it's a woman like, now and then
Could happen to thing

Klimat zadumy zostaje jednak momentalnie przełamany przez dynamiczny i radosny Teardrops, który został wybrany do promowania albumu po All Those Years Ago. Rzecz jasna nie odniósł takiego sukcesu (można nawet powiedzieć, że przepadł na listach przebojów), jednak zasługuje zdecydowanie na uwagę. Piosenka została napisana już po odrzuceniu pierwotnego materiału przez Warner Bros. Harrison wspomina, że wytwórnia wymagała, by napisał on potencjalnie hitowy singiel, który mógłby być skierowany do ludzi pomiędzy 14 a 20 rokiem życia. Podczas wakacji George napisał więc Teardrops, który jak najbardziej mógłby takim hitem się stać. Nie mógł jednak konkurować z piosenką, która nawiązywała do śmierci Lennona, która już wtedy wstrząsnęła całym światem. W związku z tym utwór po prostu popadł w zapomnienie, a szkoda, bo mimo aranżacji mocno osadzonej w powstałym czasie, nie trąci on myszką, a nawet wciąż brzmi świeżo i potrafi ożywić.

In the eyes of the lonely man
Everything is cold and hopeless that he looks upon
He needs a friend, a lover who can comfort him
His deeds offend he knows that he has brought on him

Teardrops, I've had my share of crying buckets full of
Teardrops, so hard to take I got a soaking with those
Teardrops and it feels like I have taken over from the rain

That Which I Have Lost to jednak pierwsza na tej płycie zapchajdziura. George i tak dość długo się trzymał, jak na jego solowe albumy (mówię o okresie od Dark Horse), nie dostarczając nam tak długo żadnego wypełniacza. Ten moment jednak nadszedł. Nie będzie zaskoczeniem więc, jeśli napiszę o tym kawałku, że to rzecz zupełnie niezapamiętywalna i dosłownie przelatująca między uszami. Szkoda gadać.

As all had seemed lost a light from Heaven breaking
A flash inward illumination
Enriched his life more than any words can tell
He stood there, life renewed fresh as rain
Scales where falling from his eyes again
The bolts of his prison opening he's saying

Writing's on the Wall to strona B singla All Those Years Ago. Harrison znowu sięga tu po swoje spirytualistyczne rozważania i znowu robi to równie dobrze. Ten utwór ma jeszcze więcej nastroju zadumy i melancholii niż Life Itself i wypada naprawdę zachwycająco. Można się zadumać i zasłuchać. Wspaniałe.

It looks you in the eye, mister
It's time we stand up tall
Go see and understand the writing's on the wall
Strange we hold on to things that have no grace or power
While death holds on to us much more with every passing hour

Hong Kong Blues to kolejny cover Hoagy'ego Carmichaela (drugi po Baltimore Oriole). Utwór napisany został w 1939 roku, a nagrany w 1944. George wykonuje to poprawnie, chociaż jest to kolejny zbędny wypełniacz, który niczego nie wnosi do albumu.

It's the story of a very unfortunate colored man
Who got arrested down in old Hong Kong
He got twenty years privilege taken away from him
When he kicked old Buddha's gong

Tytuł mógłby sugerować podniosłą, pełną nadęcia i moralizatorstwa pieśń, jednak na szczęście Save the World to rzecz pogodna, żwawa i rozwijająca temat w prosty sposób, bez popadania w pułapkę zbyt górnolotnych przesłań. Tekst bardzo przypomina protest songi, z których słynął Lennon, a melodia kojarzy mi się nieodzownie z płytami Ringo (chociaż to zwolnienie nasuwa też skojarzenie z solowym Paulem). Mimo, że George nie miał tego z pewnością na celu, to ja lubię myśleć że o ile All Those Years Ago było hołdem dla Lennona, to Save the World jest hołdem dla Beatlesów (jeszcze te odgłosy, które kojarzyć się mogą tylko z Yellow Submarine). Fajne zakończenie płyty.

We've got to save the world
Someone else may want to use it
So far we've seen
This planet's rape, how we've abused it

Russians have the biggest share
With their long fingers everywhere
And now they've bombs in outer space
With laser beams and atomic waste


Somewhere In England to płyta udana, którą spokojnie można postawić w jednym szeregu z George Harrison, w kategorii: dobre. Brakuje jej może do albumów z początków kariery Harrisona, ale do tego poziomu Beatles wrócić miał dopiero w 1987 roku. Nigdy nie wymagałem od George'a większego poziomu niż "przyzwoity", więc w tym kontekście Somewhere In England to pozytywne zaskoczenie. Strona A wypada znakomicie; nie ma tam żadnego słabego utworu. Ogólną ocenę płyty obniża jednak strona B, która w większości składa się z wypełniaczy, lub rzeczy słabych. Szkoda zmarnowanego potencjału, bo gdyby poświęcono więcej czasu na dopracowanie materiału, mielibyśmy być może do czynienia z lepszą płytą. 

Ocena: 7/10

piątek, 6 grudnia 2019

"George Harrison" - George Harrison [Recenzja]


Większość materiału na kolejny, ósmy już, album, George Harrison napisał w 1978 roku, podczas prowadzenia spokojnego życia z Olivią Trinidad Arias (którą poślubił 2 września 1978), zostania po raz pierwszy ojcem, gdy urodził mu się syn, Dhani (1 sierpnia), a także spędzając czas oddając się swojej drugiej pasji, czyli przyglądaniu się wyścigom samochodowym. Pisząc nowe utwory, George słuchał swojego albumu All Things Must Pass starając się przywołać ducha tamtych nagrań.
Nagrania miały miejsce w domowym studiu Harrisona, a sesje zaszczycili tacy goście, jak m.in. Eric Clapton i Gary Wright. Wydany w 1978 roku album w wytwórni Dark Horse zebrał raczej ciepłe recenzje, co musiało być dla Harrisona miłą odmianą po recepcji kilku jego wcześniejszych longplayów (zresztą, umówmy się, zły odbiór był usprawiedliwiony bardzo niskim poziomem materiału na tych płytach). Początkowo album miał nazywać się Faster, jednak ostatecznie zdecydowano się na najprostszy możliwy tytuł; po prostu George Harrison.

Płytę otwiera ciepły i optymistyczny Love Comes To Everyone. Utwór ten miał początkowo być pierwszym singlem promującym ten album, jednak ostatecznie został wydany jako drugi. Bardzo dobrze sprawdziłby się jednak w roli singla, gdyż świetnie prezentuje sobą nastrój całej płyty, a także moment życia, w którym znajdował się Harrison, nagrywając ten materiał. Z tego utworu wylewa się aż radość i czuć, że George jest naprawdę szczęśliwy. Żona, syn, brak pośpiechu i oddawane się pasji zdecydowanie odbiło się na jego muzyce. Melodia nie jest może specjalnie wyszukana, jednak ten utwór stoi głównie klimatem i radosną aurą. Potrafi dobrze wprawić w dobry humor i znakomicie otwiera longplay.

There in your heart
Something that's never changing
Always a part of
Something that's never aging
That's in your heart
It's so true it can happen to you all, there
Knock and it will open wide
And it only takes time
'Til love comes to everyone

Not Guilty to najstarszy utwór na tej płycie, bowiem sięga aż 1968 roku i powstał z myślą o "Białym Albumie" The Beatles. Jej aranż na tej płycie idealnie oddaje klimat oryginalnych wykonań ze studia Abbey Road w '68. Mamy tu więc powoli sączący się delikatny jazz z typowym dla tamtych czasów dla Harrisona tekstem, który napisał podczas medytacji w Indiach. Podobno na Not Guilty Harrison natrafił w 1978 roku przypadkowo i zdecydował się nagrać ją ponownie na swój nadchodzący album, ponieważ szkoda było, by taka piosenka się zmarnowała. Cieszę się, że doczekała się oficjalnego wydania, gdyż szczególnie na to zasługuje. Żałuję tylko, że George poprzez dość kiepskie prowadzenie swojej kariery (mam tu na myśli głównie słabe albumy) spowodował, że nie miała ona szansy zaistnieć i stać się przebojem chociaż w niewielkim stopniu. Rewelacyjny kawałek i mój ulubiony moment longplaya.

I don't expect to take your heart
I only want what I can get
I'm really sorry that you're underfed
But like you heard me said
I'm not guilty

"Beatlesów ciąg dalszy". Tak można by określić Here Comes the Moon. Chyba nie trzeba tłumaczyć do jakiej piosenki jest to oczywista aluzja. George nie po raz pierwszy popełnia autoplagiat (This Guitar Can't Keep From Crying z longplaya Extra Texture) i nie po raz pierwszy wychodzi z tego obronną ręką. Jasne, można mu zarzucić ewidentne prowadzenie piosenki na identycznych motywach. I jest to więcej niż oczywiste, jednak dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, gdyż nie oceniam tu rozwoju artysty, a poziom jego piosenek, a przy okazji Here Comes the Moon jedynym podobieństwem do Here Comes the Sun jest właściwie tylko ciepły i optymistyczny klimat utworu (no i tytuł, rzecz jasna). Piosenka ma świetny tekst, znakomite wokale Harrisona i przepiękne partie gitar. Bardzo mi się podoba i jest to jeden z moich ulubionych utworów George'a w jego solowej karierze.

God's gift I see that's moving up there into the night
Though dark, the mirror in the sky reflects us our light
Looks like a little brother to the sun
Or mother to the stars at night
And here it is and here it comes

Here comes the moon

Podobnie przyjemnie, choć już nie tak dobrze, wypada także Soft-Hearted Hana. Jest to kolejny radosny kawałek, który charakteryzuje się nad wyraz przyjemną (choć niezapamiętywalną) melodią. Uwagę warto zwrócić tu jednak na świetną instrumentacją, która wypada więcej niż dobrze. Fajny zapychacz, ale wciąż jednak zapychacz. Uwagę zwrócić jednak można na tekst, który opisuje... działanie grzybków halucynogennych, z którymi Harrison miał kontakt na wyspie Maui.

I fell in love with my Soft-Hearted Hana
She entered right in through my heart
And now although we're miles apart
I still feel her
She lives beneath the crater in the meadow
She moves among the fruit and grain
You can meet her after heavy rain has fallen

Jako pierwszy na singiel promujący płytę wybrany został Blow Away i jest to jeden z większych przebojów George'a nie tylko z tej płyty, ale i z całej kariery. Jest to bardzo fajny, melodyjny utwór, którego refren potrafi na dłużej zapaść w pamięć. Zaczyna się jak kolejna ciepła ballada, ale po chwili piosenka nabiera tempa i refren jest już jak najbardziej skoczny i słucha się tej piosenki z niekłamaną przyjemnością. Nie da się ukryć jednak, że jest to rzecz bardzo mało skomplikowana (żeby nie powiedzieć prosta) i zaaranżowana jak typowy popowy kawałek z tamtych czasów. Pomogło to jednak Blow Away stać się przebojem i nawet dzisiaj ten numer całkiem dobrze się trzyma. Co ciekawe, ta optymistyczna i radosna piosenka jest efektem irytacji George'a z powodu... przeciekającego dachu w Friar Park. Piosenka w Wielkiej Brytanii praktycznie przepadła na listach, ale w Stanach załapała się do Top 20. Bardzo fajna rzecz.

Day turned black, sky ripped apart
Rained for a year until it dampened my heart
Cracks and leaks
The floorboards caught rot
About to go down
I had almost forgot

Faster - tak właśnie miała się na początku nazywać ta płyta. Piosenkę tę George napisał zafascynowany mistrzostwami Formuły 1, których był wiernym obserwatorem w 1977 roku. Od dawna już pałał miłością do tego sportu, jednak dopiero pod koniec lat 70. znalazł na tyle czasu, by móc mu się ponownie poświęcić, jak widz (i sponsor). Piosenka ta wydana była jako trzeci singiel z płyty, a dochód z jej sprzedaży przeznaczono na fundację walki z rakiem imienia Gunnara Nilssona - szwedzkiego rajdowca, który zmarł na tę chorobę. Piosenka jest bardzo przyjemna i optymistyczna. Świetnie się tego słucha, chociaż ma się też świadomość, że nie wnosi do tego longplaya zbyt wiele.

The people were intrigued
His wife held back her fears
The headlines have acclaim
He'd realized their dreams
Faster than a bullet from a gun
He is fasten then everyone
Quicker than the blinking of an eye
Like a flash you could miss him going by
No one knows quite how he does it but it's true they say
He's the master of going faster

Dark Sweet Lady poświęcone jest z kolei jego nowej żonie, Olivii. Piosenka opowiada o tym, jak bardzo Harrison szczęśliwy jest z tego, że znalazł kogoś, kogo naprawdę kocha i z kim chce spędzić resztę życia. Romantyczny tekst obudowany jest bardzo delikatną muzyką, George prezentuje tu naprawdę piękne wokale, jednak - po raz kolejny - ma problem z refrenem, bowiem jest to rzecz kompletnie nie do zapamiętania. A szkoda, bo gdyby tak było, to piosenka byłaby jeszcze lepsza.

You came and helped me through
When I'd let go
You came from out the blue
Never have known what I would done without you
My dark sweet lady
Your heart so close to mine
You shine so heavenly and
I love you dearly

Miłosnych piosenek ciąg dalszy. Your Love Is Forever to kolejny balladowy wypełniacz o nadzwyczajnej urodzie. Podoba mi się zdecydowanie bardziej niż poprzednik. Ma lepszą melodię, chociaż dość grafomański tekst. Ma wreszcie melodię w refrenie, którą łatwo zapamiętać, a także fajne solo gitarowe. Piękna rzecz.

I feel it and my heart knows you're the one
The guiding light in all your love shines on
The only lover worth it all
Your love is forever

Your love is forever
I feel it and my heart knows
That we share it together

Soft Touch to utwór wydany jako strona B singla Blow Away. Piosenka docelowo napisana była na album Thirty Three & 1/3. Melodia utworu oparta jest o linię rogu z utworu Run of the Mill z płyty All Things Must Pass. Harrison mówił o Soft Touch, że jest to właściwie "opis wyspy w pigułce". Rzeczywiście, czuć tu bardzo fajny klimat, całość ma fajną melodię i kolejne fajne partie gitary.

As a cool wind blows me
All the treetops whisper
To your soft touch baby
As a new moon rises
Those ideas of heaven
Fall in your soft touch baby

Eyes that shine from depths of your soul
Fixed by their charm, take my control
Love so sweet as the ocean is wide
Caught by your waves
Drawn to your side

Album zamyka If You Believe, czyli utwór, który George zaczął pisać z Garym Wrightem, a do którego słowa dokończył miesiąc później. Po raz kolejny w swojej twórczości, Harrison podkreśla tu istotę wiary w życiu człowieka. Nie ma tu może takiego patosu, jak np. w Hear Me Lord (bardziej przyrównałbym to do Awaiting On You All). Piosenka ma bowiem radosny i pochwalny charakter, jest pełna dęciaków i świetnych partii gitary. George śpiewa tu z wielką pasją i radością. Znakomite i optymistyczne zwieńczenie płyty.

You can worry your life away with
Not knowing what each new day may bring to you
Or take each day as it goes on
Wake up to the love that flows on, around you

If you believe - if you believe in you
Everything you thought is possible, if you believe
If you believe in me
All your love's reflected back to you
When you believe


George Harrison to zdecydowanie jeden z najlepszych albumów "cichego Beatlesa". Może kompozycje tu zawarte nie są jakoś szczególnie wybitne, jednak cały longplay jest naprawdę spójny pod kątem klimatu. Płyta wypada nad wyraz optymistycznie i ciepło, będąc najlepszym świadectwem okresu, w którym wówczas znajdował się Harrison. Wszystko w jego życiu zaczynało się wreszcie układać i postanowił swoją radość wyrazić w swoich piosenkach. Ten zamysł jak najbardziej się udał i powstał longplay, który wręcz zaraża ciepłem i optymizmem podczas słuchania. W głowie nie zostaje jeszcze tyle, ile powinno, ale chociaż słucha się tego bez bólu, a wręcz z prawdziwą przyjemnością.

Ocena: 7/10

"PWRϟUP" - ACϟDC [Recenzja]

Po tragicznej śmierci Bona Scotta w 1980 roku, zespół ACϟDC z pewnością nie miał z górki. Zdarzało się wiele zawirowań, jednak chyba kolejną...